Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolastyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolastyna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

Lipcowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Były czerwcowe nowości, było kwietniowe denko (:D), pora więc ruszać dalej z nadrabianiem blogowych zaległości. Przyszła pora na lipcowe nowości - a co! :))


Jeśli wezmę dobry rozpęd, to jest szansa, że może już w październiku wyjdę na prostą... Trzymajcie kciuki!


Jak widać, ponownie uległam wyprzedażowemu szaleństwu w Bath & Body Works. Tak naprawdę chciejstwami są tylko mgiełka Forever Red Vanilla Rum i miniaturki kosmetyków - odżywek do włosów w wersji pomarańcza i imbir (czerwona tubka) oraz mięta z eukaliptusem (zielona tubka), a także mini żelu i mini balsamu do ciała o zapachu wanilii z rumiankiem. Teoretycznie nie są mi one szczególnie potrzebne, ale tak naprawdę tego typu miniatury po prostu przydają się na krótkich wyjazdach, a skoro kosztowały tylko 5 zł za sztukę... Pozostałe produkty, to po prostu zapas piankowych mydełek (i jedno z drobinkami), a także żeli i balsamów z serii Aromatherapy Eucalyptus & Spearmint (to nasza ulubiona seria z BBW! Recenzja TUTAJ). Do tego dorzuciłam też żel pod prysznic i balsam Twilight Woods, które już kiedyś miałam, ale lubię nosić ten zapach jesienią.


W okresie urlopowym oczywiście przydają się filtry i produkty po opalaniu. Produkty Kolastyny - nawilżający balsam po opalaniu, filtr SPF30 z przyspieszaczem opalania oraz sam przyspieszacz opalania kupiłam w trakcie urlopu na działce, kiedy trafiły mi się w korzystnych cenach, ale najbardziej polubiłam sam przyspieszacz. Jeśli natomiast chodzi o produkty po opalaniu, to skusiłam się na nowości z AA, czyli piankę po opalaniu oraz mgiełkę z drobinkami, która okazała się moim absolutnym hitem. Niedługo postaram się napisać Wam o niej więcej, bo myślę, że sprawdzi się w każdym czasie :)


O ile jeszcze pamiętacie, w lipcu Biedronka uraczyła nas świetną gazetką kosmetyczną, w której znalazły się m.in. suche szampony Batiste, które - na pewno to wiecie - szczerze uwielbiam (recenzja KLIK)! Wybrałam dwa zapachy, których jeszcze nie używałam (Fresh i Original) oraz dużą wersję mojego ulubionego wariantu (Blush). Oprócz tego, zdecydowałam się również na mocno chwalony płyn micelarny z Garniera (potwierdzam - jest świetny!) oraz duet szampon i odżywkę z Ultra Doux o zapachu lawendy i róży.


W trakcie trwania tej samej promocji skusiłam się również na dwie pary skarpetek złuszczających marki Purederm oraz plastry na zniszczone pięty z zawartością olejku jojoba. Na razie nie testowałam żadnego z produktów,bo nie chciałam gubić skóry na urlopie, ani straszyć wiórkami w odkrytych butach, ale teraz już powoli przestawiam się na w pełni zakryte buty, więc może to dobry moment (w końcu przygotowałam sobie jesienne botki, tj. wymieniłam fleki, jeszcze przed sezonem! jestem z siebie dumna! :D).


Na malinową odżywkę do włosów Angry Birds by Lumene miałam ochotę od dłuższego czasu. Nie dość, że totalnie poleciałam na to opakowanie, to jeszcze naczytałam się dobrych opinii. Traf chciał, że trafiłam na nią całkowicie przypadkiem na zakupach w Carrefourze. Cenowo okazała się nawet nieco tańsza, niż gdybym zamawiała ją przez internet. A skoro wzięłam odżywkę, to dobrałam od razu szampon do kompletu. Co poradzę, mam słabość do tych wściekłych ptasiorów :)


O peelingu solnym z Clareny mogłyście już przeczytać w recenzji (KLIK), a za jakiś czas pojawi się również w denku, bo właśnie kilka dni temu wykorzystałam ostatnią porcję. Byłam z niego bardzo zadowolona i pewnie jeszcze do niego wrócę, a przy okazji zgarnę pewnie również jego cukrowego, kawowego brata :)

Krem do rąk z Palmers, to całkowicie przypadkowy zakup. Umówiłam się na spotkanie, wzięłam małą torebkę, w której - jak się okazało - nie miałam kremu do rąk, a w tym czasie miałam akurat dość spore problemu z przesuszającą się skórą dłoni. Co więc robi kobieta bez kremu do rąk? Idzie do drogerii, oczywiście. Zakup ten okazał się być całkiem trafiony, bo krem naprawdę nieźle nawilża i natłuszcza dłonie. Chętnie sięgnę również po dwa inne warianty, które widziałam wtedy na półce :)


Powyższy zestaw z The Body Shop, czyli masło do ciała i żel pod prysznic o zapachu passiflory, to mój imieninowy prezent od Sylwii! Już od pewnego czasu obdarowujemy się prezentami z różnych okazji, ale przyznam, że to nadal jest miłe zaskoczenie i bardzo przyjemna niespodzianka. Sylwia, jeszcze raz dziękuję! Trafiłaś w 10 z zapachem! :)


Od Marty również dostałam dosyć niespodziewaną przesyłkę! Umawiałyśmy się tylko na odlewkę kremu CC z Lumene, tak dla wypróbowania, a tymczasem Marta sprawiła mi nie lada przyjemność, ponieważ do odlewki dołączyła również pomadkę z Make Up Revolution w odcieniu Bliss, piękny holograficzny lakier Colour Alike Niebieskie Migdały (to właśnie nazwa, nadana mu przez Kaczkę! :)), a także mini wersję płynu micelarnego z Tołpy (świetny!). Marta, jeszcze raz baaaaardzo Ci dziękuję :*


Bronzer z wiosennej kolekcji ArtDeco - Jungle Fever - chodził za mą odkąd w maju miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach makijażowych, organizowanych przez tę markę. W końcu uległam i kupiłam to cudeńko. Teraz tylko szkoda mi go regularnie używać, bo uwielbiam zerkać na tę piękną fakturę z ważką ;))

Skoro jesteśmy przy ArtDeco, od marki otrzymałam również przesyłkę z hitami i nowościami. Wśród nich znalazł się piękny zielony liner, dwie pomadki w - jak dla mnie - dość jesiennych odcieniach (więc teraz będą jak znalazł!), kultową bazę pod cienie oraz cień, również pochodzący z kolekcji Jungle Fever. Oprócz tego, w przesyłce znalazłam również upominek z Revlonu - krem BB z linii Photoready oraz upominek od Misslyn, czyli dwa lakiery (ten różowy, to kolorystycznie prawie idealny zamiennik Watermelona :)). Wkrótce postaram się o bliższe prezentacje i recenzje tych cudeniek :)


No i na koniec jeszcze jedna gromadka przyjemniaczków... Po pierwsze - różany błyszczyk do ust z Pat&Rub oraz lakier Color Club w odcieniu Jackie Oh!, kupione na blogowej wyprzedaży u Sylwii. Po drugie róż BeBeauty, czyli tak naprawdę Bell, kupiony za grosze w Biedronce. Po trzecie, wygrany u Marti mini liner They're Real Push-Up Liner, czyli nowość z Benefitu. I po czwarte, moje piękne MACowe pomadki, czyli Plumful, Chatterbox i Speed Dial. Czaiłam się na nie od pewnego czasu i w końcu postanowiłam sobie sprawić imieninowy prezent. Jestem z nich bardzo zadowolona, szczególnie ze słynnej Plumful! :)

***
Jak tak sobie teraz spojrzałam na te zdjęcia... No kurcze, ja się chyba jednak nigdy nie wygrzebię z tych zaległości! Przecież mam tyle pięknej kolorówki, którą warto by Wam pokazać z bliska, że to aż wstyd, że jeszcze tego nie zrobiłam... ;) No cóż... Muszę jeszcze trochę popracować na lepszym stanem cery (bo ostatnio dzieje się z nią tragedia!) i zrobię zdjęcia tych cudaków na twarzy. Macie pełne przyzwolenie na poganianie mnie ;)

No i standardowo - jeśli cokolwiek macie, miałyście, albo Wam się marzy, to koniecznie dzielcie się swoim zdaniem w komentarzu! :)
Karotka
Czytaj dalej

sobota, 7 września 2013

Sierpniowe nowości

Cześć Dziewczyny!

W końcu mam chwilę na napisanie kolejnego posta! Tym razem pora na sierpniowe nowości. Na szczęście tym razem, w przeciwieństwie do czerwca i lipca, w sierpniu nagromadziłam wyjątkowo mało kosmetyków. Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma, bo naprawdę już nie nadążam z denkowaniem :)


Póki co, stanowczo ograniczyłam zakupy pielęgnacyjne, a z kolorówki pozwoliłam sobie tylko na kilka zachcianek, co by całkiem nie zagracać kosmetyczki ;) Mam wrażenie, że nareszcie udaje mi się zapanować nad moimi chciejstwami i modlę się o to, żeby to "zdroworozsądkowe" podejście do kupowania utrzymało się dłużej. Mało tego, w sierpniu nie kupiłam nawet żadnego lakieru (co nie oznacza, że moja kolekcja się nie powiększyła :D). Serio, sama byłam w szoku! :))))


Po pierwsze, w końcu kupiłam trio róży Blush by 3 Sweet Cheeks od Sleek z limitowanej kolekcji Candy. Miałam na nie ochotę od pierwszych zapowiedzi, a każde kolejne swatche tylko mnie w tym chciejstwie utwierdzały. Ponieważ przegapiłam dobry moment do zakupu różu Mirrored Pink z kolekcji Lagoon, postanowiłam, że tria już nie przegapię! Na razie ciągle jeszcze je oswajam, ale uważam, że to jak dotąd zdecydowanie najciekawsze zestawienie kolorystyczne wśród Sleekowych trójek :)

Skusiłam się też na pomadkę Color Whisper z Maybelline, tym razem w kolorze Oh La Lilac. To już druga w mojej kolekcji! Bardzo je polubiłam, zresztą widziałyście je już w moich sierpniowych ulubieńcach. Po Oh La Lilac sięgam nieco rzadziej, niż po Lust for Blush, ale i tak bardzo się z nią polubiłam.

Puder Dream Matte Powder z Maybelline, to już stały obiekt w mojej kosmetyczce! Z urlopu wróciłam nieco opalona i poprzedni 04 Vanilla Rose, zastąpiłam 05 Apricot Beige. Różnica jest niewielka, ale wystarczająco duża, żeby puder już nie odcinał się na ciemniejszym podkładzie. A sam puder, to - pozwólcie, że się powtórzę - jak dotąd najlepszy puder matujący, jaki miałam.


Z suchymi szamponami Batiste polubiłam się już dłuższy czas temu. W związku z tym, że wykończyłam wersję Blush, którą nosiłam w torebce (przy czym przekonałam się, że taki gadżet bardzo się przydaje pod ręka w sytuacjach awaryjnych :)), naturalnym wyborem była wersja Tropical, którą polecało mi wiele z Was. Jak na razie jestem zadowolona :)

Emulsja do opalania SPF 10 z Kolastyny, to jedyny wybór, który mieliśmy w wiejskim sklepiku na urlopie, a i tak trafił mi się gratis w postaci miniaturki przyspieszacza opalania :) Oba produkty sprawdziły się naprawdę dobrze, a przy tym obudziły miłe wspomnienie, ponieważ filtrów z Kolastyny używałam lata temu na moich pierwszych nadmorskich wakacjach. Od razu zaznaczam, że 10 nie jest najwyższym filtrem, po który sięgam, więć bądźcie spokojne o moją skórę ;)


Cienie z kolekcji Me & My Icecream z Essence, to zakup dość przypadkowy, ale za to bardzo udany. Pokazywałam je Wam z bliska całkiem niedawno - wszystkie swatche obejrzycie TUTAJ.


Ostatnimi już nowościami są lakiery Essie, które - dla odmiany - otrzymałam w ramach współpracy. Do mojej kolekcji dołączyły przepiękne kolory My Better Half (z kolekcji ślubnej) oraz Naughty Nautical i Sunday Funday (z letniej kolekcji Naughty Nautical). Każdy z nich na pewno zostanie pokazany bliżej na blogu, a ponadto pokuszę się o porównanie klasycznych, drogeryjnych wersji lakierów Essie z tymi otrzymanymi, które są przedstawicielami wersji profesjonalnej, dostępnej głównie dla (lub w) salonów kosmetycznych.

Tuż obok dumnie prezentuje się mój prezent od Sylwii z jej wakacji na Maderze, czyli lakier Cliche w kolorze Bonsai. Na pierwszy rzut oka, kojarzy mi się nieco z czymś pomiędzy Turquoise & Caicos i Maximillian Strasse-Her z Essie. Zobaczymy jak będzie wyglądać na paznokciach :)

Ostatnią już nowością sierpnia jest pojedynczy cień Shady Lady z TheBalm w wersji kolorystycznej Just This Once Jamie. Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona jego konsystencją i łatwością aplikacji, a do tego wielowymiarowym kolorem. Cień jest również dostępny w paletce Shady Lady vol.2, przez co ponownie nabrałam (nieco uśpionej wcześniej) ochoty na którąś z tych pięknych palet. Dodam jeszcze, że pojedynczy cień kosztuje 41 zł w Marionnaud, ale dzięki temu, że miałam do wykorzystania bon na 35 zł, zapłaciłam za niego tylko 6 zł! Takie interesy, to ja lubię! :)

***
I jak? Dużo skromniej, niż zwykle, prawda? :)) We wrześniu na pewno przybędzie mi ciut więcej, ale głównie dlatego, że wykorzystałam wycieczkę Sylwii na Słowację i dałam jej długą listę zakupów z DM :D

A jak tam Wasze nowości? Szalałyście z zakupami, czy nic ciekawego nie chwyciło Was za serce? :)
K.



Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast