piątek, 18 stycznia 2013

LUSH - Catastrophe Cosmetic

Witajcie Dziewczyny!

Po dość obszernym podsumowaniu kolorowych ulubieńców roku 2012 dałam sobie kilka dni na mały oddech od pisania, ale dziś już wracam z zapowiadaną recenzją jednej ze słynnych świeżych maseczek LUSH - Catastrophe Cosmetic.

Po raz pierwszy przeczytałam o tej masce na blogu Marti, zdaje się, że przy okazji jej lushowego poradnika, w którym odnalazłam link do szerszej recenzji. Od razu pomyślałam, że to coś dla mnie i podczas ubiegłorocznego pobytu we Włoszech chciałam dorwać ją w swoje ręce. Pech chciał jednak, że w każdym ze sklepów była ona już niestety wyprzedana. Powoli już się godziłam z tym, że przyjdzie mi jeszcze na nią poczekać, ale wtedy odezwała się jedna z dziewczyn z hasłem, że na wizażu właśnie organizowane są wspólne lushowe zakupy! No takiej okazji (jak już się w końcu zorientowałam, że tak też można ;)), to ja nie mogłam przepuścić i skusiłam się na moją upragnioną maskę i nie mniej słynny (a nawet bardziej :D) czyścik Angels on Bare Skin. Właśnie dobijam dna, więc to najwyższa pora na moją recenzję!


CHARAKTERYSTYKA CERY: Mieszana w kierunku tłustej; rozszerzone pory w okolicach nosa i oczu; skłonności do błyszczenia; obecnie miejscami przesuszona z uwagi na niedawne przeziębienie, sezon grzewczy i krem z kwasem migdałowym ;)

DZIAŁANIE: Zacznijmy od razu od najważniejszego - maska działa! Działa i to jak! Nigdy dotąd nie używałam jeszcze maski, której efekty byłyby tak natychmiastowo zauważalne. I to gołym okiem! Maska spełnia wszystkie obietnice producenta, dotyczące oczyszczającego i wyciszającego działania na skórę.

Po pierwszym użyciu maski byłam zaskoczona tym, jak pięknie moja buzia się rozjaśniła. Zniknęły wszystkie zaczerwienienia i nawet zmywanie maski z twarzy, co przecież wiąże się z pocieraniem dłońmi o skórę, nie wywarło na niej najmniejszego wrażenia. Cera była ukojona, wyciszona, a jednocześnie czysta, świeża i sprawiająca wrażenie bardzo wypoczętej. Jestem w stanie uwierzyć, że ta maska naprawdę mogłaby uratować niejedną zmęczoną buzię przed ważną randką ;)

To, co również bardzo dla mnie ważne, to to, że maska nie ściąga twarzy, tak jak robią to czasem glinkowe maski. Uczucie to jest bardzo zminimalizowane, a sama maska zastyga dużo wolniej, niż te glinkowe (gdzieś wcześniej napisałam, że ta maska ma glinkę, ale chyba zmiksowałam skład maski i czyścika, więc niechcący skłamałam, sorry! ;)). Ponadto, po zmyciu, buzia jest szalenie gładka i delikatna w dotyku. Mogłabym jej tak dotykać cały czas, gdyby to tylko nie wpływało na jej niekorzyść ;)

Skóra, po użyciu maski jest również dobrze nawilżona, nie jest spięta, nawet po zmyciu produktu. Ponadto pory są ładnie zwężona. Oczywiście działanie na rozszerzone pory jest raczej doraźne, ale niewątpliwie efekt robi wrażenie.


KONSYSTENCJA: Catastrophe Cosmetic, to bardzo gęsta pasta, którą należy potraktować - nomen omen - jak prawdziwą glinę. Dosłownie wydłubujemy palcami pożądaną porcję maski i aplikujemy ją na zwilżoną twarz. Maska początkowo stawia lekki opór, ale dość szybko się rozgrzewa w kontakcie ze skórą, a woda delikatnie ją rozpuszcza, tworząc musowatą papkę, która pozwala na dość dokładne pokrycie twarzy.

W maseczce znajdziecie kawałki borówek i to razem ze skórką! Szalenie podoba mi się ten pomysł, nawet widać, jak nabierając porcję maseczki rozgniatamy palcami resztki owoców, które oddają soki do maski :)


KOLOR/ZAPACH: Pasta ma szarawy kolor, może niezbyt zachęcający, ale kto by się tam przejmował. W końcu sięgamy po kosmetyk bez zbędnej chemii. Zapach maski zupełnie z niczym mi się nie kojarzy, może jest delikatnie ziemisty, ale dla mnie jest to raczej neutralny, niż przykry zapach. W każdym razie nie przeszkadza mi podczas noszenia maski na twarzy. 

SPOSÓB UŻYCIA: Producent zaleca pozostawienie maski na twarzy od 5 do 10 minut i myślę, że jest to dla niej optymalny czas na działanie. Któregoś razu zasiedziałam się przed komputerem, mając ją na twarzy i cóż... Maska zaczęła się osypywać! Innych negatywnych konsekwencji nie było, ale w końcu liczy się też komfort użycia, a ten zapewnia nam przede wszystkim trzymanie się w ryzach czasowych. Warto dodać, że zarówno aplikowanie maseczki, jak i jej zmywanie, zalecam wykonywać nad umywalką, ponieważ czasami zdarza się, że zgubimy jakiś kawałek owocu :)

Po użyciu trzeba trzymać ją w lodówce dla zachowania jej właściwości! Jest to produkt, który nie zawiera konserwantów i wykonany jest głównie ze składników naturalnych, wobec tego producent rekomenduje zużycie maski w ciągu czterech tygodni od dnia produkcji (naklejka na opakowaniu). Moja maska niestety przyszła do mnie już na granicy terminu i na dobrą sprawę powinnam zużyć ją już miesiąc temu, ale używałam jej również po terminie i nadal świetnie się sprawdzała, choć robiłam to na własną odpowiedzialność, więc nie polecam tego patentu. Tym samym nie polecam też zamiawiania masek przez wizaż, bo niestety wszystko się niemiłosiernie wydłuża. Lepiej przywieźć maskę, jako pamiątkę w wakacji albo poprosić o nią kogoś znajomego. Albo poczekać na LUSH w Polsce (oby już w tym roku!).


OPAKOWANIE: Maska schowana jest w czarnym, plastikowym pudełeczku o zakręcanej klapce, w którym znajduje się 75g produktu. Muszę przyznać, że takie szerokie pudełeczko, to wygodne rozwiązanie i nie wyobrażam sobie innego. Opakowanie pochodzi z recyklingu, a zużyte pięć pudełek można wymienić na świeżą maskę gratis.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ: ok.6 funtów/8-9 euro, dostępna tylko w salonach Lush oraz poprzez zamówienia online z oficjalnego sklepu


WYDAJNOŚĆ: Maska bardzo zaskoczyła mnie tym, że tak długo mogłam z niej korzystać. Myślę, że wystarczyła mi na ponad 10 zastosowań, a ja nie mam w zwyczaju oszczędzać maseczek i nawet saszetkowe aplikuję w sposób "ile fabryka dała" ;) Szczerze przyznam, że moim zdaniem 4 tygodnie na jej zużycie, to trochę mało, ale skoro maska nie wyrządziła mi krzywdy przez kolejny miesiąc, to sądzę, że (ponownie powtarzam) na własne ryzyko można używać jej dłużej.

CZY KUPIĘ PONOWNIE: Zdecydowanie tak! Jestem zachwycona efektami i jednocześnie ubolewam nad jej koszmarną dostępnością! Nawet nie jestem w stanie zrobić sobie zapasów ze względu na krótki termin ważności i to już jest nie fair ;) Ja chcę Lush w Polsce!

SKŁAD:
PRZEMEK pozdrawiam Cię :D

Podsumowanie:
+ dobre działanie oczyszczające;
+ mocne działanie kojące i wyciszające;
+ zwężenie porów;
+ zdejmowanie zaczerwienień;
+ neutralny zapach;
+ mnóstwo składników naturalnych w składzie;
+ cena bardzo adekwatna do jakości;
- dostępność, w Polsce prawie zerowa

Jestem szczerze zachwycona tą maseczką i poza jej koszmarną dostępnością nie widzę żadnych wad, stąd ta pieść pochwalna. Mimo, że produkt otrzymałam dopiero w grudniu, myślę, że spokojnie mogę okrzynąć tę maskę pielęgnacyjnym odkryciem roku! :)

A Wy jakie miałyście przygody z LUSH? Używałyście już kiedyś ich produktów? A może znacie łatwiej dostępne maski, które wywarły na Was aż tak piorunujące wrażenie? :)
K.

77 komentarzy:

  1. Przyznam, że opis maski i działanie bardzo mi się podobają. Chętnie bym się skusiła, ale kurczę z tą dostępnością trochę ciężko :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wizażowe zamówienia są o tyle ryzykowne, że niestety termin do zużycia maski skraca się o czas przesyłki z UK, a późnie na terenie Polski. Warto korzystać z zagranicznych wyjazdów albo z pomocy znajomych :)

      Usuń
    2. I tu się zaczyna problem :) Moi znajomi jak mrówki lgną do Warszawy zamiast pojechać gdzieś w stronę UK i przywieźć mi worek smakowitości :)

      Usuń
  2. Używałam Oatifix - była rewelacyjna! Kojąco-nawilżająca. Miała jeszcze krótszy termin ważności, 3 tygodnie. Jak tylko będę miała okazję przetestuję Catastrophe Cosmetic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oatfix też mnie ciekawi, czytałam o niej dużo dobrego, ale ta po prostu musiała być pierwsza :)

      Usuń
  3. Narobiłaś mi wielkiej ochoty na tę maskę ;] Lush miał być już w zeszłym roku w PL, a tu ciągle cicho, mam nadzieję że jednak jego otwarcie dojdzie do skutku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam! Dlatego tym bardziej liczę na otwarcie w tym roku :)

      Usuń
  4. uwielbiam ta maseczkę:) A zapach dla mnie the best wcale nie neutralny hihi:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i nie, ale tak szczerze to z niczym mi się nie kojarzy zbyt mocno, stąd takie określenie ;)

      Usuń
  5. Ostatnio przeżywam fascynację kosmetykami Lusha i ta maseczka jest na mojej "chciej liście". Również ubolewam nad brakiem Lusha w Polsce, ale gdy w końcu przyjdzie ten dzień, ach jakie ja zrobię zakupy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też chyba poszaleję jak tylko się u nas pojawią! :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Miałam tylko tę, ale nabrałam ochoty również na inne :)

      Usuń
  7. pewnie jakbym miała do niej dostęp to bym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto! Jeśli tylko będziesz miała okazję, to nie wahaj się :)

      Usuń
  8. nie mam dostępu, a baaardzo szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również żałuję, że trzeba się aż tak nagimnastykować :(

      Usuń
  9. Zrobię sobie podobną w sezonie na borówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ci wyjdzie jak trzeba, to koniecznie podziel się przepisem :)

      Usuń
  10. Uwielbiam tę maskę, to jedyna do której podchodzę regularnie, choć teraz zdeklasowały ją maski algowe z Organique :)
    W każdym razie moje naczynka i skóra doceniają jej działanie i to bardzo :)

    Cóż mogę powiedzieć, ja uwielbiam Lush'a. Może nie wszystko, ale zdecydowaną większość i cieszę się, że już nie mam takiego problemu z dostępem. Aczkolwiek Lush wysyła do PL i zawsze można zrobić zamówienie z kimś do spółki, bo przesyłka to chyba koszt ok. 10 funtów jeżeli nic się nie zmieniło. Zamówienia realizowane są bardzo szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, wiem, że wysyłają, ale w przypadku masek niestety czas wysyłki wpływa na naszą niekorzyść. Albo trzeba by zebrać osoby z tej samej okolicy ;)

      A jakie maski z Organique najbardziej polecasz? :)

      Usuń
  11. Czuję się skuszona :) Następnym razem jak będę w pobliżu Lush'a wejdę i kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wielka szkoda, że nie mam dostępu do Lusha, bo tyle się już fantastycznych recenzji o ich kosmetykach naczytałam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo zawsze kiedy czytam kolejną pozytywną recenzję :)

      Usuń
  13. kocham ją uwielbiam! właśnie w swojej dobiłam do dna, mam na twarzy akurat ostatnią porcję i mi smutno i źle, bo do Lusha mam ponad 200 km :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też właśnie wykończyłam moją, więc łączę się z Tobą w cierpieniu ;)

      Usuń
  14. Tak bardzo chciałabym ją dorwać, a w najbliższym czasie nie mam żadnych planów wyjazdowych :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też nie planuję żadnych podróży w najbliższym czasie. Chyba żeby faktycznie zrobić wspólne zamówienie dla osób z Warszawy ;)

      Usuń
  15. Moim zdaniem to jeden z lepszych kosmetyków tej marki.
    Z ich maseczek wypróbowałam już chyba wszystkie i tak jest najlepsza i po jej zastosowaniu faktycznie widać jakiekolwiek rezultaty.
    Z jej dostępnością wcalę się nie dziwie że miałaś problem bo w lushu obok mnie ona rozchodzi się jak ciepłe bułeczki.
    Produkt naprawdę godny uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to znaczy, że trzeba się nieźle napolować :)

      Oprócz tej maski używałam dwóch innych produktów, ale faktycznie to na razie mój hit :)

      Usuń
  16. Od jakiegoś czasu mam ochotę na Angels on Bare Skin i Oatifix. Teraz do listy dopiszę chyba Catastrophe Cosmetic. Nie mam wyjścia i jak będę koło Lusha następnym razem to już muszę coś kupić:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oatfix również i mnie ciekawi, a AOBS jest fajne, chociaż po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się większego WOW ;)

      Usuń
  17. na większości produktów Lush, których używałam były naklejki z typowo polskimi imionami. tutaj też widzę Przemka. nasi odwalają kawał dobrej roboty na Wyspach :D

    czekam z niecierpliwością na Lusha w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na AOBS mam Wiolę :) Coś w tym musi być! :)

      Ja też już nie mogę się doczekać! Chciałabym wypróbować ich kule kąpielowe dopóki mam możliwość korzystania z wanny u mamy :P

      Usuń
  18. brzmi świetnie :) kiedyś sobie sprawię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, myślę, że Twojej cerze ta maska również mogłaby przypaść do gustu :)

      Usuń
  19. Jedna z moich ulubionych maseczek :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam przeczucie, że byłby to idealny produkt dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  21. czuję się mega skuszona! szkoda, że nie ma ich w Polsce :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno mają się pojawić w tym roku, oby to była prawda! :)

      Usuń
  22. Chciałabym coś w końcu z LUSHa wypróbować. Chyba się na coś zdecyduję będąc w Pradze

    OdpowiedzUsuń
  23. strasznie zazdroszczę ci tej maseczki- musi być genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wygląda bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Te borówki wyglądają super! :)

      Usuń
  25. Za to ja testuję maskę Cupcake i chcę na tą też mam chęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Cupcake w sumie nic nie słyszałam, zerknę sobie na stronie :)

      Usuń
  26. Uwielbiam Lushową Mask of Magnaminty :) Bardzo lubię też maseczki do twarzy Himala Herbals - błotną i z miodlą indyjską, które zamawiam na doz.pl (stacjonarnie ich nie widziałam) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za polecenie! Chętnie zerknę na te maski, aptekę doz mam blisko, więc zawsze łatwiej o odbiór :)

      Usuń
  27. Ja jeszcze nie używałam żadnego kosmetyku Lusha... Niestety, trudno obejść problem z dostępnością, ponieważ kosmetyki mają krótki termin ważności i istnieje spore ryzyko, że trafią do nas na dwa tygodnie przed jego upływem...

    Ale te borówki kuszą mnie. Uwielbiam te owoce w każdej postaci. Czy to w koktajlach spożywczych czy w kosmetykach;)

    Jako właścicielka kraterów, cenię sobie wszystkie kosmetyki, które choć na chwilę zwężą pory;) To uczucie, kiedy twarz po zmyciu maski wygląda tak zdrowo i świeżo, jest wspaniałe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najkrótszy termin mają maski, więc to z nimi jest największe ryzyko. Jeśli chodzi o inne kosmetyki, to na przykład czyścik jest ważny chyba przez trzy miesiące, więc jeśli zaczniesz używać od razu, to w sumie nie większej różnicy, czy dostaniesz go dzień po wyprodukowaniu, czy tydzień po ;) Mimo wszystko warto jednak orientacyjnie sprawdzić termin, zanim się coś zamówi :)

      Ja też uwielbiam borówki, dlatego tak mocno napaliłam się na tę maskę! :D

      Haha ja sama byłam miło zaskoczona tym, że ta maska była w stanie jakkolwiek podziałać na te rejony :D

      Usuń
  28. Uwielbiam Lusha za mydła i czyściki, tej maski jeszcze nie miałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeszcze czyścik AOBS i kostkę Soft Coer - jestem z nich zadowolona, ale nie szaleję za nimi aż tak, jak za maską :)

      Usuń
  29. Chciałabym w końcu coś z Lusha,niestety,jeszcze nie było mi dane wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w tym roku to już pojawią się w Polsce :)

      Usuń
  30. wow! zamówiłam sobie u Marti Dark Angelsa, ale teraz żałuję, że nie wzięłam też maski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zanim Marti by przyjechała do PL, to mogłaby Ci się już przeterminować. Z maskami niestety trzeba uważać na terminy, bo te 4 tygodnie w przypadku wysyłki przestaje być kupą czasu :P

      Usuń
    2. kurka to może i dobrze, mam informację, że Lush będzie w PL w czerwcu...

      Usuń
  31. Otagowałam Cię
    http://exclusive1mln.blogspot.com/2013/01/moich-7-wspaniaych-tag.html#more

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Niedługo postaram się przygotować odpowiedź :)

      Usuń
  32. Tak w ramach informacji: we WLoszech kosztuje 8euro z kawalkiem.

    Wczoraj kupilam kolejne opakowanie, dla mnie jest niezastapiona!

    OdpowiedzUsuń
  33. Hej Kochana, mam pytanie dotyczące paletki Sleeka. Nie mogę się zdecydować między Storm, Oh so special, a Au naturell. Porównywałam już je na wszystkie możliwe sposoby, ale po prostu nie potrafię sama wybrać :D Gdybyś mogła wybrać tylko jedną, która by to była? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanie postawiłabym na Oh So Special! Uwielbiam tę paletkę! :)

      Usuń
    2. Dziś rano doszłam do wniosku, że chyba o niej myślę najwięcej :) no to rozwiałaś moje wątpliwości :D

      Usuń
  34. Ach, ach - wygląda jak chałwa :) bossse jaka jestem ciekawa tego nieosiągalnego Lusha:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Po przeczytaniu Twojej recenzji jestem zdecydowana wybrac sie do Lusha. Mimo że mieszkając w UK nie mam utrudnionego dostępu do tego sklepu to byłam tam tylko ... raz. Kupowałam w prezencie kule do kąpieli (które tak na marginesie okazały się rewelacyjne), a teraz jak widzę powinnam skupić się również na innych produktach :)

    anianawyspach.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  36. Super, ale Ci zazdroszczę bo u mnie w Polsce nie ma Lusha :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! :)

Jeśli chcesz zareklamować swój blog w komentarzu, to zanim zostawisz swój adres, przeczytaj ostatnią notatkę i wypowiedz się na jej temat nieco bardziej obszernie niż tylko "fajna notka". Jeśli sama piszesz bloga, to na pewno potrafisz wyrazić swoją opinię poprzez komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast