Cześć Dziewczyny,
Mamy już wrzesień, więc na blogu najwyższa pora na denka! Jak widać po tytule, w tym miesiącu było u mnie szalenie marnie, jeśli chodzi o wspomniane denka... Ledwo 12 sztuk, z czego większość, to i tak jakieś miniaturki... Przyznam, że jestem mocno zawiedziona. więc chyba pora wziąć się do roboty i wyznaczyć sobie na wrzesień armię kosmetyków do zużycia... ;)
Ok, w sierpniu było marnie, a na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że niemal cały miesiąc byliśmy w rozjazdach i zwyczajnie nie mieliśmy możliwości korzystać z całych łazienkowych zasobów... Aaaale za to już dziś widzę kilku poważnych kandydatów na bohaterów wrześniowodenkowego posta, ponieważ kilka kosmetyków nieubłaganie dobija do dna i zostało mi ich już tylko na jakieś 3-4 użycia. Podejrzewam, że we wrześniu nastąpi kumulacja... :P
Przed Wami garść moich sierpniowych zużyć.

1. Puder prasowany Silk Touch; Oriflame (8g, ok.20zł).
To był mój pierwszy prasowany puder, którego naprawdę regularnie używałam. Nie robił mi krzywdy, ale właściwie to on nie robił prawie nic, poza delikatnym wykończeniem makijażu i chwilowym zmatowieniem strefy T, a biorąc pod uwagę to, że od pudru oczekuję przede wszystkim matowienia cery, to zdecydowanie nie był to produkt, z którego byłabym zadowolona. Sama się dziwię, że miałam aż dwie sztuki. No nic, rok temu potrafiłam znieść jego wady, teraz już nie, więc gdy chciałam wykończyć jego resztkę i zobaczyłam, że sam się pokruszył i właściwie nic już z niego nie będzie, to z ulgą wyrzuciłam go do kosza... Więcej go nie kupię, wolę Synergen!
Następca: puder antybakteryjny Synergen.
2. Tonik oczyszczający; Corine de Farme (250ml, ok.7-8zł).
Jeden z moich ulubionych toników. Świetnie odświeżał skórę, koił ją zarówno po myciu, jak i po wszelkich zabiegach, a także był dla niej bardzo delikatny. Nigdy mnie nie podrażnił i nie szczypał, nawet gdy dostał się w okolice oka. I tylko opakowanie z pompką było dość upierdliwe, bo ciężko było dozować odpowiednią ilość produktu na wacik. Zakup do powtórzenia!
Następca: tonik nawilżający Lirene.
Bardzo przyjemny żel pod prysznic. Nie wysuszał skóry, nie podrażniał jej, dobrze oczyszczał i miał przyjemny kremowy zapach, przypominający odrobinę kosmetyki Dove. Wszystko ok, ale raczej do niego nie wrócę. Jest wiele innych tego typu produktów, które porwały mnie bardziej.
Następca: emolientowy żel Pharmaceris, żel-oliwka z olejkiem z bawełny Lirene.
Hotelowe miniaturki kosmetyków, które - poza szamponem - okazały się być naprawdę przyjemnymi mazidłami. Dalsze opinie sobie daruję, skoro i tak nie są to kosmetyki, które można by gdzieś zdobyć. A buteleczki przydadzą się na krótkie wyjazdy! ;)
Świetny produkt, który bardzo dobrze wywiązywał się ze swojego zadania. Przecudownie pachniał delikatnie osłodzoną świeżością i naprawdę sprawiał, że kąpiel była relaksująca. Szkoda tylko, że pełnowymiarowe opakowanie jest dość drogie jak na żel pod prysznic, więc raczej sobie na niego nie pozwolę. Pełna recenzja dostępna TUTAJ.
Z tej miniaturki korzystałam od stycznia! W styczniu regularnie, a później sporadycznie na większe wypryski. Okazała się szalenie wydajna, ponieważ w styczniu, niemal przez cały miesiąc, używałam jej prawie codziennie. Sam produkt okazał się być dość niezły, ale nie fantastyczny. Owszem działał na pryszcze, ale tylko jako "dawka uderzeniowa". Po pierwszej aplikacji niedoskonałości stawały się mniej bolesne i odrobinę mniej widoczne, czasem po prostu szybciej dojrzewały, ale sam proces gojenia się był tak samo długi jak zwykle. Ponadto nie zauważyłam, żeby krem zapobiegał powstawaniu dalszych niedoskonałości, więc nie jest to produkt, który byłby w 100% trafiony i dlatego nie kupię jego pełnowymiarowej wersji. Cieszę się jednak, że go wypróbowałam i myślę, że w zamian skuszę się w końcu na Effaclar DUO.
9. I Love Love; Moschino - miniaturka.
W związku z wylotem do Rzymu postanowiłam zabrać ze sobą tylko miniaturkę jakiś świeżych perfum, które będą dobre na panujące we Włoszech upały. Padło na Moschino, który już kiedyś bardzo mi się podobał ze względu na świeże, cytrusowe nuty. Tym razem również czułam się w tym zapachu dość dobrze, chociaż czasami miałam wrażenie, że mimo całej świeżości, zdarzało mu się pachnieć na mojej skórze nieco zbyt ostro. Mojemu M. bardzo spodobał się ten zapach, więc niewykluczone, że wrócę do tego psikadła w kolejne wakacje. Czytaj - możliwe, że kupię.
10. Żel emolientowy; Pharmaceris (250ml; ok.25zł).
Następca: żel + oliwka z olejkiem z bawełny Lirene.
11. Odżywka do włosów z olejkiem babassu; Isana (250ml, ok.5zł).
Moja absolutna faworytka w kategorii odżywek do włosów. Używam jej za każdym razem, gdy nie mam czasu na maskę, a chcę, żeby moje włosy były w dobrej formie i pięknie wyglądały po myciu. Czasami mniej (składowo), znaczy więcej. Zawsze lubię mieć jedno opakowanie w pogotowiu, co przypomina mi, że muszę uzupełnić zapas... Na pewno kupię ponownie! I na pewno dorzucę kilka słów od siebie! ;)
Następca: odżywka Silicone Free, Repair & Fullness z Syoss, Odżywka z aloesem od Green Pharmacy.
12. Ultra Glam; Oriflame (30ml; ok.50zł).
Jedna z ostatnich faworytek zapachowych! Piękny delikatny, a jednocześnie dość stanowczy zapach, którego zupełnie nie umiem opisać, ale którego zakup z największą przyjemnością ponowię przy najbliższej okazji! Uwielbiam tą przepiękną "diamentową" butelkę! :)
Następca: chwilowo wracam do Euphorii Calvina Kleina, ale pewnie nie na długo, bo z tej miłości oszczędzam ją jak mogę ;))
No i z mojej strony to by było niestety na tyle. Tym razem żadnych odkryć kosmetycznych, większość to albo przeciętniaczki, albo kosmetyki ze zbyt wygórowaną.
Mam nadzieję, że Wasze zużycia poszły o niebo lepiej, niż moje?
K.
P.S. Wybaczcie zdjęcia marnej jakości! Nie wiem dlaczego, ale na aparacie zdjęcia produktów wyglądały o niebo lepiej, a zanim zdążyłam je obrobić, to powyrzucałam już wszystkie puste pudełka. Następnym razem postaram się jednak zbierać denka do torby i robić im zdjęcia w jednym czasie, ponieważ dotychczasowa metoda robienia zdjęć na bieżąco, tuż przed wyrzuceniem, coraz gorzej się sprawdza...
.jpg)
.jpg)
.jpg)