czwartek, 3 października 2013

Orly - High On Hope - kolekcja Hope & Freedom Fest [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Bez zbędnych wstępów - przychodzę do Was z prezentacją przepięknego reprezentanta kolekcji Hope & Freedom Fest, czyli wiosennej odsłony lakierów Orly. Przed Wami High on Hope, czyli najbardziej jesienny spośród wiosennych Orlików :)


KOLOR:
High On Hope, to przepiękny lakier o bazie w kolorze głębokiego odcienia granatu, nieco przykurzony, ale za to wyposażony w pierdyliard drobinek, połyskujących na złoto, różowo i fioletowo, przez co lakier w pierwszej chwili sprawiał wrażenie, jakby był shimmerowym fioletem. Nic bardziej mylnego! High On Hope, to zdecydowanie granat, ale za to jaki! Chyba żaden aparat nie jest w stanie pokazać go w pełnej krasie z całym jego urokiem. Drobinki są widoczne na paznokciach niemal tak dobrze, jak w buteleczce i absolutnie fantastycznie połyskują! :)


KONSYSTENCJA:
Lakier jest stosunkowo rzadki, ale bardzo dobrze trzyma się płytki podczas malowania i nie rozlewa się po skórkach.

PĘDZELEK:
Orly jest wyposażony w wąski pędzelek, który - mimo mojej niechęci do tego rodzaju pędzelków - jest, o dziwo, całkiem wygodny. Dobrze rozprowadza lakier na paznokciach i pozwala dokładnie kontrolować jego aplikację, dzięki czemu nawet przy tak ciemnym kolorze nie miałam zapaskudzonych skórek ;)


TRWAŁOŚĆ:
Co do tego jeszcze uzupełnię informację. Na razie noszę go dwa dni i chociaż nabawiłam się drobnych odprysków, to jednak szczerze przyznaję, że nie oszczędzałam dłoni, więc nie zwalałabym tego na lakier. Ważne jest to, że lakier bardzo nieznacznie ściera się na końcówkach, a trwałość sprawdzę jeszcze przy okazji kolejnych malowań :)

ZMYWANIE:
Nieco trudniejsze, niż w przypadku lakierów kremowych, ale obyło się bez metody foliowej, choć drobinki stawiają opór. Na szczęście lakier zafarbował ani płytki, ani skórek.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Pełnowymiarowe lakiery Orly kosztują z tego co pamiętam 44zł, natomiast miniaturki 17 zł. Możecie je kupić w sklepie dystrybutora lakierów Orly KLIK.



w sztucznym świetle
w sztucznym świetle






I jak? Podoba Wam się? Ja jestem nim szczerze oczarowana! To najpiękniejszy lakier, jaki ostatnio wpadł w moje ręce! I pomyśleć, że gdyby nie krzyżówka z Twojego Stylu, to takie cudo ominęłoby mnie z daleka ;)
K.
Czytaj dalej

poniedziałek, 30 września 2013

Farmona - Sensitive Eco Style - nawilżająco-wygładzający balsam do ciała

Cześć Dziewczyny!

Wrzesień już właściwie za nami, więc za chwilę przyjdzie pora na posty podsumowujące ten miesiąc, ale zanim to nastąpi, na ostatni dzień września przygotowałam dla Was kolejną recenzję balsamu do ciała, który w ostatnich dniach dobił dna. Warto o nim wspomnieć, bo to kolejny przyjemniaczek, który przewinął się przez naszą łazienkę. Tym razem zapraszam Was na moją opinię o balsamie nawilżająco-wygładzającym z serii Sensitive Eco Style od Farmony, który otrzymałam na lipcowych Igraszkach Kosmetycznych :)


PRODUCENT O PRODUKCIE:


DZIAŁANIE:
Balsam Sensitive Eco Style okazał się być całkiem niezłym nawilżaczem (choć uczulam, że zarówno moja skóra, jak i skóra mojego faceta należą raczej do tych mało wymagających), więc świetnie sprawował się jako produkt do codziennego stosowania. Dobrze nawilżał i rzeczywiście nieco wygładzał skórę, po jego użyciu była ona przyjemna w dotyku. O ile dla nas działanie produktu było satysfakcjonujące, tak sądzę, że osoby o suchej skórze raczej byłyby zawiedzione jego działaniem.

Dla mnie ogromnym plusem tego produktu był też stosunkowo neutralny zapach, który nie utrzymywał się zbyt długo na skórze, więc był dobry, jako "baza pod perfumy", stosowane przeze mnie i Michała, ponieważ nie zakłócał ich zapachu. Poza tym, wielokrotnie to powtarzałam, nie chcę, żeby mój facet pachniał przez pół dnia kokosem czy różami :D

KONSYSTENCJA:
Balsam od Farmony miał stosunkowo rzadką konsystencję, ale na szczęście nie spływał z dłoni podczas aplikacji. Taka formuła sprawiła, że balsam bardzo szybko i łatwo można było rozprowadzić na większych powierzchniach skóry. Produkt szybko się wchłaniał i nie zostawiał żadnego wyczuwalnego filmu na skórze.


KOLOR/ZAPACH:
Produkt ma typowy dla balsamów biały kolor i, jak już wspominałam, pachnie dość neutralnie. Odrobinę kwiatowo, ale na tyle delikatnie, że trudno mi skojarzyć ten zapach z czymkolwiek znajomym. Zapach uprzyjemnia aplikację produktu, ale nie dominuje później na skórze, co jest dla mnie dużym plusem rano, kiedy sięgam po konkretne perfumy (bo wieczorami lubię sięgać po pachnące balsamy solo, ale to zupełnie inna bajka :)).


OPAKOWANIE:
Balsam zamknięto w minimalistycznym, białym opakowaniu o zawartości 250 ml. Nadruki sprawiają bardzo przyjemne wrażenie i kojarzą mi się dokładnie z takim typem produktów, jaki reprezentuje balsam z Famony, czyli przyzwoitymi nawilżaczami o przyjemnym zapachu. Opakowanie jest raczej wygodne, a płaska zakrętka ułatwia zużycie produktu do końca, ponieważ można postawić go do góry nogami, żeby wszystko spłynęło do "dziubka". Jedyne co nie przypadło mi do gustu to to, że balsam dość łatwo zastyga przy ujściu i tworzą się tam takie nieestetyczne kluchy ;)


WYDAJNOŚĆ:
Z racji dość rzadkiej konsystencji, produkt dość szybko się zużywa. Stosowany codziennie przez mojego chłopaka i prawie codziennie przez mnie, wystarczył nam tylko na około 3 tygodnie. Nie obraziłabym się, gdyby został z nami jeszcze ten tydzień dłużej, no ale nie jest tak źle, jeśli spojrzeć na relację wydajności do ceny.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkt można dostać na pewno w sklepie internetowym Farmony za jedyne 9 zł. Zdaje się, że to jakaś nowość w ofercie Farmony, więc nie spotkałam go jeszcze w żadnej z drogerii, ale widziałam go na pewno w jednej z gazetek Hebe :)

SKŁAD:

Tym razem spotkanie z produktem Farmony nie wywołało fajerwerków w mojej łazience, ale mimo to, na pewno mogę zaliczyć je do udanych :) 

Czy spotkałyście się już z balsamami z tej serii? Jakie macie o nich zdanie? A może macie innych neutralnych pewniaków, których mogłybyście polecić? :)
K.
Czytaj dalej

piątek, 27 września 2013

Essie - My Better Half - kolekcja Using My Maiden Name - Wedding 2013 [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Przed Wami kolejne Essiątko z mojej dość obszernej kolekcji. Tym razem mój wybór padł na jednego z reprezentantów kolekcji Wedding 2013, noszącej podtytuł Using My Maiden Name. Wprawdzie sezon ślubny raczej ma się już ku końcowi, to jednak ten lakier z pewnością wpadnie w oko nie tylko Pannom Młodym! Przedstawiam Wam Essie o uroczej nazwie My Better Half! :)


KOLOR:
My Better Half to piękny dość mocno różowy lakier, o nieco chłodnej tonacji (moim zdaniem to kolejny kuzyn mojego ukochanego Splash of Grenadine KLIK), wyposażony w drobniuteńki shimmer, migoczący na różowo, fioletowo i niebiesko. W buteleczce są one bardzo, bardzo mocno widoczne, na szczęście na paznokciach nadal je widać i jest ich całkiem sporo, ale efekt nie jest przesadzony. Drobinki/shimmer tworzą efekt, który można by określić jako coś na pograniczu wykończenia metalicznego i perłowego, może nawet trochę frostowego. Moim zdaniem, w przypadku My Better Half, efekt ten daleki jest od tandety, choć z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Drobinki ładnie połyskują zarówno w słońcu, jak i w sztucznym świetle, dlatego nie jest to kolor, który przypadłby do gustu fankom kremów, ale ja tam lubię czasem pomigotać ;)

Obawiałam się nieco, że takie wykończenie lakieru spowoduje, że na płytce będą widoczne ślady pędzelka, ale nic bardziej mylnego. Są one widoczne jedynie w stopniu minimalnym i należałoby się mocno przyjrzeć, żeby cokolwiek dostrzec (jak ktoś bardzo będzie chciał, to pewnie mógłby się przyczepić ;)), ale użycie top coatu w całości niweluje ewentualne ślady.


PĘDZELEK:
Moja wersja My Better Half, to wersja profesjonalna, przeznaczona dla salonów manicure, dlatego jest ona wyposażona w cienki pędzelek, taki, jaki zazwyczaj mają wersje amerykańskie Essie. Przyznam, że nie należę do fanek tego pędzelka, ale w przypadku MBH, jego obsługa była już sporo łatwiejsza, niż w przypadku chociażby Sunday Funday (KLIK). Myślę, że jest to zasługa lepszego krycia i nieco mniej problematycznego odcienia.

KRYCIE:
My Better Half bardzo dobrze pokrył płytkę po standardowych dwóch warstwach lakieru, choć już pierwsza warstwa zdradziła jednak, że akurat ten kolor jest bardzo dobrze napigmentowany.


TRWAŁOŚĆ:
I tu niestety jest klops... Bo okazało się, że ten Essie raczej nie będzie moją lepszą połówką. Niestety już po pierwszej dobie noszenia lakieru moim oczom ukazały się dość solidne odpryski, co bardzo mocno mnie zawiodło, bo po wersji profesjonalnej spodziewałabym się raczej więcej, niż mniej. 

Zastanawiam się co mogłoby wpłynąć na tak słabą trwałość, tym bardziej, że ostatnio każdy lakier jakby słabiej się trzyma moich paznokci... Wcześniej nosiłam Essie spokojnie po 5-6 dni, a teraz, mimo znacznie lepszej kondycji paznokci, ten czas skrócił się do 3-4 dni. I to bez względu na to, czy sięgam po wersję profesjonalną, czy klasyczną, drogeryjną. Jedyne co zmieniłam to używany top coat (z Essie Good To Go na Sally Hansen Insta-Dri), baza ciągle jest ta sama (Essie Nourish Me). Czy to możliwe, żeby to jednak top tak bardzo skracał trwałość lakieru? Spotkałyście się z tak drastycznymi zmianami? ;) Dodam, że wcześniej lakiery trzymały się mnie podobnie bez względu na używany top, choć rzeczywiście po Good To Go sięgałam najczęściej.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Tegoroczna kolekcja ślubna również nie pojawiła się w naszych polskich drogeriach, ale jest ona dostępna w salonach manicure, pracujących na lakierach Essie. Niektóre z nich prowadzą również sprzedaż (również internetową) tych lakierów w cenie ok.45-49 zł. 

A teraz zapraszam na prezentację My Better Half w pełnej krasie! Zdjęcia robiłam zarówno w cieniu, jak i w pełnym słońcu. Myślę, że udało mi się też uchwycić to, jak pięknie migoczą drobinki z lakieru :)






I co myślicie o tym kolorze? Lepsza połówka, czy zdecydowanie tylko krótki romans?
K.

P.S. Czy wiecie może, czy istnieje możliwość wyłączenia autokorekty przez osoby, które nie mają założonego konta Google+? Mam wrażenie, że i mnie dopadło to dziadostwo, ale niestety nie mogę skorzystać z instrukcji, krążącej od kilku dni w internecie, ponieważ dotyczy ona tylko osób, które posługują się kontem G+... Jeśli to ma być sposób na wymuszenie założenia konta, to jest to wyjątkowo nieczyste zagranie ze strony Google, tym bardziej, że blogi urodowe właściwie nie mają racji bytu bez odpowiednich zdjęć. Zresztą jaki autor, męcząc się nad odpowiednim oświetleniem zdjęć i późniejszą ich obróbką w programach graficznych chciałby, żeby Blogger decydował za niego czy zdjęcie ma odpowiednią jakość...
Czytaj dalej

czwartek, 26 września 2013

Lirene - Intensywna Regeneracja - balsam do ciała

Cześć Dziewczyny!

Pora na trochę pielęgnacji, w końcu równowaga na blogu musi być :) Postanowiłam przybliżyć Wam balsam, który wykończyliśmy na początku miesiąca, a który zdecydowanie wart jest uwagi, zwłaszcza teraz, kiedy lada moment rozpocznie się sezon grzewczy. Dzisiaj zapraszam Was na moją opinię o balsamie do ciała z linii Intensywna Regeneracja od Lirene.


Od producenta:


DZIAŁANIE:
Balsam do ciała od Lirene funduje mojej skórze solidną dawkę nawilżenia i świetnie radzi sobie z ułatwieniem jej powrotu do dobrej kondycji. Wprawdzie moja skóra nie miewa większych problemów z przesuszeniami, ale sądzę, że dzięki treściwej konsystencji balsamu, również i osoby, borykające się z suchą skórą będą zadowolone z działania tego produktu.

Balsam Intensywna Regeneracja stosowałam codziennie lub co drugi dzień, wespół z moim mężczyzną. W tym czasie okresowo, zwykle rano, sięgałam również po balsamy zapachowe z Bath & Body Works i zawsze dopasowywałam je do aktualnie noszonego zapachu. Lirene stosowałam zwykle po wieczornej kąpieli lub kiedy miałam w zamiarze użycie zapachu, do którego nie mam odpowiednio dopasowanego balsamu.

Moja skóra, po użyciu balsamu Intensywna Regeneracja była intensywnie nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Balsam ma tę zaletę, że dość szybko się wchłania i choć wymaga to kilku minut, to zajmuje to nie dłużej, niż przykładowo umycie zębów :) Mimo, że balsam zawiera już na drugim miejscu parafinę, to nie odniosłam wrażenia, żeby na skórze pozostawała jakakolwiek nieprzyjemna warstwa. Nie zauważyłam również powstawania ewentualnych wyprysków. Moja skóra reagowała na niego bardzo dobrze.

Działanie balsamu docenił również mój Michał, który dotychczas był fanem balsamu ujędrniającego MaXSlim (również z Lirene). Już po pierwszym użyciu Intensywnej Regeneracji triumfalnie oznajmił, że koniecznie powinnam napisać, że ten balsam dużo lepiej nawilża i szybko się wchłania, więc piszę! A z ust faceta, który nie stosuje wiele więcej niż 5 kosmetyków, to naprawdę coś :)


KONSYSTENCJA:
Balsam ma dość gęstą, ale jednocześnie lekką konsystencję. Jest w miarę zwarty, ale bardzo łatwo rozprowadza się na ciele, nie tworząc smug i nie zostawiając białego nalotu.

ZAPACH:
Przy wyborze balsamu, po który będziemy sięgać oboje kieruje się, obok kryterium nawilżenia, również tym, żeby zapach był dość neutralny. Zależy mi na tym, żeby był przyjemny dla nosa, ale jednocześnie nie utrzymywał się zbyt długo na ciele i nie był dominujący. To również dobra cecha balsamu, który ma być tylko tłem dla różnorakich perfum. Lirene w pełni spełnia te wymagania, dzięki czemu ja mogę bez przeszkód używać ulubionych zapachów, a i mój chłopak pachnie tylko sobą i Bossem, zamiast różami i Bossem ;)



OPAKOWANIE:
Balsam umieszczono w dużej czerwonej butli o pojemności 400 ml. Butelka ma typowe dla marki Lirene wgłębienie przy wieczku, które ułatwia otwarcie produktu nawet mokrymi dłońmi. Design opakowania jest dość minimalistyczny, ale charakterystyczny i przyjemny dla oka. Zaletą butli jest, znowu typowa dla Lirene, płaska "nakrętka", dzięki czemu pod koniec można postawić produkt do góry nogami i zużyć go do końca.


WYDAJNOŚĆ:
Balsam wystarczył nam mniej więcej na dwa miesiące codziennego użytkowania. Mój chłopak sięgał po niego regularnie, co do dnia, natomiast ja - tak jak wspominałam - czasami przeplatałam jego stosowanie użyciem balsamu, odpowiadającego wybranej wodzie toaletowej, ale uśredniając i tak wyszłoby, że sięgałam po niego niemal codziennie.



CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Balsam jest łatwo dostępny we wszelkich drogeriach, takich jak Natura, Hebe, Super-Pharm czy Rossmann. Bez promocji (a te zdarzają się często) jego cena kształtuje się w okolicach 16-18zł. Jak za taką pojemność, jest to bardzo korzystna cena.

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Tak! Intensywna Regeneracja zdecydowanie wejdzie do naszego grona pewniaków! Lubię znać i mieć sprawdzone i jednocześnie uniwersalne produkty, dlatego jestem pewna, że ten balsam jeszcze niejednokrotnie pojawi się w naszej łazience.

SKŁAD:



Miałyście już okazję poznać ten balsam? Czy polubiłyście się z nim tak, jak ja? :)
K.
Czytaj dalej

poniedziałek, 23 września 2013

Wyniki konkursu!

Witajcie jeszcze raz! :)

Przychodzę do Was na szybko z ogłoszeniem wyników konkursu, organizowanego wraz ze sklepem Cocolita! W konkursie mogłyście wygrać tester pięknej paletki Sleek Sunset, wystarczyło tylko odpowiedzieć na pytanie - dlaczego to właśnie Ty powinnaś wygrać? :)

Było kilka świetnych odpowiedzi, na którymi się zastanawiałam, było też kilka przewrotnych czy też typowo babskich w stylu "bo tak" :) Jednak najbardziej oczarowała mnie odpowiedź użytkowniczki, kryjącej się pod nickiem Zaplatane Siostry! Gratuluję!


Oto zwycięska odpowiedź:
"Dlaczego ja? Bo...  
S-leekowa paletka w odcieniu Sunset po nocach od dawna mi się śni, 
L-ecz bez niej upływają póki co moje makijażowe dni. 
E-nergetyzującymi pomarańczami, żółciami i różami kusi, 
E-leganckim opakowaniem pewnie nie jednej w głowie zawróci, 
K-onstystencją, pigmentacją i trwałością chęc jej wygrania wzbudziła,  
S-koro więc Charlotte's Wonderland rozdaje, grzechem byłoby, gdybym się nie zgłosiła. 
U-niwersalne kolory na dzień i na wieczór sprawdzą się idealnie, 
N-a powiekach z bazą długie godziny utrzymają się nienagannie. 
S-oczyste odcenie perfekcyjnie z moimi ciemnymi oczami i własami się zgrają 
E-lektryrującego spojrzenia, pewności siebie i oryginalaności mi dodadzą. 
T-o też powinny w posiadanie me trafić i razem w miłości tej na powiekach psicić."
(końcówka miała chyba brzmieć "psocić", ale ta literówka tak bardzo mnie rozbawiła, że tym bardziej zapamiętałam tę odpowiedź! :))

Już piszę do Ciebie mail i czekam na dane adresowe do wysyłki! :)
Karolina
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast