Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seboradin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seboradin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2014

Nowości wrześniowe

Cześć Dziewczyny,

Kiedy w październiku starałam się dogonić nadrabianie zaległości (jak widać - daremnie :D), ktoś mi prorokował, że w tym tempie nowości wrześniowe pokażę w grudniu. No cóż, jak widać - nie mylił się :D Nie przedłużając, przed Wami nowości z września. Znowu nowości, bo post denkowy jest tak obszerny, że nawet pisząc go na raty końca ciągle jeszcze nie widać... ;)


Zawartość paczki od Ani z Lirene i Under Twenty mogłyście podziwiać na wielu blogach, więc dla przypomnienia pokazuję jedynie zbiorcze zdjęcie. Wśród nowości znalazło się sporo produktów wartych uwagi, których recenzje z pewnością pojawią się na blogu - szczególnie polecam Wam żele pod prysznic (różany!) oraz produkty odżywiające skórę z serii Emolient! Zarówno różany żel, jak i balsam Emolient znalazły się wśród moich ulubieńców i były na tyle udane, że przewiduję częste powroty do mojej łazienki! :)


We wrześniu miałam też możliwość po raz pierwszy zapoznać się z bliska z produktami marki Seboradin. Balsam przeciwko wypadaniu włosów już dawno dla Was zrecenzowałam (KLIK), natomiast seria do pięlęgnacji włosów ciemnych nadal jeszcze czeka na swoją kolej, ponieważ w międzyczasie otrzymałam jeszcze inną serię, po którą sięgnęłam wcześniej i to właśnie o tej innej seri przeczytacie u mnie wcześniej.


Od dwóch miesięcy mam też ten śmieszny przyrząd do wykonywania masażu antycellulitowego - jest to kubeczek CelluBlue, wykonany z medycznego silikonu i działający na podobnej zasadzie co bańki chińskie. Na początku trudno mi się było do niego przyzwyczaić, ale z czasem nieco się oswoiłam i powoli widzę efekty wykonywanego masażu. Niedługo z pewnością napiszę o nim więcej!


Nie pamiętam takiej serii z Ziaji, która zrobiłaby na blogach taki szum, jak seria Liście Manuka, przeznaczona do cer problematycznych. Początkowo zupełnie nie byłam nią zainteresowana, ale ogrom pozytywnych opinii skutecznie zmienił moje nastawienie. Kiedy więc zastałam niemal pełną linię w Rossmannie i to w bardzo atrakcyjnych - jak to Ziaja - cenach, postanowiłam dać jej szansę. Jak na razie nie używałam jeszcze tylko kremu na dzień, natomiast pozostałe produkty są mi już dobrze znane. Wiem, że na blogach największy szał robi pasta oczyszczająca, ale moim prywatnym hitem jest mikrozłuszczający krem na noc. Muszę przyznać, że działa na moją cerę jak mało co i choć nie zawsze uspokaja ją tak bardzo, jakbym sobie tego życzyła, to nie zmienia to jednak faktu, że bardzo szybko rozprawia się z większością niespodzianek, które mi wyskakują na twarzy. Pozostałe produkty również są udane, choć niekoniecznie wejdą na stałe do mojej pielęgnacji. Więcej szczegółów z pewnością ujawnię w recenzjach :)


We wrześniu miałam okazję zamówić za pośrednictwem koleżanki kilka produktów z Avonu. Postanowiłam wypróbować maski z serii Planet Spa, które od dłuższego czasu krążyły mi po głowie - wybrałam maskę glinkową, peel-off oraz błotną.


Długo polowałam też na nową wersję emulsji do mycia twarzy marki Alterra. Bardzo lubiłam starą wersję z dziką różą, dlatego też mocno niecierpliwiłam się za każdym razem, kiedy w moim Rossmannie widziałam jedynie puste miejsce po nowej wersji z granatem. W końcu jednak ją dorwałam i na pewno wezmę ją w obroty jak tylko wykończę niesamowicie wydajny żel z Ziaji.

Balsam do ciała w sprayu z marki Vaseline był typową zachcianką. Gdzieś kiedyś coś o nim słyszałam na YT i jak tylko zobaczyłam go na półce w Rossmannie, to wrzuciłam go do koszyka. Nie żałuję, bo jest świetny zawsze wtedy, kiedy mam lenia i nie chce mi się pieczołowicie smarować każdego fragmentu ciała. Wtedy sięgam po Vaseline, spryskuję się trochę tu i tam i na oślep macham rękami, żeby to "tu i tam" nieco rozsmarować. Nie jest to może najlepszy nawilżacz świata, ale na pewno pomaga mi utrzymać skórę w jako takiej kondycji. Zwłaszcza, że lenia w kwestii smarowania, to ja mam ostatnio akurat często... ;)

Antyperspiranty Nivea, to ostatnio moi ulubieńcy, jeśli chodzi o formę dezodorantu. Trochę znudziłam się już stosowaniem kulek, bo mam wrażenie, że zaczęły podrażniać mi skórę pod pachami, natomiast forma sprayu jest dla mnie znacznie bardziej znośna i odczuwanie delikatniejsza. Tym razem zaufaniem postanowiłam obdarzyć markę Nivea i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Wersję Calm & Care miałam już kilka miesięcy wcześniej, natomiast Pearl Beauty pamiętam jeszcze sprzed kilku lat. Obie skutecznie chronią przed nadmiernym poceniem, a jednocześnie są nieco delikatniejsze dla mojej skóry, niż antyperspiranty w kulkach.


O różanym zestawie Barwy Harmonii marki Barwa napisałam już co nieco TUTAJ. Generalnie jestem urzeczona dosyć realistycznie oddanym zapachem róży! Właściwości kosmetyków również są całkiem przyzwoite, więc zdecydowanie mamy tu opcję przyjemne z pożytecznym. Na facebooku marki mignęło mi, że można te kosmetyki kupić teraz w specjalnych zestawach świątecznych, w znacznie bardziej atrakcyjnej cenie, niż pojedynczo, więc jeśli jesteście nimi zainteresowane, to warto się nad tym teraz zastanowić.


Wracając jeszcze do zamówienia z Avon - ponownie skusiłam się na kredki z serii Glimmerstick. Tym razem wybrałam brąz i czerń w wersji matowej, a także błyszczący fiolet z serii Glimmerstick Diamonds. O kredkach z Avonu też już co nieco pojawiło się na blogu (KLIK) i choć nie dotyczyło to akurat tych kolorów, to i tak moją opinię spokojnie mogę rozciągnąć również i na nowe odcienie :)


We wrześniu miałam ochotę wybrać się na targi kosmetyczne, tym bardziej, że dostałam na nie zaproszenie, ale po dokładnym przemyśleniu za i przeciw zdecydowałam się odpuścić. Nie potrzebowałam niczego konkretnego, a o trzy rzeczy na których zależało mi najbardziej, poprosiłam niezawodną Sylwię. W ten sposób w moje ręce trafił kolejny lakier Orly (odcień Darkest Shadow), a także dwie kredki do oczu z Paese - brązową i fioletową. O brązowej również całkiem niedawno co nieco napisałam na blogu (KLIK).


Ostatnimi nowościami są pomadki Velvet Matte z Golden Rose w kolorach 8 i 9. Dobrałam sobie do nich odpowiednie konturówki Dream Lips i w końcu, w końcu próbuję się przekonać do tego elementu makijażu ust. Szminki uwielbiam nie od dzisiaj, natomiast zawsze dotąd ignorowałam rolę konturówek. Póki co ćwiczę, ale szczerze przyznam, że nadal jeszcze często o nich zapominam ;))

***
Wydaje mi się, że jeśli chodzi o wrześniowe nowości, to by było na tyle. A przynajmniej tyle znalazłam w odpowiednim folderze :)

Jak zawsze jestem ciekawa Waszych opinii, szczególnie w kwestii pomadek Velvet Matte i serii Liście Manuka! Znacie je? Lubicie? :)
Karotka
Czytaj dalej

czwartek, 23 października 2014

Ulubieńcy września i października

Cześć Dziewczyny!

Po krótkiej przerwie, spowodowanej moim weekendowym wyjazdem do Wiednia, wracam do Was z ulubieńcami września i października. Tym razem zdecydowanie nie mogłabym sobie odpuścić tego rodzaju posta, ponieważ zdecydowałam się wyróżnić niemal same nowe produkty, z których większość pojawiła się u mnie we wrześniu. Każdy z nich zdecydowanie zasługuje na uwagę! :)


Tym razem dominację objęły produkty pielęgnacyjne, które bez reszty rozkochały mnie w sobie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. W zasadzie już teraz obstawiam, że do każdego z nich z przyjemnością będę wracać, gdy już wycisnę ostatnią kroplę z aktualnie używanych opakowań :)


Zacznijmy jednak od skromnej reprezentacji produktów kolorowych. Już w ostatnich ulubieńcach wspominałam Wam o tym, że - ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu - na powrót przekonałam się do błyszczyków. Przez co najmniej dwa lata omijałam ten rodzaj produktów szerokim łukiem, a te, które mimo wszystko do mnie trafiały, zwykle oddawałam mamie i koleżankom. Różany błyszczyk z Pat&Rub jest więc pierwszym, który kupiłam po długiej, długiej przerwie i jestem nim zachwycona! Cudownie pachnie różaną konfiturą, przyjemnie zmiękcza usta, umiarkowanie się klei i generalnie jest bardzo przyjemny w noszeniu. Oczywiście przy tym wszystkim ładnie nabłyszcza usta i sprawia, że wyglądają bardzo kusząco :)

Kolejnym produktem jest znowu coś do ust - tym razem pomadka MAC Plumful, która stała się również moim hitem na jesień! Jest to wyjątkowo popularny w blogosferze kolor, przez co siłą rzeczy i ja się nim zainteresowałam. W sztyfcie jest to piękny, fioletowawy odcień, który na moich ustach przybiera nieco winny odcień. Jestem nim oczarowana i wyjątkowo chętnie po niego sięgam.

Trzecim kolorowym produktem, po który sięgałam regularnie we wrześniu i październiku jest czarna kredka Exaggerate z Rimmel. Przez długie miesiące używałam tylko brązowych kredek, ale ostatnio nabrałam ochoty na ciut mocniejsze podkreślenie oka, więc czarna kredka wydała mi się niezłym rozwiązaniem. Lubię ją za to, że jest naprawdę trwała, ma głęboki kolor, jest miękka i naprawdę dobrze się nosi. Polubiłam ją na tyle, że skusiłam się na więcej kolorów :)


Seria Liście Manuka z Ziaji to kolejny hit blogosfery. Być może nie uległabym temu zbiorowemu szaleństwu, gdyby nie fakt, że ostatnio mam spore problemy z cerą, więc kiedy znalazłam tę serię w Rossmannie, postanowiłam wrzucić kilka kosmetyków do koszyka. Wśród nich znalazł się krem na noc z kwasem migdałowym, który rewelacyjnie wpłynął na większość moich problemów. Cera zaczyna wyglądać znacznie lepiej i choć nadal daleko jej do ideału, to jednak z dnia na dzień jej stan coraz bardziej się poprawia.

Balsam przeciw wypadaniu włosów z Seboradin, to kolejne odkrycie miesiąca. Bardzo dobrze wpłynął na kondycję moich włosów, zarówno jeśli chodzi o ograniczenie ich wypadania, jak i o ich ogólne nawilżenie. Więcej napisałam w recenzji, którą opublikowałam w ubiegłym tygodniu TUTAJ.


Ostatnie dwa produkty, to kosmetyki, które znalazłam w przesyłce z nowościami Lirene i Under Twenty, przesłanej przez niezawodną Panią Eriskę - Anię :) Żel Różany Ogród niemal od razu powędrował pod prysznic, tym bardziej, że ostatnio mam wyjątkową fazę na kosmetyki o tym zapachu, a ten żel idealnie odzwierciedla woń tych kwiatów. Takie prysznice to ja mogę brać codziennie! :)

Po urlopie w Chorwacji przez długi czas borykałam się z przesuszoną skórą na ciele, co jest jak na mnie wyjątkowo dziwne. Żaden z dotychczas używanych balsamów nie był w stanie poradzić sobie z tym problemem, więc za poleceniem Ani sięgnęłam po balsam z nowej linii Lirene Emolient. Wystarczyło kilka dni codziennego stosowania i w końcu pozbyłam się suchej i napiętej skóry! Polubiliśmy się na tyle, że Emolient stał się stałym elementem naszej codziennej pielęgnacji.

***
Jeśli chodzi o wrześniowo-październikowych ulubieńców to byłoby na tyle! W ciągu obu tych miesięcy regularnie sięgałam po każdy z omówionych wyżej produktów, niektóre z nich zdążyły już nawet dosięgnąć dna. Myślę, że dawno już nie trafiłam na tyle udanych kosmetyków do pielęgnacji. Stopniowo postaram się przygotować dla Was pełne recenzje omawianych ulubieńców.

Was natomiast zachęcam do podzielenia się Waszymi opiniami na ich temat, jeśli tylko miałyście już okazję z nich korzystać. A może któryś z nich szczególnie wpadł Wam w oko i chciałybyście go wypróbować? :)
Karotka
Czytaj dalej

poniedziałek, 13 października 2014

Seboradin - balsam przeciw wypadaniu włosów [Inter Fragrances]

Cześć Dziewczyny!

Dzisiejszy wpis miał być początkowo jedynie pierwszymi wrażeniami, jednak okazało się, że przez czas, wyznaczony mi na wyrobienie sobie zdania o produkcie zdążyłam go zużyć niemal do ostatniej kropli. Mowa o balsamie przeciw wypadaniu włosów od Seboradin!


Informacja od producenta:
Zgodnie z informacjami zamieszczonymi na etykiecie, produkt jest przeznaczony dla osób borykających się z okresowym i przewlekłym wypadaniem i przerzedzaniem się włosów lub w leczeniu łysienia androgynicznego. Jest on przeznaczony zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

DZIAŁANIE:
W moim odczuciu balsam Seboradin świetnie wywiązał się z postawionych przed nim zadań. Stosowałam go przez ostatnie 3,5 tygodnia i zaobserwowałam spełnienie większości obietnic producenta. Włosy, po zastosowaniu balsamu rzeczywiście dobrze się rozczesywały, nie były w żadnym razie bardziej splątane, a do tego były bardzo miękkie i zdawały się stopniowo nabierać więcej blasku. Myślę, że balsam całkiem nieźle poradził sobie również z ich pourlopowym nawilżeniem i sprawił, że moje włosy odzyskały przyzwoitą kondycję - choć i tak kilka dni temu zdecydowałam się znacznie je skrócić, ale to już była raczej moja babska fanaberia i kwestia zniszczonych końców (czyli typowo nieodwracalnych uszkodzeń mechanicznych).

W przypadku tego produktu, najważniejsze jest jednak działanie dotyczące zapobiegania wypadania włosów. Muszę szczerze przyznać, że naprawdę odniosłam wrażenie, że już po kilku użyciach zaczęłam gubić mniej włosów. Oczywiście nie są to jeszcze spektakularne efekty, bo do tego potrzeba czasu i wytrwałości. Czasami również odpowiedniej diety, jednak moim zdaniem proces wypadania włosów został u mnie znacznie uspokojony. Sprowokowało mnie to również do powrotu do suplementów, wspomagających organizm od środka, więc kupiłam niedawno preparat na bazie skrzypu polnego, żeby podziałać na moje włosy ze zdwojoną siłą :)

Producent obiecuje również przyspieszenie wzrostu włosów i to faktycznie również u mnie występuje, choć nie jestem pewna, czy jest to całkowicie zasługa jedynie balsamu. Po prostu nigdy nie miałam z tym większych problemów.

Balsam stosowałam zarówno na całą długość włosów, jak i na skórę głowy - w połączeniu z króciutkim masażem skalpu. Produkt nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia i absolutnie nie obciążył włosów.


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Balsam Seboradin ma ciekawą, dość gęstą konsystencję, przypominającą mi nieco budyń. Bardzo łatwo rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich i bezproblemowo trzyma się na nich przez te kilka czy kilkanaście minut, więc można go zastosować nawet jako ekspresową maseczkę.

Zapach balsamu mocno przypadł mi do gustu. Jest mocno kwiatowy, ale nie potrafię dokładnie określić z jakim gatunkiem kwiatów mi się kojarzy. Powiedziałabym nawet, że pachnie całą kwiaciarnią na raz :)


OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w plastikowej, dość sztywnej butelce o pojemności 200 ml. Na szczęście konsystencja balsamu jest na tyle bezproblemowa, że przez cały czas użytkowania produktu nie miałam kłopotów z wydobyciem produktu. Jedynie przed ostatnim użyciem produktu warto postawić buteleczkę do góry nogami, żeby wydobyć całość.

Sama buteleczka jest w miarę podatna na ściskanie i nie odkształca się zbyt łatwo. Jest zakończona korkiem z dziubkiem, który łatwo dozuje produkt. Sam design jest jak najbardziej ok - minimalistyczny, typowo apteczny, a więc i budzący moje zaufanie :)


WYDAJNOŚĆ:
Jak już wspomniałam na początku posta - balsam gości w mojej łazience od 3,5 tygodnia. Zostało mi go jeszcze na jedno, maksymalnie dwa użycia, co daje łącznie 4 tygodnie. Przez ten czas używałam go przy każdym myciu włosów, czyli jakieś 3 razy w tygodniu - i to na całe włosy. Uważam, że jak na tak niepozorną buteleczkę to naprawdę dobry wynik :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Balsam wchodzi w skład całej linii produktów przeciw wypadaniu włosów, z których większość kosztuje około 19,90 zł. Uważam, że jest to jak najbardziej przystępna i akceptowalna cena za dobry produkt z całkiem niezłą zawartością i dobrym działaniem :)

Seboradin, to marka dostępna przede wszystkim w aptekach, zarówno tych stacjonarnych, jak i internetowych. Spokojnie znajdziecie produkty tej marki np. w Super-Pharm, a w razie problemów zapraszam Was do sklepu internetowego marki TU.

SKŁAD:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Argania Spinosa Kerner Oil, Propanediol, Cynara Scolymus Leaf Extract, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Sodium Benzoate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Potassium Sorbate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Parfum, Chamomilla, Recutita Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Lamium Album Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1.3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Geraniol

***
Balsam przeciw wypadaniu włosów, to mój pierwszy produkt marki Seboradin, z którym miałam do czynienia i muszę przyznać, że to było bardzo udane spotkanie. Z wielka przyjemnością będę do niego wracać, ale póki co zapoznam się z pozostała ofertą marki. Na pewno podzielę się z Wami swoją opinią m.in. na temat linii do pielęgnacji ciemnych włosów, którą jakiś czas temu mogłyście wygrać na blogu, a którą również otrzymałam od marki do przetestowania.

Koniecznie dajcie znać co sądzicie na temat marki Seboradin! Czy miałyście już okazje zapoznać się z oferowanymi przez nią produktami, czy jak dotąd żaden z nich nie wpadł Wam jeszcze w ręce? A może już macie swoich ulubieńców? :)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 24 września 2014

Konkurs z marką Seboradin - wyniki!

Witajcie Dziewczyny!

Wracam z wynikami konkursu, przeprowadzonego we współpracy z marką Seboradin. Muszę przyznać, że tym razem wybór zwycięskich odpowiedzi był trudny, jak jeszcze nigdy dotąd! Najchętniej każdą z Was obdarowałabym całym zestawem kosmetyków, dopasowanym do Waszych włosów, ale niestety nagrody mogą otrzymać tylko cztery z Was.


Pełny zestaw do pielęgnacji włosów, jak się domyślam, ciemnych, otrzymuje...

Joanna (kosmetyczny-przekładaniec)

natomiast osobami, które otrzymają wybrany balsam do włosów, są:

Kasia Sobczyk
SemiSweetLychee
oraz
Cztery Pory

Dziewczyny, gratuluję! Wysłałam już do Was maile i czekam na Wasze adresy! Jeszcze raz się powtórzę - wybór był naprawdę, naprawdę trudny, a Wasze odpowiedzi bardzo ciekawe, obszerne i szczere! Mam nadzieję, że będę miała jeszcze niejedną okazję, żeby obdarować Was dobrymi kosmetykami, odpowiadającymi na Wasze problemy :)

Karotka
Czytaj dalej

czwartek, 4 września 2014

Konkurs z marką Seboradin! Wygraj kurację do włosów jasnych lub ciemnych!

Cześć Dziewczyny!
 
Wakacje i urlopy dla większości z nas już minęły i zdecydowanie czuć już jesień. Z biegiem czasu coraz bardziej doceniam tę porę roku i robię wszystko, żeby była nie mniej przyjemna, niż lato. Jesień to dla mnie również czas intensywniejszej pielęgnacji całego ciała, również włosów. Idąc w tym tropem, chciałabym Was zaproponować konkurs, w którym nagrodami są produkty marki Seboradin, które pomogą Wam zadbać o Wasze włosy!
 
Główną nagrodą w konkursie są trzy kosmetyki, składające się na linię pielęgnacyjną dla włosów jasnych lub ciemnych - seria do wyboru według zwycięzcy. Ale, ale! To nie koniec! Trzy kolejne osoby zostaną nagrodzone balsamem do włosów jasnych lub ciemnych - również do wyboru! Wobec tego jest o co powalczyć, bo zwyciężą aż cztery osoby! :)
 
 
Co trzeba zrobić? Jak zawsze - trzeba być obserwatorem mojego bloga lub fanem Charlotte's Wonderland na Facebook'u (KLIK), oprócz tego, należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe. Razem z panią Anią, stwierdziłyśmy, że najprostsze pytanie jest czasami najlepsze, a jednocześnie najtrudniejsze, więc Waszym zadaniem będzie przekonanie nas, że to właśnie Wy zasługujecie na nagrodę w postaci kuracji Seboradin :)
 
Proszę o zgłoszenia w komentarzach w następującej formie:
Obserwuję blog/fb jako: (nick z GFC lub imię i trzy litery nazwiska)
Dlaczego to właśnie ja powinnam zgarnąć kurację Seboradin: (odpowiedź na pytanie)
Mail kontaktowy: (na ten adres wyślę mail z informacją o wygranej)
 
***
 

Proszę Was o uważne przeczytanie regulaminu konkursu, który zamieszczam poniżej, ponieważ zgłoszenie udziału w konkursie oznacza akceptację tego regulaminu. Życzę Wam powodzenia i czekam na Wasze odpowiedzi! :)
Karotka
 
***
REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Charlottes-Wonderland.blogspot.com.
2. Fundatorem nagród jest marka Seboradin.
3. W konkursie mogą wziąć udział osoby pełnoletnie lub osoby, posiadające zgodę opiekuna;
4. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie konkursowe oraz bycie publicznym obserwatorem bloga lub polubienie fanpage'a bloga na Facebooku;
5. Zwycięzcami zostaną cztery osoby, które udzielą najciekawszej, najzabawniejszej lub najbardziej kreatywnej odpowiedzi na pytanie konkursowe;
6. Zwycięzca zostanie wybrany przez autorkę bloga Charlotte's Wonderland na podstawie subiektywnej oceny wg punktu 5 regulaminu;
7. Osoba, której odpowiedź okaże się najciekawsza zostanie nagrodzona zestawem kosmetyków do pielęgnacji włosów jasnych lub ciemnych, według wyboru zwycięzcy. Kolejne trzy osoby zostaną nagrodzone balsamem do pielęgnacji włosów jasnych lub ciemnych, według wyboru osób wyróżnionych.
8. Konkurs trwa od 04.09. do 18.09.2014 do północy;
9. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 7 dni po zakończeniu konkursu.
10. Nagrody wysyła sponsor nagród, a udział w konkursie oznacza zgodę na przekazanie mu danych adresowych zwycięzców celem dokonania wysyłki nagród;
11. Ze zwycięzcą skontaktuję się za pośrednictwem adresu e-mail, wskazanego w zgłoszeniu, niezwłocznie po ogłoszeniu wyników.
12. Zwycięzca musi wskazać adres do wysyłki w ciągu 3 dni od dnia ogłoszenia wyników.
13. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast