Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ava Laboratorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ava Laboratorium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Marcowe denka

Cześć Dziewczyny!

Marzec się już skończył, więc pora zacząć kosmetyczne podsumowania! W tym miesiącu zużyłam ogromną ilość kosmetyków, z czego jestem ogromnie zadowolona, bo niejako czuję, że większa część moich marcowych zakupów (o których jutro) jest usprawiedliwiona. 

Dla tych, którzy nie zaglądają tutaj od początku prawdopodobnie powinnam powtórzyć informację, która jest dość znacząca zarówno przy denkach, jak i przy zakupach - działam na dwa domy. Pół tygodnia spędzam u mojego Mężczyzny, a drugie (mniejsze) pół w domu, przy czym oba domu są zaopatrywane kosmetycznie głównie przeze mnie. Produkty, które pokazuję w tego typu postach to zarówno takie, których używam tylko ja, jak i te, do których mam wspólników (nigdy nie dorzucam rzeczy używanych zupełnie przez inną osobę - zawsze muszę przyłożyć rękę do zużycia i to więcej niż jednokrotnie :P). To powinno nieco rozjaśnić niektóre, niemal hurtowe ilości, zużywanych czy kupowanych kosmetyków... ;)

Ale do rzeczy - w marcu wykończyłam (wykończyliśmy ;)) 21 kosmetyków:

Palmolive - żel pod prysznic




1. Oliwkowy żel pod prysznic; Palmolive (750ml, ceny nie znam).
Ten żel przywieźliśmy jeszcze z ferii zimowych, "odziedziczony" po rodzicach mojego faceta, których na tychże feriach wymienialiśmy samozwańczym turnusem. Używali go oni, używaliśmy go my, a i tak wystarczyło go na jakieś dwa miesiące, więc skubaniec jest wydajny, jak na 4-5 osób, które go intensywnie molestowało. Pachniał bardzo przyjemnie, raczej nie wysuszał i jest to kosmetyk, do którego miło będzie wrócić.



Joanna - kawowy olejek do kąpieli






2. Naturia; kawowy olejek do kąpieli i pod prysznic; Joanna (250ml, ok.5zł w promocji).
Pięknie pachniał, zostawiał skórę idealnie gładką, był pomocny nawet jako awaryjne mazidło do golenia nóg pod prysznicem. Tyle, że niestety wydajnością to ten pan nie grzeszy. Nie używałam go do kąpieli (w sensie do wanny), bo pewnie pożegnałabym się z nim już po jednej wizycie w wannie, ale pod prysznic był niczego sobie. Tylko trzeba dobrze wstrząsnąć, żeby nie spłynął cały z rąk. Na pewno wrócę jeszcze do czegoś z tej linii zapachowej.









3. SPA Professional Róża, rewitalizujący balsam dla skóry suchej; Eveline (500ml, ok.12-16zł).
Dla skóry suchej, czy przesuszonej, to on na pewno się nie sprawdzi, ale dla takiej, która potrzebuje regularnej dawki lekkiego nawilżenia jak najbardziej. Ogólnie bardzo fajne smarowidło, chętnie wypróbuje(my) inne wersje. Miał być mój, ale ze względu na wygodną pompkę spodobał się też mojemu M., mimo, że zapach raczej nie w jego klimatach... :P







4. BIOVAX, intensywnie regenerująca maseczka Latte; L'Biotica (250g, ok.10-15zł).
Bardzo fajna maską, o pięknym budyniowo-śmietankowym zapachu. Dobrze dba o włosy, nawilża je, sprawia, że są mięciutkie w dotyku. Nie obciążała, ani nie powodowała szybszego ich przetłuszczania. Bardzo spodobało mi się pudełeczko, które idealnie mieści się pod prysznicem z innymi kąpielowymi specyfikami, dzięki czemu pamiętałam o jej regularnym używaniu (jak już sobie o niej przypomniałam...). Chętnie do wrócę do tej wersji i równie chętnie wypróbuję co najmniej dwa inne Biovax'y.




5. Invisible, antyperspirant; Nivea (50ml, ok.10zł).
Bardzo dobry antyperspirant, który pomaga przez cały dzień utrzymać zapach, którym nie odstraszamy całego naszego otoczenia ;) Nie zapobiega mokrym plamom, a niebrudzenie włóżcie między bajki, jeśli najpierw nie dacie mu wyschnąć na skórze. Co tu dużo pisać, jest ok.


Milk & Honey scrub; Oriflame





6. Milk & Honey, cukrowy scrub; Oriflame (200ml, cena regularna: 26,90zł).

Jeden z moich ulubionych peelingów - był bohaterem mojego pierwszego wpisu o TUTAJ. Zdania nie zmieniłam - to naprawdę jeden z lepszych zdzieraków, z którymi miałam do czynienia. Póki co wykańczam inne peelingi, ale prędzej czy później wrócę do niego.



Oriflame Love Potion


7. Perfumowana woda toaletowa Love Potion; Oriflame (50ml, cena regularna: 109zł - czy ktoś kupuje takie rzeczy bez promocji?!).
Jeden z moich ulubionych zapachów, którego używałam przez całą jesień i zimę. W kwietniu prawdopodobnie wykończę drugą buteleczkę, bo miałam po jednej w obu domach. Piękny, mocny zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze - zapach odrobinę czekoladowy. Skończę drugą buteleczkę i na razie do niego nie wrócę, bo trochę mi się już obniuchał.









8. Odżywka z olejkiem babassu; Isana (300ml, ok.6zł).
Absolutnie świetna odżywka! Włosy po jej użyciu są niesamowicie miękkie, lekkie, dobrze się rozczesują i nie są ani zbyt puszyste, ani obciążone. Nie zawiera silikonów. To nasza butelka, a w użyciu jest już kolejna.

9. Odżywka w sprayu; Isana (150ml, ok.8zł).
Niezła odżywka w sprayu ułatwiająca rozczesywanie włosów. Kupiłam ją jako zamiennik sprayu z Gliss Kur, ale w międzyczasie okazało się, że po odżywkach z Alterry, czy Isany moje włosy nie potrzebują już wspomagaczy przy czesaniu.

10-11. Szampon z granatem i aloesem; Alterra (200/250ml; 8,99zł).
Od początku roku używam niemal tylko i wyłącznie tych szamponów - to pierwsza "warta", która ujrzała dno, w użyciu (i w zapasach też!) są już kolejne!




12. Pure Skin; żel peelingujący do mycia twarzy; Oriflame (150ml, cena regularna: 22,90zł).
Wymęczyłam do końca pozostałą resztę. Kupiłam go około jeszcze przed wakacjami, na początku bardzo go polubiłam, a później odkryłam Alterrę, Biochemię Urody i Be Beauty, w związku z czym już do niego nie wrócę. Generalnie całkiem przyjemny żel peelingujący, który ani nie zrobił mi krzywdy, ani nie zdziałał cudów z moją buzią i jej nieprzyjaciółmi.

13. Hydrolat różany; Biochemia Urody (200ml, 11,90zł).
Bardzo go polubiłam, świetnie odświeżał i koił skórę. Stosowałam go zarówno zamiast toniku, jak i jako rozcieńczacz do peelingu enzymatycznego z BU.

14. Peeling enzymatyczny; Biochemia Urody (125ml, ok.11,90zł).
Produkt recenzowany TUTAJ.

Be Beauty - żel micelarny





15. Be Beauty, micelarny żel do mycia i demakijażu; Biedronka (150ml, 4,99zł).
Ten żel to zdecydowanie jeden z moich faworytów do oczyszczania twarzy. Bardzo dobrze oczyszcza twarz zarówno z resztek makijażu (nie stosowałam go jednak do demakijażu oczu), jak i z "resztek snu" rano ;) Na pewno skuszę się na kolejny, jak tylko zajrzę do Biedronki.






Alterra - kapsułki z wyciągiem z orchidei


16. Kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei; Alterra (7x0,38ml, ok.5zł).
Całkiem przyjemne kapsułki, intensywnie nawilżające twarz. Nie stosowałam ich dzień po dniu, tylko co 2-3 dni. Mimo to efekty nie powaliły mnie na kolana. Bardzo przyzwoite kapsuły, ale to chyba nie to, czego potrzebuje moja cera.


Ziaja glinka szara, Ava Laboratorium maseczka z pomidorem
17.-19. Maska oczyszczająca z glinką szarą; Ziaja (7ml, 1,50zł).
Do tej pory mój faworyt w kwestii oczyszczania cery. Recenzja TUTAJ.

20. Maseczka z ekstraktem z pomidora; Ava Laboratorium (7ml, ok.3zł).
Całkiem niezła i treściwa maska. Miałam jednak nadzieję, że skoro jest kierowana do cery przesuszonej, to będzie intensywnie nawilżać, a ona oprócz nawilżenia równie intensywnie skórę odżywiała i natłuszczała, czego moja cera nie potrzebuje. Dla mnie i mojej mieszanej cery była nieco zbyt tłusta, więc raczej do niej nie wrócę.

E.L.F. - Candid Coral ;)
21. Róż do policzków w kolorze Candid Coral; e.l.f. (eyes lips face) (2,75g, ok.18-20zł).
Nareszcie zużycie kolorówkowe! Przepiękny kolor (różowo-brzoskwiniowy) pasujący chyba do każdej karnacji. Średnio napigmentowany, dzięki czemu nie można zrobić sobie nim krzywdy. Zawierał drobinki, które nie wędrowały po twarzy i zanikały razem z kolorem. Niestety jego wadą jest dość średnia trwałość, dlatego teraz zamierzam kupić upragnionego Sleeka w kolorze Rose Gold.

próbki kremów Pure&Natural Nivea






BONUS:
Dwie próbki kremów Nivea zużyłam przy okazji noclegu u dziadków. Krem dla cery normalnej i mieszanej spodobał mi się na tyle, że być może przyjrzę mu się bliżej, jak dobiję do dna w posiadanych kremach :)






A teraz bezczelnie zapytam: a jak tam Wasze marcowe zużycia? :D
K.

Czytaj dalej

czwartek, 5 stycznia 2012

Najciekawsze zakupy grudnia 2011r.

Hej Dziewczyny!

Postanowiłam ostatecznie podsumować i zakończyć rok 2011 i pokazać Wam najciekawsze zakupy kosmetyczne, które zrobiłam w grudniu. Ponieważ w międzyczasie chwaliłam się Wam niektórymi zdobyczami, to daruję sobie przedstawienie absolutnie wszystkich moich nabytków i wybrałam te kilkanaście, które dla mnie były najbardziej atrakcyjne, a nie pokazywałam ich jeszcze na blogu. Dajcie znać, jeśli coś szczególnie Was zainteresuje, postaram się wtedy przygotować recenzję danego kosmetyku :)

Nie chcę przygotowywać żadnego większego podsumowania ubiegłego roku, ponieważ właściwie nie różniłoby się ono od tagów - Motyle 2011 i Kosmetyczne zachwyty 2011, opisywanych tutaj.

Zapraszam na zdjęcia! :)

1. Paznokcie.
Od lewej: Essence Circus Confetti, Essence Hello Holo, Golden Rose 208, Golden Rose 256
Myślę, że tutaj wiele nie trzeba pisać! Po prostu lakieromanii ciąg dalszy. Na szczęście tymi kolorami mniej więcej zaspokoiłam swoją największą ciekawość i już nie chwyta mnie za serce pierwszy lepszy lakier.
Od lewej: Oriflame - emalia ochronna do paznokci, Nail Tek Foundation II
Od tej całej lakieromanii znowu zaczęły mi się niszczyć i rozdwajać paznokcie dlatego sięgnęłam po sprawdzoną emalię z Oriflame, a dodatkowo zdecydowałam się na kupno Nail Tek'a. Nie wiem co jest powodem, ale moje pierwsze wrażenia z używania NT nie są szczególnie pozytywne. Pewnie napiszę o tym osobny post...


2. Pielęgnacja twarzy.
Alterra - krem pod oczy z orchideą.
Tak bardzo przyzwyczaiłam się do regularnego używania kremu pod oczy, że chciałam kupić krem, który miałabym u mojego M. Początkowo miałam ochotę na jakiś krem pod oczy z Avy lub żel z Flos-Lek (w domu mam wersję ze świetlikiem i bławatkiem, ale później nie mogłam jej już znaleźć), ale jakoś nigdzie nie wpadały mi w ręce, dlatego kupiłam Alterrę, po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji. Na razie jestem bardzo zadowolona!


Bourjois - Płyn micelarny.
Korzystając z jednej z rossmanowskich promocji kupiłam również osławiony micel z Bourjois. U mnie sprawdza się świetnie i radzi sobie nawet z linerem w żelu z Essence!

Biedronka - Be Beauty - żel micelarny do mycia i demakijażu.
Wychwalany żel micelarny z Biedronki kupiłam, żeby mieć zastępstwo dla żelu z aloesem i arniką z Oriflame, ale nie wiedzieć czemu ten żel kończy mi się już od ponad 2 miesięcy! Od miesiąca stoi "na głowie" i nadal jeszcze jest go na parę użyć, dlatego żelu micelarnego użyłam tylko kilka razy z ciekawości, a na razie czeka grzecznie na swoją kolej.

Tisane - balsam do ust.
Nie mogłam nie kupić Tisane, po milionie pozytywnych recenzji na blogach i Wizażu. Może cudów nie czyni, ale na pewno bardzo dobrze nawilża usta i chyba sprawdza się u mnie lepiej niż Carmex.

Od lewej: Maseczki Bielenda z białą glinką, Bielenda z zieloną glinką, Ziaja maska oczyszczająca, Ava maska karotenowa, Ava maska z ekstraktem z pomidora, Ava maska BioAlga, Ava maska z ekstraktem z moreli, Ava maska z ekstraktem z grapefrujta.
3. Pielęgnacja włosów.
Alterra szampon z granatem i aloesem i Alterra maska do włosów z granatem i aloesem.
W wakacje używałam szamponu i odżywki z Alterry w wersji morela + pszenica i całkiem nieźle się sprawdzały. Tym razem wybrałam wersję granat i aloes, ale zamiast odżywki kupiłam maskę, ponieważ czytałam na wielu blogach, że sprawdza się świetnie jako ekspresowa maska/odżywka tuż po myciu głowy, dlatego będę jej używać raz w tygodniu właśnie w ten sposób. Warto zaznaczyć, że szampony z Alterry nie zawierają SLS, ani SLES.

Olejek z pomarańczą i brzozą.
Postanowiłam rozpocząć olejowanie włosów. Czytałam dużo dobrego o tej metodzie, no i nie da się ukryć, że efekty kuracji widać gołym okiem, wystarczy spojrzeć na zdjęcia przed i po we wpisach wszystkich dziewczyn, które używają olejów od pewnego czasu. Zdecydowałam się na olejek z Alterry z pomarańczą i brzozą, mimo, że teoretycznie jest on przeznaczony do walki z pomarańczową skórką, ale ta firma posiada w swojej ofercie przede wszystkim naturalne, ekologiczne produkty, dlatego nie boję się go użyć na włosach. O takiej możliwości jego zastosowania przeczytałam na blogu Anwen.

4. Pielęgnacja ciała.
Krem do rąk Eveline Glicerini bio kozie mleko.
Kolejny produkt zakupiony po przeczytaniu mnóstwa pozytywnych opinii na wszelkich blogach. Jestem z tego kremu bardzo zadowolona i myślę, że zasłużył na osobną recenzję! W dodatku ma piękny, delikatny mleczny zapach!

Żele pod prysznic Original Source malina i wanilia, czekolada i pomarańcza oraz mięta i trawa cytrynowa.
Jak widać skorzystałam również z poświątecznej promocji Rossmanowskiej i kupiłam dwa żele Original Source, a do każdego z nich dostałam gratis w postaci drugiego żelu w wersji zapachowej mięta i trawa cytrynowa, które już stoją pod prysznicem u mojego M. :) Ja dla siebie wybrałam najnowsze wersje zapachowe, dosyć pożądane i mocno polecane na wszelkich blogach, czyli malinę z wanilią, który to żel pachnie jak truskawkowe desery z bitą śmietaną z Bakomy, a wersja czekolada i pomarańcza pachnie kropka w kropkę jak delicje czekoladowe! Zapachy są świetne! :)

K.

P.S. Bawiłam się trochę naświetleniem i kontrastem zdjęć, dlatego dajcie również znać, jak Wam się podobają zdjęcia w tej wersji :)
Czytaj dalej

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Grudniowe denka

Tak, jak obiecałam - dzisiaj post denkowy, czyli o tym, co w grudniu zakończyło swój żywot w mojej kosmetyczce/łazience... :)

Zanim zacznę musicie wiedzieć jedną rzecz. Często wspominam, że jeden kosmetyk mam w domu, a inny u mojego chłopaka. Wynika to z faktu, że nadal mieszkam z mamą, ale właściwie połowę tygodnia i tak spędzam u M., dlatego stety i niestety moje zasoby kosmetyczne - w szczególności te pielęgnacyjne, kolorówki raczej nie dubluję - są podwójne. Z tego powodu, gdy kończy mi się jakiś kosmetyk, zdarza się, że piszę o dwóch zamiennikach. Po prostu gdybym miała za każdym razem, kiedy zostaję na noc u M., wozić ze sobą całą pielęgnację i kolorówkę, to już dawno miałabym garba, skoliozę lub jakiekolwiek inne schorzenie kręgosłupa ;)

W tym miesiącu wykończyłam aż 12 kosmetyków, czyli o dwa produkty więcej niż w poprzednim miesiącu! Chociaż może to stwierdzenie jest nieco na wyrost, ponieważ z dwoma produktami pożegnałam się odrobinę wcześniej... Zauważyłam, że znaczna większość kosmetyków, to kosmetyki marki Oriflame, ale wynika to z faktu, że kosmetyków innych firm zaczęłam stosować w zasadzie od niedawna, dlatego nie zdążyły one jeszcze sięgnąć dna. Znaczna część tych produktów ponownie zagości lub już zagościła w mojej kosmetyczce, ale jest też kilka, do których już raczej nie powrócę. Jesteście ciekawe moich opinii? Zatem nie przedłużając - oto moje denkowe osiągnięcia! :)


1. Krem antycellulitowy z serii Swedish SPA; Oriflame - Fantastyczny imbirowy zapach tego kremu na powrót zmotywował mnie do stosowania tego typu kosmetyków. Kupiłam go jako nowość w ofercie i bardzo chciałam go użyć, ale miałam jeszcze połowę innego antycellulitowego specyfiku, który od miesięcy stał porzucony na półce i patrzył na mnie z wyrzutem. Nie chciałam otwierać nowego, dlatego szybko zużyłam ten poprzedni i zabrałam się za ten. Trudno oceniać efekty kosmetyków antycellulitowych zaledwie po zużyciu tylko jednego opakowania, ponieważ z tym defektem niestety walka trwa dużo dłużej. Mimo to uważam, że ten specyfik delikatnie ujędrniał i wygładzał skórę ud i pośladków, jednak nie mogę uznać tego efektu za spektakularny z racji totalnego braku ćwiczeń... Chyba w takim razie mam już pomysł na jedno z postanowień noworocznych... Myślę, że będę do niego sporadycznie wracać, jednak jego cena promocyjna nadal jest wyższa niż cena kosmetyków Eveline, które są dużo bardziej wydajne i chyba jednak bardziej skuteczne. Aktualnie używam pomarańczowego serum właśnie z Eveline i mam już inną wersję serum w zapasie, o czym pisałam w prezentowym poście.

2. Optimals Matte Touch, matujący krem na dzień; Oriflame - Sama już nie wiem, który to mój słoiczek! Bardzo lubię ten krem ze względu na to, że dosyć dobrze wspomaga mnie w walce z nieprzyjaciółmi, zwłaszcza w komplecie z jego odpowiednikiem na noc. Mimo to jednak zupełnie nie ma wpływu na matowienie mojej skóry, na czym jednak bardzo mi zależy, dlatego zużyję kolejny słoiczek z zapasów, ale następnym kremem, który chcę wypróbować jest Perfecta Cera Mieszana, o którym niedawno pisała Burn.

3. Nawilżający krem do ciała Swedish SPA; Oriflame - Zdecydowanie należy do moich ulubieńców w kategorii nawilżających specyfików do ciała! Uwielbiam jego zapach, kojarzący mi się odrobinę z męskimi perfumami. Bardzo intensywnie nawilża moją skórę i był jednym ze sprzymierzeńców w walce o gładką skórę. Przymierzam się do jego recenzji, ponieważ jest to produkt w 100% godny uwagi! Zawsze mam jeden otwarty lub przynajmniej czekający w zapasie!

4. Oczyszczający scrub i maseczka Pure Skin; Oriflame - Kolejny produkt godny polecenia! Scrub nie zrobił na mnie większego wrażenia, po prostu dobrze ścierał naskórek zostawiając gładką twarz przygotowaną do nałożenia maseczki. Za to maska! O ludzie! Żałuję, że nie odkryłam jej w wakacje! Dosłownie mrozi buzię! Bardzo dobrze oczyszcza skórę, przyjemnie pachnie i zostawia wrażenie mocno orzeźwionej twarzy! Mam jeszcze jedną i na pewno będę do niej wracać!

5. Maseczka karotenowa; Ava Laboratorium - Skusiłam się na tą maskę w Rossmanie, ponieważ kojarzyłam firmę Ava z kosmetykami ekologicznymi i słyszałam o niej dobre opinie. Maska nie zawiera w składzie parabenów, co dla wielu z Was może mieć ogromne znaczenie. Producent obiecuje przede wszystkim poprawę kolorytu skóry, ale po jednym użyciu maski na pewno nie da się tego zauważyć, zważywszy na to, że nie jest to przecież krem koloryzujący. Pozostałe obietnice spełnione są w stopniu zadowalającym - cera jest nawilżona i odżywiona. Mam jeszcze jedną taką maseczkę w zapasie, a później zobaczymy... 


6. Płyn do demakijażu oczu; Garnier - Kupiłam go w okresie letnim, poszukując zastępcy dla mojego ulubionego płynu do demakijażu z Oriflame, który wycofano, a w tamtym czasie nie było jeszcze nowego w ofercie. Mimo, że Garnier nie spełnia wszystkich obietnic producenta, np.totalnie nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym, mimo, że istnieje takie zapewnienie, to jednak płyn ten zdecydowanie przypadł mi do gustu! Uwielbiałam go ze względu na piękny winogronowy zapach i delikatne działanie - co miało dla mnie ogromne znaczenie, po tym, jak totalnym niewypałem okazał się płyn do demakijażu z serii Sopot SPA z Ziaji, który koszmarnie podrażniał mi oczy. Zużywanie Garniera było czystą przyjemnością i z chęcią zapoznam się z innymi kosmetykami z tej linii. W tej chwili w domu używam Biodermy Sensibio, a u mojego M. micela z Bourjois, a dodatkowo mam zapas w postaci micela z Maybelline, dlatego przez najbliższe kilka miesięcy nie wrócę do tego płynu. Myślę jednak, że jeszcze kiedyś się spotkamy! :)

Następnych kilku produktów nie udało mi się sfotografować zanim puste opakowania trafiły do kosza, dlatego posłużę się zdjęciami z internetu.

7. Żel pod prysznic z serii Discover China; Oriflame - Uwielbiam wszelkie żele z każdej serii Discover. Mają przepiękne zapachy - ten akurat był delikatny, kwiatowy. Dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry, więc robił to, co powinien robić. Co jakiś czas robię zapas tych żeli w różnych wersjach zapachowych, zwłaszcza kiedy jest promocja na wersje 400ml - urzędują głównie u mojego M., który zużywa je z prędkością światła! :) W aktualnym katalogu również są w promocji, dlatego jutro do naszych zapasów dołączą kolejne 2-3 sztuki :)
8. Hair X Pure Balance, szampon do włosów przetłuszczających się; Oriflame - Swego czasu mój ulubieniec. To już chyba moja setna butelka! ;) Na początku moje włosy bardzo dobrze na niego reagowały, były lekkie i sypkie jak po wyjściu od fryzjera, teraz już się do niego przyzwyczaiły, dlatego sięgnęłam po szampony z Alterry. Zobaczymy jak się sprawdzą, a póki co w szafce mam jeszcze dwa szampony z innych serii Hair X, których używam wspólnie z mamą.
9. Oriflame Beauty, puder pyłkowy; Oriflame - Tego pudru również używałam przez długi czas, ale nie sprawdzał się w kwestii matowienia skóry i wymagał kilkukrotnych poprawek w ciągu dnia. Ponadto był bardzo kapryśny w kwestii utrwalania makijażu. Raczej już do niego nie wrócę - aktualnie w domu używam pudru bambusowego z Biochemii Urody (w opakowaniu po właśnie wykończonym pudrze z Oriflame), a u M. pudru Fix & Matte z Essence.

10. Gliss Kur Liquid Silk Gloss, ekspresowa odżywka regeneracyjna; Schwarzkopf - Bardzo fajna ekspresowa odżywka! Używam jej zawsze przed rozczesywaniem włosów po myciu, dzięki czemu ta czynność jest dużo mniej bolesna, ponieważ ostatnio moje zniszczone włosy zaczęły się koszmarnie plątać. Aktualnie włosy skróciłam o jakieś 10cm i po raz pierwszy użyłam na nie oleju, ale o tym innym razem. Póki co wspomagam się tą odżywką, do której powróciłam po kilku latach przerwy. I ja, i mama bardzo ją lubimy i na pewno na dniach wybiorę się po następną buteleczkę!


11. Oriflame Beauty, ochronna emalia do paznokci; Oriflame - Uwielbiam tą odżywkę! Przez jakiś czas próbowałam ją zdradzać z innymi specyfikami, ale ona po prostu sprawdza się u mnie najlepiej. W dodatku po delikatnym rozczarowaniu Nail Tekiem z ogromną pokorą do niej wróciłam. Nail Tek pewnie dostanie jeszcze jedną szansę, ale póki co nabyłam nową buteleczkę tej emalii. Używam jej zarówno jako odżywkę, jak i jako bazę pod lakier. Może nie zawsze przedłuża jego trwałość, ale nigdy nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o zapobieganie farbowaniu płytki paznokcia! Ponadto świetnie utwardza i pomaga radzić sobie z rozdwajaniem się paznokci. Zdecydowanie zasługuje na osobną recenzję!
Z tą buteleczką pożegnałam się nieco przed czasem, ponieważ końcówka paskudnie zgęstniała i zgluciała tak, że ciężko ją było wydobyć z buteleczki, a jak już to się udało, to okropnie smużyła.


12. Optimals, krem do kompleksowej pięlęgnacji oczu Seeing Is Believing; Oriflame - Krem, który miał robić wszystko u mnie robił niewiele. Jedno muszę mu przyznać - bardzo dobrze nawilżał skórę w okolicach oczu, miał dosyć gęstą konsystencję i przyjemnie się aplikował. Mimo to zupełnie nic nie robił z ewentualnymi zasinieniami pod oczami, niespecjalnie odświeżał zmęczone oczy, nawet jeśli zmęczenie, czy zasinienia wynikały ze zwykłego niewyspania. Pożegnałam się z nim przed końcem opakowania, ponieważ w pewnym momencie zmienił zapach, generalnie zaczął śmierdzieć, więc bałam się go nakładać dalej na tak wrażliwe miejsce, jakim są okolice oczu. Do tego kremu na pewno nie wrócę! Dużo bardziej odpowiadał mi jego brat z serii Oxygen Boost! Aktualnie w domu mam żel ze świetlikiem i bławatkiem z Flos-Lek, a u M. krem pod oczy z orchideą z Alterry.

To by było na tyle! Wydaje mi się, że w styczniu nie pojawi się już tyle zużyć, mimo, że już widzę jakieś 3-4 kosmetyki, których wystarczy na niewiele ponad jakieś 2-3 zastosowania. Myślę, że powinnam zastanowić się nad objęciem projektem denko w szerszym stopniu kolorówki, tym bardziej, że tej przybywa mi w dosyć szybkim tempie - w ostatnim czasie oczywiście sprawa dotyczy przede wszystkim lakierów... :P Natomiast jeśli chodzi o denko w pielęgnacji, to uważam, że idzie mi bardzo dobrze - w dodatku nie chomikuję znacznych zapasów z  tej kategorii, poza tymi produktami, które zużywają się z szybkością światła, do których zazwyczaj mam wspólników - głównie szampony, odżywki i żele pod prysznic.

Z racji tego, że mamy już rok 2012 chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Wielu sukcesów w dziedzinach, w których są Wam one najbardziej potrzebne oraz wyciągania wniosków z ewentualnych porażek tak, aby już więcej nie popełniać tych samych błędów. Poza tym życzę Wam wspaniałych kosmetycznych odkryć i żeby nie omijały Was rozchwytywane limitowanki z Essence! :D :D :D

Pozdrawiam w Nowym Roku,
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast