Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2012

Najciekawsze październikowe zdobycze :)

Witajcie Dziewczyny!

Tym razem ujawniam Wam najciekawsze zdobycze października, kończąc tym samym podsumowania października. Ponownie pokazuję Wam tylko to, co według mnie zasługuje na największą uwagę. Ileż można pokazywać, że kupiłam mydło i waciki ;)) Poza kosmetykami, które pokazuję niżej przybyło mi kilka produktów o włosowym przeznaczeniu, głównie za sprawą rossmanowskich promocji na marki własne, ale zdjęcia wyszły tak obrzydliwie ciemne, że nawet nie ma sensu ich pokazywać. Jeśli będę miała na ich temat coś do powiedzenia, to z pewnością przygotuję odpowiednią recenzję :)

A teraz oddajmy się przyjemności podziwiania nowości w moich obszernych zbiorach :D Kilka z Was - w komentarzach pod postem denkowym - pisało, że chyba mogę już uzupełnić zapasy, otóż zapasy ciągle jeszcze nie stopniały tak bardzo, jakby sobie tego życzyła, więc w tym temacie póki co dość spokojnie. Za to mój kolorówkowy potwór jest ciągle na głodzie, czego dowodem są poniższe zdjęcia... Zapraszam! :)

Aha! Tak, to wszystko jest mi szalenie niezbędne ;))))))


Po pierwsze i chyba najważniejsze - lakiery z nowej jesiennej, zwanej również kawową, kolekcji Inglota. Zdecydowałam się na kolory - od lewej - 364, 366 i 368. Jestem oczarowana tymi lakierami, wyglądają cudownie i z pewnością pokaże się tu na blogu z bliska!

Oczywiście cena standardowa, jak na lakiery Inglota, czyli 20zł. Chociaż tym razem buteleczki są odrobinę mniejsze, niż te z regularnej kolekcji, ale jest to kwestia bodajże 1,5ml.

Pragnę również dodać, że moje sztuki przyjechały do mnie aż z Opola, za sprawą mojej kochanej Stefanii! Podobno u nas były problemy z dostępnością koloru 366 (najbardziej popularny w kolekcji), więc pomyślałam, że swoje zakupy poczynię u mojej przyjaciółki, zamiast u naburmuszonych Pań w warszawskich salonach - chociaż akurat w salonie w Wola Parku spotkałam się z przemiłą obsługą, kiedy na szybko wpadłam po klej do rzęs (i jeszcze zostałam obdarzona komplementem! no kto tego nie lubi?! ;)). W każdym razie czasami mam wrażenie, że klient jest tam tak samo intruzem, jak klientki bez złotej karty w Sephorze... ;))

Stefi, dziękuję za pomoc i za uśmiech! :*


Te z Was,, które śledzą blog Sylwii, mogą kojarzyć, że w połowie miesiąca wybrałyśmy się na targi kosmetyczne w Hali Expo. Ja skusiłam się na pierwsze OPIki w mojej kolekcji - te akurat pochodzą z kolekcji Vintage Minnie Mouse. Różowy to If You Moust, You Moust, natomiast czerwień to The Color of Minnie. Każdy z nich kosztował 21zł za pełnowymiarową buteleczkę, więc żal było się nie skusić! Do tego wybrałam miniaturkę wysuszającego top coatu (jako, że mój Good To Go, chyba już doszczętnie zgluciał...). Ta przyjemność kosztowała mnie 10zł - i jest to bardzo dobrze wydane 10zł, przynajmniej jestem niemal pewna, że zdążę go wykorzystać zanim mi zgęstnieje, a i krążąc między mamą, a moim M. nie mam problemu z dodatkowym ciężarem z kosmetyczce, bo to maleństwo praktycznie nic nie waży ;)


Moja słabość - Essie. Nie mogłam sobie darować zakupu kilku nowych buteleczek, tym bardziej, że na targach dostępne były lakiery, których próżno szukać w szafie w Super-Pharm (tak jakby 90 kolorów, to było mało...). Ponadto lakiery kosztowały tylko 19zł, więc skusiłam się również na dwa kolory ze stałej oferty, na które i tak miałam ochotę. I tak od lewej mamy Super Bossa Nova (stała kolekcja), No More Film (kolekcja letnia - Resort 2012), A Crewed Interest (kolekcja wiosenna - Navigate Her) oraz Funny Face (stała kolekcja).


Wystarczy lakierów! Przejdźmy do kolejnego, bardzo udanego zakupu w tym miesiącu - mam na myśli oczywiście podkład mineralny Lily Lolo w kolorze Warm Peach oraz róż w kolorze Ooh La La. Te kosmetyki poznałam za sprawą Agu, która była tak kochana i w ubiegłym miesiącu wysłała mi odsypki ze swoich produktów. Są to prawdopodobnie najpopularniejsze i najchętniej kupowane kolory i wcale się temu nie dziwię! Zdążyły się już pojawić we wczorajszych ulubieńcach miesiąca :)


Kolejne upragnione zdobycze - pomadko-błyszczyki z Celii! Zdecydowałam się na kolory 601, 602 i 603 (od lewej). Kolor 602 miałam już wcześniej, ale niestety odkąd mi się złamała i przełożyłam ją do słoiczka, niestety zaczęłam o niej zapominać. Teraz jest już chłodniej, więc moje Celie mają szansę się uchować... :)
Uwielbiam je za to jak cudownie zmiękczają i mimo wszystko pielęgnują usta, aż dziwię się, że zapomniałam dodać ich do wczorajszych ulubieńców... Szkoda się nie skusić za 10zł, w końcu to ledwie koszt pomadki ochronnej :)

Moje pomadko-błyszczyki przyszły do mnie aż ze Szczecina od kochanej Agu, z niemałą pomocą jej W. Po raz kolejny przekonuję się, że Agata jest po prostu aniołem! ;) Dziękuję!


Zrobiło się nieco chłodniej i mój uśpiony szminkowy nałóg dał o sobie znać. W październiku skusiłam się aż na trzy pomadki od Catrice. Wszystkie różowe... I podoba mi się jeszcze jedna... ;)) To totalne szaleństwo, ale każda z nich jest inna i w żadnym wypadku nie umiałam wybrać jednej. Zdecydowałam się więc na Pinkadilly Circus (seria Ultimate Colour), Kiss Kiss Hibiskiss (seria Ultimate Shine) oraz Colour Bomb z letniej limitowanki Revoltaire, którą udało mi się dorwać w stanie nienaruszonym w Hebe. Kolory na zdjęciach mogą być nieco przekłamane, ale mój aparat po prostu głupiał widząc tyle różu na raz :D

Koszt każdej z pomadek to ok.16zł.



Nie, nie! Nie kupiłam na raz całej palety, ale w związku z udaną współpracą z dotychczasową piątką, skusiłam się na uzupełnienie palety o kolejną piątkę cieni. Wszystkie pokazywałam już z bliska TUTAJ. Również nie mam pojęcia dlaczego zapomniałam o tej palecie w październikowych ulubieńcach. Chyba miałam jakieś zaćmienie, w końcu z tej palety zrezygnowałam tylko w ostatnich dniach miesiąca, a poza nimi była wałkowana non stop! ;)


Tak żeście chwaliły ten krem kakaowy do ciała z Isany, że i ja postanowiłam go przygarnąć. Tym bardziej, że nie dość, że zbiera same dobre opinie, to jeszcze półlitrowe opakowanie kosztowało w promocji jakieś 7-8zł... No żal nie przygarnąć. Jeszcze nie miało swojej premiery, ale chyba przełamię swój projekt denko i otworzę go kosztem odstawienia owocowego musu z Farmony, którego używam u mamy. Zdecydowanie mam ochotę na bardziej otulające zapachy w tą zimnicę ;)


Ten duet z Bath & Body Works również zdążył już trafić do moich ulubionych produktów. Korzystając ze zniżki, którą można było zgarnąć na fanpage'u BBW zdecydowałam się na zakup wody toaletowej (moja Euphoria dobija dna i chcę ją co nieco oszczędzić ;)). Początkowo miałam ochotę na Dark Kiss, ale ostatecznie moje serce zdobyła kompozycja Carried Away, która jest wyjątkowo świeża, jak na produkt, który stosuję jesienią, ale ma w sobie coś takiego, że po prostu uwielbiam ten zapach! Myślę, że całkiem niedługo pokuszę się o recenzję zapachu (po zniżce ok.80zł/75ml). Z balsamem (29zł) jeszcze się wstrzymam, bo wypadałoby jeszcze chwilę go poużywać ;)


Malinowy żel pod prysznic z Balea i szampon hibiskus i aloes z Alverde, to "zdobycze" z Budapesztu, które przywędrowały do mnie dzięki uprzejmości Sylwii. Malinka jeszcze czeka na swoją kolej, ale szampon już poszedł w ruch i jestem póki co zadowolona! Ciekawe jak polubimy się na dłuższą metę :) Za oba produkty zapłaciłam w sumie ok.15zł.

Na tym koniec zakupów, ale nie koniec zdobyczy. W różnych okolicznościach przywędrowały do mnie również poniższe produkty...


Maskara Play It Big, którą udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez Gray. Jest to nowość od marki Astor i jestem jej bardzo ciekawa. Jeśli Wy też macie ochotę spróbować szczęścia, to rozglądajcie się uważnie po blogosferze, bo zdaje się, że te maskary są do wygrania w konkursach trwających na kilku innych blogach :)

Kasia dorzuciła od siebie kilka innych ciekawych drobiazgów, które pewnie pojawią się tutaj w ramach recenzji lub w postach denkowych :)


Ostatnio dopisuje mi szczęście, ponieważ udało mi się również wygrać rozdanie u Kasi z xkeylimex, w którym zdobyłam paletkę cieni, lakier i błyszczyk z ostatniej limitowanki Catrice, czyli Hollywood's Fabulous 40ties. Szalenie mnie cieszy ta wygrana, ponieważ zupełnie ominęła mnie ta limitowanka - zanim dotarłam do Natury, to wszystko co ciekawsze już dawno było wykupione... Tym samym limitka sama przyszła do mnie! :D

Również i ta Kasia dorzuciła od siebie całe mnóstwo dodatków, za które bardzo dziękuję :)


Wspominałam już o Sylwii i jej wizycie w Budapeszcie, prawda? Sylwia nie tylko zrobiła dla mnie minizakupy, ale również przywiozła mi prezent w postaci cudownego różu Alverde w kolorze 04 Soft Rose. Absolutnie genialny kolor! :)


Pod koniec października byłam również na konferencji organizowanej przez markę Kryolan. Relacja z tego wydarzenia wkrótce pojawi się na blogu, a oto co otrzymałam w ramach kosmetycznego upominku - pomadka w przepięknym różowo-koralowym kolorze, granatowy, matowy cień oraz próbkę produktu make-up blend, który prawdopodobnie może spełniać zarówno rolę bazy pod podkład, jak i odpowiednika Duraline :)


No i na sam koniec - zestaw nowych farb Palette Salon Colors. Tym razem nie ja będę testerką, bo - tak, jak wspominałam przy okazji włosowego tagu - póki co nie farbuję włosów. Lubię mój naturalny kolor. Tym razem testerkami zostały mamy - moja i mojego M. W dodatku obie - nie konsultując się ze sobą - zdecydowały się na ten sam kolor, czyli Jasny Blond :)) Zobaczymy czy nie pomylę mam, chociaż mama mojego M. to i tak już "prawie swoja"  :D:D:D

Uff! Wystarczy tego! Oj, gdyby nie te blogerki i przyjaciółki, to nie miałabym połowy tego całego arsenału - one temu winne... ;)))

A jak tam Wasze zdobycze? Czy też macie taki problem z pohamowaniem lakierowych chciejstw? ;)
K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast