Pokazywanie postów oznaczonych etykietą French Affair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą French Affair. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2012

Essie - Sand Tropez - kolekcja French Affair - Spring 2011 [swatche]

Taaaak, to już prawdziwa obsesja. Chyba mogę nazwać mój związek z lakierami Essie miłością... ;) Kolejną nowością w mojej kolekcji jest piękny piaskowy kolor nr 79 Sand Tropez. Swego czasu ten kolor był dostępny na PaaTal, ale wtedy stwierdziłam, że ...mi się nie podoba i że jest zbyt żółty dla mnie... Nic bardziej mylnego i choć wszelkie swatche i recenzje z tamtych czasów utwierdzały mnie w tym przekonaniu, to wszystko nagle się zmieniło, kiedy zobaczyłam ten lakier u Aliss. Paskudna kusicielka sprawiła, że zapragnęłam go mieć. I wiecie co? Nie żałuję! Jest absolutnie piękny i świetnie się czuję w tym kolorze!


Sand Tropez to piaskowy beż, który - wbrew moim obawom - nie zawiera ani odrobiny żółci. W dodatku nie jest tak jednoznacznym kolorem, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, ponieważ zawiera w sobie spore ilości szarości, a w chłodnym świetle widzę w nim też odrobinę różu. Wykończenie lakieru jest idealnie kremowe, żadnych drobinek ani shimmerów.


Posiadam wersję z szerokim pędzelkiem, czyli wersję europejską. Dzięki pędzelkowi lakier ani trochę nie smuży i dwie warstwy, widoczne na zdjęciach, są wystarczające do uzyskania pełnego krycia bez smug i prześwitów. Trwałość tego lakieru jest całkiem dobra miałam go na pazurach jakieś 3 dni i dopiero godzinne zmywanie i rozdwojony paznokieć spowodowały u mnie pierwsze odpryski. Przypuszczam, że gdyby nie to felerne zmywanie, to trzymałby się dużo dłużej. Dodatkowo Sand Tropez genialnie wygląda z flejksami z My Secret (nr 104), co postaram się Wam pokazać jak tylko znowu użyję tego połączenia! :) Lakier schnie dość przyzwoicie, ale ja i tak zawsze używam Good To Go - już nie wyobrażam sobie czekania aż lakier wyschnie samodzielnie ;)


Lakier kupiłam standardowo w Super-Pharm, tym razem w promocji za bodajże 26zł. Ta nieszczęsna szafa wkrótce mnie zrujnuje! ;)

A jak Wy zapatrujecie się na ten kolor? Też byłyście uprzedzone, czy od razu wpadł Wam w oko? Korzystałyście już z promocji w SP na Essie i inne lakiery? ;>
K.





Czytaj dalej

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Essie - Splash of Grenadine - kolekcja French Affair - Spring 2011 [swatche]

Cześć Dziewczyny!

Aż nie wierzę, że to się dzieje naprawdę! Ja - anonimowa lakieromaniaczka - nie pokazałam Wam w sierpniu jeszcze ŻADNEGO lakieru... Tak być dłużej nie może! Przed Wami mój absolutny faworyt sierpnia i prawdopodobnie całego lata, który z miejsca wskoczył na pierwsze miejsce w rankingu ulubieńców! :) Oto mój najnowszy ukochany kolor - 36 Splash of Grenadine od Essie!


O ile moje pierwsze przygody z Essie były, powiedzmy sobie szczerze, dość rozczarowujące (patrz: Cute As A Button), tak z pomocą topu Good To Go oraz wraz ze stale rozszerzającą się chcicą na kolejne kolory spotkałam jego - lakier idealny! Splash nie tylko ma piękny kolor, ale ma też fenomenalną trwałość i to niezależnie od zastosowania topu! Na moich paznokciach trzyma się 5-6 dni bez najmniejszych odprysków, jedynie z delikatnie startymi końcówkami... Uroki klikania w klawiaturę ;)

Nie tylko pięknie błyszczy sam z siebie, ale również nie matowi się w miarę upływu czasu. Nie wspominając już o połysku zapewnionemu dzięki top coatowi :] A jeśli dodać do tego genialny szeroki pędzelek z wersji europejskiej oraz brak problemów ze zmywaniem - otrzymujemy wspomniany ideał! Lakier stosunkowo szybko schnie, ale ja zazwyczaj i tak mam już w nawyku wspomaganie się wysuszaczem. W przeciwieństwie do innych Essie, ten generalnie nie bąbluje na moich paznokciach. Bez użycia Good To Go, znalazłam tylko jeden maleńki bąbel gdzieś na małym paznokciu, więc w tej kwestii jest bardzo dobrze! :]

Splash of Grenadine zawiera w sobie wszystko to, co uwielbiam w różu i fiolecie! A bądźcie pewne, że kolor ten zawiera oba te odcienie w znacznych ilościach. O ile jestem zwolenniczką jednolitego określania kolorów, tak w tym przypadku nie jestem w stanie ograniczyć się do stwierdzenia, że jest to albo róż, albo fiolet. Splash jest delikatnie przybrudzonym różofioletem, wygląda na delikatnie poszarzały, a jednocześnie nadal jest pełny żywego koloru i zupełnie nie można by nazwać go spokojnym, pastelowym odcieniem. Jest nie tylko dziewczęcy, ale jednocześnie też nie gryzie się z "poważnymi" strojami, jest całkiem seksowny, a jednak nadal przy tym wygląda niewinnie... No i cudownie komponuje się nie tylko z bladą skórą, ale również i lekko opaloną! A ponadto genialnie wygląda zarówno na dłoniach, jak i na stopach! Taki pełny sprzeczności, a taki udany! :)

Lakier kupiłam w Super-Pharm za cenę 35zł i przy takim zestawieniu zalet jestem absolutnie zadowolona z każdej przeznaczonej na niego złotówki! :)


Wiem, że ten post zawiera same ochy i achy, ale naprawdę dawno nie spotkałam lakieru, w którym tak świetnie bym się czuła. W sierpniu chyba tylko przez kilka dni nosiłam inny kolor... W pozostałe dni (tygodnie!) na moich paznokciach królował Splash! :)

Polecam go przeogromnie wszystkim fankom różu, fioletu i Essie! Mam nadzieję, że Wam spodoba się tak bardzo, jak i mi!
K.

P.S. Dziękuję Burn, która w ekspresowym tempie pomogła mi podjąć decyzję dotyczącą zakupu tego właśnie koloru, wrzucają u siebie swatche tegoż przystojniaka! :)

wybaczcie suche skórki na kciuku, zdjęcie było robione spontanicznie ;)




Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast