Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YES. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YES. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2011

Prezenty, prezenty, czyli co Mikołaj zostawił mi pod choinką... :)

Prawdopodobnie jako jedna z ostatnich przyznam się do swoich świątecznych zdobyczy ;) W tym roku mój św. Mikołaj był bardzo, bardzo hojny, ale bierze się to również z faktu bliskiego sąsiedztwa z urodzinami, dlatego poprosiłam rodzinę o jeden większy, ale bardzo przydatny prezent urodzinowo-świąteczny i taki też dostałam. Mimo to moi Mikołaje postanowili dorzucić mi kilka "drobiazgów" pod choinkę, a skoro był zamiar, to podsunęłam im kilka propozycji, z których chętnie skorzystali ;)

Oto moje "drobiazgi"... :) 


Przede wszystkim dwie ostatnie książki Cobena, którego absolutnie uwielbiam! Czytałam już wszystkie jego książki, które ukazały się w Polsce, poza tymi dwiema. Mam niemal wszystkie pozycje, poza czterema, które pożyczałam od znajomych. Nic straconego - na pewno prędzej, czy później wzbogacą moją bibiloteczkę! :)


Zestaw kosmetyków Slim Extreme 3D Eveline. Absolutnie nie poczułam się urażona i nie odebrałam tego jako sugestii, ponieważ to akurat był mój wybór... ;) Od dawna byłam ciekawa tych kosmetyków, a ten zestaw skomponowany jest z najbardziej interesujących mnie produktów. Słyszałam wiele dobrego zwłaszcza o serum termoaktywnym, zobaczymy jak sprawdzi się u mnie. Aktualnie mam pomarańczową wersję, z której jestem dosyć zadowolona i uwielbiam jej zapach. Natomiast, jeśli chodzi o serum do biustu, to ja absolutnie powiększenia nie szukam, ale przy pewnym rozmiarze i w pewnym wieku po prostu warto się wspomagać kosmetykami i ćwiczeniami zawczasu, żeby później nie szukać cycków na ziemi... :D



Zestaw Maybelline - tusz do rzęs Falsies Volum' Express i płyn micelarny - O Falsies, tak jak i o One by One, słyszałam i czytałam przeróżne opinie. Jedni go kochają, inni nienawidzą. One by One uwielbiam miłością szczerą i absolutną i wybaczam mu wszystkie ewentualne niedoskonałości, ale o Falsies też chciałam mieć swoje zdanie. Na razie nie otwieram, żeby mi wysechł w tempie tak ekspresowym jak wodoodporny Collosal, który po dwóch miesiącach wysechł na wiór i nie mam pojęcia co z nim zrobić... O micelu natomiast czytałam dobre opinie, więc jak wykończę moją półlitrową Biodermę lub prędzej micel z Bourjois, który mam u mojego M. w użycie pójdzie ten z zestawu. Swoją drogą teraz to chyba jestem zaopatrzona w płyny micelarne conajmniej na najbliższe pół roku :D


Ostatnią kosmetyczną paczuszką pod moją choinką była moja wymarzona Euphoria Calvina Kleina. Chorowałam na nią od roku, odkąd dostałam miniaturkę tego zapachu. Marzenie to spełniła moja kochana mama.


Drugiego dnia świąt razem z moim M. poodwiedzaliśmy nawzajem naszych rodziców - najpierw on przyjechał do mnie i mamy, a później wróciliśmy do jego rodziców. Zupełnie nie spodziewałam się, że dla mnie też się coś znajdzie, a okazało się, że tamtejszy Mikołaj zostawił dla mnie pod choinką cieplutkie, puchate, różowe kapciochy z Oysho, czyli idealny prezent dla takiego zmarźlucha, jak ja. Do kapci dołączona była bransoletka w stylu Pandory, która bardzo mi się spodobała - ma czerwony sznureczek, koralik z kwiatuszkami i kota, czyli wszystko to, co Karo lubi najbardziej! :)

Zdjęć kapci nie załączam, ponieważ już biegam w nich u mojego chłopaka i to u niego zamieszkają, razem z kolejnym puchatym prezentem, który otrzymałam właśnie od mojego M., czyli znowu - cieplutkim, puchatym i, dla odmiany, bielutkim szlafrokiem z New Look'a. Szlafroczek jest cudowny! Bardzo gorący, wykonany z grubego, miękkiego polaru, jest przemiły w dotyku i na plecach ma wyszytego słodkiego misia! Ponownie - idealny prezent dla zmarźlucha! Mogłabym w nim chodzić cały dzień... :)


 Natomiast tą bransoletkę dostałam od chrzestnej mojego M., której najwyraźniej mocno przypadłam do gustu, ponieważ zupełnie nie wpadłabym na to, że pomyśli i o mnie! Zwłaszcza, że nie odwiedzałam rodziny mojego chłopaka w Wigilię, tylko w drugi dzień Świąt! Ta bransoletka fajnie się sprawdzi do mocniejszych stylizacji, zwłaszcza na koncerty! Oby przyniosła mi szczęście przy polowaniu na bilety na Coldplay - jeśli tak będzie, to z pewnością będzie mi towarzyszyć we wrześniu 2012 na Stadionie Narodowym!

Oprócz przedstawionych wyżej skarbów dostałam również olbrzymią pakę wypełnioną słodyczami, owocami, orzechami i moimi ulubionymi płatkami! :))) Natomiast poniżej przedstawiam Wam natomiast ostatnie dwa prezenty urodzinowe, które pojawiły się u mnie nieco później niż pisałam post o urodzinowych podarkach.

Bransoletka YES Charms.
 Do mojej bransoletki z YES, dzięki mamie, dołączył nowy, urodzinowy charms w kształcie rybki. Wypatrzyłam ją jeszcze zanim dostałam moją bransoletkę i w końcu jest moja! Kolorystycznie idealnie zgrywa się w konikiem morskim i z niebieskim oczkiem Big Bena. Do kompletu marzy mi się jeszcze Wieża Eiffle'a, ale niestety YES od kilku lat już jej nie sprzedaje, a z tego co widziałam w Aparcie mają jakąś taką jakby płaską... Ładną, ale nie jest to jeszcze ideał. No cóż... Może zamiast niej wpiszę na listę Statuę Wolności lub Koloseum... :)


 A tą uroczą bransoletkę dostałam od mojej przyjaciółki - Agi. Bardzo w moim stylu, zwłaszcza dzięki kokardce i serduszku! ;)

Oprócz bransoletki dostałam również kolczyki - różowe perełki na sztyfcie, w kolorze dokładnie odpowiadającym sweterkowi, który rok wcześniej otrzymałam od Agi na urodziny... :)

No cóż... Dla mnie zawsze końcówka roku jest mocno atrakcyjna ze względu na urodziny, Mikołajki, Święta Bożego Narodzenia i Sylwester... Tyle emocji, wydarzeń i prezentów na przestrzeni zaledwie miesiąca... Warto czekać cały rok na takie skarby! :)

K.

Mam nadzieję, że Wasz Mikołaj, Gwiazdor, Gwiazdka, czy ktokolwiek podrzuca u Was prezenty był równie hojny! :)
Czytaj dalej

środa, 14 grudnia 2011

Mikołajkowo-urodzinowe chwalipięctwo :)

Mikołajki już za nami, a na Waszych blogach pojawiały się często posty, w których pokazywałyście Wasze prezenty. Nie wiem, czy to przypadek, ale zauważyłam, że sporo z Was miało też w ostatnim czasie urodziny, więc prezentów było dwa razy więcej (co każda z nas uwielbia! :D). Ponieważ ja również mam urodziny w okolicach Mikołajek, to i do mnie zawitało kilka uroczych paczuszek z prezentami... Chwaliłyście się Wy, to pochwalę się i ja! ;)

Wszystkich cudowności pokazywać Wam nie będę, ponieważ chciałabym pozostać jak najbardziej w tematyce kosmetycznej, dlatego pierwszą paczuszką, którą się pochwalę będzie ta oto torebeczka... 


Torebeczka zawierała prezent od mamy mojego mężczyzny i muszę przyznać, że bardzo trafiła w moje upodobania i kosmetyczne zainteresowania! Oto co zawierała torebeczka...

Lotion Vichy.
Po pierwsze NUTRIextra mleczko - pielęgnacja odżywczo-regenerująca, 2-dniowy komfort skóry z Vichy - ufff! Co za długaśna nazwa! :D Uwielbiam wszelkiego rodzaju balsamy do ciała, mleczka, masła, więc to jest naprawdę trafiony prezent. W dodatku dzięki temu mam możliwość przetestować kosmetyki apteczne, a z Vichy nie miałam zbyt wiele wspólnego w życiu ;) Butla mleczka ma wygodną pompkę, więc sądzę, że dozowanie balsamu będzie dzięki temu mocno ułatwione. W dodatku warto wspomnieć, że ta niepozorna buteleczka ze zdjęcia zawiera aż 400 ml produktu! Bardzo się cieszę! :) Jak tylko wykończę mangowe masełko do ciała z Biedronki, to natychmiast zabiorę się za to mleczko!

Próbki La Roche-Posay i Vichy.
Ponadto paczuszka zawierała aż 3 próbki różnych produktów La Roche-Posay oraz miniaturkę (ta - niezła miniaturka - aż 100 ml! :D) oczyszczającego żelu do twarzy Vichy Normaderm. Obecnie mam kilka pootwieranych produktów do oczyszczania twarzy, więc nie chcę otwierać nowego, ale niech ja tylko wykończę chociaż jeden z tych otwartych... ;)

Próbki La Roche-Posay.
Bardzo mocno ucieszyły mnie próbeczki z La Roche-Posay, ponieważ dostałam 5ml tubkę Effaclar K, obok którego krążyłam kilkukrotnie przy okazji promocji w Super-Pharm, więc z największą przyjemnością go wypróbuję. Opis na opakowaniu dosyć enigmatycznie określa ten produkt jako odnawiający krem do skóry tłustej przeciw nawrotom. W każdym razie ja z nieprzyjaciółmi miewam różne przygody i najczęściej czepiają się mojej brody, więc zamierzam ich potraktować właśnie Effaclar'em. Jeśli któraś z Was stosowała Effaclar K lub Effaclar Duo, to bardzo chętnie poczytam Wasze opinie na ich temat!

Drugą z próbek jest 15ml tubka Hydreane Legere, czyli krem nawilżający do skóry wrażliwej dla skóry normalnej i mieszanej. Nawilżacze zawsze są potrzebne, więc i ten na pewno znajdzie miejsce w mojej kosmetyczce! Dodatkowo uważam, że może być dobrą równowagą dla wspomnianego Effaclar'u. Zobaczymy co z tego duetu wyjdzie! :)

Próbka balsamu LIPIKAR.
Ostatnią z próbek jest saszetka natłuszczającego balsamu do ciała LIPIKAR, również z La Roche-Posay. Taką próbką może nie wysmaruję całego ciała, ale myślę, że przyda się do natłuszczenia i nawilżenia ewentualnych przesuszonych miejsc na skórze... Co mnie mocno rozśmieszyło, to to, że ta saszetka zawiera o 2 ml więcej produktu niż wyżej opisywana tubka Effaclar K ;)

Zawartość paczuszki bardzo mocno przypadła mi do gustu i przystąpię do testów, jak tylko zużyję część z otwartych kosmetyków, tak żeby bez wyrzutów sumienia otworzyć te cudeńka! :)

Ponadto są jeszcze trzy "drobiazgi", którymi chciałabym Wam się pochwalić. Po pierwsze - kosmetycznie - od mojej przyjaciółki, Doroty, dostałam na urodziny wymarzony pędzel do podkładu! Tym bardziej wymarzony, bo po pierwsze skunks, a po drugie z Maestro! Pędzel pochodzi ze Złotej Kolekcji i nosi nazwę Foundation. Kusi mnie jednak, żeby wypróbować go do różu Pixie Pink ze Sleeka, który jest dosyć mocno napigmentowany i, mimo, że zwykłym pędzlem do różu bez większych problemów sobie radzę, to jednak ciekawi mnie efekt skunksa ;)

W planach mam jeszcze zakup Maestro 143, również do podkładu. Uwielbiam pędzle z tej firmy - mam głównie kilka sztuk pędzli do malowania oczu, ale stopniowo zamierzam uzupełniać kolekcję o pędzle do twarzy.

Oto i on:
Maestro - Złota Kolekcja - foundation













No i jeszcze dwa niekosmetyczne prezenty od mojego Ukochanego...

Mój ogrzewacz :)
Po pierwsze... TERMOFOR! :) Cudowny, przesłodki, ubrany w śliczny sweterek, cieplutki termofor! Już go testowałam! Dogrzewałam nim zmarznięte ręce po tym, jak w moim pokoju nie wiedzieć czemu zrobiło się lodowato... Jak się później okazało - po przedświątecznym myciu okien, jakimś cudem jedno z nich było niedomknięte i po prostu wiało mi do pokoju... Taki szczegół, a taki upierdliwy! ;)

Charmsy - YES.
No i last but not least - kolejna zawieszka do mojej charmsowej bransoletki z YES. Wybór mojego Ukochanego padł na londyńskiego Big Bena. Lepszego wyboru dokonać nie mógł, bo Londyn wielbię szczerze całym swoim sercem i mam do tego miasta przeogromny sentyment! Dlatego sprawia mi ogromną radość obserwowanie Big Bena na moim nadgarstku! :)

A wy dałyście się przekonać do biżuteryjnego zbieractwa? Kolekcjonujecie charmsy albo pandorkowe kuleczki? Mi marzy się piękna Pandorka, ale to dopiero, jak uzupełnię moją charmsową bransoletkę o kilka kolejnych zawieszek - myślę, że najładniej będzie wyglądać maksymalnie z pięcioma zawieszkami, tak, żeby nie było naćkane ;)

K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast