Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resort. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Skittles Manicure na Dzień Dziecka! :) + Essie Resort 2013

Cześć Dziewczyny!

Pewnie większość z Was już wie, że Skittles Manicure na Dzień Dziecka zaczyna się robić naszą małą świecką tradycją :) W ubiegłym roku zupełnie o tym zapomniałam, ale w tym roku stwierdziłam, że nie mam żadnego usprawiedliwienia, żeby odpuścić sobie tak pozytywny manicure :)

Oszczędzę Wam zbliżeń, bo nie wyszło mi to najlepiej pod względem jakości, ale za to jestem oczarowana połączeniem kolorystycznym! :)


Do mojego dzisiejszego manicure wybrałam następujące lakiery Essie:
różowy - Cascade Cool (kolekcja Bikini So Teeny 2012)
fioletowy - Under-Where? (kolekcja Resort 2013)
czerwony - Come Here (kolekcja Resort 2013)
zielony - First Timer (kolekcja Resort 2013)
niebieski - In The Cab-Ana (kolekcja Resort 2013)






To chyba ostatni tak kolorowy manicure w najbliższym czasie. Niestety moje paznokcie są ostatnio w bardzo kiepskim stanie, więc chyba na jakiś czas zrezygnuję z lakierów kolorowych i skupię się na porządnym odżywieniu płytki. Macie jakieś sprawdzone odżywki, które pomagają na suche i rozdwajające się paznokcie?

Jak Wam mija Dzień Dziecka? Macie już swoje Skittles na paznokciach? :)
K.
Czytaj dalej

piątek, 24 maja 2013

Essie - Turquoise & Caicos - kolekcja Resort - Summer 2010 [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Jestem zupełnie monotematyczna w tym miesiącu! Wiem, wybaczcie! Korzystam aktualnie z moich zasobów zdjęciowych, ponieważ ze względu na nadchodzący wielkimi krokami termin złożenia pracy mgr muszę trochę przykręcić tempo. Jak wiadomo, posty lakierowe są zawsze lekkie i przyjemne do napisania i wymagają nieco mniej nakładów czasowych, dlatego - nie chcąc Was zostawiać z pustymi rękami - prawdopodobnie do końca miesiąca będę Was zasypywać postami paznokciowymi ;)

Liczę na to, że te z Was, które są fankami moich długich wywodów na temat pielęgnacji, nie zniechęcą się do mojego bloga. Zrozumcie proszę, że to tak zwana siła wyższa! ;))

Skoro już się wytłumaczyłam, to teraz zdradzę Wam (jakbyście jeszcze nie przeczytały tytułu :D), że dzisiaj zaprezentuję Was moje największe lakierowe zaskoczenie ostatnich tygodni! Tym razem na tapetę weźmiemy Turquoise & Caicos od Essie. Oczywiście.


KOLOR:
Krótko po pojawieniu się w Super-Pharm szaf Essie, byłam święcie przekonana, że Mint Candy Apple i Turquoise & Caicos są niemal identyczne, dlatego wtedy wybrałam MCA. Nic bardziej mylnego! Te dwa kolory diametralnie się od siebie różnią, szczególnie w naturalnym świetle dziennym, dlatego nie warto sugerować się tylko tym, co widzimy w sztucznym sklepowym świetle.

T&C, to piękna miętowa zieleń, mająca w sobie trochę morskiej zieleni i sprawiająca wrażenie delikatnie przykurzonej szarością. Lakier nie zawiera żadnych drobinek, więc kolor jest jednolity w swojej niejednoznaczności ;)))



KONSYSTENCJA:
Lakier jest nieco rzadszy, niż większość moich Essie, ale nie rozlewa się po skórkach. Miałam nawet wrażenie, że jakoś lepiej przylegał do paznokcia, niż pozostałe moje lakiery.

KRYCIE:
T&C ma typowe żelkowe wykończenie, a na paznokciach sprawia wrażenie nieco przejrzystego. Do pełnego krycia wymaga trzech cienkich warstw, a i tak osoby z bardzo jasnymi końcówkami mogą odczuwać niedosyt. Na moich, nieco krótszych paznokciach, trzy warstwy wyglądały idealnie, a ponieważ lakier dość szybko schnie, to nie były one ani trochę bardziej upierdliwe, niż nakładanie dwóch warstw.

PĘDZELEK:
Jak zwykle szeroki, ułatwiający kontrolę nad aplikacją lakieru i zapobiegający powstawaniu smug. Mój ulubiony! :)


TRWAŁOŚĆ:
Lakier nosiłam na paznokciach około 4-5 dni, raczej dość standardowo. Nie dorobiłam się w tym czasie żadnych startych końcówek i w sumie to chyba zmyłam go bardziej z nudów i z powodu odrostów. Lakier nosiłam na bazie i utrwaliłam Good To Go.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
cena regularna ok.32-35 zł - drogerie Hebe; Super-Pharm; Perfumerie Douglas i inne


Pora na prezentację na paznokciach! :)








To nie pierwszy i nie jedyny lakier Essie, który mnie tak zachwycił swoim kolorem i wykończeniem, ale sądząc po tym, z jaką przyjemnością przyglądałam się tej miętce nosząc ją na paznokciach, będzie ona jedną z najczęściej używanych przeze mnie emalii tego lata :)

A jakich Wy macie letnich faworytów? :)
K.
Czytaj dalej

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Essie - Your Hut Or Mine - kolekcja Resort - Summer 2011 [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Kilka dni temu pytałam Was na fb o czym chciałybyście poczytać na blogu i kilka z Was opowiedziało się za dawno niewidzianymi tu lakierami, wobec tego przygotowałam dla Was dwa posty lakierowe. W dzisiejszym zapoznacie się z przepięknym i apetycznym Essie w kolorze Your Hut Or Mine, który mi wybitnie kojarzy się z truskawkami. A dlaczego? Zapraszam do pełnej recenzji! :)

Dodam jeszcze, że zakup tego lakieru był zupełnie spontaniczną decyzją, dokonaną po urokliwej jego prezentacji u Frambuesy (KLIK!). Koniecznie zerknijcie u niej jak ten cudak wygląda w słońcu! :)

UWAGA: Zdjęcia lakieru w buteleczce potraktujcie raczej poglądowo, bo skubaniec niezbyt miał ochotę ukazać swoją prawdziwą naturę. Skupcie się raczej na zdjęciach na paznokciach :)


KOLOR: Tak, jak wspomniałam wyżej, ten kolor kojarzy mi się z truskawkami, ale nie takimi prosto z krzaczka. Your Hut Or Mine, to dla mnie nic innego, jak truskawkowy shake albo nawet kogel mogel z samych truskawek z małą plamką śmietanki :)

Ten kolor jest bardzo trudny zarówno do oddania na zdjęciach, jak i nawet do opisania. To coś z rodziny korali, ale takich w których dominującymi kolorami są róż i czerwień. Pomarańcz przewija się tutaj tylko w sztucznym świetle i to w dość małej ilości.

Your Hut Or Mine zawiera w sobie całe mnóstwo drobinek, które są widoczne gołym okiem (choć na zdjęciach nie rzucają się zbyt mocno w oczy), a które dodatkowo uwydatniają się w słońcu. Drobinki te tylko potęgują moje skojarzenie z koktajlem, bo wyglądają jak pęcherzyki powietrza, powstałe w wyniku miksowania tych apetycznych truskawek :)


PĘDZELEK: YHOM wyposażony jest w wąski, amerykański pędzelek. Po raz kolejny przekonuję się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują - i że jednak nie należy się obawiać go, mając do czynienia z lakierami, które nie należą do rodziny kremowych. Absolutnie nie utrudniał mi pracy i uważam, że całkiem łatwo się nim operowało :)

KRYCIE: Do pełnego krycia wystarczą standardowe dwie warstwy, choć już jedna wygląda dość przyzwoicie. Mimo wszystko zwykle okazuje się, że na moich paznokciach dwie warstwy trzymają się po prostu dużo lepiej i dłużej.


KONSYSTENCJA: Lakier jest dość rzadki, ale nie rozlewa się na skórki. Równo pokrywa płytkę i nie tworzy na niej smug.

TRWAŁOŚĆ: No i tutaj jestem trochę zawiedziona... Pierwsze odpryski pojawiły się u mnie po dwóch dniach noszenia lakieru, ale ponieważ były one stosunkowo małe i niewidoczne, postanowiłam sprawdzić co będzie dalej. No cóż... Po czterech dniach, lakier nie nadawał się już do niczego. Odchodził od paznokcia płatami i odpryskiwał w najmniej odpowiednich momentach. Zwykle nie mam takich problemów z Essie, bo choć 4-5 dni, to u mnie standard, to jednak rzadko trafiają mi się odpryski, raczej ścierają się końcówki, co mimo wszystko, wygląda bardziej estetycznie (z dwojga złego...).


ZMYWANIE: Bezproblemowe. Ani lakier, ani drobinki nie sprawiały większych problemów przy zmyciu i po chwili można było cieszyć się paznokciami gotowymi do przyjęcia nowego lakieru :)

CENA: Mój egzemplarz kupiłam na Ebay, za pośrednictwem Moniszona. Niestety nie pamiętam jego dokładnej ceny, ale sądzę, że było to coś w granicach 25-30zł. Jest to kolor raczej niedostępny w Polsce (a na pewno nie w regularnych szafach Essie, więc w grę może wchodzić ewentualnie Douglas), więc niestety w grę wchodzą tylko zakupy przez internet.



Tu widać drobinki :)

Tu też jesteśmy! :)

Reasumując, jestem nieco zawiedziona trwałością tego lakieru, ale niech będzie, że zrzucę to na karb innej bazy i kiepskiej kondycji moich paznokci. Z pewnością dam mu jeszcze wiele szans, bo mimo, że kolor wybitnie pasuje mi do wiosenno-letniej pory, to jednak z przyjemnością nosiło mi się go już teraz i coś czuję, że ma on szansę trafić do zacnego grona ulubieńców :)

A czym Wam również przypadł do gustu? Widzicie ten koktajl truskawkowy, czy to tylko moja tęsknota za latem? :)
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast