Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my secret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my secret. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lipca 2012

Czerwcowe zakupy

Obiecywała, obiecywałam, no i jestem...  Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - o ile pielęgnacja była w większości potrzebna, to kolorówkę pozostawię bez komentarza. Chciejstwo osiągnęło apogeum i nie ważne są ceny! Nic mnie nie usprawiedliwia... :P

Tym samym lipiec ogłaszam miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - nie, nie dołączę do akcji przeżyć za 50zł, bo jakoś mi się to nie widzi w moim wykonaniu... Choć podziwiam wszystkie dziewczyny, którym się udaje! W lipcu nie będę kupować nic, poza już zakupionymi produktami - jest ich 5 lub 6. Przede wszystkim nie kupię już niczego z kolorówki, a najlepiej by było, gdybym omijała wszelkie drogerie z daleka... Dopuszczam jedynie zakup tylko tych produktów, które mi się skończą... Jak na razie całkiem nieźle mi idzie, dość łatwo idzie mi omijanie drogerii lub odkładanie produktów na półkę w takowych... Zobaczymy how long? ;)

Oto moje powody do wstydu... :P

1. Pielęgnacja.

Balsamy do ciała Victoria's Secret w wersji Strawberries & Champagne oraz Berry Kiss zakupione w dużej promocji w Super-Pharm. Był początek miesiąca, jako tako brakowało mi lekkich balsamów do ciała (co okazało by się nieprawdą po głębszej eksploracji szuflad), więc, przy okazji poszukiwań prezentu dla mamy, zdecydowałam się na ich kupno... Wiedziałam, że wejście do SP niechybnie grozi zgubą... :P
Cena: 19,90zł/250ml (promocja)


Cukrowy peeling do ciała pomarańcza z kokosem marki The Secret Soap Store kupiłam tuż przed spotkaniem blogerek, na którym otrzymałam dwa kolejne peelingi. Jednak żaden z nich nawet w znacznym stopniu nie zbliżył się do tego - mojego nowego faworyta. Pisałam o nim TUTAJ.
Cena: 13,99zł/200ml (promocja)

Kremowe mydło pod prysznic z serii Kozie Mleko z Ziaji, to produkt, na którym czaiłam się całe wieki, ale zawsze było coś ciekawszego do kupienia. A ponieważ obiecałam sobie, że kupię go, jak spotkam go w promocji, to tak też uczyniłam. Nie żałuję, ale spodziewałam się więcej - w szczególności po zapachu. Ten jest bardzo przyjemny, ale pachnie jak Dove, a spodziewałam się czegoś bardziej w stylu kremu do rąk Glicerini z Eveline.
Cena: 5,49zł/500ml (promocja)


Migdałowy krem do rąk z Isany kupiłam, ponieważ był mocno zachwalany na blogach, jest edycją limitowaną, a ja w ostatnich miesiącach wykończyłam chyba cztery kremy do rąk... I wprawdzie zapas mam nadal całkiem spory, to jednak sprawiłam sobie taką małą nagrodę... ;)
Cena: 4,99zł

Krem do stóp z 30% zawartością mocznika z Lirene kupiłam jeszcze przed nawiązaniem współpracy z markami należącymi do Eris, a później ten sam krem otrzymałam do testów. To nic, skoro działam na dwa domy, to będę miała możliwość dokładnie go przetestować stosując go w obu tych miejscach... ;)
Cena: 9,99zł


Mam głupi nawyk robienia zapasów produktów do pielęgnacji twarzy z większym wyprzedzeniem, niż byłoby to potrzebne. Jak tylko widzę, że kremu robi się mało, a tubka czy słoiczek jest podejrzanie lekki, to biegnę w panice do sklepu w celu uzupełnienia braków. Po czym okazuje się, że produktu wystarcza mi na kolejny tydzień lub dłużej... Wprawdzie poniższych produktów już używam, ale spokojnie mogłam się wstrzymać chwilę z ich zakupem... ;)

Matujący kremowy mus z Lirene z serii Design Your Style, to kolejny produkt, który najpierw zakupiłam sama, a później otrzymałam do przetestowania w ramach współpracy. Pierwszego słoiczka już zaczęłam używać i mam całkiem pozytywne wrażenia. Jeśli ten stan się utrzyma, to drugi słoiczek na pewno się nie zmarnuje! A ja będę pewna, że moje zapasy są w dobrym stanie... :P
Cena: 17,49zł (chociaż dam głowę, że miał być wtedy w promocji za ok.15zł... so weird...)

Krem odżywczo-nawilżający pod oczy AA z serii Ultra Odżywianie jako jedyny z drogeryjnej półki przekonał mnie do siebie na tyle, że postanowiłam go wypróbować. Wprawdzie poszłam po krem z orchideą z Alterry, ale ktoś niezbyt roztropny, wycofał go ze sprzedaży, ku mojej ogromnej rozpaczy... A skoro latka lecą, to na noc warto się konserwować nieco bardziej intensywnie niż za pomocą mojego ukochanego żelu z Flos-Lek.
Cena: 12,99zł


O peelingach gruboziarnistym i drobnoziarnistym od Perfecty czytałam bardzo dobrą opinię na blogu Idalii, dlatego skusiłam się na wypróbowanie saszetek. Mój peeling morelowy z Soraya'i powoli zmierza do dna, więc być może coś innego skusi mnie do zakupu.
Cena: 1,69zł/szt.


Maska Crema al Latte firmy Kallos była chwalona już na tak wielu blogach, że mimo początkowych wątpliwości postanowiłam ją wypróbować. Tym bardziej, że wykończyłam półlitrową maskę z proteinami kaszmiru z Bingo Spa, a tą z proteinami mlecznymi skutecznie podbiera mi moja mama... Kallos zrobił pozytywne wrażenie również i na mnie, chociaż Bingo raczej nie przebije.
Cena: ok.5zł/250ml


Woda termalna z Avene została zakupiona przy okazji dużej promocji w Super-Pharm, przy większych zakupach można ją było nabyć za jedyne 9,90zł. Wody termalne nigdy mnie nie kusiły, ale w tej cenie już więcej może nie być okazji na wypróbowanie. Szczerze? Nadal nie wiem o co ten cały szum! ;)
Cena: 9,90/150ml (promocja)

Szampon dla dzieci Babydream kupiłam w celu chwilowego, stopniowego odstawienia szamponów z Alterry. Bardzo je lubię, ale zaczynam się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesuszają nieco moich włosów. Okaże się... ;)
Cena: 3,49zł (promocja)

2. Kolorówka i akcesoria.

Produktów z limitowanki Essence A New League miałam nie kupować, ale jak zobaczyłam stand, to przepadłam. Cień zdecydowanie był wart zakupu, a bronzer jakoś tak niekoniecznie jest dla mnie. Jest fajny, ale już się przyzwyczaiłam do mojego staruszka z Oriflame i tylko z nim romansuję, jeśli już używam bronzera. Pisałam o nich więcej TUTAJ.
Cena: cień 9,99zł, bronzer 7,99zł


Essie Good To Go i Essie Cute As A Button (KLIK) - z zakupu obu jestem zadowolona, chociaż płakać mi się chcę, jak pomyślę, że u Aliss ten lakier trzyma się tak długo, a ja mam odpryski tego samego dnia... No ale ten kolor! Za to wysuszający top, to zdecydowanie najlepszy zakup miesiąca! Już nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez jego użycia!
Cena: ok.35zł/szt.

U góry: Luxury Leila; Na dole od lewej: Lovely Lucy, Rockstar Robyn
Cienie z metalicznej kolekcji MIYO - Lovely Lucy, Rockstar Robyn i Luxury Leila - kupiłam nieco przypadkiem. Dwa ciemniejsze z braku jaśniejszego, a jaśniejszy, bo w końcu, po długich poszukiwaniach, został znaleziony... ;) Ot, taka fanaberia...
Ok. 6zł/szt.

Mini Dropsy od MIYO - znalezione na początku miesiąc a i porwane do domu w ilościach hurtowych. Nie żałuję, bo kolory są świetne, idealnie dopełniają moją wakacyjną kolekcję! A o fiolecie pisałam już TUTAJ.
Cena: 3,50zł/szt.


Cień Catrice 050 The Noble Knights chodził za mną od dawna, aż w końcu na wiosnę został wycofany ze sprzedaży. Teraz jednak Natura wykłada na światło dzienne to, co ma pochowane w magazynach i tym sposobem dorwałam ten piękny złotosrebrny kolor. Zdecydowany ulubieniec czerwca! Być może znajdziecie go również u siebie, więc na końcu notki znajdziecie swatche.
Cena: ok.8zł

Lawendowy lakier od My Secret, to również efekt skutecznych poszukiwań. Tym razem konkretnego koloru. Więcej pisałam o nim TUTAJ.
Cena: ok.6zł

Góra od lewej: 352 Matte, 460 Double Spark; Dół od lewej: 399 Pearl, 502 DS
Najmniej usprawiedliwiony i najmniej potrzebny zakup tego miesiąca. Za to najbardziej upragniony, bo cienie Inglota chodziły za mną od dawien dawna i kwestią czasu było jedynie to KIEDY a nie CZY ulegnę... No i korzystając z towarzystwa trzech uroczych koleżanek (tak, S. N. i N.! aj em toking tu ju ;)), uległam poczwórnie! Jakby tak pomyśleć, to lepiej, że nie było nas więcej, bo skończyłoby się całą paletką... (Cztery cienie, cztery osoby, jeden portfel...)
Cena: 10zł/wkład
Więcej grzechów nie pamiętam, paragonu nie mogę odkopać... ;)


Pędzle do różu Hakuro H24 i EcoTools -ostatnimi czasy przybyło mi kilka pięknych, mocno napigmentowanych róży, a jedyny mój pędzelek, który sobie z nimi radził, wygląda już na nieco poobgryzanego. Wprawdzie jeszcze się z nim nie żegnam, ale nie odczuwam już potrzeby używania go w sytuacjach innych niż awaryjne. Nareszcie doczekałam się pędzla idealnego, czyli H24!
Cena: Hakuro - 25,99zł,  EcoTools - ok.15zł (promocja w Rossmanie)

3. Zdobyczne - wymianki, wyprzedaże i inne "w".


Moje pierwsze pomadki z MACa - Viva Glam Cyndi oraz Angel, zostały okazyjnie zakupione na wyprzedaży u Marti. Jestem z nich bardzo zadowolona! Więcej niebawem! :)



Powyższe dwa lakiery, to efekt wymianki z moją ulubioną Stefanią :* Ja podrzuciłam jej cienie, które bardziej będą pasowały jej, niż mi, a ona mi wydzieliła porcyjkę ze swojej kolekcji lakierów... Zwłaszcza tej pięknej kolekcji Inglotowskich lakierów :)

***
Poniżej zbliżenie na cień Catrice 050 The Noble Knights, być może któraś z Was skusi się pogrzebać w naturowych koszyczkach wyprzedażowych i trafi na tego oto pięknego osobnika! :)




***
I jak bardzo jest ze mną źle? Należy się karna małpka?*

Ja naprawdę obiecuję poprawę! W szczególności przyrzekam, że w lipcu nie kupię z kolorówki nic poza paletką Glory i miniaturowego bonusu wraz z nią zamówionego! ;)
K.

*karna małpka - obiekt mający na celu sprawienie mi przykrości, tudzież zwrócenie uwagi na nieprawidłowość mojego postępowania. Swoje źródło ma w mojej niechęci do małp wszelakich, odkrytego przez mojego Mężczyznę usilnie proponującego mi oglądanie filmów w głównym udziałem małp, małpopodobnych lub osobiników z rodziny małpowatych (a pod to można już wiele podciągnąć... ;)), tj. King Kong, czy Geneza Planety Małp... Chociaż w King Kongu większymi małpami byli ludzie, a tego olbrzyma polubiłam za zbrechtanie tańca Naomi Watts :D Karna małpka została wprowadzona do użytku przez mojego mam-nadzieję-przyszłego-szwagra... Chociaż, jak tak dalej będzie mi wlepiać małpki za byle drwinę, to będę musiała ustanowić zwrotny rodzaj kary ostatecznej w postaci karnego Tr... a nie ważne... :D
Czytaj dalej

sobota, 23 czerwca 2012

Błękitna lawenda od My Secret ;) [swatche]

Kontynuując temat wiosenno-letnich lakierów, przedstawiam Wam lawendę od My Secret. Ten piękny liliowo-błękitny lakier jest idealnym spełnieniem mojego wymarzonego letniego fioletu! Na szczęście zbyt długo nie musiałam szukać i mimo, że w czerwcu w moje ręce z różnych źródeł trafiły rozmaite odcienie fioletu, to od razu wiedziałam, że to jest to, czego szukam :]

My Secret - 147 Lavender
W ramach formalności ON, nazywa się My Secret - 147 Lavender i jest przepięknym odcieniem fioletu z dużą domieszką błękitu, która oczywiście dominuje na zdjęciach, a w rzeczywistości proporcja między tymi kolorami jest dużo bardziej zrównoważona. Lakier pochodzi ze stałej kolekcji My Secret, a jeśli jest aktualnie niedostępny na półce, to tylko dlatego, że jest piękny i nie tylko ja doceniłam jego urodę przygarniając go do swoich zbiorów... ;)

My Secret - 147 Lavender
Lakier ma całkiem wygodny pędzel, który dobrze manewruje się przy skórkach - albo ja zaczynam nabierać wprawy, bo w końcu nie miewam usmarowanych całych palców lakierem ;)) Na moich paznokciach trzymał się trzy dni, a czwartego zaczął odchodzić płatami. Żadnych odprysków, czy obtarć. Po prostu odchodził jak naklejka... :P

My Secret - 147 Lavender
Jego kolor tak bardzo mi się spodobał, że przez cały pierwszy dzień autentycznie co chwilę wpatrywałam się w swoje paznokcie, co raczej rzadko mi się zdarza. Co te blogi robią z kobietami... ;) No, ale żeby nie było tak jednolicie, przy okazji przekopywania lakierowych zapasów znalazłam brokatowy topper z Essence - Hello Holo, więc dodałam go trochę na paznokciu serdecznego palca i muszę przyznać, że efekt bardzo mi przypadł do gustu! Brokat w chłodnym odcieniu, mieniący się na fioletowo-błękitno, to był zdecydowany strzał w dziesiątkę!

Cena: ok.6,50zł;
Dostępność: Drogerie Natura

My Secret - 147 Lavender
No to ja już nie przedłużam, oglądajcie i piszcie jak Wam się podoba takie połączenie? Macie swój ulubiony lawendowy lakier?
K.



Tu mu chyba najbliżej do rzeczywistego koloru.


Czytaj dalej

wtorek, 6 marca 2012

Lutowe zakupy

Jako, że marzec rozgościł się w kalendarzu już na dobre, to pora na podsumowanie zakupowe lutego... W tym miesiącu przybyło mi... ekhm... sporo nowych szpargałów i nie były to same niezbędne rzeczy, dlatego w marcu mam silne postanowienie nie kupowania niczego ponad aktualne potrzeby... Tzn. wiadomo, jak się trafi coś super hiper, to pewnie ulegnę, ale żeby to super hiper mega kilo giga fantastyczne, nie kusiło mnie za każdym razem... ;)

Dla usprawiedliwienia dodam tylko, że tzw. projekt denko nadal idzie mi całkiem ładnie i zgrabnie i tendencja kilkunastu zużyć jest jak najbardziej zachowana (o czym więcej jutro). Myślę tylko, że chyba powinnam nieco zaostrzyć jego reguły w rejonie kolorówki, ale która z nas nie ma z tym problemów... ;)

Przechodząc jednak do rzeczy... Przedstawiam Wam nowe nabytki w miesiącu lutym! Tadaaaam! :)

1. Pielęgnacja twarzy.

Tutaj zdecydowanie padło na maseczki! Ostatnio stałam się totalną fanką maseczek w saszetkach, również ze względu na to, że jeśli któraś mi nie pasuje, to męczę się z nią tylko raz, a nie od razu z całą tubą... ;)

Bielenda - maski z serii Bawełna i serii Granat
Nie miałam okazji ich jeszcze wypróbować, ponieważ pojawiły się w mojej kosmetyczce dopiero pod koniec miesiąca, ale koleżanka bardzo polecała mi serię z granatem, więc dobrałam do pary bawełnę i w ten weekend któraś z nich wyląduje ze mną w łazience... :)
Cena: 4,19zł/szt

Ziaja - maski z glinkami
Ziaja - maska oczyszczająca z glinką szarą
Absolutnym i niekwestionowanym ulubieńcem miesiąca jest dla mnie maska oczyszczająca z glinką szarą z Ziaji. W moim odczuciu stosowana regularnie zapobiegała, tudzież znacznie opóźniała świecenie moją piękną facjatą... :P A reszta? Zobaczymy, anty-stress nie powaliła mnie na kolana, ciekawe jak pozostałe...
Cena: ok.1,50zł/szt

Soraya - morelowy peeling oczyszczający
Kolejny hit-nie-hit. Różne opinie twierdzą co innego - jedne, że jest to odpowiednik wycofanego morelowego peelingu St. Ives, inne twierdzą, że w ogóle się do niego nie umywa. St. Ives nie miałam, ale ten sprawdził się absolutnie fantastycznie! A myślałam, że mam dobry zdzierak w domu - toż, to herezje! Soraya, to dopiero cudo nad cudami! Czuję, że to będzie związek na dłużej...
Cena: 9,49zł/250ml (promocja)

2. Pielęgnacja ciała.
Alterra - mydło różane i lawendowe
Kolejnym nabytkiem były mydełka z Alterry - czytałam o nich kilka pozytywnych opinii, więc skusiłam się na dwie wersje zapachowe. Krzywdy na pewno mi nie robią, nie zauważyłam wysuszenia dłoni, a jednocześnie nie potrzebuję używać po nich kremu do rąk. Dodatkowo mają krótki i przyjazny skład, kosztują niewiele, mają spory wybór zapachów, no i robią to, co mają robić - myją ręce!
Cena: ok.2zł/100g (promocja)
Oriflame - Loves me...
Zestaw Oriflame - Loves me..., w którego skład wchodzą krem do rąk (75ml), mydełko w kształcie stokrotki (75g) oraz krem pod prysznic (250g), wszystkie w jednej, delikatnej linii zapachowej. Oczywiście najbardziej urzekło mnie mydełko... Aż szkoda je ruszyć taką stokrotkę...
Cena: 19,90zł/zestaw (promocja)
Oriflame - Silk Beauty - żel do golenia
Z tego chyba nie muszę się tłumaczyć... ;) Po prostu żel do golenia. Od lat bardzo dobrze się u mnie sprawdza, w każdej wersji, która była dostępna, dlatego zawsze do niego wracam. Do tego jest bardzo wydajny. Nie pamiętam nawet, kiedy kupiłam poprzednią tubkę.
Cena: 10,90zł/150ml
Eveline - balsam różany
Już od dawna miałam na niego ochotę, a że u mojego M. skończyło się nasze mleczko z Oriflame, to zawinęłam różyczkę do koszyka, jak tylko spotkałam ją w promocji. Ogromny plus za wygodną pompkę, dużą pojemność i bardzo lekką konsystencję - idealna do smarowania na szybciocha. Należy mu się osobna recenzja.
Cena: ok.12zł/500ml (promocja)
Oriflame - balsam z wyciągiem z trzech zbóż
Argument właściwie jak powyżej, z tym, że różę miałam zagarnąć do domu, jak tylko będzie balsam w promocji (mój facet lubi je ze względu na neutralne zapachy), ale ostatecznie tak przyzwyczaił się do pompki, że róża została u niego, a zboża czekają na swoją kolej na półce z zapasami...
Cena: 13,90zł/400ml (promocja)

Body Club - kule do kąpieli
Kule do kąpieli kupiłam w promocji w Drogerii Natura, pamiętam, że zrobiły szał w którejś z edycji Biedronkowej gazetki urodowej, ale wtedy się na nie nie załapałam. Początkowo kupiłam dla siebie tylko różaną, ale ponieważ spodobała się mamie, to sprezentowałam jej różę i lawendę/pomarańczę. Na razie czekają na swoją kolej, bo my czekamy na naprawę pieca, więc kąpiele musimy sobie gotować... (Hahaha... Very funny!)
Cena: ok.5zł/170g  (promocja)
Douglas - różany płyn do kąpieli
Kolejny różany (tak, mam obsesję na punkcie tego zapachu...) umilacz kąpieli - Douglasowy płyn do kąpieli dostałam jako miły i pachnący dodatek do prezentu walentynkowego. U mojego M. mamy prysznic, a w domu sytuacja jak wyżej. Z tego względu póki co, tylko siedzę i niucham... 

3. Pielęgnacja włosów.
Mrs. Potters - balsam z aloesem i jedwabiem
Wszędzie polecana odżywka z Mrs. Potter's - mam nadzieję, że kupiłam dobrą wersję... W każdym bądź razie sprawdza się bardzo przyzwoicie, włosy mi nie odpadły, a i pachnie bardzo przyjemnie... A, że zapasy Isany się kończą...
Cena: 6,48zł/500ml
Joanna - balsam nawilżająco-regenerujący
Tutaj zadziałał trochę owczy pęd - spotkałam ją w markecie, pamiętałam, że coś dobrego o niej czytałam, a że nie kosztowała wiele, to wrzuciłam do koszyka... I w sumie teraz nie wiem, jak tego używać... Jakieś propozycje? :P
Cena:5,24zł/200g

4. Kolorówka.
My Secret, Manhattan, Essence, Kobo
W kwestii kolorówki dokonałam całe mnóstwo nieprzemyślanych zakupów. W zasadzie ze wszystkich jestem zadowolona (uff...), ale spokojnie mogłam sobie część darować... :P Niektóre z zakupów zostały już bliżej przedstawione, więc podlinkuję je poniżej.

Do zbiorów dołączyły:
My Secret 104 - flejksy (ok.4zł, promocja);
Manhattan - matowe pomadki w kremie (ok.6zł/szt.; allegro) TU i TU;
Essence - cień w kremie Stay All Day - 02 Glammy Goes To...(11,99zł);
Kobo - cienie z limitowanki Elegance -  Pearl Mist i Oriental Illusion (11zł/szt)

Oriflame, Synergen, Rimmel
Jak widać skusiłam się również na osławionego rimmelowskiego żelka - myślę, że już mogę zaliczyć się do grona jego fanek! Puder Synergen - kolejny blogowo-wizażowy hit - pierwsze wrażenie zrobił pozytywne, oby tak dalej. Oriflame Bio Clinic - krem redukujący zaczerwienienia - to coś, co ja traktuję jako bazę, która ma za zadanie utrzymać moje policzki w tym samym kolorze, co reszta twarzy... If u know what I mean... Muszę przyznać, że sprawdza się wyjątkowo przyzwoicie, ale póki co nadal jeszcze muszę ją trochę pomęczyć, zanim ją zrecenzuję.
Rimmel - ok.24zł/18ml (promocja);
Synergen - ok.6,50zł (promocja);
Oriflame BioClinic - 69,90zł/30ml (promocja, dla przerażonych dodam, że jako konsultantka zapłaciłam ok.20zł mniej).

Essence C&G 82 Rich&Pretty oraz Essence Stay All Day 03 Steel The Show
Zadowolona z pierwszej parki cień+lakier (wybranej nieświadomie w zbliżonej kolorystyce), tydzień później wybrałam się po kolejną parkę i znowu popełniłam nieświadomie duet kolorystyczny. A że do tego była promocja 2+1, to jako gratis wybrałam z kasy błyszczyk XXL Nudes, który dałam mamie, bo ja raczej mało błyszczykowa jestem, a ona lubi tego typu mazidełka :)
Lakier C&G 82 Rich & Pretty - 5,50zł;
Cień w kremie Stay All Day - 03 Steel The Show - 11,90zł.

Sensique 150 + Oriflame Very Me
Lakier Sensique wpadł do koszyka, bo miał taki sam kolor, jak sweterek w dniu jego zakupu i kosztował grosze, więc to typowo babski argument... :|
A kredki urzekły mnie kolorami i moją ulubioną formą ołówka, mam do takich większe zaufanie, niż do kredek wykręcanych. Tak mam i koniec. A turkus będzie cudny na wiosnę!
Sensique 150 - 3,99zł;
Kredki Oriflame - Very Me - 7,90zł/szt.

5. Inne.
Isana - migdałowy zmywacz do paznokci i Rexona aloesowa w kulce
Skończył mi się biedronkowy zmywacz Nailty, więc złapałam na szybko Isanę, skuszona obietnicą migdałów. Nie czuję ich, ale fakt faktem paznokcie po zmywaniu pachną cudownie! No a Rexona wpadła, bo morduję resztki kulki z Nivea, więc na dniach będzie potrzebny zamiennik.
Isana - zmywacz do paznokci - errrm... ok.5zł? To jest ta duża butla...;
Rexona - kulka aloesowa - ok.8zł (promocja).

Belissa
Po 1,5 miesięcznej przerwie na Capivit (skóra, włosy, paznokcie - czy jakoś tak... ;)), postanowiłam wrócić do Belissy, spotkanej w promocji w Rossmanie. Po niej najszybciej zauważam efekty i myślę, że dzięki niej przestały mi aż tak wypadać włosy. Pierwsze opakowanie "zjadłam" w grudniu i już wtedy widziałam efekty, dlatego teraz, po braku większej skuteczności Capivitu, wracam pokornie do Belissy.
Cena: ok.15zł/50 tabletek

To już chyba pełna lista moich lutowych grzeszków. Tym razem było tego dużo, może nie były to drogie rzeczy, ale pierdoły mają to do siebie, że łatwo wpadają do koszyka, ale ich suma może nieco porazić... ;)

A Wy jak tam? Też tak nagrzeszyłyście w tym miesiącu?
K.
Czytaj dalej

środa, 22 lutego 2012

My Secret 104, czyli słów kilka o flejksach...

Cześć Dziewczyny!

Tym razem kilka słów i dużo zdjęć przedstawiających dość popularny ostatnio lakier wykończeniowy, czyli nr.104 od My Secret. Ten lakier, to piękny topper, który świetnie nadaje się zarówno do noszenia na codzień razem z delikatnymi, cielistymi kolorami, dodając im trochę błysku. Sprawdzi się również jeśli znudzi Wam się lakier, który macie na pazurkach od kilku dni i już Wam się trochę znudził, ale za nic nie chcecie się go jeszcze pozbywać z pazurków - macie tak czasem? ;)

My Secret 104
Lakier od My Secret, to przezroczysta baza, w której zatopione są maleńkie kawałeczki czegoś w rodzaju folii (tzw. flejksy), która przepięknie mieni się w odcieniach zieleni i pomarańczy. Pędzelek nabiera dość sporo lakieru, w którym jest zatopione sporo drobinek, więc jeśli zależy Wam na delikatniejszym efekcie, to warto wcześniej trochę wytrzeć pędzelek. Lakier schnie dość szybko, więc ekspresowe przerobienie pazurków na wersję imprezową jest jak najbardziej osiągalne w kilka minut. Trudno mi natomiast ocenić jego trwałość, ponieważ to zależy przede wszystkim od lakieru nałożonego jako baza. Nie zauważyłam, żeby baza odpryskiwała szybciej przez nałożenie toppera.


My Secret 104
Poniżej krótka prezentacja flejksów na różnych kolorach lakierów. W pierwszej kolejności użyłam toppera do upiększenia lakieru z Essence - 50 Irreplaceable (swatche TUTAJ). Byłam bardzo ciekawa efektu, jak sprawdzi się taka kombinacja flejksów z lakierem, który sam w sobie jest dość hojnie obdarzony drobinkami. Efekt baaardzo przypadł mi do gustu - flejksy na kciuku i palcu serdecznym.

Essence C&G 50 Irreplaceable i My Secret 104 (palec serdeczny)
Essence C&G 50 Irreplaceable i My Secret 104
Poniżej natomiast prezentuję tego cudaka na różnych kolorkach. Wybierałam lakiery bezdrobinkowe i raczej bez widocznego efektu shimmer.

My Secret 104
Użyte lakiery: 
mały palec - Oriflame - Dark Purple;
palec serdeczny - Golden Rose 256;
palec środkowy - Inglot 973;
palec wskazujący - Essence 07 Blair;
kciuk - Sensique 150.
Użyte lakiery.
Poniżej flejksy na dwóch jasnych kolorach i dwóch intensywnych. Wybaczcie krzywo zmalowany mały palec - za nic nie byłam w stanie opanować drżenia rąk... :P

My Secret 104
Użyte lakiery:
mały palec - Oriflame Coral Red;
palec serdeczny - Oriflame Pink Intense;
palec środkowy - Golden Rose 208 (swatche TUTAJ);
palec wskazujący - Golden Rose 264 (swatche TUTAJ).

Użyte lakiery.
Na koniec jeszcze raz rzut okiem na tego przystojniaka...

My Secret 104
...a teraz biegiem do Natury! Koszt tego cudaka, to około 6zł ;)

K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast