Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Seboradin - balsam przeciw wypadaniu włosów [Inter Fragrances]

Cześć Dziewczyny!

Dzisiejszy wpis miał być początkowo jedynie pierwszymi wrażeniami, jednak okazało się, że przez czas, wyznaczony mi na wyrobienie sobie zdania o produkcie zdążyłam go zużyć niemal do ostatniej kropli. Mowa o balsamie przeciw wypadaniu włosów od Seboradin!


Informacja od producenta:
Zgodnie z informacjami zamieszczonymi na etykiecie, produkt jest przeznaczony dla osób borykających się z okresowym i przewlekłym wypadaniem i przerzedzaniem się włosów lub w leczeniu łysienia androgynicznego. Jest on przeznaczony zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

DZIAŁANIE:
W moim odczuciu balsam Seboradin świetnie wywiązał się z postawionych przed nim zadań. Stosowałam go przez ostatnie 3,5 tygodnia i zaobserwowałam spełnienie większości obietnic producenta. Włosy, po zastosowaniu balsamu rzeczywiście dobrze się rozczesywały, nie były w żadnym razie bardziej splątane, a do tego były bardzo miękkie i zdawały się stopniowo nabierać więcej blasku. Myślę, że balsam całkiem nieźle poradził sobie również z ich pourlopowym nawilżeniem i sprawił, że moje włosy odzyskały przyzwoitą kondycję - choć i tak kilka dni temu zdecydowałam się znacznie je skrócić, ale to już była raczej moja babska fanaberia i kwestia zniszczonych końców (czyli typowo nieodwracalnych uszkodzeń mechanicznych).

W przypadku tego produktu, najważniejsze jest jednak działanie dotyczące zapobiegania wypadania włosów. Muszę szczerze przyznać, że naprawdę odniosłam wrażenie, że już po kilku użyciach zaczęłam gubić mniej włosów. Oczywiście nie są to jeszcze spektakularne efekty, bo do tego potrzeba czasu i wytrwałości. Czasami również odpowiedniej diety, jednak moim zdaniem proces wypadania włosów został u mnie znacznie uspokojony. Sprowokowało mnie to również do powrotu do suplementów, wspomagających organizm od środka, więc kupiłam niedawno preparat na bazie skrzypu polnego, żeby podziałać na moje włosy ze zdwojoną siłą :)

Producent obiecuje również przyspieszenie wzrostu włosów i to faktycznie również u mnie występuje, choć nie jestem pewna, czy jest to całkowicie zasługa jedynie balsamu. Po prostu nigdy nie miałam z tym większych problemów.

Balsam stosowałam zarówno na całą długość włosów, jak i na skórę głowy - w połączeniu z króciutkim masażem skalpu. Produkt nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia i absolutnie nie obciążył włosów.


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Balsam Seboradin ma ciekawą, dość gęstą konsystencję, przypominającą mi nieco budyń. Bardzo łatwo rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich i bezproblemowo trzyma się na nich przez te kilka czy kilkanaście minut, więc można go zastosować nawet jako ekspresową maseczkę.

Zapach balsamu mocno przypadł mi do gustu. Jest mocno kwiatowy, ale nie potrafię dokładnie określić z jakim gatunkiem kwiatów mi się kojarzy. Powiedziałabym nawet, że pachnie całą kwiaciarnią na raz :)


OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w plastikowej, dość sztywnej butelce o pojemności 200 ml. Na szczęście konsystencja balsamu jest na tyle bezproblemowa, że przez cały czas użytkowania produktu nie miałam kłopotów z wydobyciem produktu. Jedynie przed ostatnim użyciem produktu warto postawić buteleczkę do góry nogami, żeby wydobyć całość.

Sama buteleczka jest w miarę podatna na ściskanie i nie odkształca się zbyt łatwo. Jest zakończona korkiem z dziubkiem, który łatwo dozuje produkt. Sam design jest jak najbardziej ok - minimalistyczny, typowo apteczny, a więc i budzący moje zaufanie :)


WYDAJNOŚĆ:
Jak już wspomniałam na początku posta - balsam gości w mojej łazience od 3,5 tygodnia. Zostało mi go jeszcze na jedno, maksymalnie dwa użycia, co daje łącznie 4 tygodnie. Przez ten czas używałam go przy każdym myciu włosów, czyli jakieś 3 razy w tygodniu - i to na całe włosy. Uważam, że jak na tak niepozorną buteleczkę to naprawdę dobry wynik :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Balsam wchodzi w skład całej linii produktów przeciw wypadaniu włosów, z których większość kosztuje około 19,90 zł. Uważam, że jest to jak najbardziej przystępna i akceptowalna cena za dobry produkt z całkiem niezłą zawartością i dobrym działaniem :)

Seboradin, to marka dostępna przede wszystkim w aptekach, zarówno tych stacjonarnych, jak i internetowych. Spokojnie znajdziecie produkty tej marki np. w Super-Pharm, a w razie problemów zapraszam Was do sklepu internetowego marki TU.

SKŁAD:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Argania Spinosa Kerner Oil, Propanediol, Cynara Scolymus Leaf Extract, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Sodium Benzoate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Potassium Sorbate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Parfum, Chamomilla, Recutita Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Lamium Album Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1.3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Geraniol

***
Balsam przeciw wypadaniu włosów, to mój pierwszy produkt marki Seboradin, z którym miałam do czynienia i muszę przyznać, że to było bardzo udane spotkanie. Z wielka przyjemnością będę do niego wracać, ale póki co zapoznam się z pozostała ofertą marki. Na pewno podzielę się z Wami swoją opinią m.in. na temat linii do pielęgnacji ciemnych włosów, którą jakiś czas temu mogłyście wygrać na blogu, a którą również otrzymałam od marki do przetestowania.

Koniecznie dajcie znać co sądzicie na temat marki Seboradin! Czy miałyście już okazje zapoznać się z oferowanymi przez nią produktami, czy jak dotąd żaden z nich nie wpadł Wam jeszcze w ręce? A może już macie swoich ulubieńców? :)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 24 września 2014

Konkurs z marką Seboradin - wyniki!

Witajcie Dziewczyny!

Wracam z wynikami konkursu, przeprowadzonego we współpracy z marką Seboradin. Muszę przyznać, że tym razem wybór zwycięskich odpowiedzi był trudny, jak jeszcze nigdy dotąd! Najchętniej każdą z Was obdarowałabym całym zestawem kosmetyków, dopasowanym do Waszych włosów, ale niestety nagrody mogą otrzymać tylko cztery z Was.


Pełny zestaw do pielęgnacji włosów, jak się domyślam, ciemnych, otrzymuje...

Joanna (kosmetyczny-przekładaniec)

natomiast osobami, które otrzymają wybrany balsam do włosów, są:

Kasia Sobczyk
SemiSweetLychee
oraz
Cztery Pory

Dziewczyny, gratuluję! Wysłałam już do Was maile i czekam na Wasze adresy! Jeszcze raz się powtórzę - wybór był naprawdę, naprawdę trudny, a Wasze odpowiedzi bardzo ciekawe, obszerne i szczere! Mam nadzieję, że będę miała jeszcze niejedną okazję, żeby obdarować Was dobrymi kosmetykami, odpowiadającymi na Wasze problemy :)

Karotka
Czytaj dalej

czwartek, 4 września 2014

Konkurs z marką Seboradin! Wygraj kurację do włosów jasnych lub ciemnych!

Cześć Dziewczyny!
 
Wakacje i urlopy dla większości z nas już minęły i zdecydowanie czuć już jesień. Z biegiem czasu coraz bardziej doceniam tę porę roku i robię wszystko, żeby była nie mniej przyjemna, niż lato. Jesień to dla mnie również czas intensywniejszej pielęgnacji całego ciała, również włosów. Idąc w tym tropem, chciałabym Was zaproponować konkurs, w którym nagrodami są produkty marki Seboradin, które pomogą Wam zadbać o Wasze włosy!
 
Główną nagrodą w konkursie są trzy kosmetyki, składające się na linię pielęgnacyjną dla włosów jasnych lub ciemnych - seria do wyboru według zwycięzcy. Ale, ale! To nie koniec! Trzy kolejne osoby zostaną nagrodzone balsamem do włosów jasnych lub ciemnych - również do wyboru! Wobec tego jest o co powalczyć, bo zwyciężą aż cztery osoby! :)
 
 
Co trzeba zrobić? Jak zawsze - trzeba być obserwatorem mojego bloga lub fanem Charlotte's Wonderland na Facebook'u (KLIK), oprócz tego, należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe. Razem z panią Anią, stwierdziłyśmy, że najprostsze pytanie jest czasami najlepsze, a jednocześnie najtrudniejsze, więc Waszym zadaniem będzie przekonanie nas, że to właśnie Wy zasługujecie na nagrodę w postaci kuracji Seboradin :)
 
Proszę o zgłoszenia w komentarzach w następującej formie:
Obserwuję blog/fb jako: (nick z GFC lub imię i trzy litery nazwiska)
Dlaczego to właśnie ja powinnam zgarnąć kurację Seboradin: (odpowiedź na pytanie)
Mail kontaktowy: (na ten adres wyślę mail z informacją o wygranej)
 
***
 

Proszę Was o uważne przeczytanie regulaminu konkursu, który zamieszczam poniżej, ponieważ zgłoszenie udziału w konkursie oznacza akceptację tego regulaminu. Życzę Wam powodzenia i czekam na Wasze odpowiedzi! :)
Karotka
 
***
REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Charlottes-Wonderland.blogspot.com.
2. Fundatorem nagród jest marka Seboradin.
3. W konkursie mogą wziąć udział osoby pełnoletnie lub osoby, posiadające zgodę opiekuna;
4. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie konkursowe oraz bycie publicznym obserwatorem bloga lub polubienie fanpage'a bloga na Facebooku;
5. Zwycięzcami zostaną cztery osoby, które udzielą najciekawszej, najzabawniejszej lub najbardziej kreatywnej odpowiedzi na pytanie konkursowe;
6. Zwycięzca zostanie wybrany przez autorkę bloga Charlotte's Wonderland na podstawie subiektywnej oceny wg punktu 5 regulaminu;
7. Osoba, której odpowiedź okaże się najciekawsza zostanie nagrodzona zestawem kosmetyków do pielęgnacji włosów jasnych lub ciemnych, według wyboru zwycięzcy. Kolejne trzy osoby zostaną nagrodzone balsamem do pielęgnacji włosów jasnych lub ciemnych, według wyboru osób wyróżnionych.
8. Konkurs trwa od 04.09. do 18.09.2014 do północy;
9. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 7 dni po zakończeniu konkursu.
10. Nagrody wysyła sponsor nagród, a udział w konkursie oznacza zgodę na przekazanie mu danych adresowych zwycięzców celem dokonania wysyłki nagród;
11. Ze zwycięzcą skontaktuję się za pośrednictwem adresu e-mail, wskazanego w zgłoszeniu, niezwłocznie po ogłoszeniu wyników.
12. Zwycięzca musi wskazać adres do wysyłki w ciągu 3 dni od dnia ogłoszenia wyników.
13. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Czytaj dalej

wtorek, 22 kwietnia 2014

Alverde - regenerująca maska do włosów z winogronami i awokado (do włosów zniszczonych i łamiących się)

Cześć Dziewczyny!
 
Mam nadzieję, że wypoczęłyście przez Święta i pełne energii wracacie do codzienności. Również tej blogowej :) Na miły początek tygodnia przygotowałam dla Was kolejną recenzję pielęgnacyjną i znowu jest to recenzja produktu do włosów. Tym razem chciałabym podzielić się z wami moimi wrażeniami na temat produktu marki Alverde - maski do włosów zniszczonych i łamiących się z ekstraktami z winogron i z awokado.


DZIAŁANIE:
Według producenta, maska przeznaczona jest do włosów suchych i łamiących się. Moje włosy należą raczej do tych średnioproblematycznych. Mają skłonności do przesuszania się na końcach i nieznacznego przetłuszczania się u nasady. Są gęste i lubią się puszyć - oczywiście im dalej od nasady, tym bardziej jest to widoczne. Od pewnego czasu mam coraz mniejszy problem z ich łamliwością czy kruchością, a i z wypadaniem jest znacznie lepiej. Tyle w ramach wstępu.
 
Maskę z winogronami i awokodo kupiłam po prostu z ciekawości. Chciałam wypróbować trochę produktów do włosów z Alverde, a zachęcona w miarę pozytywnymi wrażeniami ze stosowania innej linii, sięgnęłam po ten wariant. Ochoty do testowania dodały mi też bardzo dobre wrażenia ze stosowania maski z awokado i mango z Love2Mix Organic (KLIK). Miałam nadzieję, że, ze względu na zawartość awokado, również i maska z Alverde ma szansę sprawdzić się w jakimś stopniu na moich włosach, jednak okazało się, że nie był to chyba najlepszy wybór, jakiego mogłam dokonać.
 
 
Choć maska nie zrobiła mi krzywdy, to jednak nie popisała się też niczym szczególnym. Na moich włosach sprawdzała się jak zwykła odżywka, a więc zmiękczała włosy, troszeczkę je odżywiała i ułatwiała ich rozczesywanie. Nie zauważyłam różnicy w działaniu, która byłaby zależna od długości czasu, który maska spędziła na moich włosach, dlatego w pewnym momencie maskę stosowałam raczej jako odżywkę. Mimo dość bogatego składu, maska nie wpłynęła ani na regenerację włosów, ani na ich większe odżywienie. Nie zauważyłam wzmożonego połysku, ani - na szczęście - nadmiernego przetłuszczania się. Starałam się unikać stosowania maski na skórę głowy, bo alkohol, zawarty w jej składzie (i nie mam na myśli alkoholu cetylowego), czasami podrażnia mi skórę głowy. Maska stosowana w ten sposób nie obciążała mi włosów. Właściwie to również nie dociążała ich i miałam wrażenie, że są za lekkie i jest ich trochę za dużo wokół ;))


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Maska ma dość gęstą, kremową konsystencję, która raczej łatwo rozprowadza się na włosach i dobrze do nich przylega. Nie spływa ani z dłoni, ani tym bardziej z włosów. Moim zdaniem, maska ma zapach typowy dla produktów naturalnych typu Alverde czy Alterra. Nie jest ani przesadnie nachalny, choć nieco słodkawy, ale też nie przypomina zbyt niczego konkretnego. Na pewno nie pachnie winogronami ;)


OPAKOWANIE I WYDAJNOŚĆ:
Produkt umieszczono w miękkiej tubie o pojemności 100 ml. Cała oprawa graficzna jest bardzo przyjemna dla oka i z pewnością plusem jest zamykane, a nie odkręcane zamknięcie, ale... Tę maskę spokojnie można by przełożyć do słoiczka, dzięki czemu aplikacja maski byłaby dogodna przez cały czas jej stosowania, a ten przy długich włosach jest bardzo krótki. Maska wystarczyła mi zaledwie na kilka aplikacji, a przy samym końcu opakowania musiałam się trochę nagimnastykować z wydostaniem ostatniej porcji kosmetyku.

 
CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty Alverde kupicie przede wszystkich w drogeriach sieci DM poza granicami Polski (ok.2-3 euro), ale zdarza się, że produkty Alverde lub Balea są też sprowadzane przez właścicieli, prowadzących małe sklepiki z chemią niemiecką. W internecie znajdziecie je już w wielu miejscach - od Allegro po wiele sklepów internetowych, gdzie ceny wahają się mniej więcej w granicach 15-20 zł.
 
SKŁAD:
W składzie, zgodnie z obietnicą producenta, znajdziemy m.in. olej z awokado (Persea Gratissima Oil), a także ekstrakt z owoców winogron (Vinis Vinifera Friut Extract). Z ciekawszych składników, znajdziemy tu również (na różnych miejscach, raz wyżej, raz niżej) olej sojowy (Glycine Soja Oil), olej jojoba (Simmondsia Chinensis Seed Oil) oraz olej słonecznikowy (Helianthus Annus Seed Oil).


Jak widzicie, nie wszystko co niemieckie... Na moich włosach maska z awokado niestety nie sprawdziła się u mnie najlepiej. Z serii różowa (z aloesem i hibiskusem) byłam nieporównywalnie bardziej zadowolona, co oczywiście nie oznacza, że na Waszych włosach nie będzie dokładnie odwrotnie. Nie znam chyba bardziej nieprzewidywalnej "części ciała", niż moje włosy. To, co wielu z Was służy u mnie bywa bardzo przeciętne i często okazuje się, że moje włosy lubią jednak najprostsze rozwiązania i tym staram się kierować, ale mimo wszystko nadal nie odpuszczam im eksperymentów ;)

***
Jeśli miałyście tę lub inną maskę czy odżywkę z Alverde, to koniecznie dajcie znać jak sprawdziła się na Waszych włosach! :)
Karotka
Czytaj dalej

niedziela, 13 kwietnia 2014

Love2Mix Organic - maska z efektem laminowania z ekstraktami z mango i awokado (Pervoe Reshenie)

Cześć Dziewczyny!

Ostatnio znalazłam trochę czasu na zrobienie i obrobienie zdjęć do kilku postów, które już od dłuższego czasu chciałam napisać, więc zabieram się do pracy. Dzisiaj przedstawiam Wam produkt, który podbił moje... włosy! Oczywiście mowa o masce do włosów z efektem laminowania z ekstraktami z mango i awokado marki Love2Mix Organic. Już kilkukrotnie wspominałam o niej na blogu, ale uważam, że ten produkt zasługuje na więcej uwagi i osobny post! :)


DZIAŁANIE:
Zacznijmy od najważniejszego - produkt sprawdził się u mnie bardzo, bardzo dobrze! Włosy po jego użyciu stawały się mięciutkie (i używam tego zdrobnienia z premedytacją!) i bardzo mięsiste. Choć najlepszy efekt uzyskiwałam po dłuższej chwili z maską na włosach (ok.10 min.), to tak naprawdę niewiele mniejsze wrażenie robił na mnie efekt osiągnięty po użyciu maski na 2-3 minuty, jak odżywki :)

Moim zdaniem, regularne korzystanie z maski dawało widoczne nawilżenie i odżywienie włosów, choć oczywiście zawsze jest to wynik działania różnych produktów, które nakładamy na włosy, to jednak odżywka, czy maska najszybciej daje widoczny efekt. To co najbardziej mi się w niej podobało to to, że po jej użyciu włosy naprawdę były przyjemnie wygładzone, lepiej się układały i były bardziej lejące się. Chociaż ominął mnie boom na laminowanie włosów, więc nie mogę porównać tego efektu, to jednak obserwując reakcje Waszych włosów na laminowanie, od razu mogę powiedzieć, że cóż... nie spodziewajcie się cudów. Ta maska nie zastąpi Wam tej magicznej mikstury, ale jest duża szansa, że mimo to przyjemnie wygładzi Wam włosy aż do kolejnego mycia. Dużym plusem maski był też fakt, że nie zauważyłam, żeby przyczyniała się do obciążania włosów, czy szybszego ich przetłuszczania się.


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Maska ma konsystencję luźnego kremu. Jest na tyle gęsta, żeby nie spływać ani z dłoni, ani z włosów, a jednocześnie na tyle luźna, że nie miałam większych problemów z jej wydobyciem z tubki. Dodatkową zaletą produktu jest też jej intensywnie owocowy zapach, który umila stanie pod prysznicem. Niestety (albo stety) nie wyczuwam go za bardzo po wysuszeniu włosów.


OPAKOWANIE:
Produkt umieszczono w miękkiej czarnej tubie o pojemności 200 ml, zamykanej na klik i stawianej na "głowie", dzięki czemu produkt przez niemal cały czas użytkowania dość łatwo wydobyć. Dopiero pod koniec warto masce trochę pomóc ;) Bardzo podoba mi się też design opakowania, jest eleganckie, ma przyjemną grafikę i po prostu cieszy oko, pomimo tego, że mogłoby się wydawać, że to tylko zwykła plastikowa tubka :)


WYDAJNOŚĆ:
Maska nie wyróżniała się ani ponadprzeciętną, ani nawet zaniżoną wydajnością. Myślę, że spokojnie wystarczyła mi na jakieś 15 użyć, co przy długich włosach jest niezłym wynikiem. Na szczęście konsystencja maski jest na tyle "otulająca" włos, że nie potrzeba jej wiele do pokrycia całej głowy.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Maska kosztuje pomiędzy 25 a 29 zł i jest dostępna przede wszystkim w sklepach, które mają w ofercie rosyjskie kosmetyki. Mój egzemplarz kupiłam w Kokardi, ale widziałam ją również w kilku innych sklepach.

SKŁAD:
Skład maski jest całkiem przyjemny. Na pierwszych miejscach widzimy obiecane ekstrakty z mango i awokado, ale podobno (bo nie jestem znawcą składów) termin aqua with infusions of... oznacza tyle, że nie do końca wiadomo ile w tej wodzie znalazło się danego ekstraktu, przez co pierwsze miejsca na liście mogą być nieco mylące. Nie wiem, nie znam się, ale chętnie przeczytam o co chodzi, jeśli znajdzie się ktoś bardziej zorientowany :))


Muszę przyznać, że byłam bardzo zadowolona z tej maski (bo już ją wykończyłam :( ) i bardzo chętnie natychmiast kupiłabym ją ponownie, ale nagromadziłam takie zapasy, że trochę mi głupio robić kolejne włosowe zakupy. Niemniej jednak na pewno wrzucę ją przy okazji do koszyka, jeśli będę robić zakupy w sklepie, który ma ją w ofercie :) Jeśli chodzi o mnie i o moje włosy, to ja zdecydowanie bardziej wolę wydać te 25-30 zł na tę maskę, niż na bardzo średnie produkty Aussie o równie średnich składach i średnim działaniu...

A jakie jest Wasze zdanie na temat tej maski? Próbowałyście jej już na swoich włosach? A może korzystałyście z innych masek tej marki? Koniecznie dajcie znać co o nich sądzicie! :)
Karotka
Czytaj dalej

piątek, 24 stycznia 2014

Barwa Naturalna - Szampon żurawinowy zwiększający objętość

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj wróćmy na chwilę do postów o pielęgnacji - właśnie wykończyłam szampon, który gościł na mojej półce przez ostatnie trzy miesiące, więc to najlepsza pora, żeby podzielić się z Wami moim zdaniem o nim :) Tym razem weźmiemy na tapetę szampon żurawinowy z serii Barwa Naturalna.

Muszę przyznać, że do tej pory rzadko sięgałam po szampony tej marki, ale wielokrotnie czytałam o nich wiele dobrego, zwłaszcza na blogach włosomaniaczek. Jedynym znanym mi szamponem z Barwy był odkąd pamiętam szampon z czarną rzepą, którego nienawidziłam za zapach, choć działanie miał bardzo dobre :)


Od producenta:


DZIAŁANIE:
Zacznijmy od najważniejszego, czyli od działania! Myślę, że po raz pierwszy uda mi się streścić krótko i na temat :) Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy zarówno z codziennych zanieczyszczeń, jak i z olejów (sprawdzałam to po użyciu Amli :)). Oprócz tego dobrze domywa produkty do stylizacji i suche szampony. Jeśli chodzi o obiecaną objętość - zwykle nie mam z tym problemów, dlatego trudno mi się wypowiedzieć w tym temacie, jednak szampon z pewnością nie zaszkodził mi w tej kwestii :)

Największą zaletą szamponu, poza tym, że oczywiście działa, było dla mnie długotrwałe odświeżenie włosów. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że udało mi się wydłużyć przerwę pomiędzy myciem włosów do trzech dni, co jest dla mnie wyjątkowo niespotykanym zjawiskiem :) Owszem, wspomagałam się trochę suchym szamponem, więc oczywiście musicie wziąć to pod uwagę, ale zwykle chodziło przede wszystkim na ogólne odświeżenie ich wyglądu i odbicie ich od nasady. Tak, czy inaczej, nie zdarzyło mi się to dawno (i nadal nie zdarza) przy jakimkolwiek innym szamponie, a uwierzcie, że po moich włosach po prostu widać, kiedy suchy szampon nie da rady ;))


KONSYSTENCJA:
Szampon jest wyjątkowo rzadki, co początkowo bardzo mnie zaskoczyło. Trzeba uważać na niego podczas aplikacji, żeby nie spłynął z dłoni oraz żeby nie zgubić go w drodze do włosów. Jest to nieco upierdliwe, ale nie niewykonalne. Szampon, mimo zawartości SLES, nie pieni się zbyt obficie, jeśli nie nałożycie go odpowiednio dużo.

KOLOR/ZAPACH:
Szampon ma czerwony kolor i pachnie... nieee, nie żurawiną - pachnie najprawdziwszym czerwonym jabłuszkiem! To było kolejne - tym razem bardzo miłe - zaskoczenie. Zapach nie utrzymuje się na włosach po spłukaniu.


OPAKOWANIE:
Szampon umieszczono w plastikowej, miękkiej butelce o zawartości 300 ml, a tę wyposażono w zamknięcie z klapką. Z pewnością jest to wygodne i ułatwia szybkie użycie szamponu podczas kąpieli. Na etykiecie znajdziecie wszystkie przydatne informacje, a sam design opakowania jest bardzo przyjemny, nie jest nachalny, ale przykuwa wzrok. Jedyny problem, jaki miałam z opakowaniem szamponu, to to, że etykieta chłonie wodę w błyskawicznym tempie, przez co bardzo szybko zaczyna się ścierać i zrywać. Pod koniec użytkowania moja butelka była już mocno zmasakrowana.


WYDAJNOŚĆ:
Początkowo sądziłam, że skoro szampon jest rzadki, a do tego trzeba użyć go naprawdę sporo, żeby zaczął się pienić, to będzie to oznaką jego słabej wydajności, ale - o dziwo - z szamponu korzystałam mniej więcej przez 2,5 miesiąca, a muszę dodać, że mam dosyć długie włosy (do połowy łopatek), które myję średnio co drugi dzień. Korzystałam z niego jako jedyny użytkownik, tym razem mój chłopak prawie wcale mi nie pomagał, bo ma już swojego ulubieńca do mycia włosów, więc nie jest zainteresowany moimi nowościami ;)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Szampon kupicie w granicach 5-8 zł (w zależności od pojemności, bo widziałam inne szampony z tej serii w większych pojemnościach). Produkty Barwy spotkacie najczęściej w marketach, przy czym Auchan oferuje całkiem spory wybór :)

SKŁAD:

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
No cóż, szampon całkiem nieźle się u mnie sprawdził, więc niewykluczone, że do niego wrócę. Może z ciekawości sięgnę po inną wersję, jeśli nie znajdę tej żurawinowej. Aktualnie mam jednak bardzo duże zapasy produktów do włosów, więc staram się unikać zakupów. Czasami zapasy bywają uciążliwe :D

***
Czy znacie szampony Barwy? Czy Czarna Rzepa lub Rumianek były też gościem w Waszych łazienkach? A może miałyście okazję poznać już wersję żurawinową? Dajcie znać! :)
K.

P.S. Zdjęcia zostały wykonane jakiś czas temu jeszcze za pomocą mojego starego, wysłużonego aparatu. Dopiero teraz widzę jak wielka jest różnica w nasyceniu kolorów ;)
Czytaj dalej

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Suche szampony Batiste - moja opinia i porównanie sześciu wersji! :)

Cześć Dziewczyny,

Zgodnie z facebookową zapowiedzią - przygotowałam dla Was recenzję i porównanie suchych szamponów Batiste, które przewinęły się przez moje ręce w sześciu różnych wersjach. Zdążyłam sobie wyrobić już o nich zdanie i przetestować każdą z posiadanych przeze mnie wersji, więc to najwyższa pora na podzielenie się z Wami moimi wrażeniami :)

Szampony przybyły do mnie z różnych źródeł - dwa z nich kupiłam na ubiegłorocznych targach kosmetycznych, jeden w sklepie internetowym, jeden dostałam na październikowym spotkaniu blogerek, a kolejne dwa przesłał mi polski dystrybutor Batiste celem przetestowania kolejnych wersji i wyrażeniu o nich opinii na blogu. Tym sposobem miałam okazję korzystać w wersji Blush, Cherry, Tropical, Medium & Brunette Hair, Wild oraz XXL Volume.


Wszystkie klasyczne wersje Batiste, tzn. te bez dodatków kolorowych pigmentów, czy lakieru (w moim przypadku mam na myśli oczywiście Blush, Cherry, Tropical i Wild), mają - moim zdaniem - w zasadzie identyczne właściwości i różnią się jedynie zapachem. Natomiast pozostałe dwa szampony posiadają kilka cech, które odróżniają je od reszty, o których będę wspominać dodatkowo w odpowiednich akapitach.



ZAPACHY:
BLUSH - to słodki, kwiatowy i na pewno bardzo dziewczęcy zapach;
CHERRY - słodki i owocowy zapach, trochę cięższy, niż Blush, nie wyczuwam tu prawdziwej wiśni, raczej coś w stylu wiśniowej galaretki;
TROPICAL - tutaj zdecydowanie dominuje kokos, jest intensywny i wyraźnie wyczuwalny;
MEDIUM & BRUNETTE - ten zapach trudno mi określić - jest słodkawo, może trochę kwiatowo, ale w porównaniu do pozostałych szamponów raczej dyskretnie;
WILD - ponownie trafiamy na słodki, nieco ulepkowaty zapach, w którym wyczuwam trochę wanilii i może nawet trochę cynamonu;
XXL VOLUME - zdecydowanie najświeższy z zapachów, choć nadal słodko; przypomina mi trochę zapach typowy dla salonów fryzjerskich :)


Każdy z zapachów jest intensywny i bardzo długo utrzymuje się na włosach. Często wyczuwam je przez cały dzień. Spotkałam się z zarzutami, że zapachy szamponów potrafią przyćmić zapach perfum, ale nie zaobserwowałam u siebie tego zjawiska. Może dlatego, że lubię sięgać po mocniejsze zapachy, które nie oddają tak łatwo pola do popisu. Niemniej jednak to, że moje włosy długo utrzymują zapach szamponu, poczytuję raczej na plus, niż na minus, ale weźcie pod uwagę, że przypadły mi do gustu te słodkie ulepki :)

Rano jestem w wiecznym niedoczasie i naprawdę trudno mi zmoblilizować się, żeby codziennie wstawać kilka minut wcześniej tylko po to, żeby umyć głowę, tym bardziej, że naprawdę rzadko zdarza się, że naprawdę jest na tyle źle, żebym tego potrzebowała. Mimo to, na drugi dzień po myciu, moje włosy nie zawsze wyglądają dobrze, szczególnie po nocy. Grzywka jest trochę ulizana od ciągłego odgarniania jej z czoła, a dodatkowo zdarza jej się poodgniatać w dziwnych kierunkach - na pewno znacie ten widok z własnego lustra :D

...i choć reszta włosów wygląda całkiem nieźle, to jeśli chodzi o ich objętość, to czubek mojej głowy wygląda raczej smętnie, no i w sumie gdybym miała ochoty na kucyk, to wychodzi na to, że i bokom przydałoby się wtedy trochę odświeżania... Znacie to? :)


Głównym zadaniem suchych szamponów jest odświeżenie fryzury i doprowadzenie jej do stanu używalności ;) W moim przypadku szampony Batiste okazały się świetnym rozwiązaniem, ponieważ zawsze kiedy czuję, że moje włosy mogłyby wyglądać trochę lepiej, a jednocześnie nie kwalifikują się jeszcze do mycia, wtedy to właśnie Batiste przychodzi mi z pomocą! Wystarczy kilka psiknięć, żeby odświeżyć i doprowadzić moją fryzurę do ładu, a dodatkowo nadać jej trochę objętości. Korzystam z Batiste zarówno wtedy, gdy mam ochotę upiąć włosy w kucyk, jak i wtedy, gdy zamierzam nosić je rozpuszczone - szampony sprawdzają się w każdej z tych sytuacji, no i nie wyglądam dzięki nim jakby mnie pies ulizał :D


Najsłabsze działanie odświeżające ma w moim odczuciu wersja z dodatkiem lakieru, czyli XXL Volume. Nie dość, że odświeżenie jest dużo mniejsze, niż w przypadku pozostałych wersji, to jeszcze dodatek lakieru sprawia, że moja włosy stają się lepkie i paradoksalnie trudniej je ułożyć! Miało być pięknie, miała być objętność, a jest jeden wielki klops i kołtun ;) Znacznie lepsze efekty, zarówno jeśli chodzi o odświeżenie, jak i o objętość, uzyskuję korzystając z innych wersji Batiste! Z XXL Volume zupełnie się nie polubiłam i choć zazwyczaj sięgam po pierwszy szampon z brzegu, to przed tą wersją zawsze cofam rękę i sięgam wgłąb półki po wersję łatwiejszą i przyjemniejszą w obsłudze ;)

Oczywiście należy przy tym wszystkim pamiętać, że nawet najlepszy suchy szampon nie zastąpi mycia głowy, jednak z pewnością znacząco ułatwi życie osobom, które nie mają czasu lub ochoty na codzienne mycie włosów, lub po prostu nie mają ku temu warunków, na przykład ze względu na podróż.


Wcześniej korzystałam z suchego szamponu innej firmy, ale ten nie tylko słabo odświeżał moją fryzurę, ale też był bardzo ciężki do zaaplikowania tak, aby nie tworzył na głowie "siwizny". To doświadczenie trochę mnie zniechęciło do kolejnych tego typu produktów, jednak o Batiste czytałam tyle dobrego, że postanowiłam spróbować i cóż... Jestem im wierna już od roku! :)

Tak trzeba masować :D
SPOSÓB APLIKACJI:
Szampony Batiste w większości wersji mają biały kolor i początkowo zostawiają osad na włosach, którego jednak bardzo łatwo się go pozbyć, jeśli tylko pamiętacie o odpowiedniej aplikacji! Przede wszystkim, należy zwrócić uwagę na to, żeby nie spryskiwać włosów ze zbyt małej odległości! Z suchymi szamponami trzeba się obchodzić trochę tak, jak z lakierem do włosów - im bliżej spryskasz, tym bardziej będzie widać, że masz coś na głowie i tym trudniej będzie to udawać, że Twoja fryzura, to zasługa tylko i wyłącznie natury lub dobrych genów ;))

Warto spryskiwać włosy z odległości ok.30 cm tak, żeby szampon mógł się na nich równomiernie rozłożyć i nie skupiał się tylko w pojedynczych miejscach. Następnie, należy wmasować dokładnie szampon w skórę głowy, co zazwyczaj załatwia kwestię widoczności białego osadu. Jeśli szampon nadal jest widoczny, wtedy dopiero zabieramy się za jego wyczesywanie, jednak moim zdaniem kilkanaście sekund masażu powinno sobie wystarczająco z tym poradzić - works for me - sama przecież mam ciemne włosy i nigdy nie miałam problemu z tym, żeby pozbyć się białych śladów :)



Jeśli jednak nadal nie możecie sobie poradzić z białym osadem po szamponie, to może warto wybrać wersję dopasowaną kolorystycznie do Waszych włosów? Producent wychodzi nam na przeciw, ponieważ w ofercie możecie znaleźć zarówno szampony dla blondynek, brunetek, jak i szatynek, a nawet rudowłosych :) Sama mam wersję MEDIUM & BRUNETTE, którą wyposażono z brązowo-szary pigment. Dzięki temu szampon nie zostawia widocznych śladów po spryskaniu włosów, ponieważ pigment idealnie się wtapia. Na pewno jest to spore udogodnienie dla osób które mają problem z białymi śladami. Wersja kolorowa ma w moim odczuciu identyczne działanie odświeżające, jak pozostałe produkty Batiste, więc mogę ją Wam spokojnie polecić :)

U góry wersja Wild z białym szamponem, na dole wersja Medium & Brunette z kolorowym szamponem.
Korzystając z Batiste, zauważyłam znacznie więcej plusów, niż minusów korzystania z tego typu produktów, jednak największą wadą tych produktów jest to, że w miejscu, w którym szampony zostały użyte, włosy tracą zdrowy połysk, a zostają dość mocno zmatowione. Oczywiście jest to efekt, utrzymujący się jedynie do czasu najbliższego mycia głowy, ale może być to uciążliwe. Pewnie lepiej byłoby po prostu umyć głowę, ale już chyba wspominałam, że jestem typem osoby, której trudno zwlec się z łóżka nawet minutę wcześniej, a co dopiero pół godziny, które zamiast na sen musiałabym poświęcić na mycie i suszenie praktycznie czystych, ale klapniętych i poodgniatanych włosów.... ;)

Trochę upierdliwe jest też to, że osad z szamponu jest wyczuwalny na włosach, które stają się nieco tępe w dotyku, więc ich macanie nie należy do najprzyjemniejszych. Z drugiej strony może to i dobrze - w końcu powszechnie wiadomo, że częste dotykanie włosów nie sprzyja zachowaniu przez nie świeżości ;)

Z drugiej strony warto jeszcze dodać, że mimo częstego korzystania z suchych szamponów nie nabawiłam się dotąd (odpukać! ;)) ani łupieżu, ani żadnego podrażnienia, choć moja skóra potrafi być wrażliwa.

A teraz wybaczcie nieestetyczne zdjęcie... Chciałam Wam pokazać różnicę między zwykłym Batiste, a tym kolorowym. No... moim zdaniem wszystko widać jak na dłoni... ;)))

To be sure - na górze Batiste Medium & Brunette, na dole Batiste Wild.
OPAKOWANIE/ CENA/ DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty Batiste kupicie w dwóch pojemnościach - małe opakowania 50 ml (7,99zł) oraz duże opakowanie 200 ml (14,99 zł wersje zwykłe i 16,99 zł wersje z dodatkami. Małe opakowania rewelacyjnie sprawdzają się do torebki i w podróży, a także na weekendowy wypad. Duże oczywiście zajmuję honorowe miejsce na podręcznej półce w łazience :) Jeśli chodzi o sam design, to każde z opakowań jest bardzo kolorowe i z pewnością zwraca uwagę. Przyznam, że moje pierwsze szampony wybrałam właśnie na podstawie opakowania ;) Jeśli szukacie szamponów Batiste stacjonarnie, to zajrzyjcie przede wszystkim do Hebe oraz do Marionnaud, natomiast jeśli będziecie szukać ich w internecie, to zacznijcie od sklepu producenta - Perelki.eu.

***
Podsumowując - stosowanie suchych szamponów z pewnością ma swoje plusy i minusy. W moim przypadku - plusy zdecydowanie przeważają nad minusami, a Bastiste stały się dla mnie nieocenionym pomocnikiem w porannych przygotowaniach i wielokrotnie pozwoliły mi na zaoszczędzenie czasu czy też po prostu szybką i sprawną poprawę stanu fryzury :) Ja jestem na tak i zdecydowanie polecam, jeśli nadal się wahacie! :)

A jakie jest Wasze zdanie o suchych szamponach? Używałyście już Batiste? :)
K.


Czytaj dalej

środa, 11 grudnia 2013

The Body Shop - szampon i odżywka z serii bananowej :)

Cześć Dziewczyny!

Przygotowałam na dzisiaj recenzję produktów, które cieszą się niezmiennie sporym zainteresowaniem wśród blogerek i ich czytelniczek i które wzbudziły również i Wasze zainteresowanie, kiedy pokazałam je w nowościach, czy na Instagramie. Zapraszam na moją opinię na temat bananowego duetu z The Body Shop! :)


Szampon i odżywkę kupiłam od razu w komplecie i tak też ich używałam, dlatego opiszę moje wrażenia ze stosowania ich w duecie. Najpierw chciałabym się skupić na wspólnych cechach produktów, żeby na koniec dodać kilka słów o ich działaniu i moich wrażeniach z używania każdego z kosmetyków.

***
OPAKOWANIE:
Zarówno szampon, jak i odżywkę umieszczono w plastikowych, dość twardych butelkach o pojemności 250 ml. Jest to standardowa pojemność tego typu produktów, choć na pierwszy rzut oka wydają się one znacznie mniejsze. Myślę, że im bliżej końca produktów, tym bardziej trzeba będzie się gimnastykować z ich wydobyciem z opakowania, ale na razie nie sprawia mi to żadnych problemów. Buteleczki zakończone są korkiem z klapką, więc przynajmniej odpada siłowanie się z odkręcanym korkiem :)


KONSYSTENCJA:
Produkty dość znacznie różnią się między sobą konsystencją. Szampon wygląda trochę jak rozwodniony kisiel, jest mocno zwarty i stosunkowo gęsty, jednak to dopiero odżywka pokazuje prawdziwe znaczenie słowa "gęstość" :) Ta przypomina raczej bardzo gęsty budyń i to taki w którym łyżka staje :)

Moim zdaniem konsystencja obu produktów jest bardzo odpowiednia do przypisanych im zadań, ponieważ szampon po kontakcie z wodą, nałożony nawet w niewielkiej ilości, zaczyna się obficie pienić i bardzo łatwo o rozprowadzenia go na całych włosach i skórze głowy. Odżywka natomiast mocno przywiera do włosów od razu po nałożeniu i nie spływa z nich aż do spłukania. Sprawia wrażenie takiej, która wręcz otula włos, a przy tym jej aplikacja jest bardzo łatwa i przypomina nieco kremowanie włosów.


KOLOR/ZAPACH:
Oba produkty mają żółtawy kolor, przy odżywka przypomina nierozrobione jeszcze żółtko jajka! Oba produkty fantastycznie pachną bananem i to takim prawdziwym, dojrzałym owocem! Nie czuję w nich żadnej chemii. Zapach jest mocno wyczuwalny w trakcie mycia, a czasami nawet zostaje na włosach na parę godzin. Nie zwracam na to nigdy szczególnej uwagi, ale faktycznie kilkakrotnie zdarzyło mi się wyczuć go na włosach dawno po myciu :)

WYDAJNOŚĆ:
Oba produkty kupiłam w tym samym czasie i używam ich wspólnie. Korzystałam z nich przez cały październik z przerwą na listopad, kiedy to używałam innego szamponu i odżywki (o których również wkrótce), żeby z początkiem grudnia znowu powrócić do bananowych smakołyków! Uogólniając - na moich dość długich włosach, mytych co drugi dzień, wylądowała już 1/3 szamponu i ok.1/2 odżywki. Jak na niecałe 1,5 miesiąca jest nieźle. Odżywka z pewnością skończy mi się dużo szybciej, niż szampon i pewnie przy regularnym używaniu wystarczy mi mniej więcej do końca grudnia. Natomiast szampon powinien wystarczyć jeszcze na ok.1,5 miesiąca korzystania.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Każdy z produktów kosztuje 25 zł, jednak ostatnio co jakiś czas zdarzają się promocje takie, jak ta, z której skorzystałam, czyli 2 za 1. Warto polować na nie w Waszych salonach The Body Shop!


SZAMPON BANANOWY - MOJA OPINIA
Jak już wspomniałam, szampon bardzo łatwo rozprowadza się na skórze głowy i na całej długości włosów. Wystarczy mu jedynie niewielki kontakt z mokrymi włosami, żeby zaczął się intensywnie pienić (choć może też bez przesady z tą pianą, to taka normalna piana, typowa bardziej dla szamponów, niż dla płynów do kąpieli ;)) i dokładnie dał się rozmasować na długości. Szampon nie plątał mi włosów i gdyby nie to, że uwielbiam moje włosy po odżywkach, to byłabym nawet skłonna zaryzykować poprzestanie na tym. Myślę, że nie miałabym większych problemów z rozczesywaniem (ale z Tangle Teezerem lub drewnianym grzebieniem TBS jestem trochę nieobiektywna w tej kwestii ;)).

Produkt nie podrażnia mojej skóry głowy, za co jestem mu ogromnie wdzięczna i ponownie ze zdziwieniem stwierdzam, że chyba nigdy nie doświadczyłam podrażnienia od produktu, zawierającego SLES, co dość często zdarza się w przypadku produktów z łagodniejszymi detergentami, a wyposażonych w mnóstwo ziołowych ekstraktów. Bananowy szampon nie tylko mnie nie podrażnił, ale też nie spowodował żadnych innych nieprzyjemności. Jestem z niego bardzo zadowolona!


SKŁAD SZAMPONU:
Aqua/Water/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Musa Paradisica Fruit (Banana), Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Hydroxystearate, Sorbitan Sesquicaprylate, Phenocyethanol, Sodium Chloride, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Mel/Miel/Honey, Panthenol, Polyquaternium-7, Stearic Acid, Citric Acid, Palmitic Acid, Parfum/Fragrance, Disodium EDTA, Ascorbic Acid, Sodium Hydroxide, CI 19140/Yellow 5, CI 14700/Red 4


BANANOWA ODŻYWKA - MOJA OPINIA:
O ile z szamponu jestem zadowolona, tak w przypadku odżywki to stwierdzenie byłoby dużym niedopowiedzeniem. Jestem nią autentycznie zachwycona i doskonale rozumiem wszechobecne zachwyty! Moje włosy świetnie na nią reagują! Nie tylko stają się szalenie mięciutkie w dotyku (i to już w chwilę po aplikacji odżywki!), ale są też po niej ładnie wygładzone i nie puszą się tak, jak to miewają w zwyczaju. Są dobrze nawilżone i odżywione i stają się bardzo mięsiste i gładkie w dotyku. Nie mam najmniejszych problemów z rozczesaniem włosów po użyciu tej odżywki i w zasadzie obojętne jest mi czy używam wtedy Tangle Teezera, czy zwykłego plastikowego grzebienia (choć wiem, że nie powinno się ;)).

Jedyne czego nie polecam, to korzystania z tej odżywki po użyciu wcześniej oleju Amla - połączenie kadzidlanej Amli w połączeniu z dojrzałym bananem, to wyjątkowo okrutny smród, który w dodatku dość długo utrzymuje się na włosach - poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń! :D


SKŁAD ODŻYWKI:
Zwróćcie uwagę na to, że skład odżywki naprawdę robi wrażenie, znajdziecie w nim ekstrakt w owocu banana znajdziecie już na drugim miejscu, oprócz tego w środku niezbyt długiego składu znajdziecie również miód i pantenol!

Aqua/Water/Eau, Musa Paradisica Fruit (Banana), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Lecithin, Mel/Honey/Miel, Panthenol, Propylene Glycol, Parfum/Fragrance, Benzyl Alcohol, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, CI 15985/Yellow 6, CI 19140/Yellow 5.

***
Jestem z tego duetu bardzo zadowolona i z czystym sercem mogę go Wam polecić! Czy znacie już bananowe smakołyki z The Body Shop? :)
K.
Czytaj dalej

wtorek, 2 lipca 2013

Aussie - Miracle Moist - szampon i odżywka

Cześć Dziewczyny!
W tym miesiącu znowu pozwolę sobie nieco pozmieniać kolejność prezentacji podsumowań ubiegłego miesiąca i poprzeplatać je nieco innymi postami, ze względu na to, że zarówno post denkowy, jak i zakupowy będą dość obszerne, więc będą wymagały ode mnie większego nakładu czasu, niż pojedyncze recenzje. Myślę, że oba te posty powinny pojawić się do przyszłego tygodnia włącznie :) A tymczasem zapraszam Was na moją opinię o kosmetykach Aussie z serii Miracle Moist!


W poście zamierzam opisać zarówno szampon, jak i odżywkę z serii Miracle Moist. Uważam, że nie ma sensu dzielić tej recenzji na dwie, skoro produktów używałam łącznie. Najpierw omówię szczegóły "techniczne", a na końcu zaprezentuję moje wrażenia ze stosowania obu produktów :)

***
Od producenta:
  • Szampon przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych. Zawiera ekstrakt z australijskich orzechów macadamia. Nawilżająca formuła pozostawia włosy gładkie i błyszczące.
  • Odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Zawiera ekstrakt z orzechów makadamia. Pozostawia włosy miękkie, lśniące i nawilżone.

KONSYSTENCJA:
Oba produkty mają stosunkowo gęstą i zwartą konsystencję. Szampon jest bardziej płynny, ale nadal dość skoncentrowany, dzięki czemu nie spływa z dłoni i daje się nanieść dokładnie w to miejsce na skórze głowy, w którym chcemy go zaaplikować, bez ryzyka zgubienia go z dłoni :) Odżywka natomiast jest gęsta i od pewnego momentu, trzeba ją wręcz wyciskać z butelki, mimo, że produktu w opakowaniu jest jeszcze całkiem sporo. Również nie spływa z dłoni, ani z włosów i łatwo ją rozprowadzić.


KOLOR/ZAPACH:
Szampon ma lekko żółtawy, perłowy kolor, natomiast odżywka jest przezroczysto-biała. Oba produkty pachną bardzo specyficznie i budzą chyba wyłącznie skrajne uczucia. Jedne osoby uwielbiają ten zapach i kojarzy im się on z gumą balonową (jestem wśród tej grupy), a inne szczerze go nienawidzą i uważają, że produkty śmierdzą plastikiem. No cóż, jak widać opinie są bardzo skrajne i chyba najlepszym wyjściem będzie podjęcie ryzyka zakupu (jeśli w ogóle jesteście zainteresowane tymi produktami) i sprawdzenie zapachu swoim własnym osobistym nosem (nie zachęcam do otwierania produktów w sklepie :P).

Zapach utrzymuje się na włosach bardzo długo, dlatego warto się z nim polubić. Mi towarzyszy właściwie do czasu kolejnego mycia, czyli aż 2-3 dni! Zresztą, nawet myjąc włosy innym szamponem mam jeszcze wrażenie, że zapach tych produktów nadal się utrzymuje.

Zastanawia mnie jeszcze to, czy same produkty pachną tak intensywnie, że ich zapach przenika przez butelki, czy to opakowania są wykonane z jakiegoś pachnącego plastiku, ponieważ moje butelki pachną baaaardzo intensywnie i czuję je za każdym razem, kiedy otwieram szafkę, w której są schowane :)


OPAKOWANIE:
Produkty są ukryte w nieprzeźroczystych, plastikowych buteleczkach z wyraźnym logo Aussie i oznaczeniem serii w skład, której wchodzi dany produkt. Buteleczki mają przy ujściu urokliwe tłoczenia w kształcie kangurów. Opakowanie zakończone jest uchylanym korkiem, który otwiera się wciskając go z jednej strony tak, aby otworzył się dziubek, przez który wydobywa się produkt. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Szampon (żółtawa buteleczka) ma 300 ml, natomiast odżywka (biała buteleczka) 250ml.

WYDAJNOŚĆ:
Szampon jest całkiem wydajny i właściwie nie widzę po nim znacznego zużycia. Znika znacznie wolniej, niż odżywka i na pewno wystarczy jeszcze na kilka myć. Odżywka natomiast znika, jak to zwykle bywa, w tempie zależnym od długości włosów. Moje są dość długie, więc i odżywka bardzo szybko ubywa. Sądzę, że nie wystarczy mi na więcej, niż dwa mycia. Nie oceniam ogólnej wydajności, ponieważ nie używam tych produktów ciągiem, o czym niżej.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty kosztują ok.30 zł regularnie, natomiast w promocji ok.20 zł i dostępne są tylko w Drogeriach Rossman.


SZAMPON MIRACLE MOIST - MOJA OPINIA
Szampon Aussie jest bardzo silnym produktem oczyszczającym, ponieważ zawiera w składzie zarówno SLS, jak i SLES. Szczerze powiedziawszy nie wiem po co tego aż tyle, przecież powszechnie wiadomo, że każdy z tych składników jest silnym detergentem i oba są skłonne samodzielnie podrażnić osoby o wrażliwej skórze głowy. Ja sama nigdy nie miałam problemów z SLS/SLES i choć moja skóra głowy bywa przewrażliwiona, to jednak okazuje się, że bardziej szkodzi jej nadmierna ilość ziołowych składników (wkrótce recenzja duetu z Natura Siberica), niż detergenty. W tym przypadku również nie odczuwam żadnych podrażnień skóry, a nawet ku mojemu zaskoczeniu zauważam lekkie ukojenie. Nie przypisuję tej zasługi całkowicie produktom Aussie, a raczej odstawieniu i sporadycznym stosowaniu produktów o ziołowym składzie, ale myślę, że dokładne oczyszczenie również może mieć na to w jakimś procencie wpływ. Mimo wszystko wolę jednak nie kusić losu i nie ryzykować, dlatego szampon Aussie stosuję co drugie, trzecie mycie, czyli mniej więcej raz na tydzień, półtora.
Szampon, jak już wspomniałam, intensywnie oczyszcza włosy i skórę głowy, zostawiając wręcz wrażenie włosów skrzypiących z czystości. Nie jest to może efekt za którym przepadam, ale niech już będzie. Szampon odrobinę plącze długie włosy, ale na szczęście łatwo je rozczesać palcami podczas aplikacji odżywki.

SKŁAD SZAMPONU:
Aqua, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycol Distearate, Sodium Citrate, Cocamide MEA, Sodium Xylenesulfonate, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glycerin, Tetrasodium EDTA, Limonene, Hydrochloric Acid, Alpha-Isomethyl Ionone, Magnesium Nitrate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Macadamia Ternifolia Seed Oil, CI 19140, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, CI 17200, Methylisothiazolinone, Ascorbic Acid, Sodium Sulfite, Potassium Sorbate
ODŻYWKA MIRACLE MOIST - MOJA OPINIA
Odżywka zawiera trochę silikonów, dlatego polecam ją tylko tym osobom, które nie mają nic przeciwko nim, a przede wszystkim, tym, które wiedzą, że silikony ich włosom nie szkodzą i które dbają o regularne ich zmywanie. Przejrzałam dokładnie skład odżywki i to, co jako pierwsze rzuca mi się w oczy, to duża ilość konserwantów, dlatego ponownie - jeśli macie z tym problem, rozważcie dobrze zakup, zerknijcie na skład i same oceńcie. Wracając jednak do silikonów, oczywiście nie należy ich demonizować, ponieważ, osiadając na włosach, tworzą one warstwę ochronną, która chroni je przed wpływem czynników zezwnętrznych. Silikony sprawiają wrażenie poprawy kondycji włosów, ale nie mają właściwości odżywczych, dlatego należy pamiętać o dodatkowym odżywianiu i nawilżaniu włosów.
Stosowanie odżywki przeplatałam ze stosowaniem masek, tak aby moje włosy były regularnie "dokarmiane". Sama odżywka rzeczywiście nieco wygładza włosy, choć w moim przypadku nie jest to aż tak widoczne. Nadal się odrobinę puszą, jeśli pozwolę im wyschnąć samodzielnie. W przypadku użycia suszarki, są one nieco lepiej dociążone, ale absolutnie nie obciążone. Odżywka zawiera w składzie sok z liści aloesu oraz olej z nasion orzechów makadamia, ale są one na tyle daleko w składzie (i to po zapachu - Parfum), że po prostu nie ma co liczyć na ich szczególne działanie odżywcze w tak znikomej ilości. Stąd też wynikała moja potrzeba dodatkowej pielęgnacji włosów.
SKŁAD ODŻYWKI:
Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Stearyl Alcohol, Quaternium-18, Benzyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Hydroxypropyl Guar, Parfum, Bis-Aminopropyl Dimethicone, Oleyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Polysorbate 60, EDTA, Limonene, Magnesium Nitrate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Macadamia Ternifolia Seed Oil, CI 19140, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone, CI 17200, Ascorbic Acid, Sodium Benzoate, Sodium Sulfite, Potassium Sorbate.
Produkty nie wysuszały moich włosów, nie spowodowały podrażnień i ogólnie spisały się w miarę nieźle, ale warto mieć w głowie, że widoczny efekt, uzyskany na głowie, to w dużej mierze zasługa silikonów, które wizualnie poprawiają fryzurę, ale nie wpływają na realne odżywienie włosów. Produkty nie nawilżają włosów, bo nie bardzo mają czym. Aloes zawarty w środku składu, daleko za zapachem (którego maksymalne stężęnie w kosmetykach i tak jest niewielkie, a przecież im dalej w skład, tym mniejsza zawartość danego składnika w kosmetyku), po prostu nie ma zbyt wielkiego pola do popisu. Są to produkty ciekawe, ale na pewno żadni z nich cudotwórcy. Właściwie, to są nawet całkiem przeciętne produkty, których wiele na drogeryjnych półkach, dlatego nie do końca rozumiem tak wysoką cenę (w stosunku do innych kosmetyków tego typu).

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Szczerze powiedziawszy nie wiem, ale wątpię. Mam do tych produktów raczej letni stosunek - wprawdzie są one całkiem przyjemne, ale w tej cenie można kupić coś o dużo bardziej atrakcyjnym składzie i lepszym, a przede wszystkim realnym wpływie na włosy.
Dla mnie ogromnym plusem jest to, że produkty przyczyniły się w pewnym stopniu do uspokojenia mojej skóry głowy, ale wiem też, że jest to składowa ogólnej zmiany pielęgnacji. Cieszę się, że miałam okazję wypróbować te produkty, tym bardziej, że są one nowością na naszym rynku, a zagraniczne blogerki i vlogerki mocno chwaliły tę markę - zwłaszcza odżywkę trzyminutową, która czeka w kolejce - ale mimo wszystko nie zakochałam się w tych produktach i nie wróżę nam długotrwałej relacji ;)
***
Próbowałyście już produktów Aussie? Jakie macie o nich zdanie? Hit czy kit? ;)
K.
***
Produkty otrzymałam na spotkaniu, wprowadzającym markę Aussie do Polski, organizowanym przez Agencję PR, reprezentującą Procter&Gamble.

Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast