Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colour Alike. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colour Alike. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

Lutowe i marcowe nowości! :)

Cześć Dziewczyny!

Dawno nie pokazywałam na blogu nowości - a wszystko to z jednego prostego powodu - w lutym nie kupiłam ani jednego kosmetyku i jestem z siebie dumna! Pilnuję się, żeby zużywać nagromadzone zapasy, a jednocześnie ograniczać swoje chciejstwa, ale... Widzę, że to tendencja, która pojawia się ostatnio na wielu blogach - staramy się być oszczędne i niby wszystko idzie dobrze, aż tu przyszedł marzec, a to nie tylko czas targów (KLIK), ale również promocji z okazji Dnia Kobiet, pierwszego dnia wiosny, zmiany czasu etc No i weź tu bądź mądry! W marcu trochę sobie odpuściłam i kupiłam kilka zachcianek, ale żaden z tych produktów nie jest przypadkowy i spora część z nich już jest w użytku :)

Już teraz wiem, że w kwietniu też pojawi się u mnie kilka ciekawych nowości, ale to jest bardziej kwestia zaoferowanej cudzej pomocy w zdobyciu tych kilku kosmetyków, ale na to przyjdzie jeszcze czas :)

L-R: Ja pierniczę, Pyrka, Black Saint, Sinner Lady, Holo Top - B. a Star, Los Diamentos
Oczywiście nie byłabym prawdziwą lakieromaniaczką, gdybym nie skorzystała z promocji na Dzień Kobiet -40% na całą ofertę Colour Alike! Skusiłam się na cztery lakiery, które krążyły mi już chwilę po głowie i dwie nowości, a wszystko w klimatach holograficznych z jednym brokatowym rodzynkiem, który swoją nazwę zawdzięcza Sylwii :)


A teraz proszę weźcie głęboki oddech (na kilka kolejnych zdjęć :D) - na początku marca utwierdziłam się w przekonaniu, że miniaturka suchego szamponu Batiste w torebce, to jednak przydatna sprawa, a w szczególności, gdy grzywka robi się już za długa, a ja nie mogę się pozbyć nawyku odgarniania jej z twarzy... No bywa... Teraz staram się ją raczej podpinać, ale nie zmienia to faktu, że lubię być przygotowana na każdą ewentualność. Z tego też powodu skusiłam się na trio miniaturek - Wild, Mamba i Savannah, którego nie mogłam dorwać w Hebe. W Minti Shopie znalazłam je bez żadnego problemu :)


W drugiej połowie miesiąca miałam okazję uczestniczyć w śniadaniu prasowym z marką Batiste. Dowiedziałam się co nieco o historii marki, obejrzałam nowości marki i przede wszystkim posłuchałam o różnych zastosowaniach Batiste. Po spotkaniu każda z uczestniczek została obdarowana torbą z nowościami i trzema hitowymi produktami Batiste - wśród hitów znalazł się puder dodający włosom objętości XXL Plumping Powder, miniaturka szamponu z lakierem XXL Volume oraz miniaturka wersji Tropical.


...natomiast wśród nowości Batiste znalazł się cudownie pachnący suchy szampon Oriental, szampon z olejkiem arganowym Strength & Shine oraz odżywka w sprayu Smoothing Conditioning Mist. Sama jestem bardzo ciekawa każdego z tych produtków, więc z pewnością dam Wam znać co o nich sądzę, jak tylko trochę ich poużywam! :)


...nieeee... nie macie problemów ze wzrokiem... Mimo całkiem już sporych zapasów suchych szamponów z Batiste postanowiłam na koniec miesiąca skusić się jeszcze na promocję, która obowiązywała do niedzieli na stronie polskiego dystrybutora, a mianowicie -20% na wszystkie produkty Batiste, a do tego wybrana miniaturka szamponu gratis. Skusiłam się na powtórkę z rozrywki w postaci sprawdzonego kolorowego szamponu Medium & Brunette, który recenzowałam Wam wraz z innymi wersjami TUTAJ, a do tego miniaturkę szamponu Blush, który był moim pierwszym Batiste :) Dodatkowo dobrałam sobie jeszcze dwie nowe dla mnie wersje Paisley i Lace (który podobno ma być wycofywany, więc nie chciałam dłużej odkładać tego zakupu ;)). Ostatnio niemal co miesiąc wrzucam do torby denkowej kolejną puszkę Batiste, więc taki zapas, mimo, że spory, na pewno się u mnie zmarnuje ;) No i szykuje się kolejne porównanie zapachów Batiste :)


Bibułki matujące z Beauty Formulas, to kolejny powtórny zakup. Wraz z nadejściem wiosny moja cera lubi czasami trochę szaleć, więc bibułki w torebce znowu stały się moim must have. Te z BF już kiedyś miałam i byłam z nich zadowolona, więc chętnie skusiłam się na nie ponownie, kiedy natknęłam się na nie w Super-Pharm, tym bardziej, że kosztowały tylko 10 zł.

Pozostałe dwa produkty, to również zakupy z Minti Shop - do szamponów, które pokazywałam Wam wyżej, wzięłam sobie jeszcze miniaturkę wysuszacza Poshe, który już od dawna za mną chodził i w związku z tym za jakiś czas możecie się spodziewać na blogu kolejnej części porównania wysuszaczy (pierwsza część TUTAJ) - tym razem zamierzam wziąć na tapetę Kwik Kote z Kinetics, Insta-Dri z Sally Hansen i oczywiście Poshe. No ale do rzeczy - jajeczko z balsamem do ust EOS (Evolution of Smooth), to zakup nieplanowany, ale krążył mi po głowie od dobrych dwóch lat. Już miałam go sobie darować ze względu na cenę przekraczającą 20 zł, ale po zerknięciu na skład, stwierdziłam, że warto się nim jednak zainteresować. Jak na razie jestem bardzo zadowolona! :)


Na Allegro skusiłam się również na dwa lakiery Essie - różowy, to Raspberry, który mignął mi już parę razy na Waszych blogach i na Instagramie, natomiast brokatowy, to mój ulubieniec - Beyond Cozy. W swoich zbiorach mam miniaturkę, ale tak bardzo polubiłam dodawać go do przeróżnych lakierów jako akcent na jednym czy dwóch paznokciach, że obawiam się, że miniaturka szybko mi się skończy ;)


Peeling gruboziarnisty z Lirene z serii Youngy już pewien czas chodził mi po głowie, ale ponieważ nie zaglądałam do drogerii, to nie miałam okazji, żeby wrzucić go do koszyka, aż w końcu natknęłam się na niego w promocji w Super-Pharm. Chyba jednak byliśmy sobie pisani :) Kolejnym długo odkładanym zakupem jest waniliowa mgiełka z Bath & Body Works - Warm Vanilla Sugar - uwielbiam ten sklep, ale znając swoją słabość do ich kosmetyków, staram się omijać go szerokim łukiem, tym razem jednak robiłam zakupy dla jednej z Was, więc no cóż... skorzystałam z okazji :)


W marcu miałam również okazję uczestniczyć w warsztatach, organizowanych przez markę Elancyl, towarzyszących wprowadzeniu dwóch nowości do oferty - olejku na rozstępy oraz kremu antycellulitowego na noc. Oba produkty staram się stosować systematycznie, szczególnie krem - bardzo mocno liczę na to, że wspomoże on moje zumbowe wysiłki i porządnie wygładzi mi pupę i uda, tym bardziej, że staram się również stosować masaż, zaprezentowany nam na warsztatach - czasami wczuwam się tak mocno, że parę razy narobiłam sobie siniaków na udach... To chyba tylko dowodzi tego, jak bardzo nie znoszę mojego cellulitu :D


Natomiast od marki Rimmel otrzymałam nowości w ofercie, czyli pomadkę z serii Moisture Renew - w moje ręce trafił piękny różowawy odcień z drobinkami o uroczej nazwie - Latino. Chodzi mi jeszcze po głowie przepiękny kolor - As You Want Victoria, ale na razie aktywowałam inne szminkowe zasoby, o czym przeczytacie pewnie w ulubieńcach :)


Pozostając w klimatach Rimmela - w lutym odebrałam również przesyłkę z nową maskarą w gamie Scandaleyes, tym razem jest to Rockin' Curves. Maskara jest wyposażona w bardzo zabawną szczoteczkę. Sama jeszcze jej nie testowałam, bo nie chcę otwierać zbyt wielu tuszy na raz, ale na innych blogach czytałam, że dziewczyny miały z nią trochę gimnastyki ;)


Jakiś czas temu miałam okazję skorzystać z zaproszenia do siedziby firmy Eris oraz marek jej pokrewnych, które towarzyszyło wprowadzeniu na rynek serii Lirene City Protect. W końcu udało nam się osobiście poznać drugą z kochanych Pań Erisek - Magdę, która w podziękowaniu za miłe spotkanie podesłała nam później kilka kosmetyków z serii Body Art marki Dr Irena Eris. Ja skusiłam się na krem redukujący rozstępy, intensywnie ujędrniający balsam do pielęgnacji biustu C+ i krystaliczny peeling cukrowy.


A zawartość tej paczki na pewno już bardzo dobrze znacie - to również lutowa "nowość" - ale nie chciałam robić osobnego postu, bo wiele już takich przewinęło się przez blogi. Kilkoma kosmetykami już się z Wami podzieliłam, a na pewno podzielę się również podkładem. Pozostałe natomiast będą się pojawiać co jakiś czas, jak już uda mi się do nich dobrać :)

***
Jak tak sobie patrzę na te wszystkie nowości razem, to w sumie dochodzę do wniosku, że nie jest źle. Dałam sobie troszeczkę luzu, kupiłam kilka fajnych kosmetyków, a teraz znowu mogę dalej oszczędzać ze spokojnym sumieniem :))

Jak się Wam podobają moje nowe nabytki? Znacie któreś z tych kosmetyków - czy są wśród nich Wasi ulubieńcy? :)
K.
Czytaj dalej

piątek, 7 lutego 2014

Styczniowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Trochę się rozleniwiłam, jeśli chodzi o dodawanie postów z nowościami i denkami, ale w lutym mam plan wszystko nadrobić (w tym pięciomiesięczne zaległości denkowe :O). Zaczynam od styczniowych nowości, bo aż się trzęsę z niecierpliwości, żeby pokazać Wam jakie cuda wpadły w moje ręce!

L-R: Fast Track, Dress Me Up, Foie Gras, Stone Cold, Smoke & Ashes
O ile totalnie ominęły mnie ciuchowe wyprzedaże, tak nie do końca udało mi się uniknąć tych lakierowych i tym sposobem wpadło mi w ręce mnóstwo lakierowych nowości. Po pierwsze - pięć lakierów China Glaze z kolekcji Capitol Colours, inspirowanej ekranizacją pierwszej części Igrzysk Śmierci. W kolekcji znajduje się 12 lakierów, inspirowanych odpowiednimi dystryktami (odsyłam do książki lub filmu). Mi najbardziej wpadły w oko Fast Track, Dress Me Up, Foie Gras, Stone Cold i Smoke & Ashes. Każdy z nich kosztował jedynie 15 zł! :)

L-R: Jeżyce, Glubka, O w Bombkę, Figa z Makiem
Oczywiście nie omieszkałam również skorzystać z wigilijnej promocji na lakiery Colour Alike i w ten sposób dzięki Sylwii wpadły mi w ręce dwa kolory z poznańskiej kolekcji - Jeżyce i Glubka oraz dwa kolory ze świątecznej kolekcji holosków - O w Bombkę i Figa z Makiem. Z obu kolekcji chciałam przygarnąć też holograficzne brązy, czyli Pyrkę i O ja pierniczę, ale niestety się skończyły... Może jeszcze trafi się okazja, choć pewnie nie za te kilka złotych :)

L-R: Lady Like, Eternal Optimist, Twin Sweater Set, Decadent Dish, Dive Bar, After School Boy Blazer
W styczniu Super-Pharm uraczył nas nie lada promocją, dzięki której lakiery Essie można było kupić aż 15 zł taniej, więc oczywiście nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji. Tym razem uzupełniłam zbiorek o kilka klasycznych kolorów (Lady Like, Eternal Optimist, Twin Sweater Set, After School Boy Blazer) i dwa nieco bardziej nietypowe odcienie (Decadent Dish, Dive Bar).

L-R: Miss Conduct, Take Him To The Cleaners
Dwa nowe Orly, to dla odmiany efekt wyprzedaży tych lakierów przez hurtownię, w której pośredniczyła Chilli. Wprawdzie Miss Conduct zniknęła niemal od razu, ale z pomocą przyszła mi Aalimka, która pomogła mi zdobyć ten odcień! Dziękuję kochana! :) Drugi lakier - Take Him  To The Cleaners pochodzi ze wspomnianej wyprzedaży. Dorwać Orly za 18 zł to kolejna okazja, której nie mogłam odpuścić! :)

L-R: Full Steam Ahead, Well Dressed
Powyższe dwa cuda, to prezent urodzinowo-świąteczny od mojej kochanej Stefci! Szedł pocztą z Irlandii przez cały grudzień, ale za to miałam niezłą radochę, kiedy paczka dotarła do mnie dosłownie 2 czy 3 stycznia! :) A na mój prezent składały się piękny, pastelowo-fioletowy Essie Full Steam Ahead z letniej kolekcji Naughty Nautical oraz róż MAC Well Dressed, o którym od dawna marzyłam, ale ciągle coś mnie odwodziło od jego zakupu! :)


Kolorówkowe nowości zamyka tusz Lash Accelerator Endless z Rimmel! W Super-Pharm była na niego naprawdę świetna promocja (19zł!), a mój poprzedni egzemplarz właśnie dobił dna, więc postanowiłam, że zrobię powtórkę. Wprawdzie próbuję dać jeszcze szansę słynnemu Catchy Eyes z Gosha, ale to jeszcze nie jest to, co bym chciała osiągnąć, więc wolę mieć Rimmel pod ręką! Przypomnijcie mi, żeby w końcu napisała jego recenzję, bo naprawdę warto na niego zwrócić uwagę! :)


Dalej mamy już pielęgnację, którą otwierają produkty z Pat&Rub. Pod koniec listopada miałam urodziny, a w tym dniu osoby zarejestrowane na stronie P&R otrzymują specjalny kod zniżkowy, który jest ważny przez dwa miesiące. Przed Świętami nie za bardzo miałam wolne fundusze, żeby nieco kupić te kilka produktów, które mi krążyło od dawna po głowie, a poza tym ciągle coś było w brakach, dlatego kiedy w końcu wszystko było dostępne, łącznie z w miarę luźną gotówką na moim koncie, postanowiłam skorzystać! Do moich zapasów dołączyły dwa masła - otulające i rozgrzewające oraz balsamy do rąk z tych samych serii. Dodam, że warto sprawdzać również promocje na zestawy, dla przykładu - masło rozgrzewające i pomarańczowy balsam do ust zamówiłam właśnie w zestawie, tańszym o jakieś 15-20%, od którego odliczyło się jeszcze moje 20% z kuponu i w ten sposób balsam do ust wyszedł mi właściwie gratis :) Nie pamiętam już dokładnych cen wszystkiego, ale pamiętam, że zaoszczędziłyśmy z Sylwią, która dołączyła się do zamówienia, ponad 100 zł!

Natomiast miniaturka olejku rozświetlającego (który od dawna mi się marzył!), to prezent od Pat&Rub w ramach przeprosin za pomyłkę przy pakowaniu. Okazało się, że w pierwszej wersji paczki, którą otrzymałam znalazłam rozgrzewający balsam do stóp, zamiast do rąk i nie była to moja pomyłka. Napisałam do firmy z pytaniem, czy da się to jakoś rozwiązać, bo akurat balsam do stóp już mam, a bardzo zależało mi na tym do rąk. W rezultacie firma wysłała do mnie kuriera z prawidłowym produktem (i wspomnianą miniaturką), który od razu odebrał ode mnie pomylony balsam. Wszystko zamknęło się dosłownie w 3 dniach odkąd napisałam mail do firmy! Brawo Pat&Rub! :)


Kosmetyki Lirene (i innych marek spod szyldu Eris), to od dłuższego czasu niemal podstawa mojej pielęgnacji. Dzięki współpracy poznałam wiele dobrych produktów, do których ciągle wracam, a także chętniej sięgam po nowości. Tym sposobem po raz kolejny trafiły w moje ręce balsam do ciała z serii Intensywna Regeneracja i aktywny balsam antycellulitowy STOP Cellulit. Oba w dużych butlach 400ml, oba w cenie ok. 13-15 zł! :)


Te produkty, to moje absolutne hiciory, jeśli chodzi o Lirene! Nie wiem już ile mam za sobą zużytych buteleczek, ale wierzcie, że jestem chora, jeśli nie mam ich w zapasie, a nawet, jeśli sięgam po cokolwiek innego, to i tak z ogromną radością sięgam ponownie po nawilżająco-oczyszczający tonik i płyn dwufazowy! :)


Wściekłe ptasiory z Lumene, to totalne chciejstwo i zbędny wydatek, ale Angry Birds po prostu uwielbiam, a te produkty chodziły za mną już prawie rok! Także tego... No nie mogłam nie skorzystać z wyprzedaży świątecznych zestawów prezentowych w Super-Pharm i w ten sposób nabyłam 3 kosmetyki Lumene w cenie niewiele wyższej od regularnej ceny jednego :)) No a kolejny żel, balsam i pomadka ochronna, to naprawdę coś, co wykorzystam na 10000%, więc czuję się odrobinę rozgrzeszona ;))

Nowości Lirene - seria Protect
W połowie stycznia miałam okazję uczestniczyć w warsztatach Lirene, zorganizowanych w siedzibie firmy w Piasecznie, które towarzyszyły wprowadzeniu przez markę nowej serii do pielęgnacji twarzy, czyli Lirene Protect! W skład serii wchodzą kremy dla kobiet w każdym przedziale wiekowym, więc każda z Was może znaleźć tu coś dla siebie i dla swoich mam lub babć! Ja obdarowałam nimi mamę, teściową i babcię, a serię różową chciałam zostawić dla siebie, ale przejrzałam zapasy i chyba niestety miną wieki, zanim zdążę się dokopać właśnie do tego kremu, dlatego postanowiłam, że podzielę się nim z Wami już wkrótce! :)

***
I jak Wam się podobają moje nowości? Nie jest tego tak tragicznie dużo i gdyby nie lakiery, to moje zakupy byłyby nawet skromne, ale niestety mania na nowo dała o sobie znać... Ale powiedzcie, że nie było warto, skoro każdy z nich był duuuuuużo tańszy w porównaniu do pierwotnej ceny... ;)) No rozgrzeszcie mnie trochę! :))
K.
Czytaj dalej

sobota, 16 listopada 2013

Październikowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Po kilku dniach przerwy wracam do Was z kolejnym postem podsumowującym - tym razem nowości ubiegłego - szczególnie obfitego miesiąca. Tak wyszło, że w październiku uczestniczyłam w dwóch fantastycznych spotkaniach blogerskich, a ponadto sama poczyniłam nieco zakupów, które pokażę Wam poniżej. Październik był również obfity w przeróżne gratisy i atrakcyjne promocje. No cóż, żeby nie rozwlekać za bardzo, zdecydowałam się zaprezentować moje nowości z formie kolaży (dobrze to napisałam? :P).

To, co mnie satysfakcjonuje na równi z nowymi osobnikami w moich zasobach, to to, że naprawdę sporo mi ubyło w ciągu minionych dwóch miesięcy i chyba nie zwalniam tempa, dlatego moje sumienie jest nieco spokojniejsze ;) Oczywiście post o denkach również się pojawi, jak tylko zwalczę opisywanie każdego z produktów. Same dobrze wiecie, że nie przepadam za jednozdaniowym opisem produktu z poście denkowym, bo nie widzę w czymś takim większego sensu. Aaaale... Ja nie o denkach dzisiaj miałam... ;)


Na przełomie września i października było głośno o promocji w The Body Shop, która dotyczyła słynnego bananowego duetu do włosów. Początkowo nie miałam zamiaru z niej korzystać, ale Agu, Iwetto i Bellitka zewsząd mnie kusiły tymi produktami i tą promocją, że i ja w ostatniej chwili złapałam w sklepie swój duet - szampon i odżywkę. A promocja była bardzo korzystna, ponieważ płaciło się tylko za jeden produkt, a drugi był gratis :)

Drugą okazją, z której skorzystałam, to realizacja nagród za pieczątki, zbierane na karcie lojalnościowej w Bath & Body Works. Za pierwszą czwórkę mogłam wybrać dowolne body do Scentportable, czyli przenośnego odświeżacza powietrza, a także dowolny wkład z oferty B&BW. Pani namówiła mnie na uroczą sówkę, którą można zaczepić w torebce, a jak zginą Wam klucze, to wystarczy nacisnąć sówkę w czoło, bo jej oczy, to jednocześnie latareczki :D Wkład, który wybrałam, to mieszanka lawendy i wanilii!

Drugą nagrodą za pieczątki była dowolna pełnowymiarowa mgiełka z kolekcji Signature. Od dłuższego czasu przymierzałam się zgarnięcia mgiełki Carried Away, dlatego wybór był oczywisty :)


Bez lakierowych zakupów byłabym chora - fakt. Miesiąc bez nowych Essie (kostka minilakierów z kolekcji For The Twill Of It) byłby miesiącem straconym - fakt. Kolekcja jesienna Hean (nr 185 i 186) jest urzekająca - fakt. Tak samo jak Typografia z Colour Alike (A, B, H) - fakt. Do tego dodajcie jeszcze promocję 2za1 na produkty Kinetics (2x Kwik Kote), szał na piaski z Wibo (Glamour Sand nr 3) i potrzebę zakupu nowej bazy pod cienie (ArtDeco).


Pielęgnacyjnie też nie próżnowałam - uzupełniłam ciągle zużywane zapasy płynów dwufazowych (tym razem Eucerin) i zmywacza (wracam do Isany...). Do tego w Biedronce skusiłam się na kurację z olejkiem arganowym z Marion oraz dużą butlę słynnego micela BeBeauty. A w Rossmannie kupiłam sól do kąpieli stóp Fuss Wohl, bo odkąd przeskoczyłam w botki na obcasie co jakiś czas wracam z prawie odrętwiałymi stopami, więc porządny relaks jest im niezbędny!

Dalej widzicie moją drugą butlę szamponu H-Keratineum z Pharmaceris (niedługo recenzja!), a także drugą mojego ukochanego żelu z Bath & Body Works z serii Aromatheraphy w wersji wanilia i werbena! Do tego nowy balsam z Lirene Youngy w wersji papaja (cudo!) oraz nowy krem pod prysznic z Lirene o jakże jesienno-zimowym zapachu wanilii.


Na samym początku października otrzymałam również sferyczny peeling oczyszczający z nowej serii Dr Ireny Eris - Normamat! Pierwsze wrażenia z używania tego produktu zawarłam w poście konkursowym TUTAJ, ale na pewno pojawi się tu jeszcze jego pełna recenzja, ponieważ uważam, że to produkt naprawdę godny uwagi :)

Marta, reprezentująca między innymi markę AA, przesłała mi do testów serum przyspieszające wzrost rzęs - 4 Long Lashes. Niedługo zaczynam testy, myślę, że minęło już wystarczająco dużo czasu od testów poprzedniego serum tego typu. A serum od AA prezentuje się wyjątkowo korzystnie cenowo (w porównaniu do innych preparatów tego typu), dlatego jestem go szczególnie ciekawa!


Pod koniec października uczestniczyłam w warsztatach makijażowych z wizażystką Anią Orłowską, organizowanych przez markę Lirene. O tym spotkaniu jeszcze Wam nie napisałam, ale koniecznie muszę to nadrobić, ponieważ to był wyjątkowo przyjemny wieczór :) Na spotkaniu zaprezentowano nam nowości makijażowe, wchodzące do oferty Lirene - przede wszystkim nowy podkład Glam & Matt, który jest naprawdę świetny! Używam go już od 2-3 tygodni i jestem z niego bardzo zadowolona! Oprócz tego, w ofercie pojawia się też produkt, który początkowo wygląda jak zwykły krem, by po chwili zmienić się na twarzy w lekki krem koloryzująco-nawilżający. To oczywiście Magic Mike, o pardon! Magic Make-up! I znowu - mama skorzystała na tym, że ma ciemniejszą odcień cery, niż ja, więc G&M w kolorze 03 Beżowy oraz Magic Make-Up w kolorze 02 Naturalny trafiły właśnie do niej, więc bardzo możliwe, że o wrażeniach ze stosowania produktów damy znać obie :) 

Dzieła dopełnia koloryzująco-rozświetlające trio do ciała, czyli Body BB w dwóch odcieniach i Body Shine. Body BB, to - w dużym uproszczeniu - rajstopy w sprayu, tyle, że w kremie :D Jest to balsam koloryzujący, który oczywiście możecie nakładać nie tylko na nogi, ale takie było pierwsze skojarzenie, ponieważ produkt wcieramy w skórę jak balsam, a ten nadaje skórze koloru (dostępne odcienie dla jasnej i ciemnej karnacji), a przy okazji ukrywa drobne niedoskonałości! W dodatku nie jest to ani balsam brązujący, ani tym bardziej samoopalacz, ponieważ kolor zmywa się ze skóry pod wpływem wody. Body Shine to już typowy balsam rozświetlający skórę, więc z pewnością zrobi furrorę w sezonie karnawałowym. Każdy z produktów z pewnością opiszę na blogu po bliższym zapoznaniu się z nimi :)


Pod koniec września odezwała się do mnie Pani Natalia, reprezentująca m.in. markę Barwa i zaproponowała przetestowanie produktów z serii Siarkowa Moc oraz kilku innych produktów marki Barwa. Kiedy jednak odebrałam paczkę wydałam z siebie niemały okrzyk zachwytu! Takiej zawartości, to ja się nie spodziewałam. Oprócz produktów z serii Siarkowa Moc, w paczce znalazłam również produkty z serii Miss, Barwa Naturalna, a także Barwa Ziołowa. Produktami podzieliłam się częściowo z mamą i razem postaramy się zrecenzować dla Was tę ogromną pakę :) Pierwsze recenzje produktów z serii Siarkowa Moc już pojawiły się na blogu TU i TU.

zdjęcie można powiększyć
Na powyższym zdjęciu znajdziecie ogrom paznokciowych dobroci, które przytargałam z I Spotkania Lakieromaniaczek, o którym pisałam TUTAJ. Nadal nie wiem, jak skomentować taką ilość, jak na to patrzę, bo buzia sama mi się cieszy! Częścią produktów podzieliłam się już z mamą i przyszłą teściową :)

zdjęcie można powiększyć
Tu dla odmiany skarby, które otrzymałyśmy na VI Spotkaniu Warszawskich Blogerek Urodowych, o którym pisałam już TUTAJ. Otrzymałyśmy mnóstwo wspaniałych produktów i mam też coś dla Was, ale musicie jeszcze chwilę poczekać! :)

***

Sama nie wiem jak to skomentować. Może po prostu dajcie znać co Wam najbardziej wpadło w oko i czego jesteście najbardziej ciekawe? Może uda mi się o tym dla Was wkrótce napisać :) Koniecznie piszcie, jeśli używałyście któregoś z tych produktów - podzielcie się wrażeniami, zwłaszcza, jeśli coś nie powinno czekać w szufladzie z zapasami! :)
K.
Czytaj dalej

poniedziałek, 28 maja 2012

Q by Colour Alike - 113 Brudny Harry & 118 Diskorelaks [swatche]

Kontynuując wpisy lakierowe na dziś ponownie wybrałam kolejne mazidła z linii Q by Colour Alike, tym razem 113 Brudny Harry i 118 Diskorelaks w duecie. Ten mani zmazałam (dosłownie) na majówce, w warunkach szalenie upalnych, więc aplikacja lakierów była odrobinę utrudniona - no i przyprawiłam sobie maziaje na skórkach, za które serdecznie Was przepraszam, mam nadzieję, że nie zaburzą ogólnego odbioru... ;)



113 Brudny Harry, to brudny (a jakże) i nieco chłodny róż, niestety jest on z rodzaju tych, które w buteleczce wyglądają na jaśniejsze, niż w efekcie są na paznokciach, czego w lakierach szczerze nie cierpię! Zdarza mi się przez to wysłać lakier w świat, ten jednak miał szczęście, bo jego kolor na paznokciach okazał się równie piękny, co w buteleczce, mimo, że odmienny. Moim zdaniem, ma on wykończenie kremowe, chociaż widziałam, że na blogach innych dziewczyn ma w sobie coś z żelka, no cóż... Moje paznokcie jakoś tego nie uwydatniają...

Q by Colour Alike 113 Brudny Harry
113 jest dość upierdliwy w aplikacji ze względu na rzadką konsystencję, co niestety widać na moich skórach... Lakier paskudnie się rozlewa po nich, ale przypominam, że daleko mi do mistrzostwa w malowaniu paznokci, więc może u Was będzie to wyglądać lepiej ;) Nakładałam dwie warstwy lakieru, bo jedna byłaby raczej niewystarczająca. Niestety lakier zbąblował mi się trochę na paznokciach, chociaż podejrzewam, że poniosło mnie, jeśli chodzi o grubość warstw. Ostatnio mam tak z większością lakierów, więc chyba muszę poćwiczyć powściągliwość... ;) To, co mnie w nim zawiodło, to fakt, że jeszcze tego samego pojawił mi się odprysk na jednym paznokciu, ale po załataniu go lakier trzymał się jakieś 3-4 dni bez większych sensacji.

Q by Colour Alike 118 Diskorelaks & 113 Brudny Harry
118 Diskorelaks, to dla odmiany przepiękny błyskacz, którego koloru za Chiny nie potrafię określić. W cieniu ma delikatnie fioletowawą bazę, ale równie dobrze można by doszukać się w niej różu, beżu i szarości - taki jest niezdecydowany! ;) Ale za to jak się mieni! Jest to lakier z rodzaju tych holograficznych, jednak posiada większe drobinki, niż prezentowane wcześniej na blogu holografy z Eveline.

Q by Colour Alike 118 Diskorelaks
Ten lakier jest już trochę przyjemniejszy w aplikacji, nie rozlewa się już tak bardzo i jest minimalnie gęstszy niż Brudny Harry. Ten dla odmiany nie bąblował, ani nie odpryskiwał. Trzymał się dzielnie w stanie niezmienionym aż do zmycia! Wygląda na to, że Diskorelaks jest lepszą połową tego duetu ;)

Q by Colour Alike 118 Diskorelaks & 113 Brudny Harry
To, co mnie w nim najbardziej zaskoczyło, to to, że mimo większych drobinek, nie sprawił mi najmniejszych problemów przy zmywaniu. Takich kolegów, to ja lubię! Życzyłabym sobie więcej takich bezproblemowych Q jak Diskorelaks i mniej takich średniaków jak Brudny Harry.

No to pooglądajcie sobie trochę (bąble, maziaje i holografy :D).





Q by Colour Alike 113 Brudny Harry
Q by Colour Alike 118 Diskorelaks
Za moje lakiery zapłaciłam 9,90zł w Drogerii Jasmin, ale są one również dostępne w sklepie internetowym producenta TUTAJ.
Jak Wam się podoba taki duet? Bałam się na początek aplikować 118 samodzielnie, ale jeśli tylko się odważę, to postaram się ten fakt odpowiednio tutaj odnotować... ;)
K.
P.S. Nie wiem, czy zwróciłyście na to uwagę, ale nie wiedzieć czemu te lakiery paskudnie zastygają na szyjkach już od pierwszego wyjęcia pędzelka z buteleczki...
Czytaj dalej

czwartek, 24 maja 2012

Q by Colour Alike - 114 Fuks You [swatche]

Dawno nie było tu o lakierach prawda? W takim razie przedstawiam Wam mój pierwszy lakier z linii Q by Colour Alike o numerze 114 i niezwykle uroczej nazwie - Fuks You :D

Q by Colour Alike 114 Fuks You
114 to prześliczna kremowa fuksja. Lakier nie zawiera żadnych drobinek, jest to krem idealny o intensywnym, żywym kolorze. Moim zdaniem jest to fuksja idealna, czysta, bez żadnych domieszek. Kolor jak najbardziej na tak, a jak z jakością?

Powiedzmy sobie tak... Spodziewałam się czegoś odrobinę lepszego, bo słyszałam o tych lakierach wiele dobrego, ale nie bierzcie mojej oceny całkiem na serio, ponieważ ostatnio eksperymentuję z bazami pod lakier, a raczej z odżywkami, które mogłyby mi taką bazę zastąpić, a jednocześnie odżywiać paznokcie bez konieczności całkowitej rezygnacji z malowania. Stąd też moja ocena może być odrobinę zachwiana.

Fuks You trzymał się na moich paznokciach około trzech dni, ale niestety tego trzeciego dnia, to co miałam na paznokciach domagało się natychmiastowego zmywania i to o dziwo nie z racji odprysków na końcach, a z powodu odprysków przy skórkach... No cóż, z bazami i topami można poeksperymentować, więc nie jest to coś, czego nie da się przeskoczyć. Grunt, że nie odpadają mi po godzinie od malowania ;)

Q by Colour Alike 114 Fuks You
Lakier w mojej opinii ma dość przyjazną konsystencję, nie rozlewa się zbytnio po skórkach, a jeśli już nam się wymsknie, to przynajmniej łatwo odchodzi od skóry, czasem nawet bez zmywacza. 114 ma w miarę wygodny pędzelek, który nie sprawia większych problemów przy aplikacji lakieru, zwłaszcza przy skórkach, chociaż ja i tak zawsze zmaluję trochę za dużo, ale ja jestem w tej kwestii niepoprawną pierdołą :D Do pełnego krycia w zupełności wystarczą standardowe dwie warstwy ale jest szansa, że wprawna ręka poradzi sobie i z jedną grubą warstwą lakieru :)

Coś jeszcze? Ach wiem! Za buteleczkę, zawierającą 8ml produktu zapłacimy 9,99zł w Drogerii Jasmin, ale jeśli nie spotkacie ich stacjonarnie, to zawsze jest możliwość kupna w sklepie internetowym producenta TU. Trochę mnie zaskoczyła ta dość niska pojemność, bo buteleczka sprawia wrażenie, jakby zawierała co najmniej 10ml lakieru.

Q by Colour Alike 114 Fuks You
Q by Colour Alike 114 Fuks You
Q by Colour Alike 114 Fuks You
Q by Colour Alike 114 Fuks You
I jak? Ładne to-to? :)
K.
Czytaj dalej

niedziela, 6 maja 2012

Kwietniowe zakupy

W kwietniu ponownie przybyło mi sporo ciekawych kosmetyków. Myślę, że na chwilę obecną warto ogłosić maj miesiącem kosmetycznej wstrzemięźliwości - zamierzam kupić tylko kilka produktów, które mam obecnie na liście "terminowych" zakupów kosmetycznych - zawiera ona dosłownie kilka produktów ;) Mam nadzieję, że w tym czasie nie trafią się żadne promocje, które zmuszą mnie do zmiany zdania, bo nie przewiduję, żeby cokolwiek w najbliższym czasie miało mi się skończyć... ;)

Wszystko to spowodowane jest tym, że na chwilę obecną zaspokoiłam sporą część moich kosmetycznych chciejstw, a z pozostałymi mogę się wstrzymać - pielęgnację wolę wykańczać systematycznie, a kolorówki mi nie brakuje ;)

UWAGA: Wszelkie nowe osoby ponownie informuję, że moje zakupy często bywają zdublowane ze względu na działanie na dwa domy. Ma to swoje oczywiste zalety, ale bywa również niesamowicie upierdliwe, zwłaszcza dla portfela...

1. Pielęgnacja twarzy.

Be Beauty - żel micelarny do mycia i demakijażu - moja druga tubka osławionego micela z Biedronki. Bardzo się z nim polubiłam, więc myślę, że w końcu doczeka się i moich trzech groszy na jego temat.
Cena: ok.5zł/150ml


Bioderma - płyn micelarny Sensibio H2O - płynów do demakijażu mi nie brakuje, ale skusiłam się na tą miniaturkę, bo wygodnie będzie mi ją zabierać na wyjazdy, których latem nie brakuje. Dotychczas przelewałam trochę z mojej dużej Biodermy do zwykłej podróżnej buteleczki, ale niestety wylewa się z niej zbyt dużo produktu - miniaturka będzie wygodnym rozwiązaniem.
Cena: 9,90zł/100ml (promocja)

Alterra - krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - początkowo nie miałam zamiaru kupować go już teraz, ale żel oczyszczający z Vichy, którego zaczęłam używać niestety odrobinę przesusza moją skórę, więc wolę myć nim buzię tylko raz dziennie, stąd zakup czegoś łagodniejszego dla wyrównania. Recenzja TU.
Cena: ok.9zł/125ml


Oriflame - kojący krem do twarzy jagodowo-lawendowy - już kiedyś używałam tego kremu i sprawdzał się całkiem przyzwoicie. Kupiłam go więc ponownie, odrobinę przymuszona przez Oriflame (robiąc małe zamówienie wolę wybrać proponowany produkt w promocyjnej cenie, niż oddawać im za darmo 8zł ;)), ale przyda mi się, bo lada moment wykończę moje domowe kremy - i na dzień, i na noc.
Cena: 11,90zł/75ml (promocja)


Perfecta - maska oczyszczająca z wyciągiem z gruszki - gruszek nie lubię, ale włożenie jej do maski wystarczająco mnie zaintrygowało.
Cena: ok.2,50zł/szt.

Ziaja - maska anty-stress z glinką żółtą - już raz jej używałam i nie miałam o niej żadnego zdanie, spróbuję jeszcze raz.
Cena: ok.1,80zł/szt.

Ziaja - maska dotleniająca z glinką czerwoną - kupiona z ciekawości, tym bardziej, że do tej pory była dość trudna do znalezienia.
Cena: ok.1,80zł/szt.



Ziaja - maska oczyszczająca z glinką szarą - jak dotąd jest to moja ulubiona maska oczyszczająca. Pełna recenzja TU.



Gąbka KONJAC do demakijażu, oczyszczania i nawilżania twarzy - kupiłam z ciekawości, sprawdza się dobrze, ale nie powala na kolana, tak, jak niektóre z Was ;)
Cena: ok.14zł/szt.

Rival De Loop - maska rozświetlająca - dość przyzwoita rossmanowska maska, słyszałam, że jako jedyna maska RdL jest warta uwagi.
Cena: hmm... chyba ok.3zł/szt.

2. Pielęgnacja ciała.

Eveline - serum termoaktywne - wraz ze shredowanie rozpoczęłam smarowanie, shredowania zaprzestałam, smarowanie trwa dalej. Do shredu też wrócę... ;)
Cena: 17,90zł/500ml (promocja)


Oriflame - żele pod prysznic Discover Borneo i Discover Santorini - znowu zapas żeli do mojego M., więc ponownie kupiłam jego ulubione zapachy.
Cena: ok.10,90zł/400ml (promocja)


Garnier - kulkowy dezodorant antyperspiracyjny, wersja BIO - nareszcie zaczęły się u nas pojawiać antyperspiranty o przyjaznych składach - ten nie zawiera w swoim składzie aluminium, ale za to zawiera alkohol, o czym boleśnie się przekonałam stosując go z rozpędu na wydepilowaną pachę... :P
Cena: ok.8zł/szt. (promocja)

3. Pielęgnacja włosów.

Isana - odżywka w sprayu - kiedyś używałam tego typu odżywek znacznie częściej, a teraz używa ich głównie moja mama, ale ja też czasem co nieco jej podkradnę, więc pokazuję ;)
Cena: ok.6zł/150ml (promocja)

Alterra - szampon z macadamią i figą - wiem, że zapas zrobiłam już w poprzednim miesiącu, ale nie znoszę naruszać "kompletów", a tak się zdarzyło, że zostało mi jeszcze trochę odżywki z granatem, podczas, gdy butelka po szamponie leży od dawna na wysypisku... ;) Taka moja mania...
Cena: ok.10zł/200ml


Alterra - olejek do ciała z limetką i oliwką - oczywiście kupiłam go z myślą o włosach, jako zamiennik dla wersji z pomarańczą i brzozą.
Cena: ok.10zł/100ml (promocja)

Isana - odżywka wygładzająca z olejkiem babassu - moja enta butelka - jedyna odżywka, której lubię używać bez "kompletu", możliwości użycia i zużycia są szerokie, więc nigdy się u mnie nie marnuje ;)
Cena: ok.4zł/300zł (promocja)


Marion - Natura Silk jedwab do włosów - wybrałam jedwab z Marion ze względu na brak zawartości alkoholu w składzie, w końcu jedwab powinien zabezpieczać końcówki włosów, a nie dodatkowo je wysuszać ;)
Cena: ok.6zł/15ml

4. Kolorówka.

MIYO - 26 Haze - fantastyczny cień w kolorze beżowo-cielistym, złamany odrobiną szarości. Oczywiście z miejsca znalazł się w ulubieńcach :)
Cena: 4,99zł/szt.


Essence - pędzelek do linera - jego poprzednia wersja bardzo mi odpowiada, a z racji ponownej sympatii do żelowych linerów zapragnęłam mieć pędzelek u mojego M., a że ten lubię, a tak się składa, że jest tani, to wybór był prosty ;)
Cena: ok.7zł/szt.

Essence - żelowy liner 02 London Baby - oczarował mnie jego piękny kolor gorzkiej czekolady, dużo lżejszy niż czarny, a nadal nadaje spojrzeniu nieco tajemniczości ;)
Cena: 11,90zł/szt.

Kobo - Golden Rose - chciałam i mam - wrzuciłam go do paletki z cieniami Kobo, uzyskanymi w wyniku wymianki z Siempre La Belleza :)


Celia Nude 602 - to nie do końca mój zakup - pomadkę sprezentowała mi babcia, którą wysłałam na misję poszukiwawczą - jak widać zwieńczoną sukcesem - kolejny ulubieniec miesiąca :)
Cena: ok.10zł/szt.


Sleek - pomadki w kolorach Coral Reef i Candy Cane - znacie je już z posta swatchowego TU.
Cena: 21,90zł/szt.

Sleek - róż Rose Gold - upragniony róż - teraz odrobinę zdominowany przez Marble Manię, którą dorwałam wcześniej i nieco przyćmiony przez nowy nabytek z The Balm, ale ja go jeszcze przemagluję - pierwsze kilka razy bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu, tylko, że trzeba postępować z nim delikatnie, bo lubi wskakiwać na pędzel w dużych ilościach ;)
Cena: 20,90zł/szt.

Hakuro - kulkowy pędzel do podkładu H54 - bardzo dobrze nakłada mi się nim podkład i na razie tyle, uczę się obsługi, bo do tej pory za najlepszych przyjaciół podkładu uważałam moje własne paluchy :)
Cena: 33,99/szt.


The Balm - róż Down Boy i rozświetlacz Mary-Lou Manizer to zdobycze miesiąca, z którymi mogłyście się odrobinę zapoznać TUTAJ. Przetestuję, przemagluję i dam znać co myślę i jak wyglądają... :)
Cena: róż ok.27zł, rozświetlacz ok.30zł (mega promocja!)


EcoTools - pędzel do bronzera - upragniony i osławiony eco grubasek jest już mój - pierwsze testy przeszedł pozytywnie :)
Cena: 39,90zł/szt. (promocja)

L-R: 114, 118, 113
Q by Colour Alike - czyli lakiery z Barbra Cosmetics - trochę wiosny na paznokciach :) Wkrótce z bliska!
Cena: 9,90zł/szt.


Oriflame - Nail Food - to kolejna moja próba walki o niełamiące się paznokcie...
Cena: ok.10zł/szt.

Joko - Diamentowy Pył - j.w. - stosuję ją zarówno solo, jak i pod lakier, szału nie ma, ale przynajmniej się nie gluci, jak moja dotychczasowa ulubienica z Oriflame... ;)
Cena: ok.10zł/szt.

CHI - lakier beżowo-nudowym kolorze z delikatnym shimmerem - trafiłam na nie przypadkiem w Drogerii Hebe, więc zagarnęłam szybko do koszyka na spróbowanie ;)
Cena: 9,00zł/szt. (promocja)

***
I na koniec coś zupełnie niekosmetycznego... Korzystając z chwili oczekiwania na ukochanego w okolicach Metra Centrum weszłam do małego sklepiku Świat Zapachów, mieszczącego się w podziemiach przy Rotundzie (przy wyjściu na przystanek tramwajowy w stronę Ochoty) i przepadłam. Przygarnęłam do nas 5 świeczuszek testerowych z Yankee Candle i od tej pory w naszym mieszkanku pachnie jeszcze piękniej, mimo, że nawet nie odpakowałam ich jeszcze z folijki ;)

Już nie mogę się doczekać kiedy którąś z nich odpalimy! :)

Cena: 9zł/szt., kupując 5 sztuk jedna wychodzi praktycznie gratis :)



Jak już pisałam - maj ogłaszam miesiącem wstrzemięźliwości zakupowej, przede wszystkim, jeśli chodzi o kosmetyki. Trzymajcie za mnie kciuki! A hejterom, którzy będą twierdzić, że kupiłam za dużo powiem tak - wszystkiego używam, większość zużywam, więc nie martwicie się - nic się nie zmarnuje, a jeśli będzie taka groźba, to pojawi się zakładka wymiankowa... ;)

A jak tam Wasze zakupy? Jutro postaram się dodać wpis denkowy... Znowu będzie się sporo działo ;)
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast