Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babydream. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babydream. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Majowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Kilka dni temu pokazywałam Wam ulubieńców ubiegłego miesiąca, a teraz najwyższa pora rozprawić się z majowymi nowościami. W końcu udało mi się zebrać wszystko do wspólnego zdjęcia i cóż... Nawet nie wygląda to aż tak przerażająco... ;)


Zanim przejdziemy do nowości, to czuję się w obowiązku uprzedzić, że w maju moje denko było ciut słabsze, niż zwykle, choć i tak nie było wstydu, ale ponownie, zanim zdążyłam zrobić zdjęcia, to nazbierałam już kilka kolejnych pustych opakowań, dlatego denko majowe, zaprezentuję wraz z tym czerwcowym.


Po pierwsze - w końcu udało mi się odebrać od Pauli moją część wspólnego zamówienia z DM. Skusiłam się na nowe limitowane żele pod prysznic z Balea oraz sprawdzoną już kurację do włosów z aloesem i hibiskusem z Alverde. Za całość zapłaciłam jakieś 30zł. Paula, dziękuję za pomoc! :)


W Rossmanie przygarnęłam również dwa sprawdzone kosmetyki - płyn do higieny intymnej Facelle oraz szampon dla dzieci Babydream. Oba kosmetyki są, jak wiadomo, szalenie uniwersalne, więc chętnie do nich wracam. Ponadto, do koszyka zgarnęłam również zachwalaną ostatnio pastę do zębów Himalaya Herbals, którą zarówno ja, jak i mój Michał, bardzo polubiliśmy! Na pewno będziemy do niej wracać, bo świetnie dba o zęby i dziąsła, a do tego naprawdę dobrze odświeża oddech.


W końcu odważyłam się też zamówić mój pierwszy BB azjatycki BB krem. Skusiłam się na zachwalany przez Hexxanę Dollish z Lioele. Po pierwszych próbach jestem zachwycona, choć uważnie obserwuję moją cerę, ponieważ wiele osób narzeka na to, że ten produkt je zapchał ze względu na zawarte silikony. No nic, mam nadzieję, że jakiś cudem mnie to ominie, bo jestem naprawdę zadowolona z kombinacji tego produktu i mojego ukochanego pudru Maybelline Dream Matte. Produkt kupiłam w sklepie My Asia w bardzo korzystnej promocji, więc nie musiałam narażać się na ebayowe pokuszenie :)


Wraz z Sylwią, po raz kolejny skusiłyśmy się na zakupy na Victoria's Beauty. Ja zamówiłam sobie kostkę z miniaturami lakierów Essie z kolekcji Resort 2013 oraz pełnowymiarowy OPI A Butterfly Moment z kolekcji Mariah Carey. Sam wybór na VB jest wręcz przytłaczający, a zakupy łatwe i przyjemne, ale niestety czas oczekiwania zabija. Inne zakupy ze Stanów docierają w ciągu tygodnia, a na te z VB trzeba czekać nawet około miesiąca.


Powyższe lakiery to dla odmiany zdobycze z promocji w Hebe - skusiłam się na Go Ginza, Need a Vacation oraz Master Plan, który chodził za mną odkąd tylko Essie zaczęły być łatwo dostępne w SP. Czwarty lakier był dla Was i znalazł on już swoją właścicielkę, wyłonioną w drodze konkursu na blogu :)


Jak wiecie, lakiery Essie to moja choroba. Nigdy nie mam ich wystarczająco, więc zanim skorzystałam z promocji w Hebe, na samym początku maja załapałam się jeszcze na promocję w Super-Pharm (kiedy to było?!). Wtedy przygarnęłam następujące kolory - Big Spender, Bond with Whomever oraz Avenue Maintain. Wszystkie powyższe Essiątka widziałyście już w moim poście o kolekcji Essie (KLIK), ale skoro przybyły do mnie w maju, to wypadałoby je pokazać również i tutaj :)


W ramach współpracy z marką Rimmel, otrzymałam nowości lakierowe z nowej linii Salon Pro, która zastąpiła wcześniejszą linię Lycra Pro. Dostałam piękny jasny róż New Romantic oraz czekoladowy Beige Babe. Lakiery spodobały mi się na tyle, że kupiłam w tym miesiącu również dwa dla mamy oraz co nieco dla siebie, ale o tym w czerwcowych nowościach ;)


Rossmanowska promocja kusiła, ale na szczęście zaczęła się na tyle późno, że nie miałam już za bardzo z czym szaleć, dlatego skończyło się tylko na kolejnych kolorach lakierów do ust z Rimmel Apocalips - Apocalyptic i Stellar oraz pomadce z linii Eliksir od Wibo w nudziakowym kolorze 05.


Oprócz tego, od Pani Moniki z Douglasa, otrzymałam cudowną szminkę Collistar - Icon Lipstick w kolorze 02 Rosa Nudo. To tłoczenie na czubku jest tak urokliwe, że aż żal mi je naruszyć! :) Oprócz tego, w neonowo różowej kosmetyczce, znalazłam również miniaturkę tuszu Collistar Infinito w kolorze czarnym ze świetną szczoteczką! :)

***

Trochę się tego nazbierało, ale na dobrą sprawę nie wygląda to zbyt przerażająco. W czerwcu, tak jak w maju, niestety nie udało mi się ograniczyć zakupów (choć to temat na odrębny post), ale na lipiec chyba powinnam założyć na mój portfel jakiś pas cnoty, bo o ile z pielęgnacją staram się nie szaleć i zużywać, to co nagromadziłam przy różnych okazjach, tak jeśli chodzi o kolorówkę , to moja silna wola ma wakacje. Przydałaby się jakaś akcja - przeżyć lipiec za 100 zł :D

Używałyście czegoś z moich nowości? Jakie macie wrażenia? A jak tam Wasze nowości? :)
K.

Zostawiam Was z nowym postem, a sama zabieram się za odpowiadanie na komentarze pod ostatnim postem, więc jeśli oczekiwałyście odpowiedzi, to prawdopodobnie dzisiaj w końcu nadrobię tę część zaległości! :)

Czytaj dalej

sobota, 5 stycznia 2013

Grudniowe denko

Moje Drogie,

Pora na podsumowanie grudnia - dzisiaj denka, jutro zdobycze, a po weekendzie ulubieńcy miesiąca. Wkrótce na blogu pojawią się również ulubieńcy całego roku 2012, ale póki co jeszcze nad nimi pracuję ;)

Tym razem wyjątkowo skromne denko - grudzień nie był moim miesiącem pod tym względem ;) Zużyłam zaledwie 7 produktów, ale dobre i to. Spodziewałam się nieco więcej, ale kilka produktów przeszło na styczeń, ale już teraz zostało mi ich na ledwie 3-4 użycia, więc mam nadzieję, że nowy rok zacznę nieco lepiej :D


Nie przedłużając - oto moje skromne grudniowe denko... :)


1. Pure Nature - kojący tonik do twarzy z ekstraktami z jagody i lawendy; Oriflame (ok.15-20zł/150ml).
Bardzo przyzwoity tonik o obłędnym owocowo-ziołowym zapachu! Wyraźnie wyczuwam w nim zarówno jagody stonowane odrobiną lawendy. Może pielęgnacyjnie nie ma szału, ale tonik przyjemnie odświeża moją twarz i nie podrażnia jej. Jeśli dodać do tego relaksujący zapach, to mamy naprawdę przyjemny produkt! To nie pierwsza jego buteleczka i pewnie nie ostatnia.

Następca: hydrolat z zielonej herbaty ze Zrób Sobie Krem

2. Płyn micelarny Sensibio H2O; Bioderma (40-60zł; 500ml).
Micel-legenda! Jedni go kochają, inni nienawidzą. Ja zdecydowanie należę do jego fanek i choć nie zauważam większej różnicy między Biodermą, a chociażby innym hitem blogosfery - płynem micelarnym z Bourjois, to jednak na korzyść Biodermy w wersji 500ml przemawia jej kosmiczna wydajność. Tę butelkę miałam ponad rok (u mamy, więc nie korzystałam z niej codziennie) i końcówkę postanowiłam wylać (burżujstwo! :D), bo stwierdziłam, że chyba minął już jej termin ważności i że płyn zaczął nieco dziwnie pachnąć. Mimo wszystko przez ten rok (i dwie mniejsze buteleczki) byłam bardzo zadowolona z działania tego płynu i chętnie będę do niego wracać. Skutecznie zmywał makijaż zarówno z twarzy, jak i z oczu, domywając również zdecydowaną większość tuszy i kredek. Pewnie znowu skuszę się na półlitrową butelkę, jeśli trafię na promocję. Tak czy inaczej na pewno kupię ponownie!

Następca: płyn micelarny z Bourjois.


3. Żel pod prysznic śliwka i syrok klonowy; Original Source (ok.9zł/250ml).
Ten żel wyjątkowo bardzo przypadł do gustu zarówno mi, jak i mojemu chłopakowi i oboje bardzo chętnie sięgaliśmy po niego pod prysznicem, więc zniknął nam stosunkowo szybko, ale na pewno kupię go ponownie, bo oczarował mnie jego zapach! Żel dobrze oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, a przy tym nie wysuszał jej i oczywiście ładnie pachniał. Dla mnie więcej nie potrzeba! :)

Następca: żel pod prysznic pomarańcza i lukrecja Original Source; żel Magiczne Kwiaty z L'Occitane.

4. Żel pod prysznic z wyciągiem z granatu; Pharmatheiss Cosmetics (ok.30zł/200ml).
Bardzo przyjemny produkt o dobrych właściwościach pielęgnacyjnych i ładnym orzeźwiającym zapachu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie powalająca cena. Niestety z tego powodu więcej do niego nie wrócę, mimo, że to było miłe spotkanie. Pełna recenzja tego produktu pojawiła się TU.

Następca: jak wyżej.


5. Mleczko do ciała Eau Pure; Biotherm (ok.100zł; 400ml).
Absolutnie genialne mleczko o cudownym, orzeźwiającym zapachu cytrusów! Świetnie nawilżało ciało i ekspresowo się wchłaniało. Więcej już wkrótce w recenzji! Wrócę do niego, jeśli zużyję choć połowę moich zapasów mazidłowych i jeśli jeszcze będzie wtedy dostępne, bo uważam, że jest warte swojej ceny!

Następca: mleczko do ciała z linii Body Art Dr Irena Eris

6. Balsam do kąpieli; Babydream fur Mama (ok.10zł; 500ml).
Przyjemny płyn, polecany przez włosomaniaczki jako łagodny szampon do włosów bez silikonów i SLSów. Sprawdzał się zarówno do mycia włosów, oczyszczania ciała oraz ...mycia pędzli! Produkt do wszystkiego! :) Miał przyjemny zapach, więc kąpiele z nim były bardzo przyjemne, ale swoimi właściwościami nie powalił mnie na tyle, żebym prędko do niego wróciła.

Następca: płyn do higieny intymnej Facelle Sensitiv


7. Natura Silk Jedwabna Kuracja; Marion (ok.6-8zł; 15ml).
Bardzo dobry jedwab do włosów, który świetnie wygładzał moje końcówki i skutecznie zabezpieczał je przed mechanicznymi uszkodzeniami. Muszę przyznać, że widzę ogromną różnicę w stanie moich włosów, jeśli odpowiednio chronię je przed negatywnym wpływem środowiska, dlatego niedługo zrobię post o moich ulubionych jedwabiach do włosów :) Na pewno do niego wrócę!

Następca: jedwab do włosów Biovax


Jak być może pamiętacie, na początku grudnia byłam na dwóch krótkich wyjazdach. Postanowiłam wtedy zminimaliwować wagę mojej kosmetyczki i postawiłam na kosmetyki w formie próbek, w związku z tym w tym miesiącu zużyłam ich całkiem pokaźny stosik. Do wypróbowanie pełnowymiarowych wersji kosmetyków najbardziej zachęciły mnie masło do ciała Shea z The Body Shop, krem matująco-nawilżający Eucerin, trójsferyczny żel peelingujący do mycia twarzy z Iwostin oraz zmiękczający krem do stóp z Clareny ;)

No i to by było na tyle... :) Mało, ale spodziewałam się tego, ponieważ sporo produktów niedawno otwarzyłam, a wiadomo, że wszystko potrzebuje chwili czasu na zużycie. Powoli zglądam też po szafkach w poszukiwaniu napoczętych produktów, które czekają na zdenkowanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie... :) A jak tam poszło Wasze końcoworoczne denko? :)
K.

Czytaj dalej

środa, 5 grudnia 2012

Listopadowe denko

Cześć Dziewczyny!

Wracam z obiecanym postem denkowym! Tym razem jest nieco skromniej niż we wrześniu i październiku, ale po tak dużych zużyciach muszę dać sobie czas na zużycie kolejnych produktów. Pewnie powinnam się bardziej skupić też na zużywaniu kosmetyków kolorowych, ale bardzo tego nie lubię, zwłaszcza, jeśli przywiązuję się do jakiegoś produktu, to po prostu nie lubię, jak mi się kończy... ;)

Z pielęgnacją jest trochę łatwiej o rozstania, zarówno pod względem szybkości wykańczania, jak samym faktem wykończenia produktu. Jakoś tak mniej mnie chwytają za serce, co zresztą widać po ulubieńcach. Jeśli jednak jakiś produkt wyjątkowo mnie urzeknie, to jest więcej, niż pewne, że do niego wrócę, jeśli tylko jest jeszcze dostępny. Zresztą widzę to po tych listopadowych denkach - jest tu stosunkowo sporo produktów, których kolejne opakowanie zużyłam do ostatniej kropli :)


W tym miesiącu udało mi się zużyć 13 produktów, co i tak jest dość przyzwoitym wynikiem. Mimo wielu produktów, które do mnie trafiają w każdym miesiącu, staram się pilnować i na bieżąco zużywać te otwarte, zanim zabiorę się za coś nowego.


1. Żel micelarny do mycia i demakijażu; Be Beauty - Biedronka (150ml; ok.5zł).
To mój zdecydowany ulubieniec do oczyszczania twarzy, tym bardziej, odkąd Rossman wycofał mój ulubiony krem do mycia twarzy z Alterry. To już moja druga, albo trzecia żużyta tubka i na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego produktu, bo świetnie się u mnie sprawdza. Chętnie również wypróbuję pozostałe dostępne wersje. Produkt recenzowałam już TUTAJ.

Następca: żel peelingujący Technologia Wieku - Pielęgnacja Młodości z AA.

2. Tonik nawilżająco-oczyszczający; Lirene (200ml; ok.12zł).
To mój zdecydowany hit, jeśli chodzi o toniki. Moja skóra świetnie na niego reagowała, dobrze ją odświeżał i oczyszczał, a do tego przyjemnie pachniał. Już kupiłam kolejny! Pełna recenzja TUTAJ.

Następca: płyn micelarny Sebo-Micelar z serii Pharmaceris T.


3. Kremowy płyn do higieny intymnej Lactima Duo Łagodzenie; Lirene (300ml; ok.13zł).
Bardzo dobry płyn do higieny intymnej, nie podrażniał i dobrze oczyszczał. Był szalenie wydajny, nawet pomimo tego, że stosowałam go również podczas depilacji nóg, ponieważ nadawał dobry poślizg maszynce i zapobiegał ewentualnym podrażnieniom. Chętnie wypróbuję również inne wersje tego płynu.

Następca: Żel do higieny intymnej Facelle Sensitiv

4. Trójaktywny krem antycellulitowy Body Art; Dr Irena Eris (200ml; ok.90zł).
Dobry krem wspomagający codzienną walkę z celulitem. Niestety przy produktach tego typu mam świadomość, że sam kosmetyk nie jest w stanie zwalczyć niechcianej pomarańczowej skórki i rzadko w ogóle zauważam jakikolwiek efekt stosowania takiego kosmetyku. W tym przypadku myślę, że wygląd mojej skóry odrobinę się poprawił, ale wiążę to również z faktem, że przez pierwsze dwa miesiące, kiedy z niego korzystałam starałam się też dbać o ćwiczenia. Na pewno zauważyłam efekt ujędrnienia skóry na udach i delikatne ustąpienie pomarańczowej skórki, jednak nie jest to na tyle spektakularny efekt, żebym była w stanie pozwolić sobie na jego ponowne kupno. Jak dla mnie to niestety zbyt drogi kosmetyk i bardziej opłacałoby mi się zainwestować w karnet na fitness i regularne z niego korzystanie ;)

Następca: Ujędrniający balsam do ciałam MaXSlim od Lirene.


5. Szampon dla dzieci; Babydream (200ml; ok.5zł).
Bardzo dobry, delikatny szampon do włosów. Stosowałam go zarówno do zmywania olejów z włosów, jak i do prania pędzli. W obu tych przypadkach dobrze się sprawdzał i pewnie jeszcze do niego wrócę. Potwierdzam też to, co pisała o nim większość dziewczyn - nie polecam stosowania go bez odżywki, ponieważ mocno plącze włosy.

Następca: płyn do higieny intymnej Facelle Sensitiv - tak, tak i ja zamierzam tym razem wypróbować coś, co z założenia jest przeznaczone do innego celu, ale ze względu na dobry skład podobno świetnie nadaje się również do włosów :)

6. Szampon do włosów z linii Silicone Free Repair & Fullness; Syoss (500ml; ok.15zł).
Bardzo dobry szampon do włosów, który polubiłam nie tylko ja, ale również mój chłopak. On korzysta z niego codziennie, ja tylko raz na jakiś czas, w celu mocniejszego oczyszczenia włosów. To już nasza druga butelka i kupilibyśmy kolejną, gdyby akurat nie zabrakło go w sklepie, daliśmy więc szansę jego koledze z nieco innej linii. Pełna recenzja tego szamponu TUTAJ.

Następca: szampon wygładzający Smooth Relax od Syoss


7. Żel pod prysznic o zapachu melona i arbuza Tutti Frutti; Farmona (250ml; ok.10zł).
Bardzo przyzwoity żel, dobrze sprawdzał się w wakacje, kiedy jego słodki, nieco egzotyczny zapach był bardzo wskazany, pod koniec trochę mi się znudził, tym bardziej, że używałam jeszcze kilku innych produktów z tej samej linii zapachowej. Jeśli wrócę do niego, to z ciekawości sięgnę po inny zapach. Pełna recenzja TUTAJ.

8. Żel pod prysznic o zapachu melona; Balea (250ml; ok.1 euro).
Baaaardzo przyjemny, pięknie pachnący żel! Żałuję, że kosmetyki Balea nie są zbyt łatwo dostępne w Polsce, bo inaczej mogłabym żonglować coraz to nowymi zapachami tych żeli. Świetnie oczyszczał, pięknie pachniał i relaksował. Nawet teraz zapach nie wydawał mi się zbyt wakacyjny i przypominał zapach prawdziwego owocu. Kupię ponownie, jeśli tylko uda mi się go jeszcze kupić przy okazji gdzieś na allegro, ponieważ była to edycja limitowana.

9. Żel + oliwka z mango; Lirene (250ml; ok.8zł).
Uwielbiam ten żel i co jakiś czas chętnie do niego wracam. Bardzo przyjemnie pielęgnuje skórę, oczyszcza ją, nie wysusza i bardzo przyjemnie pachnie. Mam jeszcze dwie butelki w zapasie. Produkt recenzowałam TUTAJ.

Następcy: żel z granatem Pharmatheiss oraz nowe żele pod prysznic marki Original Source - pomarańcza & lukrecja i śliwka & syrop klonowy


10. Płyn micelarny Sensibio H2O; Bioderma (100ml; ok.10zł).
Dziwię się, że do tej pory nie wtrąciłam swoim kilku groszy na temat tego popularnego płynu micelarnego. U mnie sprawdza się świetnie i bardzo go lubię. Mam jeszcze butelkę 500ml, ale zastanawiam się, czy jest sens jeszcze używać tę końcówkę po upływie roku od otwarcia. Mam jeszcze jedną małą buteleczkę i na pewno chętnie będę kupować kolejne. Na pewno napiszę wkrótce więcej, więc póki co nie zdradzam więcej szczegółów ;)

Następca: dwufazowy płyn do demakijażu Awokado od Bielendy

11. Żel z 80% zawartością aloesu i arniki Pure Nature; Oriflame (50ml; cena zależna od promocji - 15-25zł).
Bardzo lubię ten żel, ze względu na jego właściwości łagodzące i nawilżające. Świetnie się sprawdza na wszystkie podrażnienia i daje skórze natychmiastową ulgę. Używam go zarówno solo, jak i na noc pod krem. To już moja kolejna tubka i pewnie kupię następną, jeśli nadarzy się okazja.

13. Maseczka nawilżająca z glinką zieloną; Ziaja (7ml; ok.1,50zł).
Dość dobra maska nawilżająca do twarzy. Wcześniej nie doceniłam tak bardzo jej działania, ale teraz, kiedy na noc używam kremów z kwasem migdałowym, dodatkowe nawilżenie bardzo się przydaje, a moja skóra dużo lepiej na nie reaguje. Chętnie kupię ponownie i napiszę o niej więcej, bo to bardzo tania i skuteczna maska.


13. Zmywacz do paznokci Nailty; Biedronka (produkt wycofany).
Nareszcie udało mi się zmęczyć tę ogromną butlę zmywacza. Na początku byłam bardzo zadowolona z jego działania, ale im częściej go używałam, tym miałam wrażenie, że bardziej zostawia biały osad na moich paznokciach. Zanim jeszcze się dowiedziałam, że został wycofany i zastąpiony nowym produktem, już wiedziałam, że na tej (drugiej już) butelce ta przygoda się zakończy.

Następca: zielona Isana

No i tym razem to by było na tyle. Najliczniej prezentują się żele pod prysznic i szampony, chyba niezły ze mnie czyścioch... ;) A jak Wam poszło w tym miesiącu?
K.
Czytaj dalej

czwartek, 2 sierpnia 2012

Lipcowe zdobycze - zakupy, prezenty, wymianki & współprace :)

Witajcie Dziewczyny!

Lipiec był dla mnie wyjątkowo obfitym miesiącem! Przybyła mi dosłownie cała armia kosmetyków, część z nich, to efekty współprac, część to prezenty imieninowe, udało mi się również wygrać w trzech konkursach, a do tego dokonałam jednej bardzo przyjemnej wymianki! Wbrew temu, co zapowiadała pierwsza połowa miesiąca, znowu kupiłam dość sporo, ale z każdego zakupu jestem bardzo zadowolona, niektóre produkty kupiłam w świetnej promocji, inne kupiłam dlatego, że w końcu były dostępne, inne się pokończyły... Wiecie jak to jest! ;) Tym razem wyrzutów sumienia brak, bo praktycznie każda jedna z zakupionych rzeczy (no, może oprócz żeli) poszła już w obroty i mogłabym poklepać się po plecach z uznaniem za takie udane zakupy! :P

Gdybym miała wskazać miejsce, w którym najczęściej robiłam zakupy w tym miesiącu, to z pewnością byłby to Super-Pharm! Poprzednia gazetka, to było istne szaleństwo! :D

1. Zakupy.

Paletka Sleek Glory, którą pokazywałam już TUTAJ, to był mój absolutny must have w tym miesiącu. Londyn szczerze uwielbiam, więc to małe arcydzieło, w którym każdy poszczególny cień ma nazwę od linii londyńskiego metra musiała być moja! :)
Cena: ok.28zł

Żeby nie było jej smutno, zamówiłam flat top, na który już dawno miałam ochotę, a mianowicie Hakuro H50. Będzie idealny do testowania minerałów, ale chętnie sprawdzę go również z płynnym podkładem. 
Cena: ok.34zł

Do tego dorzuciłam dwa testety podkładu Dermacol, które mam zamiar używać w roli korektora - kolory 208 i 211.
Cena: 5zł

Moje skarby kupiłam na Allegro u Nowaszki.


Żele z Luksji kupiłam w ogromnej promocji w Super-Pharm, robiąc zakupy powyżej 30zł, można było kupić żel za 4zł. Na wszelki wypadek zapytałam mojego M. czy mam je kupić, ale on jest takim samym łowcą okazji, jak i ja (tyle, że w innych klimatach niż kosmetyczne ;)) i stanowczo przyklasnął temu pomysłowi! W końcu to tylko 4zł za aż 500ml produktu! (promocja)


Och! Jak ja polowałam na te szampony! Ich standardowa cena to bodajże 19,90zł i już byłam gotowa kupić zestaw promocyjny szampon + żel, ale coś mnie tknęło i odłożyłam go na półkę, a po powrocie do domu okazało się, że w kolejnej gazetce (teraz już nieaktualnej) szampony te były aż o połowę tańsze! Kupiłam od razu dwa, ponieważ zdobyły one aprobatę włosomaniaczek - Siempre La Belleza napisała o nim bardzo przychylną recenzję, a Anwen pochwaliła za skład! Poza tym 20% aloesu piechotą nie chodzi, moim zdaniem to szampon, który naprawdę ma szansę dać odczuwalny efekt! :)
Cena: ok.10zł/szt. (promocja)


Z żelooliwką z Lirene nieco się pospieszyłam, ponieważ w aktualnej gazetce Super-Pharm i bodajże Natury, są one tańsze o jakieś 2zł. Nic to, dokupię jeszcze wersję z mango i będę miała zapas żeli na cały najbliższy rok! Planuję powiększyć zapasy właśnie o mango i przy odrobinie szczęścia o żel malinowy z Balea i to by było na tyle w tym roku... :P
Cena: ok.8zł

Żel Original Source mięta i drzewo herbaciane, to właściwie prezent dla mojego chłopaka. Chciałam, żeby w te upały mógł wykąpać się w świeżych i orzeźwiających "oparach", zwłaszcza po siłowni. Najwyraźniej jednak mój M. również wkręcił się w denkowanie, ponieważ wielce uradowany odstawił go na półkę i dalej używa tego, co sama wstawię pod prysznic.... ;)
Cena: ok.6zł (promocja)


Kulka Dove - dotychczas używana Rexona już mi się skończyła, a Dove akurat było w promocji. Oczywista oczywistość! ;)
Cena: ok.8zł (promocja)

Mleczko do opalania Sun Ozon SPF 15 - tuż przed wyjazdem do Krakowa zorientowałam się, że mamy w domu tylko filtr SPF 30, a skoro my zamierzaliśmy raczej spacerować, niż plażować, to kupiłam na szybko Rossmanowskie mleczko. Wydawało mi się, że słyszałam o nim dobre opinie, ale jednak nie jesteśmy z niego szczególnie zadowoleni. Niby coś tam chroni, ale w dużym upale potrafi spływać z ciała białym strumieniem... Nie o to mi chodziło...
Cena: ok.7zł (promocja)


Baza pod cienie Cashmere od Dax Cosmetics - wybrałam ją ze względu na pozytywne opinie. Moja baza Kobo niestety zgluciała do reszty i ciężko ją rozprowadzić na oczach bez rozciągania powieki na pół twarzy, a ja nie zamierzam się przyczyniać w ten sposób do szybszego pojawienia się zmarszczek. Mam jeszcze bazę z Hean, ale ona urzęduje u mamy, natomiast Dax u ukochanego.
Cena: ok.25zł


Chwalony na blogach balsam do kąpieli Babydream fur Mama kupiłam w celu zastąpienia nim szamponów. Stoi u mamy, więc póki co korzystam z niego sporadycznie, ale muszę przyznać, że radzi sobie nawet ze zmywaniem olejów. Niestety trafiło mi się jakieś uszkodzone opakowanie, w sklepie było wszystko w porządku, ale jak tylko wróciłam do domu, to pół torby było zalane tym produktem... Póki mam go jeszcze dużo, to zakleiłam tą usterkę taśmą, ale rozglądam się za jakąś buteleczką do przelania...
Cena: ok.10zł


Moja ukochana maska z Bingo Spa - proteiny kaszmiru i kolagen - nareszcie zawitała znowu do Drogerii Jasmin! Póki co, to maska, które najlepiej sprawdziła się na moich włosach. Jak tylko odnowię z nią kontakt (a co za tym idzie przypomnę sobie konkretne uwagi), to naskrobię Wam recenzję, bo jeden taki słój mam już za sobą! :)
Cena: 12,49zł

Natomiast nową maskę z BioVax (keratyna + jedwab) kupiłam nieco wcześniej niż Bingo Spa, głównie dlatego, że mój Kallos powoli się kończy, a tych sprawdzonych z Bingo Spa nie mogłam trafić... No nic, na pewno się nie zmarnuje, bo traktuje moje włosy maseczkami 2-3 razy w tygodniu :)
Cena: 12,99zł (promocja)


Sytuacja niemal jak wyżej - tą maskę kupiłam razem z maską Bingo Spa ze zdjęcia wyżej - tyle, że poprzedni słój tej maski spodobał się mojej mamie, a ja zdążyłam z niej skorzystać raptem 5-6 razy. Kupiłam nową, ponieważ po pierwsze: te kilka użyć zrobiło na mnie pozytywne wrażenie, po drugie: chcę o niej napisać porządną recenzję, po trzecie: o tą maskę równie trudno, jak o tą z proteinami kaszmiru.
Cena: 11,39zł


Lakiery Essie - od lewej Tart Deco, Splash of Grenadine oraz Chinchilly - upatrzone już dawno temu, a kupione dzięki promocyjnemu kuponowi w Show. Swoim kuponem podzieliła się ze mną Sylwia, więc kupiłyśmy sobie po jednym lakierze na jej kupon.
Cena: ok.25zł/szt. (promocja)

(Wybaczcie marną jakość zdjęcia, postaram się to poprawić, jak będę miała lepsze światło - chciałam już puścić ten post, więc wrzuciłam takie, jakie miałam ;)).


Kolejna spora promocja w Super-Pharm - nie dość, że cała seria MaXSlim od Lirene była w promocji, to jeszcze przy zakupie dowolnego produktu z tej linii można było kupić peeling za ok.2zł. Kupiłam więc serum do biustu, bo mam co dźwigać, a moja miniaturka z Eveline powoli dobija do dna. W tej sytuacji grzechem byłoby nie skorzystanie z okazji, by kupić i peeling.
Cena: serum - 13,59zł (promocja), peeling - ok.2zł (promocja, a jakże ;))

2. Współprace.

Powyższy zestaw, to efekt współpracy z grupą Henkel. Wybrałam serię Syoss bez silikonów, myślę, że jeszcze kilka użyć i  wkrótce będę mogła napisać recenzję, ale pozwólcie mi się upewnić, co do mojej opinii ;)


W tym miesiącu nawiązałam współpracę również z marką Green Pharmacy, w ramach której wybrałam trzy kosmetyki widoczne na powyższym zdjęciu. Nie mam tylko pewności co do eliksiru, ponieważ przednia naklejka sugeruje wersję do włosów łamliwych, natomiast tylna etykieta sugerowałaby raczej eliksir do włosów wypadających... Taki psikus ;)

3. Prezenty, wymianki, wygrane etc.


Produkty widoczne na powyższym zdjęciu, to efekt wygranych na blogach Hexxany (we współpracy ze sklepem Cocolita) oraz Agu. O obu wygranych pisałam TUTAJ, swatche palety Darks znajdziecie TUTAJ, a swatche lakieru Ados TUTAJ.


Powyższe lakiery wygrałam w facebookowym rozdaniu na profilu Minti Shop. Mogłam wybrać sobie dwa lakiery z najnowszej glitterowej kolekcji, więc zdecydowałam się na Blue Glitter i Aqua Blue Glitter (od lewej).


Mleczko do ciała z Biotherm, to prezent imieninowy od mojej mam-nadzieję-przyszłej-teściowej, dostałam również piękną malinowoczerwoną dużą kosmetyczkę, idealną na wszelkie wyjazdy, dlatego nie załapała się na zdjęcia ;)

Za to peeling cukrowy z Perfecty, to część mojego imieninowego prezentu od mojego Ukochanego. Co najlepsze, on nie miał zielonego pojęcia, że czaiłam się na ten peeling już od dawna, tylko czekałam aż zużyję trochę zapasów! Mogę Wam zdradzić, że drugą częścią prezentu, była książka mojego ulubionego autora Harlana Cobena - Wszyscy Mamy Tajemnice, oczywiście już dawno ją pochłonęłam! ;)


Pierwszy cudak, to upragniony Sleek Pomergranate, który otrzymałam od kochanej Gray! Kto, jak kto, ale ona doskonale wiedziała jak bardzo chcę mieć ten róż w swojej kolekcji, zresztą od dawna zapowiadałam, że kupię go na jesieni! Już nie muszę! :)

Drugi cudak, czyli gradientowy róż z kolekcji Catrice Revoltaire, to efekt wymianki z Sylwią. Jej nie do końca odpowiadała pigmentacja i kolor tego produktu, a ja dokładnie to samo myślałam o bronzerze z Essence A New League, na który Sylwii nie udało się załapać! Win - Win! :)


No i na koniec coś, o czym każdy już chyba słyszał, czyli darmowe próbki od Annabelle Minerals. Nie załapałam się już na róże, więc wybrałam dwa najjaśniejsze kolory podkładów rozświetlających i średni kolor podkładu matującego. Kolory lub formuły nie do końca w takiej kombinacji, jakby się przydało, ale dzięki temu będę wiedziała w co celować w razie ewentualnego zamówienia! Mam nadzieję, że firma jeszcze powtórzy tą akcję! :)

Uff... To by było na tyle! Mam szczerą nadzieję, że w sierpniu nie będzie już żadnych super promocji i moje zakupy ograniczą się tylko do tych związanych z urlopem. W sierpniu wybieramy się m.in. na 4 dni do Rzymu, więc liczę na to, że kupię sobie jakieś drobiazgi z Kiko i Lush. Na pewno nie będą to całe tony, bo lecimy tylko z bagażem podręcznym, więc przynajmniej to mnie ogranicza (nie wspominając o zasobności portfela... :P). Naprawdę chciałabym we wrześniu "pochwalić się" Wam jedynie kilkoma drobiazgami oraz obfitym postem denkowym... ;)

Czego w powyższych kosmetyków używałyście? Na które z nich polujecie? I najważniejsze - co dobrego polecacie z Kiko i Lush - najlepiej lekkiego i w małej pojemności... :P
K.

P.S. Te z Was, które śledzą mój blog na FB zapewne znają już najciekawsze kąski z tego posta, ponieważ staram się wrzucać na bieżąco zdjęcia z co ciekawszymi zdobyczami, więc jeśli chcecie być na bieżąco, to zapraszam! Tam też pojawiają się często informacje o napotkanych promocjach lub edycjach limitowanych :)
Czytaj dalej

środa, 11 lipca 2012

Czerwcowe zakupy

Obiecywała, obiecywałam, no i jestem...  Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - o ile pielęgnacja była w większości potrzebna, to kolorówkę pozostawię bez komentarza. Chciejstwo osiągnęło apogeum i nie ważne są ceny! Nic mnie nie usprawiedliwia... :P

Tym samym lipiec ogłaszam miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - nie, nie dołączę do akcji przeżyć za 50zł, bo jakoś mi się to nie widzi w moim wykonaniu... Choć podziwiam wszystkie dziewczyny, którym się udaje! W lipcu nie będę kupować nic, poza już zakupionymi produktami - jest ich 5 lub 6. Przede wszystkim nie kupię już niczego z kolorówki, a najlepiej by było, gdybym omijała wszelkie drogerie z daleka... Dopuszczam jedynie zakup tylko tych produktów, które mi się skończą... Jak na razie całkiem nieźle mi idzie, dość łatwo idzie mi omijanie drogerii lub odkładanie produktów na półkę w takowych... Zobaczymy how long? ;)

Oto moje powody do wstydu... :P

1. Pielęgnacja.

Balsamy do ciała Victoria's Secret w wersji Strawberries & Champagne oraz Berry Kiss zakupione w dużej promocji w Super-Pharm. Był początek miesiąca, jako tako brakowało mi lekkich balsamów do ciała (co okazało by się nieprawdą po głębszej eksploracji szuflad), więc, przy okazji poszukiwań prezentu dla mamy, zdecydowałam się na ich kupno... Wiedziałam, że wejście do SP niechybnie grozi zgubą... :P
Cena: 19,90zł/250ml (promocja)


Cukrowy peeling do ciała pomarańcza z kokosem marki The Secret Soap Store kupiłam tuż przed spotkaniem blogerek, na którym otrzymałam dwa kolejne peelingi. Jednak żaden z nich nawet w znacznym stopniu nie zbliżył się do tego - mojego nowego faworyta. Pisałam o nim TUTAJ.
Cena: 13,99zł/200ml (promocja)

Kremowe mydło pod prysznic z serii Kozie Mleko z Ziaji, to produkt, na którym czaiłam się całe wieki, ale zawsze było coś ciekawszego do kupienia. A ponieważ obiecałam sobie, że kupię go, jak spotkam go w promocji, to tak też uczyniłam. Nie żałuję, ale spodziewałam się więcej - w szczególności po zapachu. Ten jest bardzo przyjemny, ale pachnie jak Dove, a spodziewałam się czegoś bardziej w stylu kremu do rąk Glicerini z Eveline.
Cena: 5,49zł/500ml (promocja)


Migdałowy krem do rąk z Isany kupiłam, ponieważ był mocno zachwalany na blogach, jest edycją limitowaną, a ja w ostatnich miesiącach wykończyłam chyba cztery kremy do rąk... I wprawdzie zapas mam nadal całkiem spory, to jednak sprawiłam sobie taką małą nagrodę... ;)
Cena: 4,99zł

Krem do stóp z 30% zawartością mocznika z Lirene kupiłam jeszcze przed nawiązaniem współpracy z markami należącymi do Eris, a później ten sam krem otrzymałam do testów. To nic, skoro działam na dwa domy, to będę miała możliwość dokładnie go przetestować stosując go w obu tych miejscach... ;)
Cena: 9,99zł


Mam głupi nawyk robienia zapasów produktów do pielęgnacji twarzy z większym wyprzedzeniem, niż byłoby to potrzebne. Jak tylko widzę, że kremu robi się mało, a tubka czy słoiczek jest podejrzanie lekki, to biegnę w panice do sklepu w celu uzupełnienia braków. Po czym okazuje się, że produktu wystarcza mi na kolejny tydzień lub dłużej... Wprawdzie poniższych produktów już używam, ale spokojnie mogłam się wstrzymać chwilę z ich zakupem... ;)

Matujący kremowy mus z Lirene z serii Design Your Style, to kolejny produkt, który najpierw zakupiłam sama, a później otrzymałam do przetestowania w ramach współpracy. Pierwszego słoiczka już zaczęłam używać i mam całkiem pozytywne wrażenia. Jeśli ten stan się utrzyma, to drugi słoiczek na pewno się nie zmarnuje! A ja będę pewna, że moje zapasy są w dobrym stanie... :P
Cena: 17,49zł (chociaż dam głowę, że miał być wtedy w promocji za ok.15zł... so weird...)

Krem odżywczo-nawilżający pod oczy AA z serii Ultra Odżywianie jako jedyny z drogeryjnej półki przekonał mnie do siebie na tyle, że postanowiłam go wypróbować. Wprawdzie poszłam po krem z orchideą z Alterry, ale ktoś niezbyt roztropny, wycofał go ze sprzedaży, ku mojej ogromnej rozpaczy... A skoro latka lecą, to na noc warto się konserwować nieco bardziej intensywnie niż za pomocą mojego ukochanego żelu z Flos-Lek.
Cena: 12,99zł


O peelingach gruboziarnistym i drobnoziarnistym od Perfecty czytałam bardzo dobrą opinię na blogu Idalii, dlatego skusiłam się na wypróbowanie saszetek. Mój peeling morelowy z Soraya'i powoli zmierza do dna, więc być może coś innego skusi mnie do zakupu.
Cena: 1,69zł/szt.


Maska Crema al Latte firmy Kallos była chwalona już na tak wielu blogach, że mimo początkowych wątpliwości postanowiłam ją wypróbować. Tym bardziej, że wykończyłam półlitrową maskę z proteinami kaszmiru z Bingo Spa, a tą z proteinami mlecznymi skutecznie podbiera mi moja mama... Kallos zrobił pozytywne wrażenie również i na mnie, chociaż Bingo raczej nie przebije.
Cena: ok.5zł/250ml


Woda termalna z Avene została zakupiona przy okazji dużej promocji w Super-Pharm, przy większych zakupach można ją było nabyć za jedyne 9,90zł. Wody termalne nigdy mnie nie kusiły, ale w tej cenie już więcej może nie być okazji na wypróbowanie. Szczerze? Nadal nie wiem o co ten cały szum! ;)
Cena: 9,90/150ml (promocja)

Szampon dla dzieci Babydream kupiłam w celu chwilowego, stopniowego odstawienia szamponów z Alterry. Bardzo je lubię, ale zaczynam się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesuszają nieco moich włosów. Okaże się... ;)
Cena: 3,49zł (promocja)

2. Kolorówka i akcesoria.

Produktów z limitowanki Essence A New League miałam nie kupować, ale jak zobaczyłam stand, to przepadłam. Cień zdecydowanie był wart zakupu, a bronzer jakoś tak niekoniecznie jest dla mnie. Jest fajny, ale już się przyzwyczaiłam do mojego staruszka z Oriflame i tylko z nim romansuję, jeśli już używam bronzera. Pisałam o nich więcej TUTAJ.
Cena: cień 9,99zł, bronzer 7,99zł


Essie Good To Go i Essie Cute As A Button (KLIK) - z zakupu obu jestem zadowolona, chociaż płakać mi się chcę, jak pomyślę, że u Aliss ten lakier trzyma się tak długo, a ja mam odpryski tego samego dnia... No ale ten kolor! Za to wysuszający top, to zdecydowanie najlepszy zakup miesiąca! Już nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez jego użycia!
Cena: ok.35zł/szt.

U góry: Luxury Leila; Na dole od lewej: Lovely Lucy, Rockstar Robyn
Cienie z metalicznej kolekcji MIYO - Lovely Lucy, Rockstar Robyn i Luxury Leila - kupiłam nieco przypadkiem. Dwa ciemniejsze z braku jaśniejszego, a jaśniejszy, bo w końcu, po długich poszukiwaniach, został znaleziony... ;) Ot, taka fanaberia...
Ok. 6zł/szt.

Mini Dropsy od MIYO - znalezione na początku miesiąc a i porwane do domu w ilościach hurtowych. Nie żałuję, bo kolory są świetne, idealnie dopełniają moją wakacyjną kolekcję! A o fiolecie pisałam już TUTAJ.
Cena: 3,50zł/szt.


Cień Catrice 050 The Noble Knights chodził za mną od dawna, aż w końcu na wiosnę został wycofany ze sprzedaży. Teraz jednak Natura wykłada na światło dzienne to, co ma pochowane w magazynach i tym sposobem dorwałam ten piękny złotosrebrny kolor. Zdecydowany ulubieniec czerwca! Być może znajdziecie go również u siebie, więc na końcu notki znajdziecie swatche.
Cena: ok.8zł

Lawendowy lakier od My Secret, to również efekt skutecznych poszukiwań. Tym razem konkretnego koloru. Więcej pisałam o nim TUTAJ.
Cena: ok.6zł

Góra od lewej: 352 Matte, 460 Double Spark; Dół od lewej: 399 Pearl, 502 DS
Najmniej usprawiedliwiony i najmniej potrzebny zakup tego miesiąca. Za to najbardziej upragniony, bo cienie Inglota chodziły za mną od dawien dawna i kwestią czasu było jedynie to KIEDY a nie CZY ulegnę... No i korzystając z towarzystwa trzech uroczych koleżanek (tak, S. N. i N.! aj em toking tu ju ;)), uległam poczwórnie! Jakby tak pomyśleć, to lepiej, że nie było nas więcej, bo skończyłoby się całą paletką... (Cztery cienie, cztery osoby, jeden portfel...)
Cena: 10zł/wkład
Więcej grzechów nie pamiętam, paragonu nie mogę odkopać... ;)


Pędzle do różu Hakuro H24 i EcoTools -ostatnimi czasy przybyło mi kilka pięknych, mocno napigmentowanych róży, a jedyny mój pędzelek, który sobie z nimi radził, wygląda już na nieco poobgryzanego. Wprawdzie jeszcze się z nim nie żegnam, ale nie odczuwam już potrzeby używania go w sytuacjach innych niż awaryjne. Nareszcie doczekałam się pędzla idealnego, czyli H24!
Cena: Hakuro - 25,99zł,  EcoTools - ok.15zł (promocja w Rossmanie)

3. Zdobyczne - wymianki, wyprzedaże i inne "w".


Moje pierwsze pomadki z MACa - Viva Glam Cyndi oraz Angel, zostały okazyjnie zakupione na wyprzedaży u Marti. Jestem z nich bardzo zadowolona! Więcej niebawem! :)



Powyższe dwa lakiery, to efekt wymianki z moją ulubioną Stefanią :* Ja podrzuciłam jej cienie, które bardziej będą pasowały jej, niż mi, a ona mi wydzieliła porcyjkę ze swojej kolekcji lakierów... Zwłaszcza tej pięknej kolekcji Inglotowskich lakierów :)

***
Poniżej zbliżenie na cień Catrice 050 The Noble Knights, być może któraś z Was skusi się pogrzebać w naturowych koszyczkach wyprzedażowych i trafi na tego oto pięknego osobnika! :)




***
I jak bardzo jest ze mną źle? Należy się karna małpka?*

Ja naprawdę obiecuję poprawę! W szczególności przyrzekam, że w lipcu nie kupię z kolorówki nic poza paletką Glory i miniaturowego bonusu wraz z nią zamówionego! ;)
K.

*karna małpka - obiekt mający na celu sprawienie mi przykrości, tudzież zwrócenie uwagi na nieprawidłowość mojego postępowania. Swoje źródło ma w mojej niechęci do małp wszelakich, odkrytego przez mojego Mężczyznę usilnie proponującego mi oglądanie filmów w głównym udziałem małp, małpopodobnych lub osobiników z rodziny małpowatych (a pod to można już wiele podciągnąć... ;)), tj. King Kong, czy Geneza Planety Małp... Chociaż w King Kongu większymi małpami byli ludzie, a tego olbrzyma polubiłam za zbrechtanie tańca Naomi Watts :D Karna małpka została wprowadzona do użytku przez mojego mam-nadzieję-przyszłego-szwagra... Chociaż, jak tak dalej będzie mi wlepiać małpki za byle drwinę, to będę musiała ustanowić zwrotny rodzaj kary ostatecznej w postaci karnego Tr... a nie ważne... :D
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast