czwartek, 17 maja 2012

Sleek PPQ Me, Myself & Eye - swatche

Jak wiecie Sleek wypuścił dwie nowe palety, które składają się tylko i wyłącznie z cieni matowych. Ich swatche już powoli pojawiają się na blogach, ale ja mam dla Was swatche ostatniej paletki Sleek'a, która znajduje się w moim posiadaniu. Być może przy okazji zakupu Darks lub Brights skusi Was również i ta paleta.

PPQ Me, Myself & Eye została wypuszczona na rynek w kolaboracji z marką odzieżową PPQ z okazji Londyńskiego Tygodnia Mody. Teoretycznie jest paletką limitowaną i faktycznie, na początku znikała ze sklepów jak świeże bułeczki. W niektórych nawet zamówienia były limitowane tylko do jednej sztuki na osobę, co wykluczało wspólne zamówienia, jednak od pewnego czasu jest ona dostępna bez ograniczeń chyba w każdym znanym mi sklepie internetowym.

Sleek PPQ Me, Myself & Eye
Cienie z palety PPQ nie różnią się jakością od pozostałych paletek Sleek'a. Są mocno napigmentowane, miękkie w dotyku, dość średnio zmielone i o woskowej konsystencji, jakby odrobinę mokrej. Standardowo ciemne cienie potrafią dość widocznie osypywać się przy aplikacji na powieki, jednak u mnie zastosowanie bazy zazwyczaj niweluje ten mankament lub ogranicza go do minimum. Cienie stosowane zarówno na bazę, jak i bez niej mają bardzo dobrą trwałość i przez długi czas nie zbierają się w załamaniu.

Sleek PPQ Me, Myself & Eye
Kolorystycznie paleta jest dość zróżnicowana i na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakby poszczególne cienie do siebie nie pasowały. Jednak wystarczy trochę wyobraźni i makijaży metodą prób i błędów, aby przekonać się, jak te niepozorne odcienie świetnie ze sobą współgrają. A jeśli nie macie aż tyle wyobraźni (ja nie miałam, ale makijaże Gray objawiły mi powyższą prawdę ;) i to właśnie ta paskudna kusicielka sprawiła, że i ja stałam się posiadaczką PPQ :)), to spróbujcie spojrzeć na tą paletę czwórkami. W ten sposób cienie najlepiej się ze sobą komponują.

Szerszą opinię na temat paletek Sleek wyraziłam już w TYM poście, więc ciekawskich odsyłam do recenzji paletki Monaco.

Paleta PPQ zapakowana jest w piękny, cieszący oko czerwony kartonik, w którym znajdziemy tradycyjną, czarną kasetkę z logo marki oraz nazwą palety. W kasetce, jak zawsze, znajdziemy folijkę z nazwami cieni, której standardowo nie sfotografowałam, bo zwyczajnie odbija światło, stąd ręczne opisy... ;)

Przed Wami swatche tej wyjątkowej palety. Zamieszczam dużo zdjęć, ponieważ na dobrą sprawę sama nie mogłam się zdecydować, na których cienie wyglądają najlepiej ;)


OPIS KOLORÓW + SWATCHE.
Górny rząd od lewej (L-R):
Barry White - perła - śnieżnobiały;
Black Box - mat - czarna czerń, słabiej napigmentowana niż w palecie OSS;
Salt'n'Peppermint - mat - turkusowa zieleń, z założenia chyba miała być miętką, ale ma więcej niebieskiego;
Simply Red - mat - koralowa czerwień;
Pink Beret - mat - różowy, odrobinę łososiowy;
Primal Green - satyna - oliwkowozielony o złotawej poświacie.






Dolny rząd od lewej (L-R):
Fade To Grey - perła - żywe srebro :P;
Blue Monday - satyna - butelkowa zieleń o grafitowej bazie;
Supernova - mat - beżowoszary, coś z rodzaju taupe;
Chris De Burgundy - mat - bordowy;
Lilac Allen - perła - liliowy fiolet;
Golden Silvers - perła - stosunkowo chłodne złoto.







I jakie macie zdanie o tej palecie? Podoba Wam się? Macie ją w swoich zbiorach? :)
K.

32 komentarze:

  1. To była moja pierwsza paletka ze Sleeka- niektóre cienie lubię, inne nie podbiły mojego serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam jej dość rzadko, ale ostatnio trochę się z nią przepraszam ;)

      Usuń
  2. Lubię ich paletki, jednak ta jakoś specjalnie mnie nie zainteresowała, nie moje kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak na początku myślałam ;)

      Usuń
  3. Jeszcze tylko tej brakuje mi do pełnego szczęścia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusi mnie strasznie, ale postanowiłam twardo, że jednak odpuszczam. Mam już za dużo cieni. Zmaluj coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam ja Ci będę moje wypociny prezentować?! Ze wstydu bym zeszła przed taką Słomką! Ty to dopiero potrafisz zmalować!

      Usuń
    2. Nie stękaj, tylko maluj. :P

      Usuń
    3. Ale ja nie umiem jak Ty... :D

      Usuń
  5. Zostałaś otagowana http://aanula.blogspot.com/2012/05/tag-wiem-co-jem.html, zapraszam do zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję, popaczę, pomyślę ;)

      Usuń
  6. mi się podoba! ale wiesz czemu nie kupię :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją, ale baaaaaaardzo rzadko używam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale nie zmienia to faktu, że cieszy oko ;) Muszę się z nią zaprzyjaźnić, bo niestety do tej wyobraźni czasem brakuje mi pomysłu na makijaż dostosowany do moich upodobań i urody ;)

      Usuń
  8. ja żyję jeszcze w erze storm, teraz właśnie zamawiam oh so special :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OSS to bardzo dobry wybór! Ja na Storm byłam swego czasu napalona nieco bardziej, ale stwierdziłam, że muszę trochę przystopować z zakupami. Zwłaszcza cieniowymi, ale co się odwlecze, to nie uciecze... ;)

      Usuń
  9. Hihihi :D
    Ja tę paletkę jednocześnie kocham i nienawidzę ;D Uwielbiam kilka odcieni - szczególnie tę prawie miętkę, koral, bordo, supernową i blue monday, a i biel, ale reszty jakoś nie trawię :D Może dlatego, że nie umiem ich używać :)
    Paletka dla lubiących kontrasty, bo jeśli tylko jej używać to może być ciężko o harmonię :D Hihi.
    A Ty mi tu Droga Kusicielko pokazuj ostatnie The Balmowe zdobycze no, muszę się trochę poślinić :>>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam największy problem z tą oliwką i złotem, podobają mi się, ale nie czuję się w takich kolorach.

      Fotki już mam, tylko muszę jeszcze słocze trzasnąć i będę dalej kusić :D

      Usuń
    2. O, no właśnie. One takie niby ładne ale jakoś zupełnie nie twarzowe. Ja jeszcze jasnego różu nie cierpię, ale już tak mam ;)

      Ooooo, no to czekam :D

      Usuń
    3. E tam, e tam. Różowy jest ładny :]

      Usuń
  10. Podoba mi się, ale nie używam cieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ładne kolorki, ale w sumie mam wrażenie, że dużo jest zieleni, za którą nie przepadam... btw widzę, że jestem top gadułą! Ha!:D

    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie! Gaduła numer 1! Z Twoim stażem na moim blogu, to nic dziwnego :)

      Usuń
  12. Ja pokusiłam się na Sleeka , ale o ile recenzja jest pozytywna według mnie są okropne.
    Kruszą się i bardzo krótko, nawet na bazie się trzymają.
    Nawet nie umywają się do Inglota czy Mac'a.
    Ale i tak ciekawa notka
    pozdrawiam+ obserwuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie pasują Ci te cienie, bo to jednak fajna alternatywa - zwłaszcza cenowa - dla cieni Inglota i MACa. U mnie te cienie sprawują się bez zarzutu, ale spotkałam się z nielicznymi opiniami, że nie u wszystkich są takie grzeczne ;)

      Z cieniami MAC nie miałam do czynienia, wychodzi ze mnie sknera, ale Inglota wspominam dość dobrze :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! :)

Jeśli chcesz zareklamować swój blog w komentarzu, to zanim zostawisz swój adres, przeczytaj ostatnią notatkę i wypowiedz się na jej temat nieco bardziej obszernie niż tylko "fajna notka". Jeśli sama piszesz bloga, to na pewno potrafisz wyrazić swoją opinię poprzez komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast