Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoya. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2015

Marcowe nowości

Marzec, jeśli chodzi o nowości kosmetyczne, był miesiącem dosyć spokojnym. Właściwie, gdyby nie wiosenna edycja Targów Beauty Forum i mój wyjazd do Pragi, to chyba nie kupiłabym żadnego kosmetyku, ale kiedy trafia się okazja, nie można z niej przecież nie skorzystać, prawda? :)


Skoro wspomniałam już o Targach Beauty Forum, to zacznijmy nowości od pokazania kosmetyków, które tam kupiłam. Właściwie kosmetyki, to zbyt ogólne określenie, bo z targów wyszłam po prostu z sześcioma nowymi lakierami, z czego najliczniejszą reprezentacją okazały się te marki Zoya. Zdecydowałam się na piękny jasny róż Brigitte z kolekcji Naturel (którego nie mogłam się pozbyć z głowy od ubiegłorocznych wiosennych targów), oprócz tego zgarnęłam też Sansę z kolekcji Ignite, która jest pięknym, oberżynowym fioletem o bardzo ciemnej bazie, mieniącym się złotymi i różowymi drobinkami (tego lakieru zabrakło dla mnie podczas jesiennej edycji targów). Trójkę zamyka przepiękny, intensywny róż Dita, który bardzo mocno wpadł mi w oko! :)


Kolejną trójką, która również zasiliła moje lakierowe zasoby podczas targów Beauty Forum są dwa lakiery Morgan Taylor z najnowszej kolekcji Cinderella oraz jeden OPI, który chodził za mną co najmniej od ponad roku... Morganki, to Watch Your Step, Sister (cudny koral!) oraz Ella Of A Girl (pastelowy róż), natomiast OPIk, to słynny Hey Baby z jednej z kolekcji sygnowanych przez Gwen Stefani.


W Pradze trafiłam na sieć sklepików czeskiej marki Manufaktura, w których znalazłam sporo ciekawych kosmetyków o całkiem przyjaznych składach i równie przyjemnych cenach. Właściwie niczego nie potrzebowałam, więc zdecydowałam się po prostu na trzy rzeczy, które i tak z pewnością zużyję, postawiłam jednak na ciekawe zapachy - żel o zapachu wina, krem do rąk o zapachu śliwki oraz malinowy balsam do ust. Zapowiada się bardzo przyjemna i pachnąca przygoda! :)


W plebiscycie Glammies, prowadzonym przez magazyn Glamour, można było głosować na najlepsze kosmetyki 2014 roku. Wśród nominowanych znalazły się m.in. krem z witaminą K uszczelniającą naczynka z serii Pharmaceris N oraz dwufazowy płyn do demakijażu Cleanology marki Dr Irena Eris, które, dzięki uprzejmość Pani Eriski - Magdy, również i ja mogę przetestować.


Ostatnimi nowościami, ale wcale nie mniej przez to ważnymi, są nowe lakiery Rimmel z serii 60 seconds o pięknych, wiosennych odcieniach. To kolejna kolekcja, która powstała we współpracy z piosenkarką Ritą Ora, ale nie to jest tym razem najważniejsze. Otóż, marka Rimmel (oraz inne spod szyldu Coty) przekaże 1% dochodu ze sprzedaży każdego z tych lakierów na rzecz Fundacji DKMS, wspierającej walkę przeciw białaczce. Więcej szczegółów na stronie http://www.wzordonasladowania.pl/!

***
Jeśli chodzi o moje marcowe nowości, to byłoby już wszystko. Nie ma tego dużo, ale za to jest przyjemnie dla oka i kolorowo. Coś czuję, że taka ilość nowych lakierów sprawi, że na blogu znowu pojawi się trochę słoczy :)

Jak zawsze dajcie znać co z moich nowości znacie i lubicie? A może jest wśród nich coś, co zupełnie się u Was nie sprawdziło? :)
Karolina
Czytaj dalej

czwartek, 12 marca 2015

Zoya - Payton

Minęły długie miesiące odkąd na blogu pokazywałam jakikolwiek lakier. Nie mam pojęcia z czego ta długa przerwa wynikła, bo wcale nie przestałam malować paznokci, a kiedyś te posty pojawiały się na moim blogu chyba najczęściej. No nic, nie ma co długo gdybać, trzeba to po prostu nadrobić, dlatego dzisiaj chciałabym Wam pokazać przepiękny ciemny fiolet, czyli gwiazdę kolekcji Zenith marki Zoya - Payton.


KOLOR I KRYCIE:
Jak już wspomniałam, Payton, to przepiękny, głęboki odcień ciemnego fioletu, uzbrojony w mnóstwo holograficznych drobinek, które cudownie się mienią. Ten kolor należy do takich, które rozkwitają szczególnie w sztucznym świetle, ponieważ to właśnie ono wydobywa z drobinek ich wielowymiarowy blask.

Payton należy do typowych dwuwarstwowców. Niestety jedna warstwa lakieru, to trochę za mało, ponieważ nawet grubsza nie przykryje prześwitów. Druga jednak bez problemu wyrównuje kolor i całkowicie pokrywa płytkę.



PĘDZELEK:
Miałam już wcześniej sporadyczny kontakt z lakierami Zoya, dlatego pędzelek nie był już dla mnie zaskoczeniem. Pamiętam jednak doskonale, że malując paznokcie moją pierwszą Zoyką, byłam szalenie miło zaskoczona wygodnym w użyciu pędzelkiem. Ten, mimo, że wąski, okazał się być bardzo precyzyjny. Nie inaczej jest w przypadku Payton. Pędzelek rozprowadza lakier dokładnie tam, gdzie chcemy i wystarczy poświęcić mu tylko chwilę uwagi, żeby mieć perfekcyjnie pomalowane paznokcie.


KONSYSTENCJA:
Lakier jest mocno płynny, choć na pewno nie za rzadki, więc zdarza mu się czasami nieco rozlewać po skórkach, ale generalnie zgrabny pędzelek pomaga to wszystko opanować. Poza tym, jego aplikacja nie sprawia żadnych problemów. Zero większych kłopotów z kryciem czy smugami.

TRWAŁOŚĆ:
Generalnie nie jest źle. Nosiłam ten lakier już kilka razy i na krótszych paznokciach wytrzymywał w przyzwoitym stanie cztery do pięciu dni. Jednak, jak to bywa z ciemnymi lakierami, przez ten czas coraz bardziej ścierał się na końcówkach. Tylko raz zdarzyło mi się, że lakier posypał się dosłownie już pierwszego dnia, ale najwyraźniej musiałam wtedy źle przygotować paznokcie.


ZMYWANIE:
I tutaj Payton znowu okazała się bezproblemowa! Obawiałam się, że tak ciemny kolor, w dodatku pełny drobinek będzie się mazać i trudno będzie się go pozbyć, ale na szczęście zmywa się właściwie tak samo łatwo jak wszelkie zwykłe kremowe lakiery :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Lakiery Zoya są generalnie dość trudno dostępne. Ja swoje kupowałam przede wszystkim na targach, dzięki czemu ich cena również była sporo niższa. Klasyczne emalie kosztowały tam 28,50 zł, natomiast piaski Pixie Dust bodajże ok.32 zł. Niektóre kolory można upolować też w różnych sklepach internetowych, widzę, że znajdziecie je przede wszystkim w sklepie Zoya Colors, ale niestety już w cenie 43 zł. Poza tym możecie też pytać o nie w salonach kosmetycznych.


Tyle zachwytów, pora więc przyjrzeć się tej ślicznotce z bliska! :)




I jak? Podzielacie mój zachwyt nad tym pięknym fioletem? Lubicie nosić takie ciemne lakiery na paznokciach? Koniecznie dajcie znać! :)
Karolina
Czytaj dalej

środa, 4 czerwca 2014

Majowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Maj był dla mnie miesiącem (znowu) obfitującym w mnóstwo nowości. Jak zwykle wszędzie zwęszyłam okazję do powiększenia moich i tak już sporych kosmetycznych zasobów, więc miejmy już tę majową spowiedź za sobą. Zgrzeszyłam. Postanawiam poprawę (obiecanki-cacanki) ;)


Choć w kwestii pielęgnacji staram się kupować tylko to, co niezbędne, a majowe denko osiągnęło naprawdę zadowalający poziom (o czym za jakiś czas), kolorówka nadal niemiłosiernie mnie kusi i to ona stanowi zwykle większość moich zakupów. Stanowczo warto dać sobie na wstrzymanie, bo choć spełniłam kilka swoich kosmetycznych marzeń i zachcianek, to jednak znowu zaczyna robić się w moich szufladach nieco tłoczno.


***

Powyższe zakupy zawdzięczam Aalimce, która przy okazji majówki u rodziców, zrobiła dla mnie drobne zakupy. Zależało mi na trójce letnich żeli z Balea o bardzo apetycznych zapachach mango, arbuza (niby melon, to melon, ale na zdjęciu jest arbuz...) i karamboli. Oprócz tego przygarnęłam kolejną pomadkę ochronną z Alverde, tym razem w wariancie wiśniowym, oraz słynny kamuflaż tej samej marki. Do tej pory używałam korektora Alverde Cream To Powder i byłam nim zachwycona, ale mam już w nim dość spore denko, dlatego poprosiłam Kamilę o zakup jego następcy :) Wszystkie te produkty, kupowane bezpośrednio w DM wyniosły mnie niecałe 30 zł, więc zdecydowanie się opłacało! Żel mango już króluje pod prysznicem i muszę się przyznać, że ten zapach w dużej mierze zdominował moją aktualną pielęgnację :)


Zakup antyperspirantu Nivea Calm&Care (10,99 zł) oraz naturalnego dezodorantu w kamieniu Crystal (ok.25 zł), był podyktowany coraz częstszymi podrażnieniami na skórze pod pachami. Nigdy nie miałam przesadnie wrażliwej skóry, ale najwyraźniej częstsze używanie Rexony (związane ze wzmożoną aktywnością fizyczną) dało mi się we znaki, a depilacja za pomocą maszynki, na pewno nie pomogła rozwiązać problemu. W tej chwili, zawsze po goleniu, przecieram skórę kryształem, który ma w składzie ałun, charakteryzujący się właściwościami łagodzącymi (jako antyperspirant zupełnie się u mnie nie sprawdza; swoją drogą kwestia zawartości soli aluminium i jej działania skórę jest mocno dyskusyjna, więc zachęcam do poczytania ciekawych rozważań tutaj). Na co dzień staram się też sięgać po delikatniejszy antyperspirant - w tym celu wybrałam wersję Nivea Calm&Care, która również teoretycznie ma być przeznaczona do skóry wrażliwej, a po Rexonę sięgam w cieplejsze dni lub przed ćwiczeniami. Na ten moment ta strategia zdaje się mieć zbawienne działanie dla mojej skóry! Jeśli Wam też zdarzyły się takie problemy, to polecam wypróbować moją metodę :)

Woda termalna Uriage szturmem wtargnęła do mojego serca, a ponieważ właśnie wykończyłam swoją pierwszą butelkę, kupiłam nową w promocji za niecałe 14 zł. Na razie używam wody termalnej z Avene, ale Uriage chciałam już mieć, ponieważ jest wygodniejsza na wyjazdy z racji braku konieczności osuszania.

Zmywacz z Isany w wersji z acetonem (ok.5 zł?) i pasta do zębów Dental Cream z Himalaya Herbals (ok.11 zł) nie wymagają chyba komentarza, prawda? :)

Emulsja matująca z serii Purritin z Iwostinu, to powtórka z rozrywki. Właśnie wykończyłam pierwszą tubkę tego kremu i polubiłam się z nim, dlatego od razu sięgnęłam po nowe opakowanie. Do kremów na dzień (zależy mi na tych, które nie będą wzmagać błysku) podchodzę z coraz większym dystansem, dlatego jak już coś się u mnie sprawdzi, to staram się tego trzymać. Krem nawilżający z serii Sensitia również z Iwostinu (tego typu produkty stosuję przede wszystkim na noc), to produkt testowy. Byłam ciekawa jak wypadnie w porównaniu do mojego ukochanego Vita Sensilium z Pharmaceris A. Za nieco ponad miesiąc powinnam zresztą podzielić się z Wami moim spostrzeżeniami na ten temat :) Każdy z kremów kosztuje ok.30 zł.

Oliwka Hipp (ok.15 zł) też nie znalazła się tutaj przypadkiem! To jak dotąd najbardziej uniwersalny kosmetyk, który miałam w swoich rękach. Fantastycznie sprawdza się zarówno do olejowania włosów, paznokci, jak i po prostu w zastępstwie zwykłego balsamu. Ostatnio już za nim zatęskniłam, bo nic nie dawało takich efektów na moich paznokciach jak półgodzinna kąpiel w podgrzanej oliwce!

Jak widać pielęgnacja lubi kończyć się i przybywać stadkiem ;)


Produkty ARTDECO, to upominki które otrzymałam na bardzo interesujących warsztatach z makijażystą tej marki. Do tej pory znałam tylko słynną bazę pod cienie, a teraz mam możliwość zapoznać się również z innymi produktami marki. W moje ręce trafił tusz do rzęs Wonder Lash Mascara, puder oraz podkład z serii do makijażu High Definition oraz pomadka o pięknym, nieco koralowym odcieniu. Tusz i pomadka są już w użyciu, więc za jakiś czas spróbuję podzielić się z Wami moim wrażeniami.


Podczas gdy wszyscy szaleli na promocjach w Rossmannie ja starałam się go unikać z daleka. Prawie by mi się to udało, ale w ostatnim tygodniu promocji -49% złamałam ten niepisany zakaz i przygarnęłam cień /sprasowany pigment L'Oreal Color Infaillible w kolorze Forever Pink (ok.18 zł w CND) oraz dwie pomadki - matową Bourjois Rouge Ediotion Velvet 02 (ok.25 zł) oraz upragnioną Rimmel Moisture Renew w kolorze 360 As You Want Victoria (ok.14 zł).


Jak wiadomo, promocje typu -40% całkiem przypadkowo lubią się mnożyć w tym samym czasie we wszystkich drogeriach. O ile zwykle staram się omijać wtedy wszystkie te przybytki rozpusty, tak tym razem zbyt wczesne wyjście z domu poskutkowało "szlajaniem się" po Hebe w tym niebezpiecznym okresie. Co z kolei zaowocowało kilkoma nowościami (dla mnie) z Gosha. Ponieważ marka generalnie należy raczej do tych droższych (jak na półkę drogeryjną oczywiście), skusiłam się na cztery produkty, które wpadły mi w oko - piękny bronzer (Pink), pomadkę (158 Yours Forever), krem CC (02 Ivory) oraz róż-mozaikę (Pink Pie). W tej chwili najbardziej cieszy mnie CC, bo choć teoretycznie nie powinien dogadywać się z moją cerą, to jednak w wolne dni jest dla mnie ostatnio niezastąpiony, kiedy zależy mi na lekkim, ale ładnym makijażu :) Nie pamiętam już cen poszczególnych produktów, ale po zniżce 40% za całą czwórkę zapłaciłam ok.100 zł.


No i to są właściwie najważniejsze zakupy maja! Od tak dawna przymierzałam się do zakupu Daisy Eau So Fresh, że już nawet nie jestem w stanie określić początkowej daty mojej fascynacji tym zapachem. Bardzo długo odkładałam ten zakup, sięgałam po inne produkty i ostatecznie zawsze przekonywałam się, że chyba jednak dojrzałam już do tych lżejszych i bardziej kwiatowych zapachów. W międzyczasie zakochałam się też w absolutnie cudownej Roses de Chloe! Wybór był tak trudny, że skusiłam się na obie buteleczki. Daisy Eau So Fresh w pojemności 125 ml, a Chloe - 30 ml. Teraz chyba bym zamienił te pojemności, bo - o dziwo - to w Chloe czuję się znacznie lepiej i pewniej, choć Daisy z pewnością się u mnie nie zmarnuje. Obie buteleczki przyszły na początku miesiąca i przez ten czas w zasadzie używałam ich codziennie na przemian. Za oba flakony zapłaciłam w Perfumesco tyle, ile zapłaciłabym pewnie za samą Daisy w dowolnej stacjonarnej perfumerii.


Zoya - Payton, to kolejny zakup jeszcze z kwietnia, ale zanim dotarł do Kamili, a Kamila do mnie, musiało minąć trochę czasu. W każdym razie cieszę się, że upragniona Payton w końcu wpadła w moje ręce i że kosztowała mnie tyle, co na targach kosmetycznych, czyli 28 zł :)

Dalej mamy oczywiście nowe Essie. O ile kolekcja Resort Fling zupełnie mnie nie oczarowała, tak sam lakier Find Me An Oasis już jak najbardziej. Niestety formuła profesjonalna jest strasznie trudna we współpracy, ale kolor naprawdę wiele rekompensuje... Brzoskwinka, to kolor, który od dawna wisiał na mojej wishliście, czyli Van D'Go. Każdy z lakierów był kupiony w mniej lub bardziej promocyjnej cenie (w sklepach Kajuba oraz Minti Shop) ;) Dalsze pozycje, to Carousel Coral, Foot Loose i Carry On, które przygarnęłam od mojej Essie-soulmate Sylwii w bardzo okazyjnej-okazji [tak, świadomie użyłam masła maślanego ;)].


W ramach współpracy z marką Rimmel otrzymałam trzy nowe kolory lakierów z serii 60 Seconds, z kolekcji sygnowanej przez Ritę Orę. Z całej trójki - White Hot Love, Lose Your Lingerie oraz Midnight Rendevous - używałam jak na razie tylko ostatniego i muszę przyznać, że z miejsca mnie oczarował. Podobno jaśniejsze kolory są trochę problematyczne, ale ten był bardzo komfortowy w aplikacji, no i ten kolor!


Powyższe mogę podsumować tylko tak - takie tam pierdoły z Biedronki. Nic z tego nie było mi potrzebne, ale przy tych śmiesznych cenach jakoś samo wylądowało w koszyku. Peelingi Bielendy kosztowały ok.5 zł, a maski Biovax były chyba 2 zł. Tak wyszło ;)


No i ostatni duży zakup z maja, to pędzle Real Techniques! Od dawna planowałam, że dołączą do mojej kolekcji i wielokrotnie widziałam je oczyma wyobraźni na mojej toaletce. Miałam zamiar kupić je przez iHerb, ale w międzyczasie pojawiły się jakieś problemy z płatnościami, więc ostatecznie pozbierałam je przy okazji jakiś drobnych promocji i kodów zniżkowych do sklepów Minti Shop i E-Zebra. Może nie zaoszczędziła tyle, co za pośrednictwem iHerb, no ale przynajmniej nikt mi ich nie utopił w oceanie :D

Skusiłam się na zestaw pędzli do twarzy Core Collection, pojedyncze pędzle Expert Face Brush, Setting Brush, Blush Brush oraz gąbeczkę Miracle Complexion Sponge. ...i teraz boję się ich użyć! Są takie śliczne, że aż szkoda mi je brudzić i kurzyć... Pomińmy tę kwestię milczeniem, proszę... :D

***
No! Nie obiecuję (sobie), że w czerwcu nie kupię nic, bo to nie byłoby prawdą (w końcu już czekam na nowe opakowanie podkładu mineralnego :D), ale wiem, że czekają mnie ważniejsze wydatki, dlatego bardzo chciałabym znowu trochę wyhamować moje zapędy. Co tam zresztą wyrzuty sumienia, skoro wszystko tak cieszy! ;))

Standardowo - czekam na Wasze opinie o powyższych kosmetykach, jeśli już miałyście z nimi do czynienia! Co Wam przypadło do gustu, a co nie? A może coś Was szczególnie ciekawi i może mogłabym Wam krótko odpowiedzieć/podpowiedzieć [coś]? :)
K.
Czytaj dalej

piątek, 14 marca 2014

Nowości z Targów Kosmetycznych Beauty Forum Wiosna 2014 :)

Cześć Dziewczyny!

Od kilku dni na blogach pojawiają się posty z zakupami z targów kosmetycznych Beauty Forum, które odbyły się - jak co sezon - w Hali MT Polska w Warszawie. Ja oczywiście też przyłączę się do tego ogólnego trendu, bo sama chętnie zaglądam do takich postów i z ogromną ciekawością podziwiam Wasze zakupy :)


To był mój pierwszy raz na Beauty Forum, wcześniej dwukrotnie uczestniczyłam w targach, ale tych, które odbywają się w Hali Expo XXI. Tym razem od razu postawiłam na te większe targi, ponieważ, obserwując poprzednie edycje, doszłam do wniosku, że w ten sposób mam szansę skorzystać z oferty trudniej dostępnych wystawców. Tym razem nastawiłam się przede wszystkim na Zoyę i Orly, ponieważ bardzo mocno wpadły mi w oko ostatnie kolekcje tych producentów, czyli kolekcja Naturel z Zoyi i Blush z Orly.


Na miejscu spotkałam mnóstwo znajomych blogerek, głównie lakieromaniaczek, choć po relacjach z targów widzę, że generalnie blogosfera kosmetyczna tłumnie oblegała halę na Marsa :)) Ja oczywiście umówiłam się z Sylwią, Kamilą i Zuzią, choć już na początku zakupów wyszło tak, że podzieliłyśmy się na dwie pary i dalej buszowałam już tylko z Sylwią. Myślę, że połączył nas wspólny cel - kupić tylko to, co zaplanowałyśmy :D Sylwii udało się to chyba ciut lepiej, ale i ja uważam swoje zakupy za bardzo udane! Choć na Beauty Forum można by buszować i całe dwa dni, to my uwinęłyśmy się ekspresowo, bo w dwie godziny załatwiłyśmy zakupy z naszych list i uciekłyśmy, z daleka omijając domniemane siedliska rozpusty, których w których nie miałyśmy interesów do załatwienia ;)) Jestem z siebie dumna, bo na targach nie trudno popłynąć z zakupami, podczas gdy zewsząd kusi się nas atrakcyjnymi promocjami. Obejrzałam to, na czym mi zależało, ominęłam to, czego nie potrzebowałam i wyeliminowałam z listy to, co na żywo nie chwyciło mnie za serce tak mocno, jak przez monitor :)


Jedyny produkt do pielęgnacji, który zamierzałam kupić, to skarpetki peelingujące. Miałam już okazję wypróbować skarpetki EpilFeet (KLIK) i byłam z nich bardzo zadowolona, jednak nie znalazłam ich na targach, a ponieważ wpadły mi w oko inne stoiska ze skarpetkami znanymi mi z blogów, to skusiłam się na Magic Foot Peel, o których czytałam u Agu i u Niecierpka. Widziałam też Cosmabell, o których też swego czasu sporo pisałyście, ale ostatecznie stanęło na MFP :) W sumie zabawne było to, że Pan próbował nas przekonać do zakupu, opowiadając, że pisali o nich m.in. w Playboyu, a ja Panu odparowałam, że Playboy, to żaden wyznacznik, ale że czytałam dobre opinie o nich na blogach kosmetycznych i dla mnie to jest dobra rekomendacja ;))


Kiedy tak błądziłyśmy z Sylwią w poszukiwaniu stoiska Costasy, natknęłyśmy się na kolejną znajomą buzię, czyli Paulę, która pojawiła się na targach jako przedstawiciel marki Paese. Oczywiście dałam jej się skusić na zachwalaną przez nią kredkę w pięknym, metalicznym odcieniu brązu - a brązy idą u mnie w każdych ilościach! Kredka jest wprawdzie automatyczna (ja to akurat lubię), ale jeśli ktoś lubi korzystać z cienkiego rysika, to w zestawie znajdzie też maleńką temperówkę. Oprócz tego kredka jest zakończona gąbeczką, która można rozetrzeć kreskę. Mam jeszcze ochotę na kolor fioletowy - Paula mi zdradziła, że w kolejny weekend będzie można zrobić zakupy w Paese z 40% rabatem, pod warunkiem posiadania kuponu z Flesza lub Vivy, więc może nadrobię to faux pas i dokupię sobię wersję bakłażanową :))


Skoro już napomnknęłam o Costasy - na ich stoisku kupiłam kolejne opakowanie podkładu mineralnego  z Lily Lolo w odcieniu China Doll, który recenzowałam na blogu jakiś czas temu (KLIK). Tak bardzo pokochałam ten podkład i ten konkretny kolor, że widząc coraz bardziej puste opakowanie, stwierdziłam, że nie ma opcji, żebym wyszła z targów bez niego. A opłacało się, bo podkład był tańszy aż ok.15 zł, a dodatkowo trafiło mi się już nowe opakowanie. Muszę przyznać, że na żywo robi jeszcze lepsze wrażenie, niż na zdjęciach promocyjnych. Początkowo byłam im nieco przeciwna, bo lubiłam stare, białe opakowania, ale te rzeczywiście są bardziej eleganckie.

Początkowo zastanawiałam się jeszcze nad zakupem różu Candy Girl, który spodobał mi się u Iwetto, ale na razie odłożyłam ten zakup w czasie. Róży mi nie brakuje, a ja nie chciałam przesadnie szaleć z zakupami, bo coraz intensywniej planujemy zagraniczną majówkę, więc wiecie-rozumiecie... Kasa z powietrza się nie weźmie, trzeba zaoszczędzić :D

Zoya Naturel: Odette, Rue
Jeśli chodzi o lakiery Zoya, to kupiłam oba odcienie, które wpadły mi wcześniej w oko, czyli jagodową Odette i różowonudziakową Rue. Wiedziałam, że te kolory będą moje, jak tylko zobaczyłam je na pierwszych zdjęciach promocyjnych! Po cichu liczyłam jeszcze na Payton z kolekcji Zenith, ale niestety nie było tego lakieru. To mój pierwszy kontakt z Zoyą, więc ciekawa jestem jak nam będzie się współpracować. Oczywiście największą korzyścią kupowania Zoyi na targach była - po pierwsze sama możliwość zakupu :D, bo te lakiery są niestety dość trudno dostępne, a po drugie cena niższa czasami nawet o 15 zł w stosunku do cen ze źródeł internetowych.


You're Blushing, to zakup nadprogramowy, wygrzebany z wyprzedażowego kosza na stoisku Orly. Oczywiście mogłabym tam grzebać i grzebać, nawet miałam kilku innych kandydatów, ale założyłam sobie, że nie przekroczę ustalonego budżetu, więc - całe szczęście - dysponowałam jedynie gotówką, którą miałam w portfelu (bo na większości stoisk ni było możliwości płatności kartą). Z wyprzedażowych typów najbardziej wpadł mi w oko różowolawendowy odcień z kolekcji Cool Romance, wypuszczonej na wiosnę 2012.


A skoro już o rumieńcach mowa - poprzedni lakier to You're Blushing, a te piękności pochodzą z kolei z ostatniej kolekcji Orly kryjącej się pod uroczą nazwą Blush. Śledząc swatche tej kolekcji u Antiii, miałam trzy typy, z których jeden - Classic Contours wyeliminowałam, stwierdzając, że jest zbyt podobny do Essie Island Hopping, ale za to przepadłam, kiedy zobaczyłam cztery piękne kolory z tej kolekcji w secie miniaturek. Muszę Wam szczerze przyznać, że poza oczywistym typem - First Blush, najbardziej podoba mi się pomarańczowy Cheeky! Nie przepadam szczególnie za takimi kolorami, ale ten zdecydowanie ma coś w sobie! No, ale po kolei - w skład zestawu wchodzą kolejno od lewej - Naked Canvas, Dare To Bare, Cheeky i First Blush. Dodatkowo dobrałam sobie jeszcze piękny różowolawendowy Flawless Flush, również z nowej kolekcji (całkowicie inny, niż You're Blushing ;)).


No i na koniec jeszcze jeden Orlik... Sylwia została wyznaczona do szczególnej misji w trakcie targów, a mianowicie miała kupić dwie buteleczki Pure Porcelain dla koleżanek. No i niby go oglądałam, niby mi się podobał, ale tak zajęłam się oglądaniem Blush, że nie przemyślałam tematu zbyt dokładnie... A kiedy następnego dnia obejrzałam swatche (mimo, że dzień wcześniej Sylwia miała ten lakier na paznokciach, a ja bardzo dokładnie się mu przyjrzałam!), to niemal natychmiast zaalarmowałam Paulę (dziękuję jeszcze raz :*) z prośbą o pomoc w zakupie! W środę odebrałam od niej moją porcelankę no i w końcu mam - kolejny zakup spoza listy, ale mimo to bardzo satysfakcjonujący. Oby jakościowo był tego warty! Kaczmarta, Ancyk - Wy jesteście temu winne na równi z Sylwią! :D

I jeszcze mała dygresja - w przypadku zmiany buteleczek i ogólnej oprawy graficznej Orly również marudziłam, że nieładne, że to nie to samo i znowu... jak w przypadku Costasy... okazało się, że czerń jest jednak klasyczna, a nowe buteleczki na żywo wyglądają naprawdę ładnie i zgrabnie! :)

***
No! Starczy tego dobrego! Teraz ponownie narzucam sobie ban zakupowy - targi były zaplanowaną dyspensą, oprócz tego popełniłam kilka drobnych zakupów i znowu mogę uznać, że niczego nie potrzebuję! Cieszę się, że zrealizowałam większość pozycji z mojej listy zakupów, przygotowanej na targi, a co do pozycji, których nie kupiłam lub ich nie było - nie żałuję. Dawno nie zrobiłam tak przemyślanych i satysfakcjonujących zakupów :)

...oczywiście po targach Sylwia i tak się ze mnie śmiała, że jestem bardzo monotematyczna, jeśli chodzi o kolorystykę nowych lakierów :D

Dajcie znać, czy próbowałyście już któryś z moich nowości! :)
K.

P.S. Przy okazji dziękuję jeszcze raz Monice za zorganizowanie zaproszeń na targi! :)

Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast