Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2015

Essie - Dress To Kilt - kolekcja Dress To Kilt - Fall 2014 [swatche]

Lubicie kiedy pokazuję na blogu lakiery do paznokci, a ponieważ mocno Was pod tym względem zaniedbuję, dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam kolejny piękny kolor spod szyldu Essie. Dress To Kilt, bo o nim mowa, jest flagowym lakierem jesiennej kolekcji Essie, noszącej tę samą nazwę. Choć w ubiegłym roku marka Essie nie zachwycała mnie nowymi pomysłami tak bardzo, jak w ubiegłych latach, to jednak jesiennej kostki nie mogłam przegapić! :)


KOLOR:
Choć Dress To Kilt jest reprezentantem jesiennej kolekcji, to - moim zdaniem - jest to kolor zdecydowanie ponadczasowy i ponadsezonowy, jeśli mogę tak to ująć. To przepiękny, wiśniowy odcień czerwieni, wzbogaconej kropelką czekoladowego brązu. Kiedy patrzę na ten kolor, to mam dwa skojarzenia i oba, jak zawsze kulinarne - bo raz widzę w nim wisienkę, wyłowioną z czekoladek Mon Cheri, a innym razem przypominają mi się wiśnie, które rosły na moim podwórku, kiedy byłam mała, a którymi obwieszałam sobie uszy, udając małą elegantkę w pięknych "kolczykach".
 
Generalnie nie przepadam za noszeniem czerwieni na paznokciach, ale albo miałam szczęście trafić ostatnio na kilka świetnie pasujących do mnie czerwieni, albo po prostu dorosłam do tego koloru, bo w Dress To Kilt czuję się świetnie. Taka czerwień jest dla mnie szalenie seksowna i elegancka, ale jednocześnie, przez to, że jest nieco ciemniejsza, nie jest, w moim odczuciu, aż tak krzykliwa. Chyba pierwszy raz mogę powiedzieć, że znalazłam czerwień, która faktycznie dodaje mi pewności siebie.


PĘDZELEK I KRYCIE:
Mój egzemplarz pochodzi z kostki czterech miniaturek, ale pędzelek i konsystencja lakiaru całkowicie odpowiadają tym, z pełnowymiarowej buteleczki wersji profesjonalnej lakieru. Pędzelek jest cienki, ale w miarę wygodny. Nie smuży, ale chyba większa w tym zasługa kremowego wykończenia lakieru, dzięki któremu lakier swobodnie mógłby zapewnić pełne krycie już przy jednej warstwie. Ja, zgodnie z nawykiem, i tak nakładam dwie, bo uważam, że zapewnia mi to lepszą trwałość i głębię koloru, ale jeśli Wy nie macie na to ochoty, to jedna warstwa prawdopodobnie całkowicie Wam wystarczy :)


TRWAŁOŚĆ:
Dress To Kilt zdarzyło mi się nosić najdłużej około pięciu dni. Nie jest to zasadą, bo czasami zmywałam go wcześniej ze względu na drobne ubytki, ale wszystko to zależy od też od tego jak długie nosicie paznokcie. Ja zwykle noszę nieco krótsze, nie wystające zbyt daleko poza brzeg opuszka, dlatego często wiele kolorów ściera się u mnie odrobinę wolniej. Na dłuższych paznokciach żegnam się z idealnym lakierami zwykle już po dwóch, trzech dniach.


ZMYWANIE:
Ze zmywaniem czerwieni zdarzają się czasami spore problemy, na szczęście Dress To Kilt nie należy do tych szczególnie uciążliwych. Właściwie zmywa się całkowicie już po dwóch, trzech przeciągnięciach wacikiem nasączonym zmywaczem. Co ważne, nie zauważyłam u siebie żadnych przebarwień płytki, ani też ubrudzonych skórek.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Z racji tego, że nie jest to kolekcja aktualnie promowana przez Essie, jej dostępność jest odrobinę niższa, ale jeśli dobrze poszukacie, to bez problemu znajdziecie kostkę z miniaturkami z kolekcji Dress To Kilt w cenie 32,99 zł (np. Hairstore) lub pełnowymiarowy lakier w formule profesjonalnej, najtaniej znalazłam go w sklepie eZebra w cenie 14,94 zł. Regularne ceny lakierów Essie wahają się od 32 zł za wersję drogeryjną, aż do 45 zł za lakier w wersji profesjonalnej.







I jak Wam się podoba moja piękna wisienka? Już dawno nie zachwycałam się tak bardzo nad Essie, a kiedyś była to moja ukochana marka lakierów! Jeśli Essie podtrzyma poziom z kolekcji jesiennej i zimowej w najbliższych kolekcjach, to może nawet to uczucie rozkwitnie na nowo ;)
Karolina
Czytaj dalej

czwartek, 12 marca 2015

Zoya - Payton

Minęły długie miesiące odkąd na blogu pokazywałam jakikolwiek lakier. Nie mam pojęcia z czego ta długa przerwa wynikła, bo wcale nie przestałam malować paznokci, a kiedyś te posty pojawiały się na moim blogu chyba najczęściej. No nic, nie ma co długo gdybać, trzeba to po prostu nadrobić, dlatego dzisiaj chciałabym Wam pokazać przepiękny ciemny fiolet, czyli gwiazdę kolekcji Zenith marki Zoya - Payton.


KOLOR I KRYCIE:
Jak już wspomniałam, Payton, to przepiękny, głęboki odcień ciemnego fioletu, uzbrojony w mnóstwo holograficznych drobinek, które cudownie się mienią. Ten kolor należy do takich, które rozkwitają szczególnie w sztucznym świetle, ponieważ to właśnie ono wydobywa z drobinek ich wielowymiarowy blask.

Payton należy do typowych dwuwarstwowców. Niestety jedna warstwa lakieru, to trochę za mało, ponieważ nawet grubsza nie przykryje prześwitów. Druga jednak bez problemu wyrównuje kolor i całkowicie pokrywa płytkę.



PĘDZELEK:
Miałam już wcześniej sporadyczny kontakt z lakierami Zoya, dlatego pędzelek nie był już dla mnie zaskoczeniem. Pamiętam jednak doskonale, że malując paznokcie moją pierwszą Zoyką, byłam szalenie miło zaskoczona wygodnym w użyciu pędzelkiem. Ten, mimo, że wąski, okazał się być bardzo precyzyjny. Nie inaczej jest w przypadku Payton. Pędzelek rozprowadza lakier dokładnie tam, gdzie chcemy i wystarczy poświęcić mu tylko chwilę uwagi, żeby mieć perfekcyjnie pomalowane paznokcie.


KONSYSTENCJA:
Lakier jest mocno płynny, choć na pewno nie za rzadki, więc zdarza mu się czasami nieco rozlewać po skórkach, ale generalnie zgrabny pędzelek pomaga to wszystko opanować. Poza tym, jego aplikacja nie sprawia żadnych problemów. Zero większych kłopotów z kryciem czy smugami.

TRWAŁOŚĆ:
Generalnie nie jest źle. Nosiłam ten lakier już kilka razy i na krótszych paznokciach wytrzymywał w przyzwoitym stanie cztery do pięciu dni. Jednak, jak to bywa z ciemnymi lakierami, przez ten czas coraz bardziej ścierał się na końcówkach. Tylko raz zdarzyło mi się, że lakier posypał się dosłownie już pierwszego dnia, ale najwyraźniej musiałam wtedy źle przygotować paznokcie.


ZMYWANIE:
I tutaj Payton znowu okazała się bezproblemowa! Obawiałam się, że tak ciemny kolor, w dodatku pełny drobinek będzie się mazać i trudno będzie się go pozbyć, ale na szczęście zmywa się właściwie tak samo łatwo jak wszelkie zwykłe kremowe lakiery :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Lakiery Zoya są generalnie dość trudno dostępne. Ja swoje kupowałam przede wszystkim na targach, dzięki czemu ich cena również była sporo niższa. Klasyczne emalie kosztowały tam 28,50 zł, natomiast piaski Pixie Dust bodajże ok.32 zł. Niektóre kolory można upolować też w różnych sklepach internetowych, widzę, że znajdziecie je przede wszystkim w sklepie Zoya Colors, ale niestety już w cenie 43 zł. Poza tym możecie też pytać o nie w salonach kosmetycznych.


Tyle zachwytów, pora więc przyjrzeć się tej ślicznotce z bliska! :)




I jak? Podzielacie mój zachwyt nad tym pięknym fioletem? Lubicie nosić takie ciemne lakiery na paznokciach? Koniecznie dajcie znać! :)
Karolina
Czytaj dalej

poniedziałek, 15 września 2014

Models Own - Polish For Tan - Shades [swatche]

Cześć Dziewczyny!
Znowu mam dla Was to, co lubicie najbardziej (no, może poza postami z nowościami), czyli lakier! Tym razem lakier marki, której na blogu jeszcze nie było - Models Own! Mój pierwszy lakier tej marki przygarnęłam już prawie rok temu i był to uroczy kolor Utopia. Wszystko zapowiadało się pięknie, ale aplikacja tego lakieru doprowadzała mnie do szewskiej pasji, wobec czego przyrzekłam sobie, że nigdy więcej nie sięgnę po lakiery tej firmy. Do czasu... Trzymałam się całkiem dzielnie, dopóki Models Own nie wypuściło na rynek neonowej kolekcji letniej - Polish For Tan! Jednym z dwóch kolorów, które zdecydowałam się przygarnąć był piękny Shades, który dzisiaj zaprezentuje Wam się z bliska :)


KOLOR I KRYCIE:
Shades, to piękny koralowy odcień, w którym mieszają się przede wszystkim róż z pomarańczą. W zależności od światła, kolor zmienia się, poruszając się pomiędzy jednym a drugim z tych odcieni. Lakier jest całkowicie kremowy, nie ma żadnych drobinek, a jego wykończenie jest półmatowe, może nawet nazwałabym je satynowym. Choć wygląda to całkiem ładnie, uznałam, że nie mam ochoty czekać aż lakier sam wyschnie i wspomogłam się wysuszaczem, stąd błysk :)
Do pełnego pokrycia płytki potrzebowałam dwóch wartsw lakieru. O ile pierwsza nakłada się całkowicie bezproblemowe i nawet jakoś szczególnie się nie rozlewa, tak druga wymaga już naprawdę sporo uwagi, bo niestety lakiery Models Own lubią zostawiać smugi i nierówności...

PĘDZELEK:
Pędzelek należy do tych raczej szerszych, ale wyjątkowo tym razem nie mogę powiedzieć, żeby był on dla mnie szczególnie wygodny. Muszę się mocno skupiać w trakcie malowania, żeby nie zamalować sobie całych skórek, bo niestety, ale łatwo tracę kontrolę nad tą miotełką... ;)

KONSYSTENCJA:
Lakiery Models Own mają to do siebie, że są dosyć gęste, w związku z czym ich obsługa jest mocno problematyczna. Jak już wspomniałam - o ile z pierwszą warstwą można sobie poradzić, tak druga jest już mocno upierdliwa (choć przecież niezbędna ;)). Pędzelek lubi ściągać wcześniejszą, już podsychającą warstwę, druga warstwa tworzy przez to nierówności i generalnie jest zabawa na całego... Pewnym wyjściem z sytuacji jest wcześniejsze schłodzenie lakieru w lodówce... Przyznam, że ten sposób pomógł mi trochę opanować cyrk, które wyczynia ten lakier w trakcie aplikacji i ostatecznie sprawił, że miałam cierpliwość użyć tego lakieru już kilkukrotnie, ale nie zmienia to mojej ogólnej opinii o lakierach Models Own - nie polubimy się i już...


TRWAŁOŚĆ:
Dochodzimy do kolejnego punktu, który w moim przypadku przemawia na niekorzyść lakierów tej marki - trwałość. Niestety, ale najwyraźniej nie jesteśmy dla siebie stworzeni, ponieważ Shades trzymał się na moich paznokciach nie dłużej, niż dwa dni... Biorąc pod uwagę fakt, że lakiery Essie noszę zwykle od 4 do 7 dni, Models Own wypada słabiutko. Znowu.


ZMYWANIE:
W tym miejscu w końcu mogę odetchnąć, bo zmywanie tego lakieru było - na szczęście - i choć raz - czystą przyjemnością. Zero przebarwień, zero rozmazywania, wszystko schodzi łatwo i szybko.
CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
W Polsce lakiery marki Models Own są dostępne, póki co, tylko przez internet. Znajdziecie je między innymi w Maani.pl oraz w Minti Shopie. Zazwyczają koszt jednej buteleczki, to 25 zł, ale dość często można trafić na drobne promocje, szczególnie na Maani.pl





No i kurczę... Co mam powiedzieć... Kolor nieziemsko mi się podoba i dobrze się czułam mając go na paznokciach. Świetnie mi się go nosiło na wakacjach, ale żałuję, że trzymał się mnie tak krótko. Przy tylu problemach z aplikacją stwierdzam, że nawet kolor nie jest w stanie przekonać mnie do zadawania sobie regularnej tortury... :D Wiem, że są osoby, który bardzo lubią te lakiery, które nie mają z nimi takich problemów i dla których konsystencja MO jest wręcz zaletą, ale ja niestety do nich nie należę.

Models Own - nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej? ;)
Koniecznie napiszcie jakie są Wasze doświadczenia z tymi lakierami? Do której grupy należycie - do tych, którym Models Own nie sprawiają żadnych problemów, czy tych, których aplikacja tych lakierów i ich trwałość doprowadza na skraj załamania nerwowego... ;)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 6 sierpnia 2014

Rimmel - Salon Pro - Jazz Funk

Cześć Dziewczyny!

Dawno już się nie widziałyśmy! Nie chcę się za bardzo z niczego tłumaczyć, ale po prostu jestem Wam winna słówko wyjaśnienia. Urlop na początku lipca mocno mnie rozleniwił, a zanim zdążyłam się wdrożyć po nim w blogowanie, zdarzył nam się kolejny szpital i inne atrakcje z tym związane... Za dużo tych przykrości nas spotyka w tym roku, ale - choć chciałabym, żeby było inaczej - niewiele możemy z tym zrobić. Tak czy inaczej, jestem znowu! Nie wiem na ile, nie wiem jak intensywnie, ale chyba już dobrze wiecie, że i tak piszę po prostu wtedy, kiedy chcę i nie lubię robić nic na siłę :))

Ok, koniec smutów, pora brać się do roboty! Pozwólcie, że znowu zacznę lekko, bo od lakieru do paznokci! Jednak nie bylejakiego, a jednego z moich ulubionych! W mojej naprawdę licznej kolekcji znajdziecie mnóstwo kolorów, ale mimo wszystko niewiele jest takich po które sięgam regularnie, bez względu na porę roku. Lakier Jazz Funk z serii Salon Pro od Rimmel jest jednym z tych, które zajmują zaszczytne miejsce na podium, dlatego przyszła pora, żeby w końcu podzielić się z Wami tym, jak wygląda na moich paznokciach. Tych u rąk, ale warto zaznaczyć, że JF jest równie dobrym przyjacielem, jak nie lepszym, moich paznokci u stóp ;)))


KOLOR:
Jazz Funk, to energetyczny, nieco malinowy róż. W zależności od światła raz jest bardziej różowy-różowy, a innym razem bliżej mu do koralowego-różowego. Jest całkowicie kremowy, zarówno jeśli chodzi o brak jakichkolwiek drobin, jak i po prostu dobre krycie typowo kremowego lakieru.


PĘDZELEK I KRYCIE:
Seria Salon Pro została wyposażona w szeroki pędzelek z lekko zaokrąglonymi brzegami, który w moim odczuciu jest bardzo wygodny. Nawet spora nakrętka nieszczególnie mi przeszkadza w równej i ładnej aplikacji lakieru. Sama formuła produktu jest na szczęście bardzo współpracująca - nie rozlewa się po skórkach, dobrze kryje, nie smuży i nie robi prześwitów. Do pełnego krycia wystarczą dwie cieniutkie warstwy. Jedna pewnie też na upartego dałaby radę, ale z wiekiem nabrałam cierpliwości do malowania, więc wole postawić na sprawdzone dwie warstwy i dłużej cieszyć się ładnym, niewytartym mani :)


TRWAŁOŚĆ:
Lakier wytrzymuje na moich paznokciach około 4 dni. W tym czasie końcówki lekko się wycierają, ale za to bardzo rzadko zdarzają mi się odpryski. Dla mnie jest to wynik bardzo zadowalający! Równie często noszę ten kolor na paznokciach u stóp i zdarza mi się, że lakier zmywam tylko dlatego, że widać już odrost ;)


ZMYWANIE:
Jazz Funk należy do całkowicie bezproblemowych lakierów. Łatwo się nim maluje, dobrze się go nosi i równie przyjemnie pozbywa się go z paznokci. Produkt nie maże się, nie farbuje płytki i bardzo szybko ustępuje.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Lakier bez problemu dostaniecie wszędzie tam, gdzie znajdziecie szafę Rimmel, czyli we wszelkich drogeriach, czy marketach. Jego cena regularna wynosi ok.19-20 zł, jednak dość regularnie można trafić na promocję, dzięki czemu kupicie go za ok. 12 zł.


No i pora na obiecaną prezentację na paznokciach :)







I jak? Podoba się Wam tak samo, jak i mi? :)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 9 lipca 2014

Essie - Spaghetti Strap [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Znowu wracam do Was z lakierem! Tyle ich mam, a tak rzadko chwalę się nimi na paznokciach, aż mi czasami wstyd! :) Nie wiem, czy Wy też tak macie, że ile razy pomalujecie paznokcie lakierem, który bardzo chciałybyście pokazać na blogu, to albo pozalewacie sobie skórki, albo nie macie czasu na zrobienie zdjęć? :)

No nic... Na szczęście lato ma to do siebie, że jest długo jasno i często jestem w stanie zrobić zdjęcia nawet po pracy (a światło dzienne wolę znacznie bardziej, niż sztuczne światło udające dzienne ;)), dlatego dzisiaj zapraszam Was na prezentację pięknego nudziaka, który z pewnością przypadnie do gustu dziewczynom, które lubują się w delikatnych, neutralnych paznokciach. Przed Wami Essie - Spaghetti Strap! :)


KOLOR:
Spaghetti Strap, to mleczny, rozbielony beż, wpadający nieco w brzoskwinkę. Dla mnie to typowy bezpieczny lakier nude, który świetnie się sprawdza przy okazji różnych formalnych okazji, kiedy paznokcie mają wyglądać po prostu na zdrowe i zadbane. Mam wrażenie, że ten odcień współgra z moją dość jasną skórą nieco lepiej, niż słynna Mademoiselle. Moim zdaniem, Spaghetti Strap to takie lakier, który nie gra głównej roli, nie przyciąga wzroku i sprawdza się idealnie wtedy, kiedy nie chcemy przesadnie zwracać uwagi na nasz wygląd, to taki manicure no-manicure ;)

Lakier zdecydowanie należy do tych frenchowych, ponieważ daje półprzejrzysty kolor, a wolny brzeg paznokcia prześwituje niezależnie od ilości nałożonych warstw. Dla mnie nie jest to żaden problem, bo wiedziałam o  tym już przed zakupem i sięgnęłam po niego z pełną tego świadomością, ale Was wolę uprzedzić :)

EDIT: Wygląda na to, że są dostępne dwa rodzaje tego koloru - jeden wpada bardziej w brzoskwinię - tak jak mój, a drugi jest zdecydowanie bardziej różowawy. W internecie widuję swatche obu wersji, natomiast - przykładowo - w SP natknęłam się ostatnio na tę drugą wersję.


PĘDZELEK:
W przypadku lakierów o frenchowym, półtransparentnym wykończeniu zdecydowanie preferuję szeroki pędzelek, który minimalizuje u mnie wszelkie smugi, a poza tym jest po prostu bardzo wygodny w użytkowaniu.

KRYCIE I KONSYSTENCJA:
Jak już wspomniałam, Spaghetti Strap nie jest lakierem kryjącym, dlatego trudno mówić o braku prześwitów. Na moich paznokciach podobają mi się najbardziej dwie lub trzy warstwy lakieru. Dłoni wyglądają wtedy bardzo lekko i delikatnie, a jednocześnie płytka sprawia wrażenie zdrowej, zadbanej i bardzo naturalnej.

Sam lakier jest dość rzadki, ale nie rozlewa się jakoś szczególnie po skórkach, a skoro ja potrafię go opanować, to Wy też nie powinnyście mieć z tym większych problemów :)


TRWAŁOŚĆ:
Spaghetti Strap trzyma się na moich paznokciach około trzech dni, po czym zaczyna delikatnie pękać i lekko odpryskiwać. Zaletą jasnych kolorów jest to, że jeśli nie macie czasu na nowy manicure, to w zasadzie jest szansa na to, że nikt nie zauważy drobnych ubytków, więc w razie czego możecie ponosić go dzień dłużej ;)


CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Spaghetti Strap jest dostępny w szafach Essie w Super-Pharm i Hebe, więc nie powinnyście mieć problemów z jego znalezieniem. W cenie regularnej zapłacicie za niego ok.32-35 zł. Raz na jakiś czas pojawia się również w internecie, ja swój egzemplarz kupiłam dawno temu w drogerii eKobieca, ale teraz już go tam nie ma. Niemniej jednak w internecie jest szansa, że upolujecie go dużo taniej, ale jednocześnie rośnie też prawdopodobieństwo, że traficie na cienki pędzelek, który może być w tym przypadku dosyć upierdliwy.





Koniecznie napiszcie co o nim sądzicie i czy lubicie takie frenczowe nudziaki? :)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 25 czerwca 2014

Rimmel by Rita Ora - 60 Seconds - Lose Your Lingerie

Cześć Dziewczyny!

Dwa dni temu pokazałam Wam bliżej jeden z lakierów z kolekcji, stworzonej przez Ritę Orę dla marki Rimmel. Midnight Rendezvous okazał się być mocniejszym ogniwem tej kolekcji, czego zdecydowanie nie mogę powiedzieć o bohaterze dzisiejszego posta - lakierze Lose Your Lingerie!


KOLOR:
Lose Your Lingerie, to piękny jasny pastelowy róż, który z pewnością można nazwać majtkowym :) Jest z pewnością bardzo urokliwy i zdecydowanie dziewczęcy. Lakier jest wyposażony w drobny shimmer, który połyskuje trochę na srebrno, trochę na niebiesko, ale jest to widoczne głównie w buteleczce. Na paznokciach jest to niemal niezauważalne.


PĘDZELEK:
Byłam przekonana, że zrobiłam mu zdjęcie, ale najwyraźniej zapomniałam... No cóż, możecie go sobie podejrzeć w poście o kolorze Midnight Rendezvous. W moim egzemplarzu LYL pędzelek jest raczej dobrze przycięty, jest płaski i dobrze rozkłada się na paznokciu, ale szczególnie przy tym lakierze problemem było dla mnie to, że między włosie wchodzi zbyt dużo produktu przez co trudno kontrolować to, gdzie akurat aplikuję lakier. Także tego... Zazwyczaj jestem zadowolona z szerokich pędzelków w lakierach, ale tym razem Rimmelowi trochę nie wyszło...


KONSYSTENCJA:
I tu zaczynają się już całkiem konkretne przeszkody... Lakier jest po prostu gęsty! O ile pierwsze pociągnięcie idzie całkiem sprawnie, tak już wszelkie próby poprawek często skazane są na porażkę, bo każde kolejne pociągnięcie pędzelka roluje poprzednią warstwę lakieru lub - w lepszym wypadku - tworzy prześwity... Najlepiej byłoby pokryć paznokieć od razu jedną warstwą, ale wtedy nakłada się zbyt dużo produktu przez co całe skórki są uświnione... Mam wrażenie, że lakier zastyga w gluta już na pędzelku, a jednocześnie nie przekłada się to w ogóle na schnięcie produktu na paznokciach, bo LYL wsparty wysuszaczem potrafił się odgnieść (a w jednym miejscu nawet zrobić dziurę...) jeszcze dwie godziny po malowaniu...


KRYCIE:
Lakier kryje raczej po nałożeniu trzech warstw... Próbowałam nakładać dwie i zresztą tyle mam też na niektórych zdjęciach, ale po przyglądnięciu się stwierdziłam, że trzecia warstwa z pewnością by nie zaszkodziła, bo gdzieniegdzie miałam prześwity...

TRWAŁOŚĆ:
Kolejna porażka... Po jednym dniu noszenia pojawiają się pierwsze drobne wypryski i pęknięcia, a całość wytrzymuje na moich paznokciach nie więcej niż 3 dni.

ZMYWANIE:
Tu na szczęście jest łatwiej, bo lakier nie wymaga zbyt dużo uwagi przy zmywaniu. Nie odbarwia płytki i nie brudzi skórek... #tylewygrać

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Lose Your Lingerie znajdziecie w większości drogerii z szafami Rimmel i zapłacicie za niego ok.10-11 zł. Tym razem jednak nie warto... Znacznie lepiej kupić jego brata - Midnight Rendezvous z tej samej serii ;)







Moim zdaniem Lose Your Lingerie wymaga ode mnie stanowczo zbyt dużo uwagi i cierpliwości podczas aplikacji, a efekt - niestety - nie jest tego wart. Lakier wygląda ładnie, ma piękny i urokliwy kolor, ale całą radość z koloru odbierają problemy z malowaniem. Bez porządnego wysuszacza, który jednocześnie wyrównałby wady lakieru, ani rusz!

Dajcie znać, czy macie ten lakier i czy miałyście z nim takie problemy? Jakie w ogóle macie doświadczenia z serią lakierów 60 Seconds? Moje wrażenia są jak na razie pół na pół, ale już teraz uważam, że seria Salon Pro Lycra wyszła Rimmelowi znacznie lepiej! ;)
Karotka
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast