Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EcoTools. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EcoTools. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Ulubieńcy lutego

Cześć Dziewcyzny!

Luty minął nie wiadomo kiedy, więc pora na podsumowanie tego miesiąca. Na pierwszy rzut zerknijmy na ulubieńców, wśród których jak zawsze - jest kilka nowości i jest kilka stałych punktów. Bez zbędnych wstępów - zaczynamy! :)


W lutym ponownie najczęściej sięgałam po cienie z paletki Urban Decay Naked 2. Nie jest to moim zdaniem paleta wybitna, ale z pewnością jest bardzo uniwersalna i świetnie się u mnie sprawdza jako paleta do codziennego makijażu. Powoli wyrabiam sobie o niej opinię, tym bardziej, że w lutym właściwie nie sięgałam po inne cieni. Myślę, że niedługo napiszę o niej kilka zdań, zilustrowane porcją swatchy :)

Kolejnym punktem ulubieńców jest róż - Africa od W7, który otrzymałam jakiś czas temu do przetestowania od sklepu Kosmetykomania. Niespodziewanie ten róż szturmem wdarł się do grona produktów, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w lutym. Urzekł mnie zarówno kolor, jak i fantastyczna trwałość tego produktu. W weekend udało mi się zrobić w miarę wyraźne zdjęcia tego produktu, więc postaram się wkrótce przygotować recenzję tego różu.

Brązowa kredka Smooth Definer od Oriflame (na paletce), to mój niekwestionowany ulubieniec od wielu miesięcy - zupełnie nie umiem się z nią rozstać, ale niewiele już mi z niej zostało, więc chyba pora rozejrzeć się za nową. Uwielbiam ją za to, że świetnie podkreśla moją linię rzęs na dolnej powiece, a przy tym nie jest tak wyraźna i oczywista jak czarna kredka.


Jeśli chodzi o produkty do ust, to w tym miesiącu bardzo chętnie sięgałam po kredkę do ust z Revlon w kolorze Lovesick. Uwielbiam ją za fantastyczną trwałość i chętnie dokupię jakiś bardziej codzienny kolor! Drugim ulubieńcem zostałam pomadka Rouge Caresse od L'Oreal - tym razem w kolorze Rose Mademoiselle. Jestem zakochana w tych pomadkach i mogłabym stale rozszerzać ich grono o kolejne kolory do kolekcji! Jestem na wielkie tak! :)


Dalej idąc mamy pędzelki, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Pędzel do różu Hakuro H24 po raz kolejny udowodnił mi, że jest niezastąpiony! Nie ważne po jaki produkt sięgam, on sprawdza się ze znaczną większością róży w mojej kolekcji i zawsze świetnie je rozprowadza. Recenzja pojawiła się TUTAJ.

Mój ulubiony duet pędzli do makijażu oka, to ostatnio - po pierwsze - pędzel do nakładania cieni z EcoTools - z powodzeniem wyparł mojego ulubieńca z Maestro, który nie radził sobie z cieniami z paletki Naked. EcoTools o wiele lepiej nabiera te cienie i sprawia, że nakładane na powiekę, nie tracą na intensywności. Po drugie - pędzelek do rozcierania Hakuro H79 - przy jego użyciu wykonuję większość makijażu oka. Dla mnie jest dużo bardziej precyzyjny, niż 497 z Maestro, który również lubię, ale jednak Hakuro sprawdza się u mnie lepiej. Teraz mam jeszcze pędzelek do rozcierania z Sigmy, więc ciekawa jestem jak te pędzle wypadną razem w starciu :)


Przechodząc do pielęgnacji - w lutym z ogromną przyjemnością sięgałam po duet z Bath & Body Works w moim ulubionym ostatnio zapachu, czyli Twilight Woods. Balsam do ciała i żel pod prysznic dostałam od mojego ukochanego na Walentynki i idealnie wpasował się on do mojej minikolekcji kosmetyków z tej linii, ponieważ mam również m.in. wodę toaletową Twilight Woods!

Pozostałe dwa produkty, to kosmetyki marki Lirene. Po pierwsze mój ukochany tonik do twarzy (recenzja TUTAJ). Zużywam już drugą buteleczkę i gdybym nie miała w zapasach innych produktów do wypróbowania, to nie używałabym już nic innego! :)

Krem do rąk z alantoiną po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że jest świetnym towarzyszem w torebce i sprawdza się wszędzie tam, gdzie go potrzebuję, w szczególności w pracy! Niedługo więcej na jego temat!

To by było na tyle. Tym razem wyróżniłam skromne grono, ale mam pewność, że są to produktu, po które sięgałam najczęściej w lutym. A jak prezentują się Wasi ulubieńcy? Znacie produkty, które tak mnie w sobie rozkochały? :)
K.
Czytaj dalej

poniedziałek, 10 września 2012

EcoTools - pędzel do bronzera, zwany potocznie grubaskiem :)

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj temat, którego jeszcze na blogu nie poruszałam, mianowicie pędzle do makijażu! Jakiś czas temu obfotografowałam moją kolekcję i w związku z tym postanowiłam, że pora zrobić użytek z tych zdjęć, tym bardziej, że większość pędzli, znajdujących się w mojej kolekcji mam już co najmniej kilka miesięcy. Zdążyłam wyrobić sobie o nich opinię, którą dzisiaj się z Wami podzielę. Na pierwszy rzut zaprezentuję Wam dość popularny pędzel do bronzera marki EcoTools, znany również jako grubasek do bronzera :D


WYGLĄD I WYKONANIE: Grubasek jest pędzlem wykonanym z syntetycznego włosia taklon, które odpowiada polityce cruelty-free, prezentowanej przez markę EcoTools. Włosie osadzone jest w aluminiowej skuwce, przymocowanej do grubej, okrągłej bambusowej rączki. Mimo sporej rączki pędzel jest dość łatwy do utrzymania w ręku podczas wykonywania makijażu. Jego ciężar jest moim zdaniem dość optymalny, ponieważ jest na tyle ciężki, że pędzel wyraźnie czuć w dłoni, a jednocześnie na tyle lekki, że nie utrudnia to w żaden sposób makijażu.



Włosie pędzla jest dobrze osadzone w skuwce i przez kilka miesięcy użytkowania pędzla nie zaobserwowałam  żadnego poluzowanego włoska, ani nawet żadnego odkształcenia. Sam pędzel jest szalenie miły i miękki w dotyku. Jest również bardzo przyjemny dla twarzy, nie drapie jej, ani nie podrażnia w żaden inny sposób.

Pędzel jest bardzo gęsty i mięsisty, dzięki czemu od razu dobrze rozciera aplikowane nim kosmetyki. Przekrój włosia jest delikatnie owalny, choć bardzo zbliżony do koła. Dzięki takiemu ukształtowaniu włosia łatwiej dopasować mi pędzel do twarzy - po prostu robię "dziubek" i tą minimalnie dłuższą krawędzią wpasowuję pędzel poziomo w powstałe na policzkach zagłębienie.


Pędzel otrzymujemy zapakowany w plastikową saszetkę, która wyposażona jest w zamknięcie strunowe, dzięki czemu mamy jednocześnie wygodne etui, w którym możemy przewozić nasz pędzel.


ZASTOSOWANIE I EFEKT: Dzięki temu, że pędzel jest tak spory, efekt nałożonego bronzera jest dość delikatny, dzięki natychmiastowemu rozcieraniu kosmetyku. Wiadomo jednak, że zależnie od zastosowanej techniki, można dostosować efekt do swoich indywidualnych potrzeb i upodobań. Uwielbiam ten pędzel ze względu na fakt, że wreszcie mam pewność, że dobrze nałożę bronzer, co, za pomocą używanych wcześniej mniejszych pędzli, kończyło się bardzo różnie i na jakiś czas zniechęciło mnie do stosowania produktów brązujących.

Wiem, że dla niektórych dziewczyn jest on nieco zbyt duży, więc prawdopodobnie nie sprawdzi się u osób, które przywykły do mniejszych pędzli do konturowania lub u osób z bardzo drobiniutką buzią. Dla nich ten pędzel może się świetnie sprawdzić jako pędzel do pudru.



CZYSZCZENIE: Pędzel dość łatwo daje się wyczyścić. Do jego prania stosuję szampon dziecięcy Babydream lub Bambino. Produkty sypkie lub pudrowe nie wnikają zbyt głęboko w jego włosie, więc nie musimy się zbyt mocno trudzić z wydobywaniem resztek kosmetyków, jednak warto zwrócić uwagę na to, czy dokładnie wypłukałyśmy pianę, ponieważ ta lubi się wżerać nieco głębiej niż byśmy chciały. Czas schnięcia pędzla jest stosunkowo długi, ze względu na gęste i zwarte włosie, ale nie przekracza czasu wystarczającego na nocny sen, dlatego piorąc go wieczorem, możecie być pewne, że rano pędzel będzie gotowy do użytku.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ: ok.50zł w polskich sklepach internetowych i drogeriach - m.in. Hebe, Alledrogeria czy Kosmetykomania; taniej można go zamówić ze strony iHerb.


Macie ten pędzel? Czy wolicie konturować twarz większymi pędzlami, czy raczej mniejszymi o kształcie zbliżonym do jajeczka? Jakie są Wasze ulubione techniki konturowania?
K.

Czytaj dalej

wtorek, 4 września 2012

Ulubieńcy sierpnia!

Cześć Dziewczyny!

Kończąc już podsumowania sierpnia, zapraszam na ulubieńców ubiegłego miesiąca! Tym razem poza oczywistą kategorią kolorówki, wybrałam również dwa produkty z zakresu pielęgnacji, po które bardzo chętnie sięgałam w sierpniu. Zapraszam!


Po pierwsze kolorówka!

Sierpień był miesiącem, w którym, pomimo braku pogody na urlopie, mimo wszystko moja buzia złapała trochę słońca, dlatego nastąpiła również zmiana warty w produktach, po które sięgałam w codziennym makijażu.

Przede wszystkim róże - tutaj nadal zostajemy w obrębie marki The Balm - i tak, wiem, że to zakrawa niemal na obsesję! Ukochany Down Boy zastąpiłam najpierw cudownym różowobrzoskwiniowym Hot Mama, który zawiera sporo pięknie rozświetlających drobinek. Ten róż najchętniej aplikowałam samodzielnie, bez towarzystwa żadnych dodatkowych rozświetlaczy, czy nawet bronzera. Następnie, kiedy już złapałam "ostateczną" dawkę słońca, sięgnęłam po Cabana Boy, stosowałam go wymiennie z Pomergranate, który ma zbliżoną tonację, ale jednak The Balm był grany znacznie częściej. Cabana Boy, to cudowny róż o delikatnym satynowym połysku w odcieniu różu podbitego sporą ilością fioletowych tonów. Nigdy nie sądziłam, że będę się dobrze czuła w tej kolorystyce, tym bardziej, że próby na bladej skórze średnio mi przypadły do gustu, ale na opalonej buzi? I to jeszcze z bronzerem? Magia, moje Panie! :D I gdyby tylko mój aparat nadawał się do zbliżeń twarzy i potrafił oddać kolory, które na nią zaaplikuję, to już dawno uraczyłabym Was tym widokiem! :)

W temacie bronzera pozostając - wierzcie lub nie, ale ten z powyższego zdjęcia, to mój jedyny bronzer w kolekcji! Mało tego, Jedyny, który do tej pory przypadł mi do gustu i którym potrafię się obsłużyć! Wprawdzie chodzą mi jeszcze po głowie Marrakesh Dream z Joko i Bahama Mama z The Balm (jakże by inaczej?! :D), ale ten póki co wiedzie prym! Piękny, matowy bronzer, który nie zawiera w sobie pomarańczowych tonów, o delikatnym mlecznoczekoladowym odcieniu. Moim zdaniem, będzie to kolor dobry nawet dla bladziochów, nawet zimą, jeśli ktoś lubi! Właścicielki ciemniejszych karnacji raczej nie będą zadowolone, bo mogą go nie dostrzec na swojej buzi, ale kolor zawsze można delikatnie stopniować. Bohaterem w kategorii bronzer jest delikwent marki Oriflame - Terracota Powder.

Wyżej opisany delikwent radował mnie już wcześniej, wraz z użyciem pędzelka Maestro 150, ale dopiero do pary z grubaskiem z EcoTools zrobił na mnie mega wrażenie. A samego grubaska uważam za tak samo wartościowy i ulubiony pędzel w mojej kolekcji, jak Hakuro H24 do różu, który pojawił się w ulubieńcach w poprzednim miesiącu.

Ostatni bohater powyższego zdjęcia, to właściwie comiesięczny ulubieniec, czyli pomadka ochronna Nivea Vitamin Shake, którą zawsze noszę w torebce i chyba żadna inna pomadka nie radzi sobie z moimi ustami tak dobrze jak ta. Stara dobra Nivea! :)


Pozostańmy jeszcze na chwilę w temacie kolorówki. O Essie Good To Go, już wspominałam miesiąc temu, ale nadal jestem urzeczona działaniem tego top coatu. A doceniłam go jeszcze bardziej, gdy akurat nie miałam go pod ręką i po staremu musiałam czekać, aż lakier sam łaskawie wyschnie. Never again! ;)

Wspominałam Wam również o drugim ulubieńcu, czyli o lakierze Essie w odcieniu Splash of Grenadine. To mój niekwestionowany ulubieniec sierpnia. W tym miesiącu niemal nie sięgałam po jakiekolwiek inne kolory! Bliżej zapoznacie się z nim TUTAJ.


No i płynnym ruchem przejdźmy do pielęgnacji. Skromnie, bo skromnie, ale z pewnością bardzo przyjemnie. Żel z oliwką z Lirene pokochałam, dzięki wersji z mango (recenzja TUTAJ) i aktualnie niemal nie korzystam z innych żeli pod prysznic, również mój chłopak, który na wyjeździe deklarował miłość do żelu emolientowego z Pharmaceris (recenzja TUTAJ), po powrocie do domu rzucił owy żel w kąt i zaczął podbierać mi Lirene, więc jest nas dwoje, a nawet troje (licząc żel) w tej miłości! ;)

Mleczko do ciała z Bielendy było - jak zapewne wiecie - dodatkiem do bodajże lipcowej Urody. Początki stosowania tego produktu nie zwiastowały aż tak ciepłych uczuć względem niego, ale pomimo, że na wyjazdy zabierałam kosmetyki, które dobrze sobie radziły z nawilżaniem mojej skóry, to jednak nic mnie tak nie relaksowało po powrocie, jak wmasowywanie w siebie mleczka z serii Bawełna w towarzystwie tego cudownego zapachu. Moja skóra, która z reguły gardzi wszelkim nawilżeniem, dopóki sama o nie nie poprosi, wyjątkowo się z nim polubiła i odwdzięcza się ogromną miękkością i długo utrzymuje na sobie ten cudowny zapach! Obiło mi się o uszy, że mają to mleczko wycofywać, więc z paniką zastanawiam się czy by nie zrobić zapasu w postaci choć jednej butelki, pomimo całego ogromu mazideł w mojej "poczekalni". Jest dość ciężko dostępny, ale już wyczaiłam go w moim Realu... Chyba popełnię ten karygodny czyn i przygarnę zapas, bo nieuchronnie zaczynam dobijać do dna...

To by było na tyle z moich ulubieńców sieprnia! Mam nadzieję, że odnajdziecie w nich produkty, który również i Wy lubicie, albo które chętnie byście wypróbowały! Dajcie znać, po co Wy najchętniej sięgałyście w sierpniu! :)
K.

Czytaj dalej

środa, 11 lipca 2012

Czerwcowe zakupy

Obiecywała, obiecywałam, no i jestem...  Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - o ile pielęgnacja była w większości potrzebna, to kolorówkę pozostawię bez komentarza. Chciejstwo osiągnęło apogeum i nie ważne są ceny! Nic mnie nie usprawiedliwia... :P

Tym samym lipiec ogłaszam miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - nie, nie dołączę do akcji przeżyć za 50zł, bo jakoś mi się to nie widzi w moim wykonaniu... Choć podziwiam wszystkie dziewczyny, którym się udaje! W lipcu nie będę kupować nic, poza już zakupionymi produktami - jest ich 5 lub 6. Przede wszystkim nie kupię już niczego z kolorówki, a najlepiej by było, gdybym omijała wszelkie drogerie z daleka... Dopuszczam jedynie zakup tylko tych produktów, które mi się skończą... Jak na razie całkiem nieźle mi idzie, dość łatwo idzie mi omijanie drogerii lub odkładanie produktów na półkę w takowych... Zobaczymy how long? ;)

Oto moje powody do wstydu... :P

1. Pielęgnacja.

Balsamy do ciała Victoria's Secret w wersji Strawberries & Champagne oraz Berry Kiss zakupione w dużej promocji w Super-Pharm. Był początek miesiąca, jako tako brakowało mi lekkich balsamów do ciała (co okazało by się nieprawdą po głębszej eksploracji szuflad), więc, przy okazji poszukiwań prezentu dla mamy, zdecydowałam się na ich kupno... Wiedziałam, że wejście do SP niechybnie grozi zgubą... :P
Cena: 19,90zł/250ml (promocja)


Cukrowy peeling do ciała pomarańcza z kokosem marki The Secret Soap Store kupiłam tuż przed spotkaniem blogerek, na którym otrzymałam dwa kolejne peelingi. Jednak żaden z nich nawet w znacznym stopniu nie zbliżył się do tego - mojego nowego faworyta. Pisałam o nim TUTAJ.
Cena: 13,99zł/200ml (promocja)

Kremowe mydło pod prysznic z serii Kozie Mleko z Ziaji, to produkt, na którym czaiłam się całe wieki, ale zawsze było coś ciekawszego do kupienia. A ponieważ obiecałam sobie, że kupię go, jak spotkam go w promocji, to tak też uczyniłam. Nie żałuję, ale spodziewałam się więcej - w szczególności po zapachu. Ten jest bardzo przyjemny, ale pachnie jak Dove, a spodziewałam się czegoś bardziej w stylu kremu do rąk Glicerini z Eveline.
Cena: 5,49zł/500ml (promocja)


Migdałowy krem do rąk z Isany kupiłam, ponieważ był mocno zachwalany na blogach, jest edycją limitowaną, a ja w ostatnich miesiącach wykończyłam chyba cztery kremy do rąk... I wprawdzie zapas mam nadal całkiem spory, to jednak sprawiłam sobie taką małą nagrodę... ;)
Cena: 4,99zł

Krem do stóp z 30% zawartością mocznika z Lirene kupiłam jeszcze przed nawiązaniem współpracy z markami należącymi do Eris, a później ten sam krem otrzymałam do testów. To nic, skoro działam na dwa domy, to będę miała możliwość dokładnie go przetestować stosując go w obu tych miejscach... ;)
Cena: 9,99zł


Mam głupi nawyk robienia zapasów produktów do pielęgnacji twarzy z większym wyprzedzeniem, niż byłoby to potrzebne. Jak tylko widzę, że kremu robi się mało, a tubka czy słoiczek jest podejrzanie lekki, to biegnę w panice do sklepu w celu uzupełnienia braków. Po czym okazuje się, że produktu wystarcza mi na kolejny tydzień lub dłużej... Wprawdzie poniższych produktów już używam, ale spokojnie mogłam się wstrzymać chwilę z ich zakupem... ;)

Matujący kremowy mus z Lirene z serii Design Your Style, to kolejny produkt, który najpierw zakupiłam sama, a później otrzymałam do przetestowania w ramach współpracy. Pierwszego słoiczka już zaczęłam używać i mam całkiem pozytywne wrażenia. Jeśli ten stan się utrzyma, to drugi słoiczek na pewno się nie zmarnuje! A ja będę pewna, że moje zapasy są w dobrym stanie... :P
Cena: 17,49zł (chociaż dam głowę, że miał być wtedy w promocji za ok.15zł... so weird...)

Krem odżywczo-nawilżający pod oczy AA z serii Ultra Odżywianie jako jedyny z drogeryjnej półki przekonał mnie do siebie na tyle, że postanowiłam go wypróbować. Wprawdzie poszłam po krem z orchideą z Alterry, ale ktoś niezbyt roztropny, wycofał go ze sprzedaży, ku mojej ogromnej rozpaczy... A skoro latka lecą, to na noc warto się konserwować nieco bardziej intensywnie niż za pomocą mojego ukochanego żelu z Flos-Lek.
Cena: 12,99zł


O peelingach gruboziarnistym i drobnoziarnistym od Perfecty czytałam bardzo dobrą opinię na blogu Idalii, dlatego skusiłam się na wypróbowanie saszetek. Mój peeling morelowy z Soraya'i powoli zmierza do dna, więc być może coś innego skusi mnie do zakupu.
Cena: 1,69zł/szt.


Maska Crema al Latte firmy Kallos była chwalona już na tak wielu blogach, że mimo początkowych wątpliwości postanowiłam ją wypróbować. Tym bardziej, że wykończyłam półlitrową maskę z proteinami kaszmiru z Bingo Spa, a tą z proteinami mlecznymi skutecznie podbiera mi moja mama... Kallos zrobił pozytywne wrażenie również i na mnie, chociaż Bingo raczej nie przebije.
Cena: ok.5zł/250ml


Woda termalna z Avene została zakupiona przy okazji dużej promocji w Super-Pharm, przy większych zakupach można ją było nabyć za jedyne 9,90zł. Wody termalne nigdy mnie nie kusiły, ale w tej cenie już więcej może nie być okazji na wypróbowanie. Szczerze? Nadal nie wiem o co ten cały szum! ;)
Cena: 9,90/150ml (promocja)

Szampon dla dzieci Babydream kupiłam w celu chwilowego, stopniowego odstawienia szamponów z Alterry. Bardzo je lubię, ale zaczynam się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesuszają nieco moich włosów. Okaże się... ;)
Cena: 3,49zł (promocja)

2. Kolorówka i akcesoria.

Produktów z limitowanki Essence A New League miałam nie kupować, ale jak zobaczyłam stand, to przepadłam. Cień zdecydowanie był wart zakupu, a bronzer jakoś tak niekoniecznie jest dla mnie. Jest fajny, ale już się przyzwyczaiłam do mojego staruszka z Oriflame i tylko z nim romansuję, jeśli już używam bronzera. Pisałam o nich więcej TUTAJ.
Cena: cień 9,99zł, bronzer 7,99zł


Essie Good To Go i Essie Cute As A Button (KLIK) - z zakupu obu jestem zadowolona, chociaż płakać mi się chcę, jak pomyślę, że u Aliss ten lakier trzyma się tak długo, a ja mam odpryski tego samego dnia... No ale ten kolor! Za to wysuszający top, to zdecydowanie najlepszy zakup miesiąca! Już nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez jego użycia!
Cena: ok.35zł/szt.

U góry: Luxury Leila; Na dole od lewej: Lovely Lucy, Rockstar Robyn
Cienie z metalicznej kolekcji MIYO - Lovely Lucy, Rockstar Robyn i Luxury Leila - kupiłam nieco przypadkiem. Dwa ciemniejsze z braku jaśniejszego, a jaśniejszy, bo w końcu, po długich poszukiwaniach, został znaleziony... ;) Ot, taka fanaberia...
Ok. 6zł/szt.

Mini Dropsy od MIYO - znalezione na początku miesiąc a i porwane do domu w ilościach hurtowych. Nie żałuję, bo kolory są świetne, idealnie dopełniają moją wakacyjną kolekcję! A o fiolecie pisałam już TUTAJ.
Cena: 3,50zł/szt.


Cień Catrice 050 The Noble Knights chodził za mną od dawna, aż w końcu na wiosnę został wycofany ze sprzedaży. Teraz jednak Natura wykłada na światło dzienne to, co ma pochowane w magazynach i tym sposobem dorwałam ten piękny złotosrebrny kolor. Zdecydowany ulubieniec czerwca! Być może znajdziecie go również u siebie, więc na końcu notki znajdziecie swatche.
Cena: ok.8zł

Lawendowy lakier od My Secret, to również efekt skutecznych poszukiwań. Tym razem konkretnego koloru. Więcej pisałam o nim TUTAJ.
Cena: ok.6zł

Góra od lewej: 352 Matte, 460 Double Spark; Dół od lewej: 399 Pearl, 502 DS
Najmniej usprawiedliwiony i najmniej potrzebny zakup tego miesiąca. Za to najbardziej upragniony, bo cienie Inglota chodziły za mną od dawien dawna i kwestią czasu było jedynie to KIEDY a nie CZY ulegnę... No i korzystając z towarzystwa trzech uroczych koleżanek (tak, S. N. i N.! aj em toking tu ju ;)), uległam poczwórnie! Jakby tak pomyśleć, to lepiej, że nie było nas więcej, bo skończyłoby się całą paletką... (Cztery cienie, cztery osoby, jeden portfel...)
Cena: 10zł/wkład
Więcej grzechów nie pamiętam, paragonu nie mogę odkopać... ;)


Pędzle do różu Hakuro H24 i EcoTools -ostatnimi czasy przybyło mi kilka pięknych, mocno napigmentowanych róży, a jedyny mój pędzelek, który sobie z nimi radził, wygląda już na nieco poobgryzanego. Wprawdzie jeszcze się z nim nie żegnam, ale nie odczuwam już potrzeby używania go w sytuacjach innych niż awaryjne. Nareszcie doczekałam się pędzla idealnego, czyli H24!
Cena: Hakuro - 25,99zł,  EcoTools - ok.15zł (promocja w Rossmanie)

3. Zdobyczne - wymianki, wyprzedaże i inne "w".


Moje pierwsze pomadki z MACa - Viva Glam Cyndi oraz Angel, zostały okazyjnie zakupione na wyprzedaży u Marti. Jestem z nich bardzo zadowolona! Więcej niebawem! :)



Powyższe dwa lakiery, to efekt wymianki z moją ulubioną Stefanią :* Ja podrzuciłam jej cienie, które bardziej będą pasowały jej, niż mi, a ona mi wydzieliła porcyjkę ze swojej kolekcji lakierów... Zwłaszcza tej pięknej kolekcji Inglotowskich lakierów :)

***
Poniżej zbliżenie na cień Catrice 050 The Noble Knights, być może któraś z Was skusi się pogrzebać w naturowych koszyczkach wyprzedażowych i trafi na tego oto pięknego osobnika! :)




***
I jak bardzo jest ze mną źle? Należy się karna małpka?*

Ja naprawdę obiecuję poprawę! W szczególności przyrzekam, że w lipcu nie kupię z kolorówki nic poza paletką Glory i miniaturowego bonusu wraz z nią zamówionego! ;)
K.

*karna małpka - obiekt mający na celu sprawienie mi przykrości, tudzież zwrócenie uwagi na nieprawidłowość mojego postępowania. Swoje źródło ma w mojej niechęci do małp wszelakich, odkrytego przez mojego Mężczyznę usilnie proponującego mi oglądanie filmów w głównym udziałem małp, małpopodobnych lub osobiników z rodziny małpowatych (a pod to można już wiele podciągnąć... ;)), tj. King Kong, czy Geneza Planety Małp... Chociaż w King Kongu większymi małpami byli ludzie, a tego olbrzyma polubiłam za zbrechtanie tańca Naomi Watts :D Karna małpka została wprowadzona do użytku przez mojego mam-nadzieję-przyszłego-szwagra... Chociaż, jak tak dalej będzie mi wlepiać małpki za byle drwinę, to będę musiała ustanowić zwrotny rodzaj kary ostatecznej w postaci karnego Tr... a nie ważne... :D
Czytaj dalej

sobota, 9 czerwca 2012

Ulubieńcy maja!

Podsumowanie maja zakończę postem z nowego u mnie cyklu ulubieńców, najwyższa na to pora! :)

Tym razem bez przydługawych wstępów! Do zacnego grona kosmetyków, po które najchętniej sięgałam w maju należą te oto gagatki... :)

Bourjois Healthy Mix & TheBalm Down Boy
Po pierwsze - nowy zakup z maja, czyli podkład Bourjois Healthy Mix. Zdążyłam go co nieco poużywać przez miesiąc i powiem Wam, że z efektów jestem mocno zadowolona. Nie matowi mojej skóry, ale też nie ma takiego zadania, ważne, że nie przyspiesza jej błyszczenia się, a cera po jego zastosowaniu wygląda naprawdę na zdrową i wypoczętą. Krycie ma średnie, ale jak już mnie jakiś nieprzyjaciel dopadnie, to żaden podkład mu nie straszny, natomiast jeśli pojawiają się tylko jakieś drobne niespodzianki lub nierówności w kolorycie, to ten podkład radzi sobie z nimi bardzo dobrze. Oby tak dalej!

Po drugie - piękny, matowy róż z TheBalm, czyli Down Boy. To chyba kosmetyk, po który sięgałam w tym miesiącu najczęściej! Wszystkie inne róże, oprócz Marble Manii poszły w odstawkę, tylko kilka razy spojrzałam w stronę innych i zawsze z ogromną chęcią wracałam do Down Boy. Uwielbiam to, jak pięknie ożywia moją buzię, razem z Healthy Mix dają fantastyczny efekt! Swatche pokazywałam TUTAJ.

Hakuro H54, Oriflame blush brush, EcoTools powder brush
Po trzecie - ponownie pędzel do pudru z EcoTools! Uwielbiam tego skubańca za jego niesamowitą miękkość, za to co robi z moją buzią po omieceniu jej pudrem i za to jak jedno jego muśnięcie genialnie stapia róż i bronzer z całą resztą makijażu!

Po czwarte - pędzel do różu z Oriflame. Dzięki temu, że jest dość słabo zbity i ma stosunkowo elastyczne włosie, genialnie radzi sobie z mocno napigmentowanymi różami Sleek'a, albo właśnie z różami TheBalm, które najbardziej podobają mi się nałożone właśnie skośnym pędzlem, a ten póki co jest jedynym takim w mojej kolekcji. Wprawdzie sprawuje się bardzo dobrze, ale poszukuję dla niego zastępstwa, ponieważ po zaznajomieniu się z miękkością i "miłością" włosia pędzli z Hakuro czy EcoTools wszelkie inne zaczynam odczuwać jako drażniące i odrobinę drapiące. Z drugiej strony ten pędzel ma też swoje 2-3 lata i przeżył czasy, kiedy o czyszczeniu pędzli wiedziałam niewiele... ;)

Po piąte - pędzel kulka do podkładu - Hakuro H54 - próbowałam nakładać Bourjois palcami, ale nie zrobię tego nigdy więcej, bo to, co ta kulka wyczynia z tym podkładem na mojej twarzy, to istny fotoszop jak dla mnie ;)

Essence Marble Mania & Maestro foundation II
Ten duet powinnyście już znać z ulubieńców poprzedniego miesiąca - róż z limitowanki Essence - Marble Mania (swatche TUTAJ) oraz skunks z Maestro. W dni, w które na moim licu nie królował Down Boy, ten róż był jednynym słusznym wyborem i alternatywą, dlatego ta para okupuje dom, a para opisana wyżej, pilnuje mieszkania mojego M. :)

Corine de Farme & Flos-Lek
No i pora na pielęgnację!
Po pierwsze - krem nawilżający z Corine de Farme - bardzo dobrze radzi sobie z moją mieszaną cerą, dobrze ją nawilża, nie wpływając jednocześnie na jej większe przetłuszczanie, nie roluje się pod makijażem, przyjemnie pachnie i naprawdę sprawia, że poranne rytuały pielęgnacyjne z jego użyciem są bardzo, bardzo przyjemne... Czasem tak mi do niego spieszno, że zapominam, że w planach miałam jeszcze peeling lub maseczkę... ;)

Po drugie - żadne to odkrycie, a po prostu mój kosmetyczny must-have! Jestem ogromną fanką żeli ze świetlikiem z Flos-Lek, aktualnie korzystam z wersji z dodatkiem bławatka oraz wersji z dodatkiem herbaty. Najchętniej korzystam z nich rano, bo w bardzo przyjemny sposób odświeżają okolice oczu, czy nawet powieki, lekko chłodząc miejsca, na które został zaaplikowany. Dla mnie to niezastąpiony produkt po źle przespanej lub zbyt krótkiej nocy, zwłaszcza jeśli żel przeleżakuje noc w lodówce, a rano trafi prosto na nasze zmęczone powieki! :) Świetnie odświeża, rozbudza i orzeźwia o poranku... Niby to tylko malutki żel, a tyle potrafi! :)

I po trzecie - tonik oczyszczający z Corine de Farme - niesamowicie przyjemna odmiana po poprzednio stosowanym toniku normalizującym z Orfilame, który moim zdaniem nie robił nic, poza moczeniem twarzy... Ten z CdF bardzo przyjemnie odświeża i w odczuwalny sposób orzeźwia buzię, zapobiega ewentualnemu ściągnięciu po myciu twarzy oraz po prostu przygotowuje twarz na przyjęcie kremu. Bardzo lubię jego zapach, a używanie powyższej trójki wspólnie, to naprawdę bardzo relaksująca część mojej porannej pielęgnacji.

Znacie moich ulubieńców? Sprawdzili się również i Was? A może dopiero polujecie na któregoś z nich? :)
K.
Czytaj dalej

wtorek, 5 czerwca 2012

Majowe zakupy

Czerwiec powoli się rozkręca, ale my pozostańmy jeszcze na chwilę w maju - czas na zakupowe podsumowanie! Muszę przyznać, że maj mimo dość obfitych zakupów, mogłabym jednocześnie ogłosić miesiącem rozsądnych zakupów. Tak, tak! Nie przywidziało Wam się! W znacznej, znacznej mierze, kosmetyki zakupione w maju były tymi, które znalazły się na majowej liście zakupów (tak, przygotowałam sobie taką na początku miesiąca! :)), natomiast większość zakupionych poza listą znajdowała się na liście produktów do kupienia, ale nieokreślonej czasowo ;) Jest tu naprawdę niewiele kosmetycznych wyskoków (Uroda + mleczko, Inglot, Essence, Eveline HS - to chyba tyle!).

Zakupy w maju upłynęły mi przede wszystkim po hasłem pielęgnacji twarzowo-włosowej :P Skupiłam się na produktach do pogłębionej pielęgnacji tych części ciała - objawiło się to przede wszystkim zamówieniem półproduktów ze Zrób Sobie Krem oraz olejów z Kosmetyki Dabur. Być może przygotuję wkrótce jakiś wpis o tym, czego oczekuję od tych produktów, co chcę zrobić z zakupionymi półproduktami oraz z jakimi problemami borykają się moje włosy. Być może bardziej doświadczone czytelniczki podpowiedzą mi coś, do czego jeszcze się nie dogrzebałam lub wskażą ciekawsze i skuteczniejsze zastosowanie tychże produktów.

1. Pielęgnacja.

Flos-Lek, żel pod oczy ze świetlikiem i herbatą - Ostatnio sypiam albo za mało albo za dużo, totalnie rozregulował mi się jakikolwiek obrany tryb, więc zdarza mi się, że muszę wstać po 4h snu, co raczej nie służy mojej cerze, ani oczom. Żel z Flos-Lek mam również w wersji z bławatkiem i do tej pory sprawdzał się u mnie świetnie na wszelkie zmęczenie, opuchnięcia (polecam aplikować go rano, najlepiej prosto z lodówki!) i ogólnopojęte odświeżenie okolic oczu, dlatego do drugiego domku dokupiłam wersję z herbatą (tak dla odmiany). W końcu nie przewidzę ile czasu prześpię danej nocy, a tak mam go pod ręką w obu domach.
Cena: ok.5zł (promocja).


Perfecta - Cera Mieszana - krem na dzień i noc - Ponieważ w maju wykończyłam krem na dzień z Oriflame, zdecydowałam się kupić w końcu Perfectę, o której słyszałam przeróżne opinie - jednak posiadaczki cery mieszanej zazwyczaj były zadowolone z tego kremu, dlatego stwierdziłam, że jeśli teraz go nie wypróbuję, to będzie mnie zastanawiać przez kolejne miesiące. Raz kozie śmierć! ;)
Cena: 15,99zł


Oriflame - zestaw Discover Marrakesh - Być może nie kupiłabym w ogóle kolejnego żelu pod prysznic, gdyby nie to, że ta seria pojawia się w katalogach i ulotkach promocyjnych już tylko sporadycznie, a jest to moja ulubiona linia zapachowa produktów Discover. Uwielbiam jej piękny, orientalno-przyprawowy zapach!
Cena za cały zestaw: 9,90zł

Uroda + mleczko do ciała Bawełna, Bielenda - Czy ten zakup w ogóle muszę tłumaczyć? ;) Początkowo myślałam, że do gazetki dołączone jest mleczko do demakijażu (których ja nie używam), ale w Empiku dopatrzyłam się ostatniej sztuki i okazało się, że jest to jednak mleczko do ciała, których nigdy u mnie za wiele :D
Cena gazeta + mleczko: 5,50zł

Isana - brzoskwiniowa pianka do golenia - No bo ileż można smarować nogi zwykłym żelem pod prysznic i marudzić, że za ślisko? :P
Cena: ok.3zł (promocja)

Hipp - oliwka pielęgnacyjna - Jest to absolutny hit YT i blogosfery już od długiego, długiego czasu, więc korzystając z Biedronkowej promocji skusiłam się i ja, a może raczej wrzuciłam ją mamie do koszyka... :P Póki co używałam jej na włosy oraz skórki przy paznokciach. Produkt o wszechstronnym zastosowaniu, przyjaznym składzie i przeznaczony nie tylko dla dzieci! :)
Cena: 9,99zł (promocja)

Eveline - superskoncentrowane serum antycellulitowe - W maju wykończyłam wersję rozgrzewajacą w tubce, więc ten zakup był oczywisty, tym razem wybrałam wersję o konsystencji serum, a nie kremu, która o wiele łatwiej się rozprowadza. Ponadto wybrałam wygodną i dużą wersję z pompką, zawierającą aż 400ml produktu, a nie 250ml, jak tubki.
Cena: 21,99zł/400ml


Kosmetyki Dabur zamówiłam w sklepie internetowym importera, tym chętniej, gdy okazało się, że możliwy jest odbiór osobisty na terenie Warszawy i to raptem 3-4 przystanki od nas! :) Kupiłam trzy rodzaje olejków w najmniejszych dostępnych pojemnościach, żeby sprawdzić, które się u mnie lepiej sprawdzą, a jednocześnie móc pokombinować z ich miksami (jeden na skórę głowy, drugi na długość/końcówki). Na razie wybrałam najpopularniejsze z olejków, o których naczytałam się najwięcej - zobaczymy co z tego wyjdzie :)

Dabur - olejek Sesa - Jak chciałam ją zamówić, to nigdzie jej nie było, więc wzięłam pozostałe dwa olejki, ale ponieważ zwlekałam 2-3 dni z odbiorem, to okazało się, że Sesa właśnie dojechała do sklepu i mogłam dzięki temu zakupić ją na miejscu! :) Mam nadzieję, że pomoże ograniczyć wypadanie włosów oraz ich plątanie się.
Cena: 23zł/90ml

Dabur - olejek Amla - Zamierzam stosować ją raczej na skórę głowy licząc na odżywienie i wzmocnienie włosów.
Cena: 9,50zł/100ml

Dabur - Vatika - olejek kokosowy - Ten olejek zamierzam stosować na włosy na długości, ze szczególną uwagą na końcówki. Liczę na wygładzenie i pomoc w *nieplątaniu* się włosów.
Cena: 11,50zł/150ml


Półprodukty ze Zrób Sobie Krem - o tym zamówieniu napiszę więcej w okolicach weekendu, w moim koszyku znalazły się produkty do włosów (tuningowanie odżywek oraz produkty do wykonania mgiełki nawilżającej), a także produkty do pielęgnacji, w szczególności oczyszczania twarzy, wśród nich wszystkich między innymi hydrolizat keratyny, kwas hialuronowy 1%, glinki zielona i biała, korund, wyciąg z aloesu oraz hydrolaty - z czarnej porzeczki oraz z zielonej herbaty.


The Body Shop - drewniany grzebień - Tak, skoro jeszcze mocniej biorę się za pielęgnację i odżywianie moich włosów, to warto również zmienić nawyki, które niszczą włosy mechanicznie. O ile z czesania mokrych włosów (moje są proste) nie umiem zrezygnować, bo później mam paskudne kołtuny (włosy puszą mi się schnąc), to przynajmniej mogę robić to mniej inwazyjnie, drewnianym grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach. Ten był szeroko polecany przez wszelkie włosowe blogerki, a ponieważ nie natknęłam się na taki w żadnej z drogerii, to pobiegłam do TBS.
Cena: 16zł

The Body Shop - żel oczyszczający do rąk o zapachu truskawki - Wiadomo, gdy robi się cieplej, takie produkty przydają się w torebce, gdy w pobliżu nie mamy wody. Ten z TBS był w o dziwo korzystnej cenie, a także o pojemności o 10ml większej niż wszystkie inne żele tego typu.
Cena: 10zł

Póki co to moje pierwsze zakupy w TBS. Ceny innych produktów odrobinę mnie odstraszają, chociaż mam ochotę wypróbować ich żele do mycia ciała oraz słynną odżywkę bananową, ale to już może innym razem. Na razie w produkty do ciała została skutecznie zaopatrzona przez sponsorów naszego blogerskiego spotkania (więcej TUTAJ) ;)

2. Kolorówka i inne.

EcoTools - zestaw pięciu cieni do powiek - Na ten zestaw czaiłam się dość długo, przymierzałam się nawet do zamówienia na iHerb, ale ostatecznie na przeciw wyszła mi Drogeria Hebe, obniżając ich cenę o 10zł oraz obdarowując mnie bonem zniżkowym o wartości 10zł. W sumie kupiłam je 20zł taniej niż normalnie kosztują w tejże drogerii, więc wyszłam na tym właściwie lepiej niż zamawiając je ze Stanów (czas oczekiwania!!!). Teraz wreszcie nie muszę targać (i niszczyć!) w kosmetyczce moich Maestro!
Cena: 29,90zł (promocja)


Essie - odżywka nawilżająca Nourish Me - Próbuję wspomagać moje paznokcie wszystkim, co wpadnie mi w ręce. Jakiś czas temu wyczytałam, że być może odżywki, których do tej pory używałam, mimo, że teoretycznie przeznaczone do tych problemów paznokciowych, mogą dodatkowo wysuszać płytkę paznokciową. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale widzę, że po miesiącu stosowania tej odżywki (i jednoczesnego malowania paznokci!), moje paznokcie dłużej wytrzymują bez obcinania, a raczej rozdwajają się dużo później, a przede wszystkim (odpukać) w dużo mniejszym stopniu. W maju obcinałam paznokcie średnio co dwa tygodnie, a nie co tydzień, jak to bywało ostatnio! Oby tak dalej, zacznę powoli dodawać odżywki na rozdwajanie. Może właśnie moim paznokciom trzeba było mocnego nawilżenia, żeby mogły zacząć absorbować składniki odżywcze z innych odżywek? Tak sobie to tłumaczę...
Cena: ok.36zł (ale jeśli dalej będzie tak działać, to nie będę żałować żadnej złotówki!)

Essie - 99 Mint Candy Apple - Miętka była na mojej wiosennej liście od dawno, a skoro trafił mi się piękny kolor w nowych szafach Essie (jeśli jeszcze nie wiecie - od jakieś 3-4 tygodni Super-Pharm posiada szafy z 90 kolorami lakierów Essie, a także wszelkiemi odżywkami, bazami i topami tejże marki). Kolor jest bardzo udany, pędzelek jest bardzo wygodny i tylko szkoda, że coś jest nie tak, albo ze mną albo z tym lakierem... Albo zwyczajnie nie współgra on z Nourish Me, stosowanym jako baza, albo nie jest przeznaczony dla moich paznokci. Malowałam nim paznokcie 3 razy. Za każdym razem dwoma warstwami, w różnych odstępach czasowych i różną grubością... i niestety zawsze robiły mi się bąble... Zrobię jeszcze podejście z inną bazą, bo naprawdę jestem fanką tego koloru!
Cena: 34,90zł (jeśli będzie dalej bąblować, to poleci na wymiankę, mam nadzieję, że do osoby, której paznokcie polubiły się z Essie...)

Essie - pilnik szklany - Był gratisem do lakieru, oczywiście musiałam się upomnieć... :P Generalnie paznokci nie piłuję, bo mam przy tym tak koszmarne dreszcze, jakbym słuchała paznokci skrobiących o tablicę, ale skoro już go mam, to ze dwa razy się przemogłam, bo to podobno zdrowsze dla paznokci niż obcinanie... Ale ja to marnie widzę, bo jak mnie tak wzdryga, to wcale, a wcale się nie przykładam do kształtu, a po tylu latach obcinania, całkiem nieźle udaje mi się to w 2-3 ruchach cążkami...

Essence - liner w żelu 04 I Love NYC - Wiem, trajkotałam, że nie wyobrażam sobie siebie w zieleni, że chora, że zielone oczy, ale wiecie co? W takiej szmaragdowej zieleni, wcale nie jest mi tak źle, jakby mi się wydawało. Co nadal prowadzi mnie do teorii, że khaki jest totalnie nie mój, a z pozostałymi zieleniami dane mi będzie jeszcze poeksperymentować... ;)
Cena: 8,99zł (prawdziwa wyprzedaż w Naturze :O)

Max Factor - False Lash Effect Fushion - Podobno to nasz europejski odpowiednik tuszu CoverGirl Lash Blast (zarówno CG, jak i MF mają tego samego producenta, tą samą szczoteczkę, a nawet kolor opakowania...). Miałam na niego ochotę od dawien dawna, ale na głowę jeszcze nie upadłam, żeby przy moim budżecie wydawać 50zł na tusz do rzęs, skoro te za 20-30zł sprawdzają się u mnie całkiem nieźle. No ale jak to zwykle bywa, w końcu trafiła się korzystna promocja, a ja wykończyłam w końcu mój One by One. Zastanawiam się tylko, czy było warto i czy efekt jest na tyle różny i lepszy, żeby płacić za niego nawet te 10zł więcej niż przykładowo za Maybelline. Poużywam, poobserwuję i napiszę więcej! :) 
Cena: 34,90zł (ogromna promocja w SuperPharm)

Bourjois - Healthy Mix - 51 Vanilla - Może nie jest to podkład idealny, ale póki co jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki daje na mojej skórze! Wyglądam na wypoczętą, koloryt jest ładnie wyrównany, pomimo średniego krycia, a i kolor trafił mi się bardzo dobry. Kupiłam go oczywiście korzystając z wizażowej zniżki na podkłady w Rossmanie - 40% mniej? To mogła być jedyna okazja, żeby wypróbować HM w takiej cenie! Dodam, że wykończyłam żelkowego Rimmela, więc nowy podkład również mi się należał! :D
Cena: ok.36zł (promocja z kuponów zniżkowych z Wizażu)


Kolejne zdobycze z TheBalm (róże Hot Mama i Cabana Boy), były już prezentowane bliżej TUTAJ. Za oba produkty, po zniżce 50% w perfumerii Marionnaud, zapłaciłam w sumie niecałe 60zł.


Inglot 987 - Wszystkiemu winna jest Obsession, którą chciałam bezczelnie ograbić z tego lakieru, po jego prezentacji TUTAJ. Jak widać, zielenie intrygują mnie w tym roku coraz bardziej i coraz szersze obszary obejmując. Ponadto widziałam w H&M szorty w niemal identycznym kolorze. Szortów nie kupiłam (wzięłam zamiast nich niebieski - indygo :D), ale lakier tak.
Cena: 20zł

Essence - Colour & Go Passion For Fashion - Piękny, zimny, ciemny i czysty bezdrobinkowy fiolet. Poszłam do drogerii po fioletoworóżowy Break Through, a obok zobaczyłam ten i nie mogłam wyjść bez niego. Zdobi moje paznokcie u stóp, gdyż albowiem nie cierpię na takowych pastelowych, jasnych kolorów. Na stopach musi być ekhm... pierdolnięcie :D
Cena: 5,50zł


Eveline - Hologafic Shine - po pokochaniu prezentowanych na blogu 402 i 414, wygrzebałam w Jasminie różowego holografa... Szkoda tylko, że z holograficznym niewiele ma wspólnego (w porównaniu do swoich fioletowych braci!) i wyglądem dużo bliżej mu do perły... Pewnie niedługo Was uraczę postem, bo już go nosiłam i obfociłam.
Cena: 2,90zł

Essence - sonda do kropek - Kupiłam, bo kropki to wesoły motyw na wiosnę i lato. Szkoda tylko, że lewym ręku wychodzą mi piękne kropeczki, a na prawym ogromne, koślawe kropasy... A już myślałam, że jak już jako tako nauczyłam się równo malować paznokcie (z tym to też już tak nie przesadzajmy!), to że mam jakoś tam okiełznaną i sprawną lewą rękę... A gdzie tam! Znowu lata pracy przede mną... :D
Cena: ok.8zł

Jak Wam się podoba? Czy są tu jakieś Wasze cele wycieczek do drogerii? Może jacyś Wasi ulubieńcy? A przede wszystkim czy używacie półproduktów do wzbogacania odżywek do włosów lub czy tworzycie własne receptury produktów do twarzy, ciała lub włosów? Mnie coraz bardziej zaczyna to interesować, na razie tylko nieśmiało się przyglądam i (jak widać) poczyniłam w tym kierunku naprawdę niewielkie baby steps, ale od czegoś trzeba zacząć!

K.
Czytaj dalej

niedziela, 6 maja 2012

Kwietniowe zakupy

W kwietniu ponownie przybyło mi sporo ciekawych kosmetyków. Myślę, że na chwilę obecną warto ogłosić maj miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - zamierzam kupić tylko kilka produktów, które mam obecnie na liście "terminowych" zakupów kosmetycznych - zawiera ona dosłownie kilka produktów ;) Mam nadzieję, że w tym czasie nie trafią się żadne promocje, które zmuszą mnie do zmiany zdania, bo nie przewiduję, żeby cokolwiek w najbliższym czasie miało mi się skończyć... ;)

Wszystko to spowodowane jest tym, że na chwilę obecną zaspokoiłam sporą część moich kosmetycznych chciejstw, a z pozostałymi mogę się wstrzymać - pielęgnację wolę wykańczać systematycznie, a kolorówki mi nie brakuje ;)

UWAGA: Wszelkie nowe osoby ponownie informuję, że moje zakupy często bywają zdublowane ze względu na działanie na dwa domy. Ma to swoje oczywiste zalety, ale bywa również niesamowicie upierdliwe, zwłaszcza dla portfela...

1. Pielęgnacja twarzy.

Be Beauty - żel micelarny do mycia i demakijażu - moja druga tubka osławionego micela z Biedronki. Bardzo się z nim polubiłam, więc myślę, że w końcu doczeka się i moich trzech groszy na jego temat.
Cena: ok.5zł/150ml


Bioderma - płyn micelarny Sensibio H2O - płynów do demakijażu mi nie brakuje, ale skusiłam się na tą miniaturkę, bo wygodnie będzie mi ją zabierać na wyjazdy, których latem nie brakuje. Dotychczas przelewałam trochę z mojej dużej Biodermy do zwykłej podróżnej buteleczki, ale niestety wylewa się z niej zbyt dużo produktu - miniaturka będzie wygodnym rozwiązaniem.
Cena: 9,90zł/100ml (promocja)

Alterra - krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - początkowo nie miałam zamiaru kupować go już teraz, ale żel oczyszczający z Vichy, którego zaczęłam używać niestety odrobinę przesusza moją skórę, więc wolę myć nim buzię tylko raz dziennie, stąd zakup czegoś łagodniejszego dla wyrównania. Recenzja TU.
Cena: ok.9zł/125ml


Oriflame - kojący krem do twarzy jagodowo-lawendowy - już kiedyś używałam tego kremu i sprawdzał się całkiem przyzwoicie. Kupiłam go więc ponownie, odrobinę przymuszona przez Oriflame (robiąc małe zamówienie wolę wybrać proponowany produkt w promocyjnej cenie, niż oddawać im za darmo 8zł ;)), ale przyda mi się, bo lada moment wykończę moje domowe kremy - i na dzień, i na noc.
Cena: 11,90zł/75ml (promocja)


Perfecta - maska oczyszczająca z wyciągiem z gruszki - gruszek nie lubię, ale włożenie jej do maski wystarczająco mnie zaintrygowało.
Cena: ok.2,50zł/szt.

Ziaja - maska anty-stress z glinką żółtą - już raz jej używałam i nie miałam o niej żadnego zdanie, spróbuję jeszcze raz.
Cena: ok.1,80zł/szt.

Ziaja - maska dotleniająca z glinką czerwoną - kupiona z ciekawości, tym bardziej, że do tej pory była dość trudna do znalezienia.
Cena: ok.1,80zł/szt.



Ziaja - maska oczyszczająca z glinką szarą - jak dotąd jest to moja ulubiona maska oczyszczająca. Pełna recenzja TU.



Gąbka KONJAC do demakijażu, oczyszczania i nawilżania twarzy - kupiłam z ciekawości, sprawdza się dobrze, ale nie powala na kolana, tak, jak niektóre z Was ;)
Cena: ok.14zł/szt.

Rival De Loop - maska rozświetlająca - dość przyzwoita rossmanowska maska, słyszałam, że jako jedyna maska RdL jest warta uwagi.
Cena: hmm... chyba ok.3zł/szt.

2. Pielęgnacja ciała.

Eveline - serum termoaktywne - wraz ze shredowanie rozpoczęłam smarowanie, shredowania zaprzestałam, smarowanie trwa dalej. Do shredu też wrócę... ;)
Cena: 17,90zł/500ml (promocja)


Oriflame - żele pod prysznic Discover Borneo i Discover Santorini - znowu zapas żeli do mojego M., więc ponownie kupiłam jego ulubione zapachy.
Cena: ok.10,90zł/400ml (promocja)


Garnier - kulkowy dezodorant antyperspiracyjny, wersja BIO - nareszcie zaczęły się u nas pojawiać antyperspiranty o przyjaznych składach - ten nie zawiera w swoim składzie aluminium, ale za to zawiera alkohol, o czym boleśnie się przekonałam stosując go z rozpędu na wydepilowaną pachę... :P
Cena: ok.8zł/szt. (promocja)

3. Pielęgnacja włosów.

Isana - odżywka w sprayu - kiedyś używałam tego typu odżywek znacznie częściej, a teraz używa ich głównie moja mama, ale ja też czasem co nieco jej podkradnę, więc pokazuję ;)
Cena: ok.6zł/150ml (promocja)

Alterra - szampon z macadamią i figą - wiem, że zapas zrobiłam już w poprzednim miesiącu, ale nie znoszę naruszać "kompletów", a tak się zdarzyło, że zostało mi jeszcze trochę odżywki z granatem, podczas, gdy butelka po szamponie leży od dawna na wysypisku... ;) Taka moja mania...
Cena: ok.10zł/200ml


Alterra - olejek do ciała z limetką i oliwką - oczywiście kupiłam go z myślą o włosach, jako zamiennik dla wersji z pomarańczą i brzozą.
Cena: ok.10zł/100ml (promocja)

Isana - odżywka wygładzająca z olejkiem babassu - moja enta butelka - jedyna odżywka, której lubię używać bez "kompletu", możliwości użycia i zużycia są szerokie, więc nigdy się u mnie nie marnuje ;)
Cena: ok.4zł/300zł (promocja)


Marion - Natura Silk jedwab do włosów - wybrałam jedwab z Marion ze względu na brak zawartości alkoholu w składzie, w końcu jedwab powinien zabezpieczać końcówki włosów, a nie dodatkowo je wysuszać ;)
Cena: ok.6zł/15ml

4. Kolorówka.

MIYO - 26 Haze - fantastyczny cień w kolorze beżowo-cielistym, złamany odrobiną szarości. Oczywiście z miejsca znalazł się w ulubieńcach :)
Cena: 4,99zł/szt.


Essence - pędzelek do linera - jego poprzednia wersja bardzo mi odpowiada, a z racji ponownej sympatii do żelowych linerów zapragnęłam mieć pędzelek u mojego M., a że ten lubię, a tak się składa, że jest tani, to wybór był prosty ;)
Cena: ok.7zł/szt.

Essence - żelowy liner 02 London Baby - oczarował mnie jego piękny kolor gorzkiej czekolady, dużo lżejszy niż czarny, a nadal nadaje spojrzeniu nieco tajemniczości ;)
Cena: 11,90zł/szt.

Kobo - Golden Rose - chciałam i mam - wrzuciłam go do paletki z cieniami Kobo, uzyskanymi w wyniku wymianki z Siempre La Belleza :)


Celia Nude 602 - to nie do końca mój zakup - pomadkę sprezentowała mi babcia, którą wysłałam na misję poszukiwawczą - jak widać zwieńczoną sukcesem - kolejny ulubieniec miesiąca :)
Cena: ok.10zł/szt.


Sleek - pomadki w kolorach Coral Reef i Candy Cane - znacie je już z posta swatchowego TU.
Cena: 21,90zł/szt.

Sleek - róż Rose Gold - upragniony róż - teraz odrobinę zdominowany przez Marble Manię, którą dorwałam wcześniej i nieco przyćmiony przez nowy nabytek z The Balm, ale ja go jeszcze przemagluję - pierwsze kilka razy bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu, tylko, że trzeba postępować z nim delikatnie, bo lubi wskakiwać na pędzel w dużych ilościach ;)
Cena: 20,90zł/szt.

Hakuro - kulkowy pędzel do podkładu H54 - bardzo dobrze nakłada mi się nim podkład i na razie tyle, uczę się obsługi, bo do tej pory za najlepszych przyjaciół podkładu uważałam moje własne paluchy :)
Cena: 33,99/szt.


The Balm - róż Down Boy i rozświetlacz Mary-Lou Manizer to zdobycze miesiąca, z którymi mogłyście się odrobinę zapoznać TUTAJ. Przetestuję, przemagluję i dam znać co myślę i jak wyglądają... :)
Cena: róż ok.27zł, rozświetlacz ok.30zł (mega promocja!)


EcoTools - pędzel do bronzera - upragniony i osławiony eco grubasek jest już mój - pierwsze testy przeszedł pozytywnie :)
Cena: 39,90zł/szt. (promocja)

L-R: 114, 118, 113
Q by Colour Alike - czyli lakiery z Barbra Cosmetics - trochę wiosny na paznokciach :) Wkrótce z bliska!
Cena: 9,90zł/szt.


Oriflame - Nail Food - to kolejna moja próba walki o niełamiące się paznokcie...
Cena: ok.10zł/szt.

Joko - Diamentowy Pył - j.w. - stosuję ją zarówno solo, jak i pod lakier, szału nie ma, ale przynajmniej się nie gluci, jak moja dotychczasowa ulubienica z Oriflame... ;)
Cena: ok.10zł/szt.

CHI - lakier beżowo-nudowym kolorze z delikatnym shimmerem - trafiłam na nie przypadkiem w Drogerii Hebe, więc zagarnęłam szybko do koszyka na spróbowanie ;)
Cena: 9,00zł/szt. (promocja)

***
I na koniec coś zupełnie niekosmetycznego... Korzystając z chwili oczekiwania na ukochanego w okolicach Metra Centrum weszłam do małego sklepiku Świat Zapachów, mieszczącego się w podziemiach przy Rotundzie (przy wyjściu na przystanek tramwajowy w stronę Ochoty) i przepadłam. Przygarnęłam do nas 5 świeczuszek testerowych z Yankee Candle i od tej pory w naszym mieszkanku pachnie jeszcze piękniej, mimo, że nawet nie odpakowałam ich jeszcze z folijki ;)

Już nie mogę się doczekać kiedy którąś z nich odpalimy! :)

Cena: 9zł/szt., kupując 5 sztuk jedna wychodzi praktycznie gratis :)



Jak już pisałam - maj ogłaszam miesiącem wstrzemięźliwości zakupowej, przede wszystkim, jeśli chodzi o kosmetyki. Trzymajcie za mnie kciuki! A hejterom, którzy będą twierdzić, że kupiłam za dużo powiem tak - wszystkiego używam, większość zużywam, więc nie martwicie się - nic się nie zmarnuje, a jeśli będzie taka groźba, to pojawi się zakładka wymiankowa... ;)

A jak tam Wasze zakupy? Jutro postaram się dodać wpis denkowy... Znowu będzie się sporo działo ;)
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast