Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marion. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2014

Kwietniowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Szybko przychodzę do Was z kwietniowymi nowościami dopóki jeszcze mamy maj i nie narobię sobie zaległości ;)) Z góry uprzedzam - jest tego dużo. Dużo za dużo. Trafiło się kilka dobrych okazji, trochę nowości, których byłam bardzo ciekawa, kilka tych mocno wyczekiwanych i kilka niespodziewanie napotkanych... Ziarnko do ziarka i uzbierała się absurdalnie duża grupa nowości... ;)


***
 
Po pierwsze i najważniejsze! Dzięki mojej kochanej Stefanii, nareszcie dorwałam w swoje ręce upragnioną paletkę Urban Decay Naked 3! Choć to może porównanie nie na miejscu - od czasów paletki Oh So Special ze Sleeka nie miałam tak pięknej palety, składającej się z mieszaniny różo-fioleto-brązów. Myślę, że większość kolorów świetnie się u mnie sprawdzi i znajdę dla nich zastosowanie, bo lubię się w takich odcieniach, a chłodniejsze, czy ciemniejsze w razie potrzeby znajdę w Naked 2 :)
 
Przy okazji zakupu Naked 3, poprosiłam Stefcię również o słynne masełko do skórek z Burt's Bees. Jeszcze muszę zadbać o regularność w jego stosowaniu, ale pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne.
 
Stefcia nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła czegoś od siebie, tym razem obdarowała mnie pomadką Lancome Rouge In Love w kolorze - o ile dobrze rozszyfrowałam - Midnight Crush. Ot tak, bo kupiła sobie, ale później stwierdziła, że mi będzie lepiej w tym kolorze. Tak, też uważam, że jest wariatką i nie powinna mnie tak rozpieszczać ;)


Pozostając w klimatach z nieco wyższej półki, przyznam się Wam, że skusiłam się również na zakupy w niedawno otwartym sklepie internetowym Clinique. Przyznam, że oferty mają naprawdę bardzo korzystne, nie dość, że jestem zadowolona z samych zakupów, to jeszcze przesyłka była gratis, a do tego... ale to zaraz... :) Wracając do głównego tematu - kupiłam słynną kredkę do ust Chubby Stick w dosyć neutralnym kolorze Whoopin' Watermelon oraz przepiękny, stokrotkowy róż Cheek Pop w kolorze Plum Pop z wiosennej kolekcji Clinique. Z obu produktów jestem zadowolona, ale po róż sięgam ostatnio wyjątkowo chętnie! Mimo dość intensywnej pigmentacji nie sprawia mi większych problemów z aplikacją, a wygląda naprawdę świeżo i dziewczęco! :)


No właśnie, dlaczego opłacało mi się zrobić zakupy online? Dlatego, że mogłam skorzystać z dodatkowej oferty i zgarnęłam aż 7 gratisów w postaci miniaturek produktów Clinique, przy czym naprawdę są to miniaturki, a nie próbki. Dwa z powyższych gratisów - Take The Day Off Make-Up Remover i 7 Day Scrub Cream wybrałam spośród proponowanych przez sklep (i gwarantowanych do każdych zakupów) miniaturek. Do wyboru było osiem czy dziesięć różnych produktów. Natomiast puszka z pięcioma miniaturami kosmetyków Clinique była dodawana do zamówienia po przekroczeniu określonej wartości zamówionych produktów. Dzięki temu będę miała możliwość przetestować między innymi serum Repairwear Laser Focus, krem pod oczy All About Eyes, krem CC, pomadkę High Impact (o niewiele mniejszej gramaturze, niż produkt pełnowymiarowy!) i tusz High Impact Mascara. Aktualnie obowiązuje już inna oferta, ale za to możecie zgarnąć zdaje się, że aż sześć miniatur w kosmetyczce plus standardowe dwie miniatury do wyboru :)


Przez cały kwiecień czekałam, aż gdzieś pojawi się kostka z miniaturkami z wiosennej kolekcji Essie - Hide & Go Chic. Najsolidniejszą firmą okazała się oczywiście nasza Mania, dlatego właśnie w MAANI kupiłam swoją kostkę, a do tego dorzuciłam dwa kolory lakierów Models Own z kolekcji Polish For Tans - neonowo brzoskwiniowy Beach Bag i neonowy koral Shades. Mam nadzieję, że będę z niech bardziej zadowolona, niż z mojej pierwszej modelki, bo jeśli nie to chyba śmiertelnie się obrażę na tę markę :D

Left - Shades; Right - Beach Bag
Powyżej zamieszczam zdjęcie poglądowe lakierów na próbniku. Kolory bardzo trudno oddać na zdjęciu, ponieważ aparat bardzo mocno je łagodzi, ale tutaj mniej więcej udało się nie przekłamać tych cudaków. Aż mi się zachciało jechać na jakieś egzotyczne, słoneczne wakacje! :)


I drugie zdjęcie poglądowe - ze swatchami kolekcji Hide & Go Chic. Wszystkie lakiery prezentowałam już wstępnie w tym poście porównawczym, a wkrótce wrzucę post ze zbliżeniem miętowego Fasion Playground na paznokciach :)


Zachęcona pozytywnymi doświadczeniami z innymi kolorami pomadek Color Whisper z Maybelline - Lust For Blush oraz Oh La Lilac - skusiłam się jeszcze na dwa inne odcienie - czerwony Who Wore It Redder oraz fuksjowy Mad For Magenta. Oba kolory, choć mało kryjące (o czym doskonale wiedziałam), dają bardzo ładny kolor, który wygląda na ustach dużo bardziej naturalnie, niż mocne, kryjące pomadki. Taki efekt nadaje się nawet na co dzień, więc jestem bardzo na tak! :)


Jako, że miesiąc bez nowych Essie jest miesiące straconym - po wypatrzeniu na Nocance kilku kolorów tych lakierów zdecydowałam się na przygarnięcie jednego nowego i zamianie trzech miniaturek na pełne wymiary. Nowość, to piękny, fiołkowy Boxer Shorts (dotąd baaaardzo rzadko spotykany :)), a powtórki, to kolejno The Lace Is On, Where's My Chaffeur oraz In The Cab-Ana.


Kolejną powtórką z rozrywki jest też przepiękny Orly First Blush! Miniaturka tak bardzo przypadła mi do gustu, że po prostu musiałam mieć ten lakier w pełnym wymiarze! Z pomocą przyszły mi jak zwykle koleżanki blogerki, którym serdecznie dziękuję :)) (nie wiem, czy mogę wskazywać paluchami ;))
 
Pozostałe lakiery, to zakupy z blogowych wyprzedaży, Kiko Intuitive Pink zgarnęłam od Tovy, a Essie Parka Perfect, Blanc i Coctail Bling zaopiekowałam się w spadku po Sylwii ;)


Lekki krem głęboko nawilżający z serii A od Pharmaceris, to od wielu miesięcy mój must have! To opakowanie będzie już chyba moim czwartym i naprawdę ja już chyba nie wyobrażam sobie życia bez tego kremu! :D Teraz wprawdzie zrobiłam sobie chwilę przerwy od niego, ale muszę mieć go zawsze w pogotowiu, więc jak tylko wypatrzyłam go w promocji, to od razu porwałam go z półki :)
 
O maskach z Himalaya Herbals też zdążyłam się już co nieco naczytać, ale do tej pory były one raczej trudno dostępne. Kiedy więc natknęłam się na całkiem spory wybór w Hebe, od razu porwałam z półki trzy warianty - scrub morelowy, maskę odżywiającą oraz maskę oczyszczającą. Składy tych produktów są naprawdę przystępne, zwłaszcza w relacji do ceny (ok.12 zł/szt.), że stwierdziłam, że pora na zmianę warty w mojej pielęgnacji :)


O włosy trzeba dbać, to jasne jak słońce, ale jakimś cudem nie uznaję zbyt wielu produktów pielęgnacyjnych poza odżywkami i maskami. Postanowiłam jednak wprowadzić do mojej pielęgnacji nieco urozmaicenia i skusiłam się również na mgiełkę chroniącą włosy przed wpływem wysokiej temperatury Termoochrona od Marion (czasami trzeba użyć tej suszarki ;)) oraz spray z octem z malin Nature Therapy tej samej firmy. Ponieważ drogeria internetowa Nocanka ma bardzo korzystne ceny na kosmetyki, które mnie interesowały (wszystkie produkty ze zdjęcia kosztowały poniżej 10 zł za sztukę), dorzuciłam do koszyka jeszcze jedwab w sprayu NaturaSilk z Marion (zdaje się, że używałam takiego samego, tyle, że w mniejszej pojemności) oraz mój ulubiony jedwab CHI (producentem jest Farouk, czyli ta sama firma, która dystrybuuje też BioSilk, z tą różnicą, że CHI nie ma w składzie alkoholu). Właśnie kończę moją buteleczkę jedwabiu z Green Pharmacy, więc moje zakupy nie poleżą zbyt długo w zapasach ;)


Pasta do zębów Dental Cream z Himalaya Herbals, to już praktycznie norma w naszej łazience. Zarówno ja, jak i mój facet bardzo ją polubiliśmy i zgodnie twierdzimy, że jest ona najdelikatniejszą dla zębów i dziąseł pastą, a przy tym wszystkim nadal jest bardzo skuteczna i przyjemnie odświeża jamę ustną (:D). Co tu dużo gadać, po prostu jest bardzo dobra! Mieliśmy jeszcze dwie inne pasty z Himalayi, ale ta jest najlepsza.
 
Mam słabość do a) ładnych i zgrabnych opakowań i b) ptasiorów Angry Birds. Obie te cechy łączy w sobie krem do rąk z Lumene z serii Angry Birds, który również postanowiłam dorzucić do koszyka podczas zakupów w Hebe. Aktualnie to mój ulubiony torebkowy krem do rąk! Przyjemnie pachnie, dobrze pielęgnuje i dość szybko się wchłania, a do tego cieszy oko! Takie gadżety, to ja lubię! :)
 
Antyperspirant w kulce z Rexony, to rzecz, której chyba nie trzeba tłumaczyć, w końcu to produkt pierwszej potrzeby, a Rexona jest dla mnie najskuteczniejsza, szczególnie podczas ćwiczeń :D


W kwietniu drogerie zostały zasypane produktami nowej na polskim rynku marki - Le Petit Marseillais. Ja byłam zainteresowana przede wszystkim żelami, a ponieważ nie umiałam się za bardzo zdecydować, przygarnęłam 5 wersji zapachowych... Nie to, żebym miała już w zapasie ze 20 innych żeli... Ot, taka moja kolejna słabość ;) Właściwie każdy z tych żeli pięknie pachnie, ale jak na razie moim faworytem jest chyba miód lawendowy :)
 
 
Produkty Avène, to już efekt współpracy podjętej z marką. Sprawdzę jak spisują się na mojej skórze filtr Cleanance SPF 30, który ma być dedykowany również cerze mieszanej, jak moja, a także zweryfikuję moją opinię o wodzie termalnej Avène. Jeśli produkty będą warte uwagi, to na pewno o nich przeczytacie. Jeśli zrobią mi krzywdę, to też o tym przeczytacie, ale wolę nie brać tej opcji pod uwagę :D
 

No i na koniec - Rimmel miło zaskoczył mnie przesyłką z nowościami. Otrzymałam bazę pod makijaż Stay Matte Primer oraz róż w kremie Stay Blushed w przepięknym różowym odcieniu - Touch Of Berry. Ten kolor od razu przykuł moją uwagę, więc cieszę, że to właśnie on wpadł w moje ręce! Pierwsze testy wypadły całkiem obiecująco - róż całkiem fajnie się rozprowadza i nie sprawia większych trudności przy aplikacji, a do tego wygląda całkiem urokliwie! :) 
 
Uff! To by było na tyle! Trochę się tego nazbierało, ale nie żałuję żadnego z zakupów! Jestem z nich bardzo zadowolona i to nic, że mój portfel trochę sobie popłakuje. Jakoś się z nim dogadam :P
 
Jak zawsze - dajcie znać które z produktów macie, co o nich myślicie! A może któreś z nich dopiero Wam się marzą lub potrzebujecie podpowiedzi gdzie coś znaleźć ;)
Karotka
Czytaj dalej

sobota, 5 stycznia 2013

Grudniowe denko

Moje Drogie,

Pora na podsumowanie grudnia - dzisiaj denka, jutro zdobycze, a po weekendzie ulubieńcy miesiąca. Wkrótce na blogu pojawią się również ulubieńcy całego roku 2012, ale póki co jeszcze nad nimi pracuję ;)

Tym razem wyjątkowo skromne denko - grudzień nie był moim miesiącem pod tym względem ;) Zużyłam zaledwie 7 produktów, ale dobre i to. Spodziewałam się nieco więcej, ale kilka produktów przeszło na styczeń, ale już teraz zostało mi ich na ledwie 3-4 użycia, więc mam nadzieję, że nowy rok zacznę nieco lepiej :D


Nie przedłużając - oto moje skromne grudniowe denko... :)


1. Pure Nature - kojący tonik do twarzy z ekstraktami z jagody i lawendy; Oriflame (ok.15-20zł/150ml).
Bardzo przyzwoity tonik o obłędnym owocowo-ziołowym zapachu! Wyraźnie wyczuwam w nim zarówno jagody stonowane odrobiną lawendy. Może pielęgnacyjnie nie ma szału, ale tonik przyjemnie odświeża moją twarz i nie podrażnia jej. Jeśli dodać do tego relaksujący zapach, to mamy naprawdę przyjemny produkt! To nie pierwsza jego buteleczka i pewnie nie ostatnia.

Następca: hydrolat z zielonej herbaty ze Zrób Sobie Krem

2. Płyn micelarny Sensibio H2O; Bioderma (40-60zł; 500ml).
Micel-legenda! Jedni go kochają, inni nienawidzą. Ja zdecydowanie należę do jego fanek i choć nie zauważam większej różnicy między Biodermą, a chociażby innym hitem blogosfery - płynem micelarnym z Bourjois, to jednak na korzyść Biodermy w wersji 500ml przemawia jej kosmiczna wydajność. Tę butelkę miałam ponad rok (u mamy, więc nie korzystałam z niej codziennie) i końcówkę postanowiłam wylać (burżujstwo! :D), bo stwierdziłam, że chyba minął już jej termin ważności i że płyn zaczął nieco dziwnie pachnąć. Mimo wszystko przez ten rok (i dwie mniejsze buteleczki) byłam bardzo zadowolona z działania tego płynu i chętnie będę do niego wracać. Skutecznie zmywał makijaż zarówno z twarzy, jak i z oczu, domywając również zdecydowaną większość tuszy i kredek. Pewnie znowu skuszę się na półlitrową butelkę, jeśli trafię na promocję. Tak czy inaczej na pewno kupię ponownie!

Następca: płyn micelarny z Bourjois.


3. Żel pod prysznic śliwka i syrok klonowy; Original Source (ok.9zł/250ml).
Ten żel wyjątkowo bardzo przypadł do gustu zarówno mi, jak i mojemu chłopakowi i oboje bardzo chętnie sięgaliśmy po niego pod prysznicem, więc zniknął nam stosunkowo szybko, ale na pewno kupię go ponownie, bo oczarował mnie jego zapach! Żel dobrze oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, a przy tym nie wysuszał jej i oczywiście ładnie pachniał. Dla mnie więcej nie potrzeba! :)

Następca: żel pod prysznic pomarańcza i lukrecja Original Source; żel Magiczne Kwiaty z L'Occitane.

4. Żel pod prysznic z wyciągiem z granatu; Pharmatheiss Cosmetics (ok.30zł/200ml).
Bardzo przyjemny produkt o dobrych właściwościach pielęgnacyjnych i ładnym orzeźwiającym zapachu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie powalająca cena. Niestety z tego powodu więcej do niego nie wrócę, mimo, że to było miłe spotkanie. Pełna recenzja tego produktu pojawiła się TU.

Następca: jak wyżej.


5. Mleczko do ciała Eau Pure; Biotherm (ok.100zł; 400ml).
Absolutnie genialne mleczko o cudownym, orzeźwiającym zapachu cytrusów! Świetnie nawilżało ciało i ekspresowo się wchłaniało. Więcej już wkrótce w recenzji! Wrócę do niego, jeśli zużyję choć połowę moich zapasów mazidłowych i jeśli jeszcze będzie wtedy dostępne, bo uważam, że jest warte swojej ceny!

Następca: mleczko do ciała z linii Body Art Dr Irena Eris

6. Balsam do kąpieli; Babydream fur Mama (ok.10zł; 500ml).
Przyjemny płyn, polecany przez włosomaniaczki jako łagodny szampon do włosów bez silikonów i SLSów. Sprawdzał się zarówno do mycia włosów, oczyszczania ciała oraz ...mycia pędzli! Produkt do wszystkiego! :) Miał przyjemny zapach, więc kąpiele z nim były bardzo przyjemne, ale swoimi właściwościami nie powalił mnie na tyle, żebym prędko do niego wróciła.

Następca: płyn do higieny intymnej Facelle Sensitiv


7. Natura Silk Jedwabna Kuracja; Marion (ok.6-8zł; 15ml).
Bardzo dobry jedwab do włosów, który świetnie wygładzał moje końcówki i skutecznie zabezpieczał je przed mechanicznymi uszkodzeniami. Muszę przyznać, że widzę ogromną różnicę w stanie moich włosów, jeśli odpowiednio chronię je przed negatywnym wpływem środowiska, dlatego niedługo zrobię post o moich ulubionych jedwabiach do włosów :) Na pewno do niego wrócę!

Następca: jedwab do włosów Biovax


Jak być może pamiętacie, na początku grudnia byłam na dwóch krótkich wyjazdach. Postanowiłam wtedy zminimaliwować wagę mojej kosmetyczki i postawiłam na kosmetyki w formie próbek, w związku z tym w tym miesiącu zużyłam ich całkiem pokaźny stosik. Do wypróbowanie pełnowymiarowych wersji kosmetyków najbardziej zachęciły mnie masło do ciała Shea z The Body Shop, krem matująco-nawilżający Eucerin, trójsferyczny żel peelingujący do mycia twarzy z Iwostin oraz zmiękczający krem do stóp z Clareny ;)

No i to by było na tyle... :) Mało, ale spodziewałam się tego, ponieważ sporo produktów niedawno otwarzyłam, a wiadomo, że wszystko potrzebuje chwili czasu na zużycie. Powoli zglądam też po szafkach w poszukiwaniu napoczętych produktów, które czekają na zdenkowanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie... :) A jak tam poszło Wasze końcoworoczne denko? :)
K.

Czytaj dalej

niedziela, 6 maja 2012

Kwietniowe zakupy

W kwietniu ponownie przybyło mi sporo ciekawych kosmetyków. Myślę, że na chwilę obecną warto ogłosić maj miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - zamierzam kupić tylko kilka produktów, które mam obecnie na liście "terminowych" zakupów kosmetycznych - zawiera ona dosłownie kilka produktów ;) Mam nadzieję, że w tym czasie nie trafią się żadne promocje, które zmuszą mnie do zmiany zdania, bo nie przewiduję, żeby cokolwiek w najbliższym czasie miało mi się skończyć... ;)

Wszystko to spowodowane jest tym, że na chwilę obecną zaspokoiłam sporą część moich kosmetycznych chciejstw, a z pozostałymi mogę się wstrzymać - pielęgnację wolę wykańczać systematycznie, a kolorówki mi nie brakuje ;)

UWAGA: Wszelkie nowe osoby ponownie informuję, że moje zakupy często bywają zdublowane ze względu na działanie na dwa domy. Ma to swoje oczywiste zalety, ale bywa również niesamowicie upierdliwe, zwłaszcza dla portfela...

1. Pielęgnacja twarzy.

Be Beauty - żel micelarny do mycia i demakijażu - moja druga tubka osławionego micela z Biedronki. Bardzo się z nim polubiłam, więc myślę, że w końcu doczeka się i moich trzech groszy na jego temat.
Cena: ok.5zł/150ml


Bioderma - płyn micelarny Sensibio H2O - płynów do demakijażu mi nie brakuje, ale skusiłam się na tą miniaturkę, bo wygodnie będzie mi ją zabierać na wyjazdy, których latem nie brakuje. Dotychczas przelewałam trochę z mojej dużej Biodermy do zwykłej podróżnej buteleczki, ale niestety wylewa się z niej zbyt dużo produktu - miniaturka będzie wygodnym rozwiązaniem.
Cena: 9,90zł/100ml (promocja)

Alterra - krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - początkowo nie miałam zamiaru kupować go już teraz, ale żel oczyszczający z Vichy, którego zaczęłam używać niestety odrobinę przesusza moją skórę, więc wolę myć nim buzię tylko raz dziennie, stąd zakup czegoś łagodniejszego dla wyrównania. Recenzja TU.
Cena: ok.9zł/125ml


Oriflame - kojący krem do twarzy jagodowo-lawendowy - już kiedyś używałam tego kremu i sprawdzał się całkiem przyzwoicie. Kupiłam go więc ponownie, odrobinę przymuszona przez Oriflame (robiąc małe zamówienie wolę wybrać proponowany produkt w promocyjnej cenie, niż oddawać im za darmo 8zł ;)), ale przyda mi się, bo lada moment wykończę moje domowe kremy - i na dzień, i na noc.
Cena: 11,90zł/75ml (promocja)


Perfecta - maska oczyszczająca z wyciągiem z gruszki - gruszek nie lubię, ale włożenie jej do maski wystarczająco mnie zaintrygowało.
Cena: ok.2,50zł/szt.

Ziaja - maska anty-stress z glinką żółtą - już raz jej używałam i nie miałam o niej żadnego zdanie, spróbuję jeszcze raz.
Cena: ok.1,80zł/szt.

Ziaja - maska dotleniająca z glinką czerwoną - kupiona z ciekawości, tym bardziej, że do tej pory była dość trudna do znalezienia.
Cena: ok.1,80zł/szt.



Ziaja - maska oczyszczająca z glinką szarą - jak dotąd jest to moja ulubiona maska oczyszczająca. Pełna recenzja TU.



Gąbka KONJAC do demakijażu, oczyszczania i nawilżania twarzy - kupiłam z ciekawości, sprawdza się dobrze, ale nie powala na kolana, tak, jak niektóre z Was ;)
Cena: ok.14zł/szt.

Rival De Loop - maska rozświetlająca - dość przyzwoita rossmanowska maska, słyszałam, że jako jedyna maska RdL jest warta uwagi.
Cena: hmm... chyba ok.3zł/szt.

2. Pielęgnacja ciała.

Eveline - serum termoaktywne - wraz ze shredowanie rozpoczęłam smarowanie, shredowania zaprzestałam, smarowanie trwa dalej. Do shredu też wrócę... ;)
Cena: 17,90zł/500ml (promocja)


Oriflame - żele pod prysznic Discover Borneo i Discover Santorini - znowu zapas żeli do mojego M., więc ponownie kupiłam jego ulubione zapachy.
Cena: ok.10,90zł/400ml (promocja)


Garnier - kulkowy dezodorant antyperspiracyjny, wersja BIO - nareszcie zaczęły się u nas pojawiać antyperspiranty o przyjaznych składach - ten nie zawiera w swoim składzie aluminium, ale za to zawiera alkohol, o czym boleśnie się przekonałam stosując go z rozpędu na wydepilowaną pachę... :P
Cena: ok.8zł/szt. (promocja)

3. Pielęgnacja włosów.

Isana - odżywka w sprayu - kiedyś używałam tego typu odżywek znacznie częściej, a teraz używa ich głównie moja mama, ale ja też czasem co nieco jej podkradnę, więc pokazuję ;)
Cena: ok.6zł/150ml (promocja)

Alterra - szampon z macadamią i figą - wiem, że zapas zrobiłam już w poprzednim miesiącu, ale nie znoszę naruszać "kompletów", a tak się zdarzyło, że zostało mi jeszcze trochę odżywki z granatem, podczas, gdy butelka po szamponie leży od dawna na wysypisku... ;) Taka moja mania...
Cena: ok.10zł/200ml


Alterra - olejek do ciała z limetką i oliwką - oczywiście kupiłam go z myślą o włosach, jako zamiennik dla wersji z pomarańczą i brzozą.
Cena: ok.10zł/100ml (promocja)

Isana - odżywka wygładzająca z olejkiem babassu - moja enta butelka - jedyna odżywka, której lubię używać bez "kompletu", możliwości użycia i zużycia są szerokie, więc nigdy się u mnie nie marnuje ;)
Cena: ok.4zł/300zł (promocja)


Marion - Natura Silk jedwab do włosów - wybrałam jedwab z Marion ze względu na brak zawartości alkoholu w składzie, w końcu jedwab powinien zabezpieczać końcówki włosów, a nie dodatkowo je wysuszać ;)
Cena: ok.6zł/15ml

4. Kolorówka.

MIYO - 26 Haze - fantastyczny cień w kolorze beżowo-cielistym, złamany odrobiną szarości. Oczywiście z miejsca znalazł się w ulubieńcach :)
Cena: 4,99zł/szt.


Essence - pędzelek do linera - jego poprzednia wersja bardzo mi odpowiada, a z racji ponownej sympatii do żelowych linerów zapragnęłam mieć pędzelek u mojego M., a że ten lubię, a tak się składa, że jest tani, to wybór był prosty ;)
Cena: ok.7zł/szt.

Essence - żelowy liner 02 London Baby - oczarował mnie jego piękny kolor gorzkiej czekolady, dużo lżejszy niż czarny, a nadal nadaje spojrzeniu nieco tajemniczości ;)
Cena: 11,90zł/szt.

Kobo - Golden Rose - chciałam i mam - wrzuciłam go do paletki z cieniami Kobo, uzyskanymi w wyniku wymianki z Siempre La Belleza :)


Celia Nude 602 - to nie do końca mój zakup - pomadkę sprezentowała mi babcia, którą wysłałam na misję poszukiwawczą - jak widać zwieńczoną sukcesem - kolejny ulubieniec miesiąca :)
Cena: ok.10zł/szt.


Sleek - pomadki w kolorach Coral Reef i Candy Cane - znacie je już z posta swatchowego TU.
Cena: 21,90zł/szt.

Sleek - róż Rose Gold - upragniony róż - teraz odrobinę zdominowany przez Marble Manię, którą dorwałam wcześniej i nieco przyćmiony przez nowy nabytek z The Balm, ale ja go jeszcze przemagluję - pierwsze kilka razy bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu, tylko, że trzeba postępować z nim delikatnie, bo lubi wskakiwać na pędzel w dużych ilościach ;)
Cena: 20,90zł/szt.

Hakuro - kulkowy pędzel do podkładu H54 - bardzo dobrze nakłada mi się nim podkład i na razie tyle, uczę się obsługi, bo do tej pory za najlepszych przyjaciół podkładu uważałam moje własne paluchy :)
Cena: 33,99/szt.


The Balm - róż Down Boy i rozświetlacz Mary-Lou Manizer to zdobycze miesiąca, z którymi mogłyście się odrobinę zapoznać TUTAJ. Przetestuję, przemagluję i dam znać co myślę i jak wyglądają... :)
Cena: róż ok.27zł, rozświetlacz ok.30zł (mega promocja!)


EcoTools - pędzel do bronzera - upragniony i osławiony eco grubasek jest już mój - pierwsze testy przeszedł pozytywnie :)
Cena: 39,90zł/szt. (promocja)

L-R: 114, 118, 113
Q by Colour Alike - czyli lakiery z Barbra Cosmetics - trochę wiosny na paznokciach :) Wkrótce z bliska!
Cena: 9,90zł/szt.


Oriflame - Nail Food - to kolejna moja próba walki o niełamiące się paznokcie...
Cena: ok.10zł/szt.

Joko - Diamentowy Pył - j.w. - stosuję ją zarówno solo, jak i pod lakier, szału nie ma, ale przynajmniej się nie gluci, jak moja dotychczasowa ulubienica z Oriflame... ;)
Cena: ok.10zł/szt.

CHI - lakier beżowo-nudowym kolorze z delikatnym shimmerem - trafiłam na nie przypadkiem w Drogerii Hebe, więc zagarnęłam szybko do koszyka na spróbowanie ;)
Cena: 9,00zł/szt. (promocja)

***
I na koniec coś zupełnie niekosmetycznego... Korzystając z chwili oczekiwania na ukochanego w okolicach Metra Centrum weszłam do małego sklepiku Świat Zapachów, mieszczącego się w podziemiach przy Rotundzie (przy wyjściu na przystanek tramwajowy w stronę Ochoty) i przepadłam. Przygarnęłam do nas 5 świeczuszek testerowych z Yankee Candle i od tej pory w naszym mieszkanku pachnie jeszcze piękniej, mimo, że nawet nie odpakowałam ich jeszcze z folijki ;)

Już nie mogę się doczekać kiedy którąś z nich odpalimy! :)

Cena: 9zł/szt., kupując 5 sztuk jedna wychodzi praktycznie gratis :)



Jak już pisałam - maj ogłaszam miesiącem wstrzemięźliwości zakupowej, przede wszystkim, jeśli chodzi o kosmetyki. Trzymajcie za mnie kciuki! A hejterom, którzy będą twierdzić, że kupiłam za dużo powiem tak - wszystkiego używam, większość zużywam, więc nie martwicie się - nic się nie zmarnuje, a jeśli będzie taka groźba, to pojawi się zakładka wymiankowa... ;)

A jak tam Wasze zakupy? Jutro postaram się dodać wpis denkowy... Znowu będzie się sporo działo ;)
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast