Cześć Dziewczyny!
Obiecałam mojej Stefi, że przygotuję dla niej post z ulubieńcami roku, więc dziś wywiązuję się z tej obietnicy. Mam nadzieję, że moi faworyci zainteresują nie tylko jedną wierną czytelniczkę, ale że każda z Was również znajdzie tu coś ciekawego dla siebie! :)
Dzisiaj prezentuję kosmetyki kolorowe, po które najczęściej i najchętniej sięgałam w ciągu ubiegłego roku. Postaram się jeszcze przygotować ulubieńców z zakresu pielęgnacji, jednak muszę się porządnie zastanowić nad tym, jakie kosmetyki wyróżnić, ponieważ jest to dla mnie nieco większe wyzwanie, niż wyróżnianie kolorówki.
Myślę, że dość tych wstępów, przejdźmy do omówienia ulubieńców w poszczególnych kategoriach! :)
PODKŁADY
Lily Lolo w kolorze Warm Peach
Z pewnością zdążyłyście się już zorientować, że ten produkt, to moje odkrycie roku! Dzięki Agu, wpadłam po uszy! Okazało się, że podkład mineralny od Lily Lolo, jako jedyny potrafi tak długo utrzymywać mat na mojej problematycznej sferze T i to nawet bez dodatku pudru! Początkowo zupełnie nie byłam przekonana do formy podkładu w proszku, ale zwyciężyła ciekawość i zdecydowanie było warto! Z pędzlem Hakuro H50 ten podkład czyni cuda, nie tylko matowi cerę, ale również pięknie wyrównuje jej koloryt, sprawiając, że wygląda zdrowo. Nigdy nie sądziłam, że tak żółty podkład tak świetnie sprawdzi się na mojej skórze! :)
Bourjois Healthy Mix w kolorze 51 Light Vanilla
To kolejny hit blogosfery, który sprawdził się również na mojej twarzy. Wprawdzie krycie ma średnie w kierunku lekkiego, ale wszystko to, czego nie ukryje i tak przykrywam korektorem, więc zupełnie mi to nie przeszkadza. Po ten podkład sięgam, jeśli mam ochotę na coś lekkiego, co wyrówna koloryt skóry, ale nie zmatowi jej na amen. Healthy Mix sam z siebie zastyga odrobinę na błyszcząco, więc na stefę T używam i tak pudru, ale podoba mi się ten wilgotny efekt, który zostaje na policzkach. Nie zauważyłam, żeby ten podkład ciemniał mi na twarzy. Utrzymuje się stosunkowo długo, a schodząc nie robi plam na twarzy.
Under 20 - fluid matujący Anti Acne
Na ten podkład z pewnością zupełnie nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie to, że dostałam go na czerwcowym spotkaniu blogerek. Okazało się, że Under 20 świetnie radzi sobie z matowieniem mojej cery, ładnie ją wygładza i wyrównuje. Do tego całkiem przyzwoicie kryje, a korektor ma naprawdę niewiele do roboty. Do tego przepięknie pachnie grejpfrutami! :)
***
BRONZER, ROZŚWIETLACZ, PUDER
Oriflame Beauty, Terracota Powder
Ten produkt mam już co najmniej dwa lata i mimo, że nie jest to najbardziej napigmentowany, czy najbardziej trwały produkt na świecie, to jednak lubię go i sięgam zawsze wtedy, kiedy mam ochotę nieco wykonturować buzię. Jest bardzo delikatny, właściwie na twarzy ledwo widoczny, ale zdecydowanie widzę różnicę między tym, kiedy mam go na twarzy, a kiedy pomijam jego użycie. Nie sposób zrobić sobie nim krzywdę, a jego obsługa przy użyciu grubaska z EcoTools jest bajecznie łatwa. Świetnie się u mnie sprawdza również w chłodniejsze miesiące, kiedy jestem blada i boję się sięgać po mocniej napigmentowany Bahama Mama z TheBalm.
TheBalm - rozświetlacz Mary-Lou Manizer
Uwielbiam ten kosmetyk za wszystko - począwszy od designu, przez kolor, aż po efekt, jaki daje na twarzy. Jest to jeden z nielicznych znanych mi rozświetlaczy, który zawiera w sobie tak drobniutko zmielone błyskotki, które nie są widoczne na twarzy każda z osobna, ale tworzą piękną satynową poświatę. Ma piękny, neutralny beżowy kolor, więc powinien pasować większości kobiet! Ponadto genialnie sprawdza się nie tylko na policzkach, ale również i na ciele!
Synergen - puder antybakteryjny w kolorze 03
Prawdziwie tanie rozwiązanie! Żaden z dotychczas stosowanych przeze mnie pudrów nie dawał tak długotrwałych efektów, jeśli chodzi o tak bardzo pożądany przeze mnie mat. Zdecydowany must have, w przypadku, gdy używam podkładów płynnych i niezbędnik z kosmetyczce do szybkich poprawek!
***
RÓŻE
Alverde w kolorze 04 Soft Rose
To mój absolutny hit w kategorii róży! Jak widać powyżej mam dość liczną grupę ulubieńców, która stanowi tylko część mojej różowej kolekcji, ale ten zdominował je wszystkie! Dostałam go od Sylwii, która chyba nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo trafiła z tym wyborem. W tym odcieniu moja twarz wygląda bardzo zdrowo i świeżo. Nie ma szans, żeby przedobrzyć przy jego aplikacji i to pomimo tego, że jest naprawdę przyzwoicie napigmentowany. Ponadto jest to róż, który utrzymuje się na mojej twarzy naprawdę cały dzień!
The Balm, Down Boy
Zanim dostałam róż z Alverde, ten róż był moim numerem 1. Nadal bardzo go lubię i świetnie się w nim czuję. Mam względem niego bardzo pozytywne odczucia i wiele cech tego produktu, pokrywa się z zaletami różu z Alverde, tyle, że mam wrażenie, że ten jest odrobinę mniej trwały. Oba te kolory na pierwszy rzut oka wydają się być do siebie zbliżone, oba to chłodne róże, jednak Down Boy jest po prostu różowy, natomiast Alverde ma w sobie odrobinę fioletowawego podbicia, przez co różnica między tymi produktami jest jednak widoczna.
The Balm, Hot Mama
Ten róż, to wakacyjny faworyt. Pięknie podkreśla lekko opaloną buzię i nie potrzebuje towarzystwa rozświetlacza, bo sam w sobie ma mnóstwo pięknych drobinek. Dobrze się utrzymuje na twarzy i świetnie się na niej układa w letnie miesiące. Ten kolor jest zdecydowanie cieplejszy, niż pozostałe róże, po które zwykłam sięgać, przez co jest na swój sposób wyjątkowo w mojej kolekcji. Jest zbliżony do Rose Gold ze Sleeka, jednak Sleek wydaje mi się być jeszcze cieplejszy i bardziej drobinkowy.
Lily Lolo w kolorze Ooh La La
To już chyba kultowy kolor wśród fanek minerałów! To kolejny produkt Lily Lolo, na który skusiła mnie Agu i kolejny, którego zakupu absolutnie nie żałuję. Ma delikatnie satynowe wykończenie i stosunkowo neutralny różowo-koralowy kolor, który powinien pasować większości kobiet. Jest niemal równie trwały, jak róż z Alverde, trzyma się naprawdę cały dzień, prawie nie blaknąc. Ponadto jest diabelnie wydajny! Wystarczy dosłownie kilka "kropeczek" proszku, żeby umalować oba policzki! :)
Essence - Marble Mania
Ten róż z wiosennej limitowanki Essence z miejsca stał się moim ulubieńcem! Mam go u mamy i używam go za każdym razem, kiedy u niej jestem. Bardzo dobrze się czuję w tym różowo-koralowym odcieniu i używam go przez cały rok, bez względu na porę roku, pogodę i samopoczucie. Zawsze wygląda dobrze i bardzo przyzwoicie się trzyma.
***
CIENIE
Inglot
To jeden z lepszych cieniowych zakupów ubiegłego roku! Bardzo chętnie sięgam po tę paletkę i jestem zadowolona z jej jakości. Cienie na bazie wytrzymują nawet do 18h! Coś pięknego! :) Wszystkie cienie prezentowałam bliżej w
TYM poście.
Paleta Sleek Oh So Special
Ta paletka to niezmiennie mój ulubiony Sleek. Przez pierwszą połowę roku korzystałam przede wszystkim z tej paletki, później swoją uwagę podzieliłam między Sleeka a Inglota. Teraz znowu do niej wracam! Jestem zadowolona zarówno z jakości, pigmentacji, jak i kolorystyki tych cieni. To dla mnie najpiękniejsza paleta w kolekcji. Możecie przyjrzeć się jej
TUTAJ.
Catrice - Hollywood's Boulevard
Ta mała czwórka, to zdecydowana faworytka końcówki roku! To moje najlepsze cienie do makijażu na szybko. Jestem w stanie wykonać pełny makijaż tylko dwoma cieniami i zawsze jestem zadowolona z efektu! I pomyśleć, że ta paletka to efekt przypadku, nigdy bym jej nie odkryła, gdyby nie wygrana u xkeylimex! :) Szybkie swatche pokazywałam
TU.
***
KREDKA I TUSZE
Oriflame Smooth Definer w kolorze brązowym
Kiedyś nie wyobrażałam sobie makijażu bez czarnej kredki na całej dolnej powiece, teraz nie tylko obraziłam się na czerń, ale również nie zamalowuję kredką całej powieki. Brązowa kredka, włożona w zewnętrzny dolny kącik na linię wodną, pięknie zagęszcza rzęsy i jednocześnie wygląda bardzo naturalnie, dlatego sięgałam po nią niemal zawsze, kiedy zależało mi na podkreślonym spojrzeniu. O dziwo, dopiero ostatnio trafiła do moich ulubieńców miesiąca, a to tak naprawdę moja cicha bohaterka 2012 roku :)
Max Factor False Lash Effect Fusion
To jedna z moich ulubionych maskar! Zużywam już drugie opakowanie i bardzo lubię efekt, jaki daje na moich rzęsach. Jednocześnie muszę przyznać, że nie jest to tusz, który poradziłby sobie z mocnym podkreśleniem rzęs przy makijażu wieczorowym, ale na co dzień, jest świetny, ponieważ daje bardzo naturalny efekt. Rzęsy są wydłużone, przyciemnione, ale nie wyglądają sztucznie (choć tak obiecywał producent). Lubię w nim również to, że trzyma się na rzęsach cały dzień, nie kruszy się i trwa niemal nienaruszony aż do demakijażu.
Maybelline One by One
Kolejny tusz, który tylko potwierdza to, że dla moich rzęs, jedynymi słusznymi szczoteczkami są te silikonowe/plastikowe. Uwielbiam to, jak podkreśla moje rzęsy. Efekt jest nieco mocniejszy, niż w przypadku Max Factora, więc sprawdza się lepiej, kiedy chcę bardziej przyciemnić makijaż oka. Dokładna recenzja pojawiła się
TUTAJ.
***
POMADKI
Pomadko-błyszczyki Celia Nude w kolorach 601, 602 i 603.
To niekwestionowane faworytki tego roku! To szminki, które pięknie podkreślają naturalny kolor ust, a jednocześnie świetnie je nawilżają i nie podkreślają suchych skórek. Gdyby tylko nie były tak wrażliwe na upały, byłyby idealne!
Catrice Ultimate Colour Pinkadilly Circus
Moja ukochana malinowa szminka, po którą sięgałam stosunkowo często w drugiej połowie roku. Bardzo dobrze czuję się w większości różowych pomadek, ale ta zdecydowanie prowadzi. Dobrze wygląda na ustach, nie podkreśla zbytnio suchych skórek i nadaje im piękny, intensywny kolor, jednocześnie nie wyglądając wyzywająco.
L'Oreal Rouge Caresse 101 Tempting Lilac
Kolejna faworytka z końcówki roku. Wprawdzie kupiłam ją pod koniec listopada, ale przez cały grudzień była produktem, po który sięgałam najczęściej! Prawdopodobnie tak często, jak po pomadkę ochronną! Świetny, naturalny kolor, konsystencja, która nie wysusza ust i piękne opakowanie. Wszystko to sprawia, że ta pomadka została stałym bywalcem mojej kosmetyczki! :)
Manhattan Soft Matt Lip Cream w kolorach 56K i 54L
Tych pomadek używałam dla odmiany w pierwszej połowie roku. Uwielbiam je za piękne, żywe kolory i za niesamowitą trwałość! Gdyby jeszcze tylko nie podsuszały ust, sięgałabym po nie dużo częściej! Te dwa kolory, to zdecydowanie moje ulubione odcienie różu, więc sięgam po nie bez większych oporów. Bliżej prezentowałam je
TUTAJ.
***
LAKIERY
Nie da się ukryć, że moja paznokcie skutecznie zawojowały produkty marki Essie! Byłam (i nadal jestem) szalenie zadowolona z działania wysuszacza Good To Go, który rozwiązał wszystkie moje problemy z wiecznie niezaschniętym lakierem. Bardzo chętnie sięgałam też po odżywkę Nourish Me, która swego czasu odratowała moje paznokcie z naprawdę fatalnej kondycji. Mam wrażenie, że teraz moje paznokcie już się do niej trochę przyzwyczaiły, ale nadal sprawuje się u mnie lepiej, niż chociażby Nail Tek II.
Jeśli mam wskazać moje ulubione lakiery, po które najczęściej sięgałam w 2012 roku, to bez najmniejszych wątpliwości są to
Virgin Orchid (
KLIK),
Splash of Grenadine (
KLIK) oraz
Mint Candy Apple (
KLIK). Do tych lakierów wracałam najczęściej i właśnie po nich widać największe zużycie ;)
***
PRODUKTY UZUPEŁNIAJĄCE
Nivea Vitamin Shake
Ta pomadka, to produkt po, który sięgałam zawsze wtedy, kiedy nie wiedziałam czym pomalować usta. Nie lubię błyszczyków, a ta pomadka świetnie mi je zastępuje, ponieważ pięknie nabłyszcza usta i bardzo dobrze je pielęgnuje.
Oriflame Beauty, trio korektorów
Swego czasu bardzo lubiłam beżowy korektor z tego trio, ale teraz znalazłam mu godnego następcę, który wygląda nieco bardziej naturalnie i przede wszystkim jest trwalszy. Ostatnio za to polubiłam żółty korektor pod oczy, który fantastycznie tuszuje niewyspanie, ukrywa cienie i rozjaśnia okolice oka. Natomiast zielony korektor dobrze sprawdza się do ukrywania zaczerwienień - nie tylko czerwonych latarenek w postaci nieprzyjaciół, ale również zaczerwienionych policzków (oczywiście pod podkładem!).
Dax Cashmere - baza pod cienie
To ostatnio moja ulubiona baza pod cienie! Bardzo dobrze utrzymuje wszystkie cienie, które mam w kolekcji, ale najlepiej sprawdza się z Inglotami. To właśnie ten duet wytrwał na moich powiekach aż do 18h! Od bazy oczekuję przede wszystkim wydłużenia trwałości cieni i delikatnego podbicia koloru i to właśnie daje mi Cashmere. Więcej nie potrzebuję! :)
Oriflame Beauty, paletka do brwi
W lato (w te gorące dni) zupełnie olewałam sprawę podkreślania brwi, ale jak tylko robi się chłodniej, to czuję, że jest to niezbędny składnik mojego makijażu. Na początku oswajałam się z podkreślaniem brwi, używając jaśniejszego cienia, ale teraz już bez wahania sięgam po ten ciemniejszy. Widzę dużą różnicę, jaką robi podkreślenie brwi i myślę, że już na dobre przekonałam się do tego elementu makijażu.
No cóż, to chyba już wszystkie produkty kolorowe, po które najchętniej sięgałam w 2012 roku! Trochę się tego nazbierało, ale myślę, że każdy z nich zasługuje na uwagę. Mało tego, dopiero teraz uświadomiłam sobie jak dużo mam Wam jeszcze do opisania i pokazania! Ścigajcie mnie dziewczyny o recenzje - macie moje pełne przyzwolenie na motywacyjnego kopniaka w tyłek :D
A jak tam Wasze podsumowania? Czy przygotowałyście takie zestawienie na swoich blogach? Jeśli tak, to podajcie linki, chętnie poczytam! A jeśli nie lub nie prowadzicie swoich blogów, to zachęcam Was do podzielenia się Waszymi faworytami w komentarzach! :)
K.