Dzisiaj post o jednym z produktów, który jako jeden z nielicznych moich kosmetyków, wyjątkowo sprawia, że naprawdę nie wiem jak go ocenić. Z jednej strony wkurza mnie, jak mało co, a z drugiej trudno mi zarzucić mu brak działania... Tym razem mowa o dość popularnym żelu oczyszczającym Normaderm od Vichy.
Jak widać będę oceniać dość sporą, bo zawierającą aż 100ml, miniaturkę tego produktu, otrzymaną jako prezent do prezentu... ;)
Zacznę od tego, że, jak już wielokrotnie wspominałam, jestem posiadaczką cery mieszanej w kierunku tłustej. Mam tendencję do wizyt nieprzyjaciół w strefie T, za to naprawdę niewiele jest produktów, które sprawiłyby, że moja cera byłaby ściągnięta lub przesuszona. Myślę, że jest to wyjątkowo istotny fakt dla zrozumienia moich odczuć względem tego produktu.
Słowo od producenta:
DZIAŁANIE: Z jednej strony nie sposób zaprzeczyć, że produkt działa - naprawdę intensywnie oczyszcza skórę, ale nie tylko z resztek makijażu lub codziennych zanieczyszczeń. Produkt oczyszcza skórę tak głęboko, że w pierwszych dniach stosowania występuje dość intensywny nalot wroga (czyt. wysyp pryszczy). Być może samo to nie zniechęciłoby mnie do jego stosowania, jednak najbardziej irytującym był dla mnie fakt, że od kiedy zaczęłam go stosować, to moje policzki bardzo mocno zaczęły się przesuszać, a dotychczas używane kremy okazały się zbyt mało nawilżające w stosunku do "niszczycielskiej" siły tego żelu... Przesuszał mnie na tyle, że nie byłam w stanie używać tego żelu dwa razy dziennie, tak jak mam to w zwyczaju z każdym innym. Ponadto, jak zapewne pamiętacie, w tygodniu krążę pomiędzy rodzinnym domem, a mieszkaniem mojego M. - w związku z czym wiąże się to ze zmianą stosowanych produktów (po 1. wożenie ze sobą wszystkich produktów do pielęgnacji jest zbyt upierdliwe, a po 2. używanie w dwóch miejscach tych samych zestawów kosmetyków jest zwyczajnie nudne, tym bardziej, jeśli za którymś średnio przepadam, bo wtedy męczę się z nim dwa razy dłużej... ;)). Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach stosowania Normaderm moja cera była w jako tako lepszym stanie, pojechałam wtedy na kolejne kilka dni do chłopaka, natomiast po powrocie do domu znowu zaczęłam używać Vichy, a ten dziad znowu mnie wysypał. I tak działo się właściwie po każdej kilkudniowej przerwie w jego stosowaniu. Ja dziękuję za regularny wysyp!
EDIT: Zapomniałam dodać, że ten żel, jako jedyny właściwie zawsze powoduje u mnie ściągnięcie, podczas, gdy innym zdarza się to jedynie zimą...
Sęk jednak w tym, że żel stosowany regularnie ma zbawienny wpływ na już istniejących nieprzyjaciół, ponieważ dosłownie w ciągu 2-3 dni, obsusza wszystko niemal do zera - oczywiście pod warunkiem, że niczego wcześniej nie rozdrapiemy... Dlatego teraz, gdy została mi już tylko końcówka, a moja cera nagle znowu zaczęła mi płatać figle (a ja próbuję ustalić co jest tego przyczyną), zabieram go ciągle ze sobą, żeby pozbyć się tego, co już mam (właściwie włącznie z opisywanym żelem...), a przy okazji, żeby nie musieć się więcej siłować z kolejnym wysypem, za każdym razem kiedy wracam do jego używania. Natomiast na noc stosuję żel z 80% zawartością aloesu, licząc na to, że tym razem rano nie zastanę na moich policzkach pustyni...
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsty żel, o zwartej konsystencji. Należy aplikować go na zwilżoną twarz, bo inaczej będzie się tylko mazać...
KOLOR/ZAPACH: Żel ma delikatnie zielonkawy kolor oraz trudny do określenia, dość przyjemny, ale dziwny zapach.
OPAKOWANIE: Moje opakowanie, to miniaturowa miękka tuba o zawartości 100ml, zamykana na klapkę. Pełnowymiarowe wersje żelu - 200 i 400 ml - zawarte są w dużej butli z pompką.
WYDAJNOŚĆ: Wydaje mi się, że mimo gęstej konsystencji żel jest bardzo wydajny, ponieważ naprawdę niewielka ilość wystarczy, żeby porządnie umyć twarz, uzyskując przy tym spore ilości piany (SLES).
CENA/DOSTĘPNOŚĆ: wg KWC żel kosztuje ok.35zł/200ml, jednak często widuję go w promocji w Super-Pharm za ok.20zł; dostępny prawdopodobnie w każdej aptece;
CZY KUPIĘ PONOWNIE: I tu mam naprawdę ogromną zagwozdkę, bo z jednej strony ten produkt irytuje mnie tak wieloma rzeczami, że powinno to przesłonić jakiekolwiek jego plusy, a z drugiej strony naprawdę mało który produkt tak szybko i skutecznie rozprawia się z nieprzyjaciółmi na mojej twarzy... Kilka naprawdę paskudnych i bolących krostek jest już niemal całkiem wysuszone zaledwie po 3-4 dniach codziennego używania tego produktu. Dlatego myślę sobie, że być może skuszę się jeszcze kiedyś na niego, ale prawdopodobnie tylko wtedy, kiedy nie będę tak często zmieniać miejsca mojego noclegu... ;)
Podsumowanie:
+ szybko i skutecznie wysusza nieprzyjaciół;
+ przyjemny zapach;
+ wysoka wydajność;
- wysusza skórę;
- powoduje wysyp nieprzyjaciół po każdej kilkudniowe przerwie w stosowaniu
SKŁAD:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Peg-200, Hydrogenated Glyceryl Palmate, Decyl Glucoside, Glycerin, Peg-120 Methyl Glucose Dioleate, Peg-7 Gliceryl Cocoate, Ci 19140, Ci 42053, Totarol, Triethanolamine, Salicylic Acid, Sodium Citrate, Dipotassium Glycyrrhizate, Capryloyl Salicylic Acid, Eperua Falcata, Dextrin, Parfum
Sama nie wiem co sądzić o tym produkcie, bo nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że jest zły, ponieważ z pewnością działa, tylko czy to działanie warte jest tylu "skutków ubocznych"? Miałyście ten żel? Czy również miałyście z nim takie przejścia?
K.