Cześć Dziewczyny!
W tym miesiącu znowu pozwolę sobie nieco pozmieniać kolejność prezentacji podsumowań ubiegłego miesiąca i poprzeplatać je nieco innymi postami, ze względu na to, że zarówno post denkowy, jak i zakupowy będą dość obszerne, więc będą wymagały ode mnie większego nakładu czasu, niż pojedyncze recenzje. Myślę, że oba te posty powinny pojawić się do przyszłego tygodnia włącznie :) A tymczasem zapraszam Was na moją opinię o kosmetykach Aussie z serii Miracle Moist!
W poście zamierzam opisać zarówno szampon, jak i odżywkę z serii Miracle Moist. Uważam, że nie ma sensu dzielić tej recenzji na dwie, skoro produktów używałam łącznie. Najpierw omówię szczegóły "techniczne", a na końcu zaprezentuję moje wrażenia ze stosowania obu produktów :)
***
Od producenta:
- Szampon przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych. Zawiera ekstrakt z australijskich orzechów macadamia. Nawilżająca formuła pozostawia włosy gładkie i błyszczące.
- Odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Zawiera ekstrakt z orzechów makadamia. Pozostawia włosy miękkie, lśniące i nawilżone.
KONSYSTENCJA:
Oba produkty mają stosunkowo gęstą i zwartą konsystencję. Szampon jest bardziej płynny, ale nadal dość skoncentrowany, dzięki czemu nie spływa z dłoni i daje się nanieść dokładnie w to miejsce na skórze głowy, w którym chcemy go zaaplikować, bez ryzyka zgubienia go z dłoni :) Odżywka natomiast jest gęsta i od pewnego momentu, trzeba ją wręcz wyciskać z butelki, mimo, że produktu w opakowaniu jest jeszcze całkiem sporo. Również nie spływa z dłoni, ani z włosów i łatwo ją rozprowadzić.
KOLOR/ZAPACH:
Szampon ma lekko żółtawy, perłowy kolor, natomiast odżywka jest przezroczysto-biała. Oba produkty pachną bardzo specyficznie i budzą chyba wyłącznie skrajne uczucia. Jedne osoby uwielbiają ten zapach i kojarzy im się on z gumą balonową (jestem wśród tej grupy), a inne szczerze go nienawidzą i uważają, że produkty śmierdzą plastikiem. No cóż, jak widać opinie są bardzo skrajne i chyba najlepszym wyjściem będzie podjęcie ryzyka zakupu (jeśli w ogóle jesteście zainteresowane tymi produktami) i sprawdzenie zapachu swoim własnym osobistym nosem (nie zachęcam do otwierania produktów w sklepie :P).
Zapach utrzymuje się na włosach bardzo długo, dlatego warto się z nim polubić. Mi towarzyszy właściwie do czasu kolejnego mycia, czyli aż 2-3 dni! Zresztą, nawet myjąc włosy innym szamponem mam jeszcze wrażenie, że zapach tych produktów nadal się utrzymuje.
Zastanawia mnie jeszcze to, czy same produkty pachną tak intensywnie, że ich zapach przenika przez butelki, czy to opakowania są wykonane z jakiegoś pachnącego plastiku, ponieważ moje butelki pachną baaaardzo intensywnie i czuję je za każdym razem, kiedy otwieram szafkę, w której są schowane :)
OPAKOWANIE:
Produkty są ukryte w nieprzeźroczystych, plastikowych buteleczkach z wyraźnym logo Aussie i oznaczeniem serii w skład, której wchodzi dany produkt. Buteleczki mają przy ujściu urokliwe tłoczenia w kształcie kangurów. Opakowanie zakończone jest uchylanym korkiem, który otwiera się wciskając go z jednej strony tak, aby otworzył się dziubek, przez który wydobywa się produkt. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Szampon (żółtawa buteleczka) ma 300 ml, natomiast odżywka (biała buteleczka) 250ml.
WYDAJNOŚĆ:
Szampon jest całkiem wydajny i właściwie nie widzę po nim znacznego zużycia. Znika znacznie wolniej, niż odżywka i na pewno wystarczy jeszcze na kilka myć. Odżywka natomiast znika, jak to zwykle bywa, w tempie zależnym od długości włosów. Moje są dość długie, więc i odżywka bardzo szybko ubywa. Sądzę, że nie wystarczy mi na więcej, niż dwa mycia. Nie oceniam ogólnej wydajności, ponieważ nie używam tych produktów ciągiem, o czym niżej.
CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty kosztują ok.30 zł regularnie, natomiast w promocji ok.20 zł i dostępne są tylko w Drogeriach Rossman.
SZAMPON MIRACLE MOIST - MOJA OPINIA
Szampon Aussie jest bardzo silnym produktem oczyszczającym, ponieważ zawiera w składzie zarówno SLS, jak i SLES. Szczerze powiedziawszy nie wiem po co tego aż tyle, przecież powszechnie wiadomo, że każdy z tych składników jest silnym detergentem i oba są skłonne samodzielnie podrażnić osoby o wrażliwej skórze głowy. Ja sama nigdy nie miałam problemów z SLS/SLES i choć moja skóra głowy bywa przewrażliwiona, to jednak okazuje się, że bardziej szkodzi jej nadmierna ilość ziołowych składników (wkrótce recenzja duetu z Natura Siberica), niż detergenty. W tym przypadku również nie odczuwam żadnych podrażnień skóry, a nawet ku mojemu zaskoczeniu zauważam lekkie ukojenie. Nie przypisuję tej zasługi całkowicie produktom Aussie, a raczej odstawieniu i sporadycznym stosowaniu produktów o ziołowym składzie, ale myślę, że dokładne oczyszczenie również może mieć na to w jakimś procencie wpływ. Mimo wszystko wolę jednak nie kusić losu i nie ryzykować, dlatego szampon Aussie stosuję co drugie, trzecie mycie, czyli mniej więcej raz na tydzień, półtora.
Szampon, jak już wspomniałam, intensywnie oczyszcza włosy i skórę głowy, zostawiając wręcz wrażenie włosów skrzypiących z czystości. Nie jest to może efekt za którym przepadam, ale niech już będzie. Szampon odrobinę plącze długie włosy, ale na szczęście łatwo je rozczesać palcami podczas aplikacji odżywki.
SKŁAD SZAMPONU:
Aqua, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycol Distearate, Sodium Citrate, Cocamide MEA, Sodium Xylenesulfonate, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glycerin, Tetrasodium EDTA, Limonene, Hydrochloric Acid, Alpha-Isomethyl Ionone, Magnesium Nitrate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Macadamia Ternifolia Seed Oil, CI 19140, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, CI 17200, Methylisothiazolinone, Ascorbic Acid, Sodium Sulfite, Potassium Sorbate
ODŻYWKA MIRACLE MOIST - MOJA OPINIA
Odżywka zawiera trochę silikonów, dlatego polecam ją tylko tym osobom, które nie mają nic przeciwko nim, a przede wszystkim, tym, które wiedzą, że silikony ich włosom nie szkodzą i które dbają o regularne ich zmywanie. Przejrzałam dokładnie skład odżywki i to, co jako pierwsze rzuca mi się w oczy, to duża ilość konserwantów, dlatego ponownie - jeśli macie z tym problem, rozważcie dobrze zakup, zerknijcie na skład i same oceńcie. Wracając jednak do silikonów, oczywiście nie należy ich demonizować, ponieważ, osiadając na włosach, tworzą one warstwę ochronną, która chroni je przed wpływem czynników zezwnętrznych. Silikony sprawiają wrażenie poprawy kondycji włosów, ale nie mają właściwości odżywczych, dlatego należy pamiętać o dodatkowym odżywianiu i nawilżaniu włosów.
Stosowanie odżywki przeplatałam ze stosowaniem masek, tak aby moje włosy były regularnie "dokarmiane". Sama odżywka rzeczywiście nieco wygładza włosy, choć w moim przypadku nie jest to aż tak widoczne. Nadal się odrobinę puszą, jeśli pozwolę im wyschnąć samodzielnie. W przypadku użycia suszarki, są one nieco lepiej dociążone, ale absolutnie nie obciążone. Odżywka zawiera w składzie sok z liści aloesu oraz olej z nasion orzechów makadamia, ale są one na tyle daleko w składzie (i to po zapachu - Parfum), że po prostu nie ma co liczyć na ich szczególne działanie odżywcze w tak znikomej ilości. Stąd też wynikała moja potrzeba dodatkowej pielęgnacji włosów.
SKŁAD ODŻYWKI:
Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Stearyl Alcohol, Quaternium-18, Benzyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Hydroxypropyl Guar, Parfum, Bis-Aminopropyl Dimethicone, Oleyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Polysorbate 60, EDTA, Limonene, Magnesium Nitrate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Macadamia Ternifolia Seed Oil, CI 19140, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone, CI 17200, Ascorbic Acid, Sodium Benzoate, Sodium Sulfite, Potassium Sorbate.
Produkty nie wysuszały moich włosów, nie spowodowały podrażnień i ogólnie spisały się w miarę nieźle, ale warto mieć w głowie, że widoczny efekt, uzyskany na głowie, to w dużej mierze zasługa silikonów, które wizualnie poprawiają fryzurę, ale nie wpływają na realne odżywienie włosów. Produkty nie nawilżają włosów, bo nie bardzo mają czym. Aloes zawarty w środku składu, daleko za zapachem (którego maksymalne stężęnie w kosmetykach i tak jest niewielkie, a przecież im dalej w skład, tym mniejsza zawartość danego składnika w kosmetyku), po prostu nie ma zbyt wielkiego pola do popisu. Są to produkty ciekawe, ale na pewno żadni z nich cudotwórcy. Właściwie, to są nawet całkiem przeciętne produkty, których wiele na drogeryjnych półkach, dlatego nie do końca rozumiem tak wysoką cenę (w stosunku do innych kosmetyków tego typu).
CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Szczerze powiedziawszy nie wiem, ale wątpię. Mam do tych produktów raczej letni stosunek - wprawdzie są one całkiem przyjemne, ale w tej cenie można kupić coś o dużo bardziej atrakcyjnym składzie i lepszym, a przede wszystkim realnym wpływie na włosy.
Dla mnie ogromnym plusem jest to, że produkty przyczyniły się w pewnym stopniu do uspokojenia mojej skóry głowy, ale wiem też, że jest to składowa ogólnej zmiany pielęgnacji. Cieszę się, że miałam okazję wypróbować te produkty, tym bardziej, że są one nowością na naszym rynku, a zagraniczne blogerki i vlogerki mocno chwaliły tę markę - zwłaszcza odżywkę trzyminutową, która czeka w kolejce - ale mimo wszystko nie zakochałam się w tych produktach i nie wróżę nam długotrwałej relacji ;)
***
Próbowałyście już produktów Aussie? Jakie macie o nich zdanie? Hit czy kit? ;)
K.
***
Produkty otrzymałam na spotkaniu, wprowadzającym markę Aussie do Polski, organizowanym przez Agencję PR, reprezentującą Procter&Gamble.