Pięknie! Po prostu pięknie!
Jest połowa maja, a ja dopiero wrzucam kwietniowe nowości! Nie to, żebym się usprawiedliwiała, ale mam o połowę więcej pracy, niż zwykle, więc różnie to bywa z moim wolnym czasem, a kiedy mam wybór, to często wolę zajrzeć na Wasze blogi, niż napisać coś nowego (zwłaszcza, że moje posty nigdy nie należą do najkrótszych ;)). Ale jestem, zaglądam tu i staram się dość regularnie odpowiadać na komentarze, choć niestety różnie mi to wychodzi. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie macie mi tego za złe! ;)
Nie przedłużając - pora na nowości kwietnia! Jak zwykle było trochę zakupów, ale pojawiło się też zaskakująco sporo dodatkowych przesyłek, które sprawiły mi nie mniejszą przyjemność :)
Takie zdjęcie, to już tradycja w poście o nowościach. Nowe Essie muszą być! Cztery sztuki przywędrowały w zamówieniu z eKobieca, a trzy zostały zakupione podczas promocji w Super-Pharm.
I tak, zgodnie z ruchem wskazówek zegara mamy - różowy
We're in it Together (swatche
KLIK), koralowy
Ole Caliente, zielony
Mojito Madness, brudny ceglastoróżowy
All Tied Up, jaśniuteńki róż
Fiji (kupiony przez
Kamilę!:)), przykurzony fiolet
Nice is Nice oraz błękit
Lapiz of Luxury.
To, że kupię
paletkę Showstoppers, wiedziałam od pierwszej zapowiedzi! Jest dla mnie prawie tak samo fantastyczna i uniwersalna, jak ukochana Oh So Special (swatche OSS
KLIK). No cóż, Urban Decay - wypchaj się!
Sleek znowu króluje w moim makijażu! ;)
Oczywiście najbardziej zgubnym rezultatem zakupów w sklepach internetowych jest to, że zawsze łapię się na tym, że zamawiam coś jeszcze, żeby jednemu produktowi nie było smutno w paczce. Tym oto sposobem paletce Showstoppers towarzyszyła jej siostra -
Sparkle 2, również ze
Sleeka, na którą namówiła mnie
Jamapi. Ona temu winna! ;)
Moja ulubiona odżywka z Essie - Nourish Me niestety już zgęstniała, a Sally Hansen z zieloną herbatą nie dba o moje paznokcie tak, jak bym tego chciała, korzystając z okazji, do lakierów z eKobieca dorzuciłam też odżywkę Fill The Gap. Jeszcze nie miała swojej premiery, ale ponieważ nie planuję póki co kolejnych zakupów, nic się jej nie stanie, jak poczeka chwilę w pudełeczku ;)
Natomiast wysuszacz Essie Good To Go, to mój absolutny must have! Koniec i kropka! A nawet wykrzyknik! ;)
Czarny eyeliner z Maybelline kupiłam po pierwsze pod wpływem wielu pozytywnych recenzji, po drugie z braku czarnego linera (ale się zdziwiłam, kiedy to odkryłam!), a po trzecie - w Hebe była mega promocja na ten produkt! Muszę przyznać, że to najpiękniejsza czerń, jaką ostatnio widziałam :)
Lakier termiczny z
Eclair, w hitowym wariancie
Chameleon 5a, czyli koktajl bananowo-truskawkowy,dotarł do mnie za sprawą mojej niezawodnej
Sylwii! Już go nosiłam i byłam szczerze zachwycona tym, jak zmieniał kolor! Niestety nie zrobiłam wtedy zdjęć, bo lakier jest odrobinę problematyczny w obsłudze i pozalewane skórki zwyczajnie się nie nadawały do publikacji tutaj! :P
Mój ukochany puder z Synergen dobił dna (w czym pomógł mu nieco upadek z pralki...), a we wszystkich Rossmanach nagle zniknął mój kolor, poszłam więc do Super-Pharm z nadzieją, że może uda mi się wypróbować coś nowego, więc po raz pierwszy ucieszyłam się kiedy pani konsultantka zaproponowała mi pomoc, a co więcej, umiała odpowiedzieć na moje pytanie! Poleciła mi puder DreamMatte Powder z Maybelline i muszę przyznać, że to obecnie mój must have w kosmetyczce! Fantastycznie matowi moją skórę i baaardzo wydłuża czas, po którym skóra zaczyna się świecić. Zresztą nawet wtedy świeci jakby o połowę mniej... ;) Oby tak dalej Maybelline! :)
Zachęcona przez
Kamilę (znowu!), przyjrzałam się jeszcze raz błyszczyko-pomadkom z
Rimmel, czyli
Apocalips. Sięgnęłam po przepiękny intensywny odcień różu (a jakże!), który miała ze sobą Kamila na kawie (
Sylwię też skusiła!), czyli
Nova! To już drugi Apocalips w mojej kosmetyczce i choć pewnie ostatni, to jednak najważniejsze, że upragniony :)
Nowa maska z Biovax, zawierająca w składzie oleje arganowy, makadamia i kokosowy, to produkt, obok którego nie mogłam przejść obojętnie! Moje włosy nie przepadają za olejowanie, ale maski kochają praktycznie w każdym wariancie! Chętnie sprawdzę co tym razem we włosowym światku piszczy :)
Szampon Syoss Shine Boost, to zakup kierowany przede wszystkim do mojego Michała. Tak bardzo polubił ten szampon, że teraz żaden inny nie jest w stanie mu się przypodobać, dlatego powrót był oczywisty! Ja też go bardzo lubię, więc raz na jakiś czas zdarza mi się go trochę podkraść :)
Pianka do włosów Nivea Volume Sensation, to również wspólny zakup. Chwilę po ścięciu włosów marudziłam Michałowi, że nie umiem sobie poradzić z nową długością, więc błyskotliwie doradził mi kupno pianki, z niemałą sugestią, że i on chętnie by jej poużywał :D Faktycznie, pianka pomogła mi okiełznać nową fryzurę do czasu, kiedy włosy nie przywykły do nowego kształtu i długości, a Michał ma teraz kolejny ulubiony kosmetyk :D
Zakupowo, to już tyle, ale bynajmniej nie jest to koniec nowości! Jeśli pamiętacie - w marcu brałam udział w konkursie, organizowanym przez Laboratorium Kosmetyczne Dr Ireny Eris, w którym udało mi się zdobyć wyróżnienie za tę (KLIK) fotorecenzję! W nagrodę otrzymałam wybrany kosmetyk z linii Vitaceric (krem rewitalizujący na noc), a Pani Magdalena jako niespodziankę do nagrody dodała przepiękną filiżankę! Jest tak piękna, że aż boję się z niej pić, żeby jej nie uszkodzić (jeszcze bym ucho jej odgryzła ;)).
Marka Pharmaceris, postanowiła się zabrać za moje blogerskie cztery litery, wobec czego miałam okazję przetestować drenujący peeling antycellulitowy i skoncentrowany krem-żel antycellulitowy o podwójnym działaniu z linii Pharmaceris C. No powiem Wam, że o ile peeling jest po prostu ok, to za żelem będę płakać i zdecydowanie wypatrywać promocji! :)
Podobnie jak spora część blogerek, również i ja nawiązałam współpracę z marką Rimmel, w ramach której, na początku kwietnia dotarł do mnie ten urokliwy, pomarańczowy kubas wypełniony smakołykami od marki! Właśnie pomijam z niego kawę, pisząc dla Was ten post! :)
A w paczce, oprócz kubka znalazły się następujące produkty:
- eyeliner w kolorze gorzkiej czekolady;
- błyszczyko-pomadka Apocalips w kolorze Solstice;
- maskara Scandaleyes w nowej wersji Lycra Flex;
- pomadka Rimmel by Kate w kolorze 104;
- lakier 60 seconds w kolorze Sun Downer;
- dwa pojedyncze cienie - biały i czarny;
- kredka do powiek Scandaleyes w kolorze czarnym.
Oj będzie czym malować! :)
W kwietniu, odezwała się do mnie również pani Monika, reprezentująca Perfumerie Douglas. Po raz kolejny miałam możliwość przetestowania błyszczyków z serii Absolute Lips, tym razem w nowej, wiosennej kolorystyce. W paczce, znalazłam również piękny brzoskwiniowy cień z linii własnej Douglas :)
Od pewnego czasu, w Perfumeriach Douglas, znajdziecie również produkty do włosów. Ja mam okazję przetestować odżywkę bez spłukiwania oraz szampon z linii Douglas Hair.
Natomiast zawartość tej przesyłki była dla mnie zupełnie niespodziewana i niczym niezapowiedziana! Pani Monika, po raz kolejny wysłała do mnie kuriera, tym razem z paczuszką, zawierającą preparat minimalizujący widoczność porów z GoodSkin Labs, również dostępny w Perfumeriach Douglas. No ciekawa jestem skąd wiedziała, że akurat z porami miewam problemy... :D
Z mojego Facebooka oraz posta z Mobile Mixem, wiecie z pewnością, że miałam przyjemność uczestniczyć w evencie, wprowadzajacym markę Aussie do Polski. Od początku maja produkty zaczynają się pojawiać w Rossmanach, więc teraz również i Wy możecie spróbować, czy zachyty nad słynną 3-minutową odżywką są słuszne! :)
Ja korzystam akutalnie z szamponu i odżywki z serii Miracle Moist, a odżywka 3-minute Miracle Reconstructor czeka na swoją wielką chwilę :)
W kwietniu, również i marka Bath & Body Works wprowadziła do swojej oferty słodkie nowości, z którymi miałam okazję się zapoznać! Na majówkowym wyjeździe używałam już balsamu Berry Flirt i jestem bardzo urzeczona tym zapachem! Honey Sweethart również przyjemnie kręci w nosie, ale BF, to jest to! :)
Emulsja do mycia twarzy z nagietkiem marki Alverde, a także czekoladowy i wiśniowo-migdałowy żel pod prysznic marki Balea, to moja słodka wygrana w rozdaniu u
Anety! Oba żele pachną obłędnie, a czekoladowy cudownie sprawdza się w chłodniejsze dni! :)
Balsam do ust Blistex w wersji nadającej lekkiego koloru ustom, czyli Lip Brilliance, to mały upominek od mamy mojego Michała. Nie wiem skąd wiedziała, że akurat ta wersja ciekawi mnie najbardziej w chwili obecnej, ale trafiła w dziesiątkę! :)
W połowie kwietnia, w Złotych Tarasach odbyła się noc zakupów. Tym razem to Michał wyciągnął na zakupy mnie, a nie ja jego (a musicie wiedzieć, że on zakupy ubraniowe robi zwykle dwa razy do roku :D). Traf chciał, że upolował wszystko, czego potrzebał, łącznie z eleganckimi butami, więc mogłam skorzystać z promocji, organizowanej przez centrum handlowe, zgodnie z którą za każde wydane 150zł w dowolnym sklepie w Złotych Tarasach, otrzymywało się produkt z Bath & Body Works. Jak widać na zdjęciu, w moje ręce trafiły dwie średnie świece w moim ukochanym wariancie Twilight Woods oraz balsam do ciała Forever Red! :)
***
Tym razem to już naprawdę wszystko! Maj, będzie prezentował się pod względem dużo mniej objętnościowo - i całe szczęście! Pora jeszcze mocniej zabrać się za projekt denko! :)
K.