Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Angry Birds by Lumene - krem do rąk z ekstraktem z arktycznej jagody

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj chciałabym Wam pogadać o produkcie, który niesamowicie poprawia mi humor ilekroć na niego patrzę! Mowa o kremie do rąk z Lumene z linii Angry Birds by Lumene! :) Kiedy tylko dowiedziałam się o tym, że taka seria ma się pojawić w sklepach, od razu byłam pewna, że przygarnę przynajmniej jednego ptasiora. Ostatecznie przygarnęłam ich nawet więcej, ale zacznijmy od tego, którego jak dotąd polubiłam najbardziej :)


DZIAŁANIE:
Producent nie informuje nas zbyt wylewnie o zaletach produktu. Według niego mamy mieć do czynienia po prostu z produktem nawilżająco-odżywczym i dokładnie tak jest. Moim zdaniem nie jest to krem, który byłby przeznaczony do głębokiej regeneracji, czy nawilżania ekstremalnie przesuszonej skóry, ale bardzo dobrze sprawdza się w codziennej pielęgnacji tzw. torebkowej.

Lubię nosić ten krem przy sobie nie tylko ze względu na niewielki rozmiar, ale również ze względu na działanie, które pozwala mi zadbać odpowiednio o dłonie zawsze kiedy czuję dyskomfort i mam potrzebę natychmiastowego nawilżenia. Krem dość szybko się wchłania, ale zostawia na dłoniach przyjemną, nietłustą powłoczkę, które sprawia wrażenie rękawiczek, dzięki czemu dobrze sprawdza się w pracy, gdzie pył z papierów i dokumentów bywa bezlitosny dla skóry. Dzięki niemu dłonie są przyjemnie nawilżone i wygładzone.


KONSYSTENCJA:
Krem ma dosyć lekką i rzadką konsystencję, która jest odrobinę tłustawa, ale tak jak wspomniałam wyżej - wszystko bezproblemowo wchłania się w skórę.

ZAPACH:
Krem rzeczywiście pachnie nieco jagodowo, ale jest to wymieszane ze sporą dawką typowo kremowego, ciepłego zapachu. Na początku byłam zaskoczona takim wariantem, ale szybko się do niego przyzwyczaiłam i polubiłam go. Może nie czaruje, ale jest na pewno przyjemny i umila aplikację produktu, a do tego utrzymuje się na dłoniach przez pewien czas.


OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w miękkiej tubce, z której bez problemu wyciśniecie odpowiednią dawkę kremu. Oczywiście największą zaletą opakowania jest piękny niebieski ptasior :)) ale równie atrakcyjny jest rozmiar kremu (75 ml - idealny do torebki!), a także to, że tubka jest wyposażona w zamknięcie na klapkę, dzięki czemu oczywiście oszczędzamy czas i cierpliwość, bo nie biegamy w pogoni za nakrętką :D


WYDAJNOŚĆ:
Jak na tak niewielki (choć w sumie tylko 25 ml mniejszy niż standardowe kremy) produkt, krem jest całkiem wydajny. Nie potrzebuję używać go w dużych ilościach, więc przy każdej aplikacji stosuję dawkę niewiele większą, niż kilka zdjęć wyżej. Dzięki temu używam go (najczęściej w pracy) już drugi miesiąc i czuję, że jeszcze trochę mi go zostało. Naprawdę jest dobrze :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty z serii Angry Birds pojawiają się i znikają, widziałam je w Super-Pharm, w Jasminie, a nawet swego czasu w Empiku. Swój krem kupiłam w Drogerii Hebe za ok.10 zł i tam chyba są dostępne w stałej ofercie. Jeśli jednak nie macie Hebe po drodze, to poszukajcie w sklepach internetowych, które mają w ofercie kosmetyki Lumene, np. ekobieca.pl lub kochamkosmetyki.pl

SKŁAD:

Bardzo polubiłam się z tym małym pomocnikiem i chętnie będę do niego wracać, jak mi się skończy :) Macie już jakieś doświadczenia z angrybirdsową serią z Lumene? Podoba Wam się pomysł umieszczenia słynnech ptasiorów na kosmetykach? :)
Karotka
Czytaj dalej

sobota, 22 marca 2014

Pat&Rub - rewitalizujący balsam do rąk (żurawina i cytryna)

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj wracamy do recenzowania produktów pielęgnacyjnych - tym razem zapraszam Was na kilka zdań na temat kolejnego z produktów Pat&Rub, który trafił w ręce jako jeden z pierwszych. Tym razem mowa o rewitalizującym balsamie do rąk z ekstraktami z żurawiny i cytryny! :)


Informacja od producenta:

DZIAŁANIE:
Jakiś czas temu zrecenzowałam rewelacyjny otulający balsam do dłoni (KLIK), który zachwycił mnie zarówno swoim działaniem, jak i zapachem. Tym razem nie jest aż tak pozytywnie, bo choć balsam do rąk z serii rewitalizującej, to produkt dobry, to jednak w porównaniu z wyżej wymienionym wypada średnio. 

Przede wszystkim odniosłam wrażenie, że ta wersja działa na moją skórę po prostu słabiej - nawilżenie jest mniejsze, za to natłuszczenie jest dłużej odczuwalne, ale jednocześnie nieco bardziej upierdliwe, jeśli zależy nam na czasie. Nie jest to może najlepszy krem do pracy, bo potrzebuje kilku minut, żeby się całkowicie wchłonąć, zanim przestanie tłuścić wszystko na około, ale w innych sytuacjach sprawdza się dobrze, więc często zdarzało mi się nosić go w torebce. Ten krem polecałabym raczej właśnie teraz, w okresie wiosennym, ponieważ sama zimą lubię bardziej - o losie - otulające kremy, które czuć na dłoniach, ale które nie zostawiają tłustych śladów i ekspresowo się wchłaniają.

Producent dedykuje tę wersję osobom z bardzo suchymi dłońmi, ale moim zdaniem niestety to może być za mało. Produkt nieźle nawilża i zmiękcza skórę, ale pomimo moich pozytywnych wrażeń, uważam, że Pat&Rub stać na więcej! ;)

KONSYSTENCJA:
Produkt ma lekką konsystencję, nie jest lejący i nie ucieka z dłoni. Bardzo łatwo się rozprowadza, ale jak już wspomniałam, wymaga kilku minut do całkowitego wchłonięcia się.


KOLOR/ZAPACH:
Krem jak to krem, ma biały kolor, a w jego zapachu dominują zdecydowanie nuty cytrusowe (zresztą producent wspomina o zapachu cytrynowym). Nie wyczuwam tu żurawiny, a trochę szkoda, bo to mogłoby być bardzo ciekawe i nietypowe połączenie. Zapach jest dosyć intensywny i długo wyczuwalny na skórze, co mi akurat się podoba - zresztą mam z tej serii równie pięknie pachnące masło do ciała :)

OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w bardzo wygodnym opakowaniu z pompką typu air-less, dzięki czemu krem można zużyć praktycznie do końca. Tuba ma pojemność 100 ml, a zużycie produktu możemy obserwować, dzięki przerwie w etykiecie, bo samo opakowanie jest półprzezroczyste. Uważam, że to bardzo wygodne rozwiązanie, tym bardziej, że dzięki temu mogę się spodziewać, kiedy nadejdzie pora na wymianę tuby w torebce ;)


WYDAJNOŚĆ:
Produkt ma raczej standardową wydajność - używany regularnie, kilka razy dziennie, wystarcza mniej więcej na 1,5-2 miesięcy.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Balsam można kupić na stronie producenta w cenie 39 zł, a także m.in. w perfumeriach Sephora. Warto polować na wszelkiego rodzaju okazje i rabaty, zwłaszcza w sklepie internetowym Pat&Rub, ponieważ często można kupić te kosmetyki znacznie taniej, dzięki możliwości łączenia rabatów, których firma nie szczędzi przy najrozmaitszych okazjach :)


SKŁAD:

Krótko podsumowując - cieszę się, że kupiłam ten produkt, bo od dawna kusiła mnie ta wersja zapachowa, jednak - w porównaniu z wersją otulającą balsamu - wersja rewitalizująca odrobinkę mnie rozczarowała w kwestii właściwości pielęgnacyjnych. Jest dobrze, ale wiem, że może być lepiej, dlatego do żurawino-cytryny raczej już nie wrócę.

Znacie balsamy do rąk z Pat&Rub? Jaka wersja jest Waszą ulubioną? :)
K.
Czytaj dalej

sobota, 4 stycznia 2014

Lirene - krem do rąk PARAFINOWY


Cześć Dziewczyny!


Dawno już nie pisałam o pielęgnacji, więc korzystając z okazji, że wykończyłam właśnie kolejny krem do rąk (czy u Was też znikają jak woda?), podzielę się z Wami moją opinią o nim. Po pierwsze, bo warto, a po drugie, bo sama byłam mile zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie parafinowy krem do rąk z Lirene.


Od producenta:

DZIAŁANIE:
Krem parafinowy wprawdzie nie zaiponował mi silnym nawilżeniem, ale moim zdaniem było ono na dobrym poziomie. Jednak to, co najbardziej mi się w nim spodobało i co najmilej mnie w nim zaskoczyło, to pozostawiana przez niego warstwa ochronna. Krem bardzo szybko wchłania się do sucha i pozostawia uczucie dłoni pokrytych delikatnymi, niewidzialnymi rękawiczkami. W ogóle nie czuć tłustej warstwy, którą często pozostawiają niektóre kremy, co sprawdza się szczególnie w pracy! W moim przypadku krem pomógł też zabezpieczyć skórę przed przesuszeniami, spowodowanymi częstym kontaktem z papierami (i tym nieszczęsnym pyłem), a także przed skaleczeniami od papieru.

KONSYSTENCJA:
Krem ma lekką, ale zwartą, trochę jakby kremowo-żelową konsystencję. Jak juz wspomniałam - bardzo szybko wchłania się do sucha i nie zostawia tłustej warstwy, choć jest wyczuwalny na dłoniach.

KOLOR/ZAPACH:
Krem ma typowy biały kolor, ale za to rozsmarowany na dłoniach pachnie czymś w rodzaju męskich perfum! Ten zapach bardzo mocno przypadł mi do gustu i umilał mi tak prozaiczną czynność, jak kremowanie dłoni :)

OPAKOWANIE:
Krem umieszczono w czerwonej, miękkiej tubie z zielonymi akcentami graficznymi. Tuba zamykana jest na klapkę, co jest zawsze wygodnym rozwiązaniem (i znowu - zwłaszcza w pracy! :)) i zawiera 100 ml produktu.


WYDAJNOŚĆ:
Większość kremu zużyłam już kilka miesięcy temu i z tego, co pamiętam, krem wystarczył mi na około 1,5-2 miesięcy, co jest - przy częstym używaniu - bardzo dobrym wynikiem.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Krem kosztuje ok.8zł i jest dostępny w większości drogerii i marketów.
SKŁAD:
Aqua, Parrafinum Liquidum, Dimethicone, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Paraffin, Soduim Polyacrylate, Pentaerythrityl Distearate, Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate, Nacinamide, Pyridoxine HCI, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Yeast Protein, Threonine, Biotin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Parfum

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Myślę, że tak. Wszystkie "czerwone" kremy z Lirene zdobyły moje serce, więc do każdego z nich chętnie powrócę :)


Podsumowując - krem świetnie się sprawdził w roli "ochroniarza" i tak stosowany przynosił oczekiwane efekty, natomiast jeśli chodzi o nawilżenie i regenerację, to był on po prostu dobry. Nie rewelacyjny, ale dobry, więc jeśli potrzebujecie silniejszego działania, to spróbujcie kremów Ratunek lub Regeneracja, które również bardzo dobrze się u mnie sprawdziły. Generalnie - jeśli chodzi o "czerwoną serię" - to z czystym sumieniem mogę Wam polecić wszystkie trzy kremy, ponieważ te świetnie się u mnie sprawdziły, natomiast z kremów z serii zielonej (awokado, cytryna, ogórek) stosowałam tylko ten cytrynowy i choć był on przyzwoity, to jednak nie wywarł na mnie większego wrażenia. Wydał mi się po prostu zwykły, natomiast te czerwone zdecydowanie się wyróżniają na tle zielonych kolegów :)


Czy macie jakieś doświadczenia z kremami do rąk z Lirene? Czy jesteście fankami czerwonej serii, tak jak ja, czy jednak jesteście "team green"? ;))
K.

***
Produkt otrzymałam w ramach współpracy z Laboratorium Kosmetycznym Dr Ireny Eris.
Czytaj dalej

czwartek, 7 listopada 2013

Pat&Rub - otulający balsam do rąk (karmel, cytryna, wanilia)

Cześć Dziewczyny!

Wczoraj obiecywałam, że już wkrótce pojawi się moja opinia o otulającym balsamie do rąk z Pat&Rub, który po raz drugi pojawił się w moich ulubieńcach. Cóż, nie dość, że doskonale wiem, co chcę Wam na temat powiedzieć, to jeszcze udało mi się zrobić całkiem przyjemne zdjęcia, więc czym prędzej przybiegam do Was z moją recenzją! :)


Produkt pochodzi z limitowanej kolekcji, wypuszczonej specjalnie z okazji 5-tych urodzin Pat&Rub i muszę, po prostu muszę to napisać! Jeśli komuś przyjdzie do głowy wycofać linię otulającą z końcem roku, zgodnie z zapowiedziami, to Pat&Rub zyska spore grono niezadowolonych klientek! Linia otulająca robi prawdziwą furrorę na blogach i ja również zdążyłam szczerze pokochać ten produkt! Do linii orzeźwiającej nie miałam okazji się aż tak przywiązać, ale ma ona zapach, który łatwiej będzie zastąpić, wybierając coś spośród innych linii z Pat&Rub, natomiast seria otulająca jest wyjątkowa! I to wyjątkowo udana! :)

EDIT: Linia otulająca została wprowadzona do stałej oferty Pat&Rub :))



Od producenta:
"Balsam do Rąk zapewnia odżywczą pielęgnację i ochronę dla zmęczonej i suchej skóry dłoni. Słodki relaks w domowym SPA. Naturalne składniki użyte do skomponowania balsamu odżywiają, nawilżają, zmiękczają, rozjaśniają, koją i uelastyczniają skórę dłoni. Zapewniają ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. Lekka, aksamitna formuła sprawia, że balsam świetnie się wchłania."


DZIAŁANIE:
Jak już wielokrotnie wspominałam, jestem raczej reprezentantką osób o normalnej skórze dłoni, ale jednocześnie praca z papierami sprawia, że moje dłonie często są narażone na niekorzystne czynniki. Często dają mi odczuć swoje niezadowolenie z tych kontaktów, dlatego dobry krem do rąk, to dla mnie podstawa. W domu nie czuję tak często potrzeby sięgania po krem, ale nie wyobrażam sobie dnia pracy bez kremu czy balsamu pod ręką :)

Balsam z P&R fantastycznie się sprawdził zarówno w warunkach domowych, jak i w pracy. Mimo dość treściwej konsystencji, balsam bardzo łatwo rozprowadza się na dłoniach, ale też równie łatwo się wchłania. Początkowo sądziłam, że będzie to zbyt treściwy produkt, żeby nosić go w torebce, ale nic bardziej mylnego! Balsam wchłania się prawie do sucha, pozostawiając na dłoniach delikatnie wyczuwalną warstewkę ochronną, która jednak nie jest tłusta, więc zupełnie nie utrudnia pracy, nie tłuści papierów i nie sprawia, że za wyślizgującym się długopisem trzeba by biegać po całym biurze ;)

Balsam skutecznie nawilża i odżywia moje dłonie, dzięki czemu nie straszne im niższe temperatury i chłodniejszy wiatr! Jestem bardzo zadowolona z działania tego produktu, a świadomość tego, że wraz z działaniem idą w parze cudowny zapach i fantastyczny skład, sprawia, że naprawdę nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na ten produkt!


KONSYSTENCJA:
Jak już pisałam, balsam ma dość treściwą konsystencję, ale jednocześnie jest ona bardzo lekka, powiedziałabym nawet, że sprawia wrażenie puszystej w dotyku ;)

KOLOR/ZAPACH:
Balsam ma zwykły biały kolor, ale za to niezwykły, cudowny zapach! Początkowo, widząc cytrynę jako jeden z głównych składników linii otulającej pokręciłam nosem i stwierdziłam, że to nie może się udać. Ciekawość jednak zwyciężyła i z początkiem września w moje ręce wpadł oczywiście właśnie ten balsam. Muszę przyznać, że połączenie karmelu z wanilią i cytryną to strzał w dziesiątkę! Wyczuwam każdy z tych składników, ale jest to, moim zdaniem, idealnie wyważony aromat! Sam karmel i wanilia mogłyby tworzyć zbyt słodką mieszankę, natomiast zrównoważone cierpkością i świeżością cytryny stanowią niesamowicie przyjemną kompozycję, w której zakochają się zarówno fanki, jak i przeciwniczki słodkich zapachów! :)

Balsam ma na tyle zwracający uwagę zapach, że - jak żaden produkt wcześniej - wielokrotnie przykuł uwagę moich współpracowników. Każdy pytał co tak ładnie pachnie, a jedna z tych osób wzięła ten zapach za moje nowe perfumy. W dodatku zapach zdaje się być wyczuwalny w pomieszczeniu jeszcze długo po aplikacji produktu - i o ile na dłoniach rzeczywiście czuję ten balsam, to nie zdawałam sobie sprawy z tego, że czują go również osoby, które wchodzą do pomieszczenia dobre pół godziny po tym, jak kremowałam dłonie! :)


OPAKOWANIE:
Balsam umieszczono w estetycznym opakowaniu typu air-less, które zawiera 100 ml produktu. Lubię opakowania tego typu ze względu na ich higieniczność, ale też wygodę w dozowaniu i przechowywaniu produktu. Taka tuba z pewnością nie otworzy nam się sama w torebce, a nawet gdyby, to potrzeba jednak trochę siły, żeby wcisnąć pompkę na tyle, żeby wycisnąć produkt. Dla przeciętnej kobiety nie będzie to problem, ale już dla przeciętnej torebki raczej tak. 1:0 w meczu ja kontra torebka! :)

Oprócz przyjemnego designu, opakowanie ma jeszcze jedną dobrą cechę - w etykiecie znajdziecie przerwę na całej wysokości tuby, dzięki czemu będziecie mogły dokładnie obserwować zużycie produktu.


WYDAJNOŚĆ:
Produkt jest dosyć wydajny i chociaż początkowo wydaje się, że dosyć szybko ubywa, to po pewnym czasie zużycie się nieco stabilizuje. Niewątpliwą zaletą jest to, że nie trzeba wyciskać całej pompki, żeby obficie posmarować dłonie, dlatego wydajność produktu łatwo dopasować do własnych potrzeb. Mojej tuby używam już od około 1,5 miesiąca, z czego od miesiąca bardzo, bardzo regularnie, bo właściwie codziennie. Myślę, że będę się cieszyć tym produktem jeszcze co najmniej przez dwa tygodnie!

SKŁAD:

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Cena regularna - 45 zł (do końca listopada w promocji na stronie -15%). Produkt kupicie w sklepie internetowym Pat&Rub (KLIK), na Empik.com, Merlin.pl czy DOZ.pl albo stacjonarnie w Perfumeriach Sephora.

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Zdecydowanie tak! I ostrzegam Was Pat&Rub - niech nikt nie rusza mojego ukochanego balsamu! Stanowczo żądam wprowadzenia tej linii do stałej oferty! :))

***
Czy znacie już linię otulającą z Pat&Rub? Czy pobiła Wasze serca tak jak moje? A może uważacie, że nie ma sensu wydawać tyle pieniędzy na "zwykły" krem do rąk?
K.


Czytaj dalej

piątek, 26 lipca 2013

Lirene - krem do rąk REGENERACJA

Cześć Dziewczyny!

Dzisiejszą recenzję publikuję jako ostatnią z erisowego cyklu, który miałyście okazję czytać w tym tygodniu na moim blogu! Mam nadzieję, że przeczytałyście moje posty z ciekawością, bo starałam się ująć w nich wszystkie moje wrażenia ze stosowania każdego z produktów, a że każdy z nich udało mi się już wykończyć, to opinia nie mogłaby być pełniejsza :)

Cykl otwierałam recenzją kremu do rąk, to czemu by również nie zamknąć go kolejną recenzją produktu tego rodzaju? Dzisiaj przedstawiam Wam krem kurację do rąk REGENERACJA, oczywiście od Lirene! :)


Producent o produkcie:

DZIAŁANIE:
Krem Regeneracja sprawdził się u mnie zarówno solo, jak i jako uzupełnienie kuracji kremem Ratunek (KLIK). Dobrze nawilżał moje dłonie i wygładzał je, a przy tym nie zostawiał uciążliwej tłustej warstwy i w miarę szybko się wchłaniał, więc dobrze sprawdził się jako krem do torebki, czy stosowany przy okazji pracy biurowej, gdzie niestety pył w papierów robi swoje. W przypadku słabszej kondycji skóry, znacznie przyspieszał jej powrót do formy. Nie szczypał, nie podrażniał.

Oczywiście dla utrzymania dobrych efektów warto ponawiać aplikację kremu przynajmniej co kilka myć dłoni, bo użyty raz na jakiś czas żaden krem nie zdziała cudów, a mydła niestety wcale nie sprzyjają nawilżeniu dłoni. Tak samo, jak nie zostawiam świeżo umytej twarzy bez użycia kremu dla przywrócenia jej równowagi, tak zazwyczaj nie zostawiam też umytych dłoni bez użycia kremu do rąk. Mało jest mydeł, które nie powodują przynajmniej lekkiego ściągnicia skóry, więc kremy do rąk stosuję kilka, czy nawet kilka razy dziennie ;)


KONSYSTENCJA:
Krem Regeneracja jest dużo rzadszy od swojego brata - kremu Ratunek. Mimo wszystko nadal jest dość gęsty, nie leje się i nie ucieka z dłoni :)

KOLOR/ZAPACH:
Krem ma białą barwę i pachnie typowo kremowo, jego zapach kojarzy mi się trochę z kremem Bambino. Dla mojego nosa zapach jest bardzo przyjemny i nie drażni mnie :)


OPAKOWANIE:
Krem umieszczono w wygodnym opakowaniu o zawartości 100ml. Ponownie jest to miękka, czerwona tubka o przyjemnym designie, zakończona nakrętką na klapkę :) Pod koniec dobrze jest rozciąć tubkę, bo w dziubku zostaje jeszcze sporo produktu, którego nie da się wycisnąć.

WYDAJNOŚĆ:
Produkt stosowany regularnie wytrwał w mojej torebce jakieś 1,5-2 miesiące, więc to chyba całkiem nieźle, jak na produkt stosowany codziennie. Ponadto porcja kremu, wystarczająca na obie dłonie jest naprawdę niewielka, przez co produkt zyskuje na wydajności :)


CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Krem kosztuje ok.8 zł i dostępny jest w większości drogerii typu Rossman, Natura, czy Super-Pharm.

SKŁAD:
Na pierwszy rzut oka skład jest niezbyt atrakcyjny - parafina, silikony, łańcuszek parabenów, a między nimi majaczą masło shea, alantoina i gliceryna, a jednak taki skład dobrze się u mnie sprawdził i działał na moje dłonie zgodnie z oczekiwaniami. Zresztą zdaje się, że akurat parafina nie jest taka straszna i ma dobre skutki, jeśli chodzi o pielęgnację dłoni.

Aqua, Cyclopentasiloxan, Parraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3, Methylglucose Distearate, Glycerin, Cyclohexasiloxan, Glyceryl Stearate, Cetyl Alkohol, Dimethicone, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sodium Polyacrylate, Allantoin, Methylparaben, Phenoxyethanol, Butylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Na pewno tak, bo ten krem naprawdę nieźle się u mnie sprawdził i polubiłam go znacznie bardziej, niż krem cytrynowy z serii w zielonych tubkach. W tej chwili mam jeszcze do wypróbowania krem parafinowy z czerwonej serii, więc ciekawa jestem jak on przypadnie mi do gustu tak bardzo jak Regeneracja :)

***

To kolejny udany krem do rąk z Lirene, który trafił w moje ręce! Byłam z niego bardzo zadowolona i bardzo chętnie powtórzę tę znajomość już wkrótce! A czy Wy macie swoich kremowych ulubieńców wśród produktów Lirene, czy może nie miałyście jeszcze okazji poznać żadnego z ich przedstawicieli? :)
K.

Produkt otrzymałam do przetestowania od pani Ani w ramach współpracy z Laboratorium Kosmetycznym Dr Ireny Eris.
Czytaj dalej

wtorek, 23 lipca 2013

Lirene - krem do rąk RATUNEK

Cześć Dziewczyny!
Ostatnio trochę się zmotywowałam i przygotowałam sobie częściowo recenzje kilku produktów, które w większości już wykończyłam, a które otrzymałam w ramach zimowej paczki z nowościami od pani Ani z Lirene i pani Magdaleny z Pharmaceris, dlatego mam nadzieję, że wybaczycie mi to, że w najbliższych dniach pojawi się tutaj kilka recenzji spod szyldu marek Dr Ireny Eris. Chciałabym napisać o tych produktach, póki jeszcze pamiętam jakie miałam odnośnie nich wrażenia, bo nie wszystkie z nich ponownie pojawią się w mojej kosmetyczce :)
Liczę na to, że będziecie czytać te notki z takim samym zainteresowaniem jak dotąd, ponieważ uważam, że obie marki mają wśród swoich zasobów produkty zarówno atrakcyjne, jak i takie, które nieszczególnie zasługują na Waszą uwagę i o kilku takich kosmetykach zamierzam Wam napisać :)
***
Na sam początek wybrałam krem do rąk, który wykończyłam już dłuższy czas temu, ale nadal myślę o nim z nieukrywaną przyjemnością, ponieważ naprawdę dobrze się u mnie sprawdził. Czym przysłużył mi się krem do rąk RATUNEK od Lirene, dowiecie się czytając dalej recenzję! :)


Producent od produkcie:


DZIAŁANIE:
Krem Ratunek okazał się prawdziwym - o losie - ratunkiem dla moich dłoni w okresie zimowym, kiedy mrozy i chłodna aura (o ile jeszcze pamiętacie, trochę one trwały) mocno dały się we znaki mojej skórze. Choć generalnie nie miewam problemów z przesuszeniami, tak w ostatnim sezonie zimowym i ja musiałam naszykować ciężkie działa do walki z suchą skórą. W dodatku jakby tego było mało, któregoś razu bardzo genialnie tuż po wejściu do pracy prosto z drogi do pracy (oczywiście w czasie mroźnych dni), użyłam żelu antybakteryjnego na bazie alkoholu... To nie był dobry wybór, bo moje dłonie natychmiastowo zareagowały szczypaniem i pieczeniem, co w konsekwencji doprowadziło do potężnego przesuszenia i szorstkości skóry. I właśnie wtedy Ratunek przyszedł mi z pomocą! W ciągu kilku dni, wraz z peelingiem Flake Away z Soap & Glory, doprowadził moją skórę do całkiem przyzwoitego stanu, a przesuszenie przestało być aż tak widoczne i odczuwalne. Stosowany kilka razy dziennie przez kilka dni, doprowadził też do szybszej regeneracji skóry i pomógł mi pozbyć się spierzchniętych obszarów.

Dobre wrażenia z jego stosowania miał również mój Michał, który co do zasady nie uznaje stosowania kremów do rąk, bo nie znosi tłustości, którą pozostawiają, ale w obliczu przesuszu, dał się namówić na masaż dłoni z użyciem kremu Ratunek, który - o dziwo - w ciągu jednej nocy świetnie nawilżył jego dłonie i doprowadził jego skórę do normalności. Tutaj różnica polegała na tym, że owszem, krem był użyty jednorazowo, ale użyty podczas masażu dłoni nałożyłam go w większych, niż normalnie ilościach (3-4 normalne porcje) i za każdym razem masowałam aż do wchłonięcia. Tym sposobem efekty były naprawdę szybkie, co szczerze powiedziawszy zaskoczyło nawet mnie :)

W pozostałych sytuacjach, krem stosowałam głównie na noc, choć na dzień również się zdarzało. Nie jest to może najlepszy wybór do pracy, ponieważ krem zostawia na skórze tłustawą warstwę, które dość długo się wchłania, ale warto przymknąć na to oko, tym bardziej, że produkt naprawdę zawiera sporą dawkę masła shea, które widnieje już na drugim miejscu w składzie! Sądzę, że jest to dobry wybór nie tylko w okresie zimowym, ale również jako kuracja dla dłoni na noc. Również posiadaczki suchej skóry powinny być z niego zadowolone.


KONSYSTENCJA:
Produkt ma gęstą i odczuwalnie treściwą konsystencję. Jest dość tłusty i długo się wchłania, ale efekty są warte naszej cierpliwości :)
KOLOR/ZAPACH:
Krem jest biały i pachnie bardzo przyjemnie. Już nie pamiętam z czym kojarzył mi się ten zapach, ale na pewno był przyjemny dla mojego nosa.
OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w małej, czerwonej tubce o zawartości 50ml. Jest ona zamykana na klapkę, dzięki czemu nie trzeba uganiać się za korkiem po całym pokoju ;) Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, choć oczywiście wadą opakowania może być jego nieprzezroczystość. Ja jednak uważam je za estetyczne, a ponieważ produkt ma gęstą i dość ciężką konsystencję, to nie miałam problemu z oszacowaniem kiedy zbliża się do końca. Jedyny zarzut pod jego adresem, to to, że pod koniec użytkowania kremu, ciężko było wydobyć z opakowania kilka ostatnich procji i tubka wymagała rozcięcia nożyczkami.
WYDAJNOŚĆ:
W związku z tym, że produkt jest dość małych rozmiarów, schodzi dość szybko, ale z założenia ma on stanowić raczej produkt, który będzie pomocny w trakcie kuracji regenerującej dla dłoni, niż jako codzienny krem do torebki. Jak na tak małą pojemność, produkt całkiem długo mi towarzyszył.
CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
ok.8zł, dostępny w większości drogerii, w tym w Rossmanach, Naturach czy Super-Pharm
SKŁAD:
Produkt zawiera m.in. masło shea (na drugim miejscu składu) oraz alantoinę (w środkowej części składu, ale nadal sporo przed substancjami zapachowymi).
CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Z pewnością tak! Jeśli nie kupię go w najbliższym czasie, to na pewno skuszę się na powrót, jak tylko zacznie się jesień! Wtedy będzie jak znalazł! :)


Miałyście już do czynienia z kremem Ratunek? Czy skórę Waszych dłoni również uratował? :)
K.
***
Produkt otrzymałam do przetestowania od pani Ani w ramach współpracy z Laboratorium Kosmetycznym Dr Ireny Eris.

Czytaj dalej

poniedziałek, 4 marca 2013

Ulubieńcy lutego

Cześć Dziewcyzny!

Luty minął nie wiadomo kiedy, więc pora na podsumowanie tego miesiąca. Na pierwszy rzut zerknijmy na ulubieńców, wśród których jak zawsze - jest kilka nowości i jest kilka stałych punktów. Bez zbędnych wstępów - zaczynamy! :)


W lutym ponownie najczęściej sięgałam po cienie z paletki Urban Decay Naked 2. Nie jest to moim zdaniem paleta wybitna, ale z pewnością jest bardzo uniwersalna i świetnie się u mnie sprawdza jako paleta do codziennego makijażu. Powoli wyrabiam sobie o niej opinię, tym bardziej, że w lutym właściwie nie sięgałam po inne cieni. Myślę, że niedługo napiszę o niej kilka zdań, zilustrowane porcją swatchy :)

Kolejnym punktem ulubieńców jest róż - Africa od W7, który otrzymałam jakiś czas temu do przetestowania od sklepu Kosmetykomania. Niespodziewanie ten róż szturmem wdarł się do grona produktów, po które najchętniej i najczęściej sięgałam w lutym. Urzekł mnie zarówno kolor, jak i fantastyczna trwałość tego produktu. W weekend udało mi się zrobić w miarę wyraźne zdjęcia tego produktu, więc postaram się wkrótce przygotować recenzję tego różu.

Brązowa kredka Smooth Definer od Oriflame (na paletce), to mój niekwestionowany ulubieniec od wielu miesięcy - zupełnie nie umiem się z nią rozstać, ale niewiele już mi z niej zostało, więc chyba pora rozejrzeć się za nową. Uwielbiam ją za to, że świetnie podkreśla moją linię rzęs na dolnej powiece, a przy tym nie jest tak wyraźna i oczywista jak czarna kredka.


Jeśli chodzi o produkty do ust, to w tym miesiącu bardzo chętnie sięgałam po kredkę do ust z Revlon w kolorze Lovesick. Uwielbiam ją za fantastyczną trwałość i chętnie dokupię jakiś bardziej codzienny kolor! Drugim ulubieńcem zostałam pomadka Rouge Caresse od L'Oreal - tym razem w kolorze Rose Mademoiselle. Jestem zakochana w tych pomadkach i mogłabym stale rozszerzać ich grono o kolejne kolory do kolekcji! Jestem na wielkie tak! :)


Dalej idąc mamy pędzelki, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Pędzel do różu Hakuro H24 po raz kolejny udowodnił mi, że jest niezastąpiony! Nie ważne po jaki produkt sięgam, on sprawdza się ze znaczną większością róży w mojej kolekcji i zawsze świetnie je rozprowadza. Recenzja pojawiła się TUTAJ.

Mój ulubiony duet pędzli do makijażu oka, to ostatnio - po pierwsze - pędzel do nakładania cieni z EcoTools - z powodzeniem wyparł mojego ulubieńca z Maestro, który nie radził sobie z cieniami z paletki Naked. EcoTools o wiele lepiej nabiera te cienie i sprawia, że nakładane na powiekę, nie tracą na intensywności. Po drugie - pędzelek do rozcierania Hakuro H79 - przy jego użyciu wykonuję większość makijażu oka. Dla mnie jest dużo bardziej precyzyjny, niż 497 z Maestro, który również lubię, ale jednak Hakuro sprawdza się u mnie lepiej. Teraz mam jeszcze pędzelek do rozcierania z Sigmy, więc ciekawa jestem jak te pędzle wypadną razem w starciu :)


Przechodząc do pielęgnacji - w lutym z ogromną przyjemnością sięgałam po duet z Bath & Body Works w moim ulubionym ostatnio zapachu, czyli Twilight Woods. Balsam do ciała i żel pod prysznic dostałam od mojego ukochanego na Walentynki i idealnie wpasował się on do mojej minikolekcji kosmetyków z tej linii, ponieważ mam również m.in. wodę toaletową Twilight Woods!

Pozostałe dwa produkty, to kosmetyki marki Lirene. Po pierwsze mój ukochany tonik do twarzy (recenzja TUTAJ). Zużywam już drugą buteleczkę i gdybym nie miała w zapasach innych produktów do wypróbowania, to nie używałabym już nic innego! :)

Krem do rąk z alantoiną po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że jest świetnym towarzyszem w torebce i sprawdza się wszędzie tam, gdzie go potrzebuję, w szczególności w pracy! Niedługo więcej na jego temat!

To by było na tyle. Tym razem wyróżniłam skromne grono, ale mam pewność, że są to produktu, po które sięgałam najczęściej w lutym. A jak prezentują się Wasi ulubieńcy? Znacie produkty, które tak mnie w sobie rozkochały? :)
K.
Czytaj dalej

piątek, 11 stycznia 2013

L'Occitane - krem do rąk - Fleurs Merveilleuses

Cześć Dziewczyny!

Na dobry początek roku rozpędzam się z recenzjami pielęgnacji! Po peelingach czas zadbać o dłonie, które wszystkie te specyfiki wcierają w ciało, dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was kilka słów na temat kremu do rąk z serii Fleurs Merveilleuses (Magiczne Kwiaty) od L'Occitane.


Słowo od producenta:
"L’OCCITANE zna wiele sposobów na odżywianie narażonej na zimno skóry dłoni. Naszym sekretem są formuły wzbogacone masłem shea, które zmiękcza, wygładza i pielęgnuje skórę Twoich dłoni. W te Święta oferujemy Ci łakomy kąsek w postaci kremu do rąk, w którym połączyliśmy naszą formułę masła shea z czarującym zapachem Magicznych Kwiatów."

DZIAŁANIE: Te małe tubki kremów do rąk są chyba najbardziej oczywistą wizytówką L'Occitane. Sama miałam już przyjemność używać kremu z jednej z edycji limitowanych, zanim jeszcze trafił do mnie krem z aktualnej kolekcji świątecznej. Przyznam, że mając już przyjemne, ale umiarkowane w zachwytach doświadczenie z  tym pierwszym, po Magicznych Kwiatach nie spodziewałam się zbyt wiele, poza doraźnym działaniem i przyjemnym zapachem. Jednak tutaj stosunkowo miło się zaskoczyłam, ponieważ odnoszę wrażenie, że coś się w tych kremach poprawiło i aktualna wersja, choć odrobinę mniej atrakcyjna zapachowo, okazała się być więcej, niż przyzwoita w kwestii właściwości pielęgnacyjnych.

Krem bardzo dobrze nawilża moje dłonie, choć oczywiście należy sobie zdawać sprawę, że przy tak częstym kontakcie z nieco wysuszającymi mydłami oraz stosem pylących papierów w pracy, nie można liczyć na działanie o zasięgu kilkudniowym. W moim przypadku działanie nawilżające kremu czuję przez kilka godzin. Mam w nawyku kremowanie rąk w pracy po każdym ich umyciu, wiąże się to między innymi z ciągłym kontaktem z dużą ilością dokumentów, co stosunkowo mocno wysusza mi skórę, a ja lubię mieć dłonie zabezpieczone delikatną warstwą kremu, która zapobiega przypadkowym skaleczeniom. W domu natomiast kremuję ręce bardzo sporadycznie, zazwyczaj nie odczuwam zbyt często takiej potrzeby.

Tak się rozpisałam o moich nawykach i potrzebach skóry dłoni, że pewnie już przebieracie nogami (albo dawno wyłączyłyście to okienko ;)), żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Już Wam mówię! :) Krem do rąk od L'Occitane nie tylko dobrze nawilża i zabezpiecza dłonie, ale jednocześnie nie pozostawia na dłoniach tłustej i lepkiej warstwy. Na uwagę zasługuje również dość szybkie wchłanianie się produktu. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, bo sprawdza się świetnie w roli kremu do torebki - jest nieduży i przynosi natychmiastową ulgę :)


KONSYSTENCJA: Krem jest treściwy "w dotyku", wydaje się być dość gęsty i zwarty, jednak rozsmarowuje się na dłoniach z wyjątkową łatwością i nie pozostaje na nich zbyt długo widoczny.

KOLOR/ZAPACH: Krem ma białe zabarwienie i pięknie pachnie mieszanką kwiatów. Myślę, że niektóre kobiety z chęcią ubrałyby się w takich zapach na co dzień, ponieważ przypomina on delikatne kwiatowe perfumy, doprawione szczyptą czegoś ostrzejszego, czegoś, czego mój nos nie potrafi rozpoznać.

OPAKOWANIE: Produkt umieszczony został w małej 30ml tubce, przypominającej "metalowe" tubki od maści aptecznych, jednak tak naprawdę jest ona zrobiona z plastiku, który jest podatny na nacisk i wszelkie ugniatanie, dzięki czemu wydobycie kremu nie sprawia większych trudności. Jest ono całkiem solidne i nie powinno być podatne na uszkodzenia. Dla niektórych z Was wadą będzie odkręcana zakrętka kremu, wiem, że wiele z Was żali się na nakrętki, które dostają nóżek ;) No cóż, mi to akurat nie przeszkadza, bo ogólnie urzeka mnie cały design tych opakowań - od radosnej, różowej etykiety, przez rodzaj tuby, aż po tę nieszczęsną zakrętkę. Wszystko po prostu tworzy zgrabną całość :)


WYDAJNOŚĆ: No i docieramy do pierwszego dość znaczącego minusa - niestety krem wystarczył mi mniej więcej tylko na miesiąc regularnego stosowania kilka razy dziennie, co jest naprawdę kiepskim wynikiem. Wiem, że nie mogę wymagać od tak małej tubki wieczności, ale mam wrażenie, że kremy do rąk o pojemnościach 75ml czy nawet 100ml zużywają się naprawdę dużo dłużej, zupełnie nieproporcjonalnie do ilości produktu, którą otrzymujemy od L'Occitane.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ: 29,90zł; tylko w salonach L'Occitane;

CZY KUPIĘ PONOWNIE: Szczerze, nie wiem. Bardzo polubiłam się z tym kremem, polubiłam jego działanie, zapach i zgrabne opakowanie, ale nie mogę przejść obojętnie wobec tak wysokiej ceny. Niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie przeskoczyć tej bariery i raczej będę sięgać po równie dobre kremy nieco tańszych marek. L'Occitane jednak będę miło wspominać i mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie.

SKŁAD:
Dość długi, zwłaszcza, jak na krem do rąk, ale za to obfitujący w wiele cennych składników (i to na początku składu), takich jak masło shea, ekstrakt z korzenia peonii, ekstrakt z owoców maliny, olejek różany, ekstrakt z liści rozmarynu, olej kokosowy czy olej ze słonecznika.
Aqua/Water; Glycerin; Cetearyl Alcohol; Prnus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil; Butyrospermum Parkii (Shea) Butter; Octyldodecyl Myristate; Sorbitol; Cetyl Alcohol; Lauroyl Lysine; Paeonia Lactiflora Root Extract; Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract; Cananga Odorata Flower Oil; Rosa Damascena Flower Oil; Rasmarinus Offcinalis (Rosemary) Leaf Extract; Cocos Nucifera (Coconut) Oil; Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil; Hydrogenated Coconut Acid; Polysorbate 60; Ceteareth-33; Cera Alba/Beeswax; Coco-Caprylate/Caprate; Sorbitan Isostearate; Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloydimethyl Taurate Copolymer; Xanthan Gum; Ethylhexylglycerin; Phenoxyethanol; Chlorphenesin; Sodium Benzoate; Potassium Sorbate; Tocopherol; Parfum/Fragrance; Limonene; Citronellol; Linalool; Alpha-Isomethyl Ionone; Geraniol

Podsumowując:
+ działanie nawilżające i odżywcze;
+ pozostawianie wyczuwalnej nietłustej warstewki ochronnej na dłoniach;
+ przyjemny, perfumeryjny zapach;
+ zgrabne opakowanie;
- stosunek wydajności do ceny

Tak, jak wspominałam polubiłam się z tym kremem i chętnie sięgałabym po niego częściej, gdyby cena została nieco obniżona lub gdyby podwyższono nieco pojemność produktu, tak, żeby stosunek ceny do wydajności był nieco mniej bolesny, tym bardziej, że jestem zadowolona z działania pielęgnacyjnego i samego komfortu stosowania produktu. A jakie są Wasze przygody z marką L'Occitane? Czy miałyście już okazję wypróbować ich słynnych kremów do rąk z masłem shea? A może wpadły Wam w oko zupełnie inne produkty? :)

K.

Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast