Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Under Twenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Under Twenty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2014

Nowości wrześniowe

Cześć Dziewczyny,

Kiedy w październiku starałam się dogonić nadrabianie zaległości (jak widać - daremnie :D), ktoś mi prorokował, że w tym tempie nowości wrześniowe pokażę w grudniu. No cóż, jak widać - nie mylił się :D Nie przedłużając, przed Wami nowości z września. Znowu nowości, bo post denkowy jest tak obszerny, że nawet pisząc go na raty końca ciągle jeszcze nie widać... ;)


Zawartość paczki od Ani z Lirene i Under Twenty mogłyście podziwiać na wielu blogach, więc dla przypomnienia pokazuję jedynie zbiorcze zdjęcie. Wśród nowości znalazło się sporo produktów wartych uwagi, których recenzje z pewnością pojawią się na blogu - szczególnie polecam Wam żele pod prysznic (różany!) oraz produkty odżywiające skórę z serii Emolient! Zarówno różany żel, jak i balsam Emolient znalazły się wśród moich ulubieńców i były na tyle udane, że przewiduję częste powroty do mojej łazienki! :)


We wrześniu miałam też możliwość po raz pierwszy zapoznać się z bliska z produktami marki Seboradin. Balsam przeciwko wypadaniu włosów już dawno dla Was zrecenzowałam (KLIK), natomiast seria do pięlęgnacji włosów ciemnych nadal jeszcze czeka na swoją kolej, ponieważ w międzyczasie otrzymałam jeszcze inną serię, po którą sięgnęłam wcześniej i to właśnie o tej innej seri przeczytacie u mnie wcześniej.


Od dwóch miesięcy mam też ten śmieszny przyrząd do wykonywania masażu antycellulitowego - jest to kubeczek CelluBlue, wykonany z medycznego silikonu i działający na podobnej zasadzie co bańki chińskie. Na początku trudno mi się było do niego przyzwyczaić, ale z czasem nieco się oswoiłam i powoli widzę efekty wykonywanego masażu. Niedługo z pewnością napiszę o nim więcej!


Nie pamiętam takiej serii z Ziaji, która zrobiłaby na blogach taki szum, jak seria Liście Manuka, przeznaczona do cer problematycznych. Początkowo zupełnie nie byłam nią zainteresowana, ale ogrom pozytywnych opinii skutecznie zmienił moje nastawienie. Kiedy więc zastałam niemal pełną linię w Rossmannie i to w bardzo atrakcyjnych - jak to Ziaja - cenach, postanowiłam dać jej szansę. Jak na razie nie używałam jeszcze tylko kremu na dzień, natomiast pozostałe produkty są mi już dobrze znane. Wiem, że na blogach największy szał robi pasta oczyszczająca, ale moim prywatnym hitem jest mikrozłuszczający krem na noc. Muszę przyznać, że działa na moją cerę jak mało co i choć nie zawsze uspokaja ją tak bardzo, jakbym sobie tego życzyła, to nie zmienia to jednak faktu, że bardzo szybko rozprawia się z większością niespodzianek, które mi wyskakują na twarzy. Pozostałe produkty również są udane, choć niekoniecznie wejdą na stałe do mojej pielęgnacji. Więcej szczegółów z pewnością ujawnię w recenzjach :)


We wrześniu miałam okazję zamówić za pośrednictwem koleżanki kilka produktów z Avonu. Postanowiłam wypróbować maski z serii Planet Spa, które od dłuższego czasu krążyły mi po głowie - wybrałam maskę glinkową, peel-off oraz błotną.


Długo polowałam też na nową wersję emulsji do mycia twarzy marki Alterra. Bardzo lubiłam starą wersję z dziką różą, dlatego też mocno niecierpliwiłam się za każdym razem, kiedy w moim Rossmannie widziałam jedynie puste miejsce po nowej wersji z granatem. W końcu jednak ją dorwałam i na pewno wezmę ją w obroty jak tylko wykończę niesamowicie wydajny żel z Ziaji.

Balsam do ciała w sprayu z marki Vaseline był typową zachcianką. Gdzieś kiedyś coś o nim słyszałam na YT i jak tylko zobaczyłam go na półce w Rossmannie, to wrzuciłam go do koszyka. Nie żałuję, bo jest świetny zawsze wtedy, kiedy mam lenia i nie chce mi się pieczołowicie smarować każdego fragmentu ciała. Wtedy sięgam po Vaseline, spryskuję się trochę tu i tam i na oślep macham rękami, żeby to "tu i tam" nieco rozsmarować. Nie jest to może najlepszy nawilżacz świata, ale na pewno pomaga mi utrzymać skórę w jako takiej kondycji. Zwłaszcza, że lenia w kwestii smarowania, to ja mam ostatnio akurat często... ;)

Antyperspiranty Nivea, to ostatnio moi ulubieńcy, jeśli chodzi o formę dezodorantu. Trochę znudziłam się już stosowaniem kulek, bo mam wrażenie, że zaczęły podrażniać mi skórę pod pachami, natomiast forma sprayu jest dla mnie znacznie bardziej znośna i odczuwanie delikatniejsza. Tym razem zaufaniem postanowiłam obdarzyć markę Nivea i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Wersję Calm & Care miałam już kilka miesięcy wcześniej, natomiast Pearl Beauty pamiętam jeszcze sprzed kilku lat. Obie skutecznie chronią przed nadmiernym poceniem, a jednocześnie są nieco delikatniejsze dla mojej skóry, niż antyperspiranty w kulkach.


O różanym zestawie Barwy Harmonii marki Barwa napisałam już co nieco TUTAJ. Generalnie jestem urzeczona dosyć realistycznie oddanym zapachem róży! Właściwości kosmetyków również są całkiem przyzwoite, więc zdecydowanie mamy tu opcję przyjemne z pożytecznym. Na facebooku marki mignęło mi, że można te kosmetyki kupić teraz w specjalnych zestawach świątecznych, w znacznie bardziej atrakcyjnej cenie, niż pojedynczo, więc jeśli jesteście nimi zainteresowane, to warto się nad tym teraz zastanowić.


Wracając jeszcze do zamówienia z Avon - ponownie skusiłam się na kredki z serii Glimmerstick. Tym razem wybrałam brąz i czerń w wersji matowej, a także błyszczący fiolet z serii Glimmerstick Diamonds. O kredkach z Avonu też już co nieco pojawiło się na blogu (KLIK) i choć nie dotyczyło to akurat tych kolorów, to i tak moją opinię spokojnie mogę rozciągnąć również i na nowe odcienie :)


We wrześniu miałam ochotę wybrać się na targi kosmetyczne, tym bardziej, że dostałam na nie zaproszenie, ale po dokładnym przemyśleniu za i przeciw zdecydowałam się odpuścić. Nie potrzebowałam niczego konkretnego, a o trzy rzeczy na których zależało mi najbardziej, poprosiłam niezawodną Sylwię. W ten sposób w moje ręce trafił kolejny lakier Orly (odcień Darkest Shadow), a także dwie kredki do oczu z Paese - brązową i fioletową. O brązowej również całkiem niedawno co nieco napisałam na blogu (KLIK).


Ostatnimi nowościami są pomadki Velvet Matte z Golden Rose w kolorach 8 i 9. Dobrałam sobie do nich odpowiednie konturówki Dream Lips i w końcu, w końcu próbuję się przekonać do tego elementu makijażu ust. Szminki uwielbiam nie od dzisiaj, natomiast zawsze dotąd ignorowałam rolę konturówek. Póki co ćwiczę, ale szczerze przyznam, że nadal jeszcze często o nich zapominam ;))

***
Wydaje mi się, że jeśli chodzi o wrześniowe nowości, to by było na tyle. A przynajmniej tyle znalazłam w odpowiednim folderze :)

Jak zawsze jestem ciekawa Waszych opinii, szczególnie w kwestii pomadek Velvet Matte i serii Liście Manuka! Znacie je? Lubicie? :)
Karotka
Czytaj dalej

środa, 23 kwietnia 2014

Marcowe denko

Cześć Dziewczyny!
Znowu pojawiam się z postem denkowym, tym razem marcowym i w końcu, w końcu będę na bieżąco! W ubiegłym miesiącu wykończyłam 13 produktów. Znowu poszło mi całkiem przyzwoicie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tych produktach, to oczywiście zapraszam dalej! :)


Poprzednie posty denkowe znajdziecie TUTAJ (styczeń) i TUTAJ (luty).

***


1. Antyperspirant w sprayu; Cotton; Rexona (ok.15 zł/szt.).
Wielokrotnie już Wam pisałam, że antyperspirantem, który najlepiej się u mnie sprawdza jest Rexona. Zazwyczaj preferuję formę kulki, ale dezodorant też spisuje się całkiem dobrze. Co tu dużo gadać, antyperspiranty z Rexony pozwalają mi czuć się pewnie i najdłużej chronią przed poceniem i przykrym zapachem ;) Nie zauważyłam, żeby którakolwiek z dotychczas stosowanych wersji podrażniła lub wysuszyła mi skórę, więc tym bardziej jestem zadowolona z działania tych produktów, dlatego stale do nich wracam.

Aktualnie używam: antyperspirant w kulce Rexona

2. Krem antycellulitowy; Gerovital Plant (200ml; ok.15-20 zł).
Czytałam wiele pochlebnych opinii na temat tego kremu antycellulitowego, ale nie zaobserwowałam u siebie większych efektów. Oczywiście przyjemnie wygładzał skórę i sprawiał, że była przyjemna i miękka w dotyku, ale nie zaobserwowałam u siebie jakiegoś szczególnego napięcia, ani przynajmniej optycznego zmniejszenia widoczności cellulitu. Na pewno nie ułatwiło mu zadania to, że dopiero pod koniec jego stosowania zaczęłam ćwiczyć, więc trudno byłoby uzyskać bardziej spektakularne efekty. Na razie nie planuję powrotu, ale może jeszcze kiedyś dam mu szansę.
Aktualnie używam: krem antycellulitowy Cellu Slim na noc z Elancyl;
3. Wiśniowo-migdałowy żel pod prysznic; Balea (ok.1 euro/300ml).
O żelach z Balea wspominałam już wielokrotnie! Lubię je za to, że nie wysuszają mojej skóry, dobrze ją oczyszczają i pięknie pachną. Więcej od żelu nie oczekuję, więc chętnie do nich wracam w różnych możliwych wariantach :)
Aktualnie używam: borówkowy żel pod prysznic z Balea;


4. Suchy szampon do włosów w wersji koloryzowanej dla szatynek Medium & Brunette (200 ml; 16,99 zł).
To kolejny produkt, który przewija się przez moje posty denkowe w ilościach niemal hurtowych! Powoli wykańczam pierwszą zmianę moich Batiste, które dokładnie opisywałam TUTAJ, więc jeśli chcecie przeczytać moją pełną opinię, to koniecznie zajrzyjcie do podlinkowanego posta. Wersja koloryzowana, to jedna z moich ulubionych! Powtórzę się, z moim nieznośnym spóźnialstwem jestem wiecznie w niedoczasie, więc Batiste ratował mnie już wiele, wiele razy. Wersja koloryzowana jest o tyle ciekawsza, że pozwala zaoszczędzieć jeszcze więcej czasu (w końcu rano każda minuta się liczy! :)), dzięki temu, że nie zostawia białego nalotu, który trzeba wmasować. Produkt ekspresowo odświeża włosy i fryzurę i nie wymaga zbyt wiele uwagi. Choć używam różnych wersji Batiste, to ta i tak jest moim numerem 1 i mam już jej kolejną butelkę! :)

Aktualnie używam: Batiste w wersji Wild;
5. Maska do włosów suchych i łamiących się z ekstratami z winogron i awokado; Alverde (100 ml; ok.3 euro).
Tę maskę opisywałam dokładniej wczoraj (KLIK). Niestety na moich włosach zachowywała się jak zwykła odżywka i to dość przeciętna, dlatego nie zamierzam do niej wracać. Bo co mi po miękkich, ale napuszonych włosach... ;)
Aktualnie używam: maska do włosów z morelą i trawą cytrynową z Alverde;

6. Peeling myjący; Anti Acne; Under Twenty (150 ml; ok.15 zł).
Po ten produkt sięgnęłam ze sporą dozą sceptycyzmu, ale okazł się być naprawdę udaną alternatywą dla zwykłych żeli do mycia twarzy. Dzięki zawartości drobinek ścierających, zauważalnie wygładzał skórę, ale jednocześnie nie był na tyle mocny, żeby nie nadawać się do codziennego stosowania. Dobrze oczyszczał skórę i nie przesuszył jej. Generalnie jestem na tak, choć nie sądzę, żebym włączyła go stałej pielęgnacji. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Aktualnie używam: żel do mycia twarzy z linii Purritin z Iwostin;
7. Lekki krem głęboko nawilżający Vita-Sensilium; Pharmaceris A (50 ml; ok.35-40 zł).
I znowu - mój hit pielęgnacyjny! Zakochałam się w tym kremie tak bardzo, że - choć aktualnie staram się zużywać inne produkty - czuję się bez niego jak bez ręki! Fantastycznie nawilża moją skórę, a jednocześnie nie daje jej się "przejeść", dzięki czemu nie wzmaga błyszczenia. Jest dla mnie totalnym pewniakiem, jeśli chcę zachować równowagę między działaniem matującym kremu na dzień i działaniem nawilżająco-odżywczym kremu na noc. Dodatkowo, uwielbiam po niego sięgać jeśli zmywam makijaż na kilka godzin przed snem, ale nie chcę używać jeszcze bardzo treściwego kremu na noc. Pharmaceris sprawdza się u mnie w każdej roli - na dzień, w ciągu dnia, na noc. Zużyłam już trzy opakowania i znowu kupiłam kolejne. Tak na wszelki wypadek. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

Aktualnie używam: krem przeciwzmarszczkowy Dzika Róża z AA Eco (warto już powoli zacząć działać profilaktycznie);
8. Płyn micelarny; Lirene (200 ml; ok.10-12 zł).
Lubię markę Lirene i mam wielu ulubieńców wśród produktów przez nią oferowanych, ale płyny micelarne, to jest coś, co bardzo u nich kuleje. Jak dla mnie, każdy jeden jest bardzo przeciętny i ledwo radzi sobie ze zmywaniem makijażu twarzy, a co dopiero gdy przychodzi do demakijażu oczu... Zużyłam dwa, czy trzy różne micele tej marki i z żadnego nie byłam zadowolona. Jeszcze jeden czeka na mnie w szufladzie z zapasami, ale nie patrzę na niego zbyt przychylnie. Generalnie odradzam, ja sama będę się od nich trzymać z daleka w miarę możliwości. Nad tymi produktami Lirene musi jeszcze mocno popracować! :)

Aktualnie używam: płyn micelarny BeBeauty z Biedronki;
9. Dwufazowy płyn do demakijażu; Lirene (100 ml; ok.12 zł).
Ta dwufazówka całkowicie zmieniła moje postrzeganie tego typu produktów do demakijażu! Wcześniej kojarzyły mi się z tłustą warstwą i mgłą na oczach, ale ten produkt jest zupełnie inny! Uważam, że to absolutnie najlepszy płyn dwufazowy, jakiego do tej pory używałam i zużyłam już kilka jego buteleczek! Jest naprawdę świetny, szybki i skuteczny, więc przewiduję długi i satysfakcjonujący związek. Teraz zrobiłam chwilowy powrót do miceli, ale Lirene na pewno wkrótce znowu wpadnie do mojego koszyka! TUTAJ znajdziecie moją recenzję, napisaną po zużyciu pierwszej buteleczki. Teraz piałabym z zachwytu jeszcze głośniej! ;)

Aktualnie używam: płyn micelarny BeBeauty z Biedronki;


10. Czyścik do twarzy Bûche de Noël; LUSH (100g; ok.6,5 funta).
Bûche de Noël, to kolejny czyścik z Lush, który miałam okazję wypróbować. Choć był przyjemny w stosowaniu i miał niezłe działanie oczyszczające, to jednak w zestawieniu z fantastycznym Let The Good Times Roll wypadł dosyć blado. Raczej do niego nie wrócę. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

Aktualnie używam: żel do mycia twarzy z serii Purritin od Iwostin;

11. Krem do twarzy z kwasem pirogronowym i azaleinowym; Clarena (50 ml; ok.80 zł).
Ten krem był moim absolutnym hitem pielęgnacyjnym, jeśli chodzi o ostatnie miesiące! Fantastycznie matowił skórę, przyspieszał działanie niespodzianek, a jednocześnie znacznie ograniczył ich powstawanie i - jakby tego mało - nie przesuszał mojej skóry. Wszystkie zachwyty znajdziecie w recenzje TUTAJ. Chętnie do niego wrócę, być może jesienią.

Aktualnie używam: emulsja matująca z linii Purritin od Iwostin;

12. Podkład mineralny China Doll; Lily Lolo (10 g; ok.72,90 zł).
Podkład mineralny z Lily Lolo, to w tej chwili mój absolutny ulubieniec wszechczasów! Nie tylko pozwala skórze dłużej zachować matowy wygląd, ale również ładnie wyrównuje jej koloryt, a w parze z dobrym pudrem i korektorem, sprawia, że mogę się cieszyć estetycznym makijażem przez długie godziny. I znowu, wszystkie zachwyty przeczytacie w recenzji KLIK. Dodam jeszcze, że od razu kupiłam drugie opakowanie (a w międzyczasie czeka na zużycie reszteczka koloru Warm Peach).

Aktualnie używam: ten sam produkt;

13. Pomadka ochronna waniliowo-mandarynkowa; Alverde (ok. 10 zł/szt.).
Wprawdzie tej pomadki brak na zdjęciu, ale możecie mi wierzyć na słowo, że zużyłam ją praktycznie do samego końca, tylko zgubiłam niestety resztkę, którą nosiłam w kieszeni. Bardzo polubiłam tę pomadkę i jej działanie na moje usta. Świetnie dbała o ich kondycję i zabezpieczała je przed czynnikami pogodowymi, a do tego bardzo przyjemnie pachniała. Jeśli natknę się gdzieś na nią, to na pewno chętnie ponowię ten zakup.
Aktualnie używam: jeśli chodzi o produkt, który zastąpił Alverde w kieszeni mojego płaszcza, to jest to pomadka ochronna z ekstraktem z malin z serii Angry Birds by Lumene :)
***
No! Z mojej strony to tyle! Kwiecień jak na razie przedstawia się dosyć licho, więc pewnie denko z aktualnego miesiąca zostanie połączone z tym majowym, ale to nie ważne! Ważne, że mimo wszystko w moich szufladach z zapasami bardzo powoli, ale jednak, zaczyna się przejaśniać! To całkiem miłe uczucie, mimo wszystko! A ile przy tym odkrywam skarbów :))
Jak zawsze - dajcie znać, co sądzicie o tych produktach, jeśli używałyście któregoś z nich! Oczywiście, jeśli przymierzacie się do zakupu i macie pytania, to też jest to odpowiednie miejsce :)) ...cała reszta też może się wypowiedzieć (ale post musi mieć jakieś zakończenie... :D)!
Karotka
Czytaj dalej

poniedziałek, 31 marca 2014

Under Twenty - peeling myjący przeciw zaskórnikom i tonik łagodząco-matujący przeciw rozszerzonym porom

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj znowu pomęczę Was trochę pielęgnacją, w końcu za chwilę przydałoby się zrobić kolejny post denkowy (nie macie jeszcze dosyć?! :D), więc chciałabym móc odesłać Was do pełnej recenzji zużytego produktu :)

Tym razem na tapetę weźmiemy dwa produkty od marki Under 20, czyli peeling myjący i tonik łagodząco-matujący z serii Anti Acne. W dużym skrócie przypomnę Wam tylko, że nie jestem under twenty, tylko over 25, ale mam cerę mieszaną, skłonną do przetłuszczania się, na której pojawiają się wypryski w strefie T, najczęściej na brodzie.


PEELING MYJĄCY PRZECIW ZASKÓRNIKOM
Zacznijmy może od peelingu - zazwyczaj jestem raczej przeciwna takiemu pomieszaniu z poplątaniem, no bo jak to, albo żel na co dzień, albo peeling kilka razy w tygodniu. Większość produktów tego typu zwyczajnie marnie się sprawdzała i nie nadawała się ani do mycia, ani do peelingowania... Jednak w tym przypadku, w moim prywatnym odczuciu produkt sprawdza się w obu rolach... Spróbuję Wam to wytłumaczyć, choć sama nie do końca rozumiem, dlaczego akurat ten żel tak przypadł mi do gustu :)


Informacja od producenta:

DZIAŁANIE:
Jak widzicie, producent zaleca stosowanie produktu 2-3 razy w tygodniu, co już na wstępie sugeruje konsystencję wyposażoną w nieco ostrzejsze drobinki i tak faktycznie jest. Początkowo stosowałam produkt zgodnie ze wskazaniami, ale po pewnym czasie zaczęłam sięgać po niego na co dzień (chociaż wtedy starałam się ograniczać jego użycie tylko do wieczornego mycia). Żel nie dość, że całkiem nieźle oczyszcza twarz, to jeszcze naprawdę potrafi co nieco złuszczyć! W zasadzie intensywność zabiegu zależy od nacisku na skórę, ponieważ przy mocniejszym masażu peeling naprawdę zadowalająco złuszczał naskórek, a przy delikatnym masażu, drobinki zachowywały się prawie tak delikatnie jak wszelkiego rodzaju kolorowe kuleczki nieznanego przeznaczenia dodawane do żeli w celach chyba tylko i wyłącznie dekoracyjnych ;))


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Jak widzicie, produkt zawiera naprawdę sporo drobinek, które naprawdę wykonują przyzwoitą robotę, jeśli tylko im na to pozwolimy. Drobinki odpowiadają mniej więcej wielkości drobinek zawartych w peelingach drobnoziarnistych. Produkt ma do tego przyjemny, świeży zapach, który kojarzy mi się z czystością i świeżością (i nie jest to zapach mleczka CIF :D).

OPAKOWANIE/WYDAJNOŚĆ:
Produkt umieszczono w miękkiej, przezroczystej tubie, z której bardzo łatwo go wydostać, a do tego łatwo kontroluje się jego zużycie. Na szczęście zakrętka jest zamykana na klapkę, co jest dla mnie szczególnie ważne w żelach, czy peelingach, bo oszczędza mi gimnastyki podczas aplikacji ;) Przy regularnym, codziennym używaniu pojemność 150 ml powinna nam wystarczyć na około 1,5-2 miesiące stosowania.


CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Produkty Under 20 są bardzo łatwo dostępne we wszelkich drogeriach typu Rossmann, Natura, Super-Pharm, czy Hebe. Za tubkę peelingu zapłacicie ok. 15 zł.

SKŁAD:

Krótko podsumowując, moim zdaniem jest to bardzo fajna propozycja nie tylko dla osób poniżej dwudziestki i nie tylko dla dziewczyn. Jeśli macie faceta, który stroni od żeli do mycia twarzy ("bo nie czuje, żeby myły"), to moim zdaniem taki peeling może być ciekawą alternatywą. Trudno zrobić sobie nim krzywdę, za to działanie jest naprawdę zauważalne i odczuwalne w postaci miękkiej i gładkiej skóry.


***
TONIK ŁAGODZĄCO-MATUJĄCY PRZECIW ROZSZERZONYM POROM
Tonik, to kolejna pozycja z linii Anti Acne, którą miała okazję przetestować. Jak dla mnie okazał się całkiem przyzwoitym produktem, ale nie wzbudził już takich zachwytów, jak omawiany wyżej peeling myjący. Jednak niewątpliwie ma kilka zalet! :)


Informacja od producenta:

DZIAŁANIE:
Producent obiecuje wiele korzyści ze stosowania tego produktu, jednak w przypadku toniku zawsze bardzo trudno mi ocenić działanie produktu. W końcu to kosmetyk, którym przecieramy skórę i który ma z nią kontakt dosłownie przez kilka, kilkanaście sekund, a nie oszukujmy się, że to jednak nie to samo, co krem, który całkowicie wchłania się w skórę. Mimo wszystko chciałabym ująć jakoś w słowa moje przemyślenia na jego temat... :)

Moim zdaniem tonik przede wszystkim przyjemnie odświeża skórę i przygotowuje ją na przyjęcie kremu. Ściąga ewentualne pozostałości kosmetyków myjąco-oczyszczających i z założenia powinien przywracać skórze jej właściwe pH. Na pewno ogromną zaletą tego produktu jest fakt, że nie jest to produkt na bazie alkoholu, którego pełno w produktach dedykowanych młodym cerom. Dzięki temu tonik nie wysusza i nie przesusza skóry. Dodatkowo, zawarty w nim kwas migdałowy wraz z cynkiem rzeczywiście mają szansę podziałać na skórę hmm... nazwijmy to dezynfekująco, dzięki czemu jest spora szansa na ograniczenie powstawania wyprysków i szybsze gojenie tych, które już się pojawiły. Trudno mi jednoznacznie potwierdzić ten fakt, ale z pewnością w trakcie stosowania tego toniku nie miałam problemów ze zwiększonym występowaniem wyprysków, jednak uważam, że na to składa się jednak zawsze cała pielęgnacja :)

Jeśli chodzi o działanie matujące i zwężające pory, no kurcze, naprawdę nie chcę Wam ani narobić nadziei, ani Was rozczarować - być może takowe się pojawiło, ale nie wiem, czy to nie jest zwyczajna autosugestia. I ponownie - moim zdaniem na taki efekt zawsze składa się cała pielęgnacja.


KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Tonik ma klasyczną, wodnistą postać i pachnie w zasadzie tak samo, jak peeling myjący, czyli świeżo i czysto :)

OPAKOWANIE I WYDAJNOŚĆ:
Produkt umieszczono w plastikowej, błękitnej półprzezroczystej buteleczce o pojemności 200 ml. Etykiety nie zajmują całego opakowania, więc bardzo łatwo sprawdzić zużycie produktu, co oczywiście jest bardzo wygodne. Buteleczka zamykana jest na klik, dzięki czemu oszczędzamy sobie porannych pogoni za zagubionym korkiem ;) Produkt ma moim zdaniem całkiem standardową wydajność, aktualnie zużywam go wymiennie z moim ulubionym tonikiem z Lirene, więc mi akurat wystarcza na nieco dłużej :)


CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
Tonik, podobnie jak i peeling myjący, dostaniecie w większości sieciowych drogerii i zapłacicie za niego ok. 14 zł, więc ponownie - całkiem znośnie :)

SKŁAD:

Generalnie o obu produktach mam dobre zdanie, nawet zaskakująco dobre, jak na kosmetyki, co do których miałam spore wątpliwości. Z obu jestem zadowolona, choć co do toniku, trudno mi przełożyć to zadowolenie na konkretnie wskazane efekty. Po prostu czuję, że działa, choć oczywiście nie jest w stanie przebić mojego ukochanego toniku oczyszczająco-nawilżającego z Lirene ;)

***
Czy używacie czasem produktów Under 20, czy skreślacie je z racji teoretycznie innej grupy wiekowej, niż ta do której marka jest kierowana? Co sądzicie na temat tych produktów, czy również macie dobre wrażenia z ich stosowania? :)
K.
Czytaj dalej

sobota, 11 maja 2013

Kwietniowe denko!

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj kolejne podsumowanie miesiąca - tym razem denko! Oczywiście, jak zawsze przy tej okazji, przychodzę do Was z garścią mini recenzji!

Po ogromnym lutowo-marcowym denku (KLIK), spodziewałam się, że kwiecień będzie ubogi w zużycia, ale okazuje się, że udało mi się utrzymać bardzo przyzwoity poziom. W minionym miesiącu zużyliśmy 14 produktów. My, bo muszę uczciwie przyznać, że w dużej mierze przyczynił się do tego mój M., który dzielnie zużywał ze mną produkty do tzw. codziennej higieny :)


Jak widać na zdjęciu powyżej, gromadka zużytych produktów jest całkiem liczna. W ramach formalności, dodam, że ze dwa produkty ostatecznie wyzionęły ducha na majówce, więc teoretycznie powinny trafić do denka majowego, ale skoro nadal mamy początek miesiąca, to dorzucam je w tym poście, żeby nie trzymać już pustych butelek! ;)


1. Żel pod prysznic kwiat pomarańczy i jogurt; Isana (200ml, ok.4zł).
2. Żel pod prysznic żurawina i biała herbata; Isana (200ml, ok.4zł).
3. Żel pod prysznic kwiat maku; Isana (200ml, ok.4zł).
Jak tak na to patrzę, to zastanawiam się, czy my tak często się kąpaliśmy, czy może powinnam posądzić mojego M. o rozpijanie kosmetykow, czy może po prostu te żele z Isany są tak kiepsko wydajne?! To nasze pierwsze spotkanie z żelami pod prysznic tej marki. Spotkanie całkiem udane i rozbudzające apetyt na więcej. I choć nie są to zapachy tak atrakcyjne, jak w przypadku żeli Balea, to nadal jednak są to warianty całkiem apetyczne i przyjemne dla nosa.

Z powyższych trzech wersji zapachowych najbardziej przypadła mi do gustu wersja żurawinowa, która niestety jest już niedostępna, ponieważ była to zimowa limitowanka. Tuż za nią plasuje się najnowsza propozycja Isany, czyli żel o zapachu kwiatu maku. Jestem ogromną wielbicielką maków (co widać na blogu :)), więc tym chętniej sięgnęłam po ten żel. Zapach tego produktu kojarzył mi się z szampanem Piccolo i było to bardzo przyjemne skojarzenie, więc niewykluczone, że jeszcze spotkamy się pod prysznicem. Najmniej przypadła mi do gustu wersja z kwiatem pomarańczy, który to żel w butelce pachniał dość intensywnie, ale miałam wrażenie, że cały zapach uciekał tuż po wyciśnięciu kosmetyku na dłoń.

Jeśli chodzi o właściwości myjące - jestem zadowolona. Produkty dobrze oczyszczały skórę, nie zostawiały żadnego filmu i nie wysuszały mojej skóry. Owszem, nie nawilżały jej, ale w końcu nie tego oczekuję od żeli :) Pewnie jeszcze nie raz skuszę się na żel z Isany!

Następcy: oszczędnie używany żel Twilight Woods z Bath & Body Works; żel Discover Santorini Oriflame (zwany przez mojego M. Sorentini :D).


4. Płyn micelarny Aqua Cristal; Lirene (200ml; ok.13zł).
Płyn micelarny, który został znienawidzony przez większość blogosfery, a który mi w miarę przypadł do gustu. Na pewno napiszę o nim więcej, ale jeśli zastanawiacie się nad nim, to olejcie go, jeśli a) macie wrażliwą cerę lub b) nosicie mocny makijaż, zwłaszcza oczu! W innym przypadku możliwe, że polubicie ten produkt. Mimo kilku zalet (i dość licznej gromadki wad), na pewno nie kupię go ponownie. Mam inne, bardziej skuteczne i sprawdzone micele, które lepiej wywiązują się ze swojej roli i to do nich będę wracać w przyszłości.

Następca: płyn micelarny Lirene (z różowym kwiatkiem ;));

5. Tonik nawilżająco-oczyszczający; Lirene (200ml; ok.12zł).
To najlepszy tonik, jakiego kiedykolwiek do tej pory używałam! Zdecydowany ulubieniec i totalny must have! Nad jego zaletami, rozwodziłam się szczegółowo TUTAJ. Jeśli jeszcze go nie miałyście, to koniecznie go wypróbujcie. Ja na pewno kupię kolejną, trzecią już buteleczkę! :)

Następca: tonik nawilżający Pharmaceris A;

6. Kremowy żel do mycia twarzy Anti! Acne; Under 20 (150ml; ok.13zł).
Bardzo dobra propozycja od marki Under 20! O ile nie darzę szczególną miłością kosmetyków dla młodzieży, tak ten żel szczerze polubiłam! Bardzo dobrze oczyszczał twarz i nie wysuszał jej! Niewykluczone, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę :) Więcej na jego temat napisałam w recenzji - KLIK.

Następca: wykańczam niekończącą się piankę Lirene Design Your Style!


7. Mleczko do ciała NutriExtra; Vichy (400ml; ok.45zł).
Do zużycia tego mleczka w dużej mierze przyczynił się Michał. Ja smarowałam się nim może z raz w tygodniu, więc trudno mi nawet pisać o nim w kontekście minirecenzji. Nie spodobał mi się jego alkoholowo-cytrusowy zapach. Zresztą alkohol denaturyzowany wysoko w składzie zupełnie go dla mnie skreślił. Na pewno więcej nie zagości w mojej łazience.

Następca: Michał używał serum nawilżającego z Oeparol, a ja wykańczam wszystkie inne balsamy i masła, które wpadają mi w ręce ;)

8. Szampon z odżywką 2w1 (250ml, ok.10zł).
Kolejny produkt, z którego znacznie częściej korzystał Michał, niż ja. Ja sięgałam po ten produkt raz na jakiś czas, żeby nieco lepiej oczyścić włosy, ale szczerze powiedziawszy nie zapadł mi szczególnie w pamięci i trudno mi się o nim wypowiedzieć. Dla Michała natomiast, był to kiedyś ulubiony szampon, ale odkąd spróbował szamponu z Syoss, to nic już nie jest takie samo ;)) Nieprędko u nas zagości.

Następca: Syoss Shine Boost


9. Płyn do higieny intymnej; Facelle Sensitive (300ml; ok.7zł).
Bardzo dobry płyn do higieny intymnej! Nie podrażnia wrażliwych miejsc, dobrze oczyszcza, a do tego jest wszechstronny. Świetnie nadaje się również do higieny całego ciała, do mycia włosów i prania pędzli. Po prostu dobry i tani, więc chętnie do niego wróciłam!

Następca: ten sam produkt

10. Szarlotkowy peeling do mycia ciała Sweet Secret; Farmona (225ml; ok.15zł).
Świetny, świetny, świetny! Megamocny zdzierak, szalenie intensywnie oczyszczał skórę z martwego naskórka i cudownie pachniał prawdziwą szarlotką z obłędną ilością jabłek z cynamonem. Aż zgłodniałam na samo wspomnienie! Chętnie wrócę do niego bliżej jesieni, jeśli uda mi się gdzieś na niego trafić! Więcej przeczytacie o nim w recenzji TUTAJ.

Następca: wykańczam waniliowy scrub do mycia ciała również z serii Sweet Secret Farmony


11. Maska oczyszczająca z glinką szarą; Ziaja (10ml; ok.1,50zł).
Bardzo dobra, tania i skuteczna maska oczyszczająca! Moja cera bardzo ją lubi i świetnie na nią reaguje. Zresztą wszystko co mnie w niej urzeka, zawarłam już jakiś czas temu w recenzji TU. Co jakiś czas do niej wracam.

Następca: dalej wykańczam maskę oczyszczającą z Sanoflore

12. Kuracja do rąk REGENERACJA; Lirene (100ml, ok.10zł).
Bardzo dobry krem do rąk, który dobrze nawilżał i dbał o moje dłonie. Bardzo go polubiłam, bo świetnie się sprawdzał w codziennej pielęgnacji moich dłoni. Razem z kuracją RATUNEK bardzo zasłużenie trafił do grona moich ulubieńców i sądzę, że jeszcze nie raz do niego wrócę.

Następca: cytrynowy krem do rąk Lirene

+ próbka kremu Idealia z Vichy - niewiele mam do powiedzenia na ten temat, niby nie było źle, ale alkohol denaturyzwany w kremie do twarzy, to już ostre przegięcie! Nie mam zamiaru sprawdzać pełnowymiarowej wersji!


13. Antybakteryjny puder; Synergen (ok.9zł/szt.).
Mój ulubiony puder, który świetnie się sprawdzał na mojej mieszanej cerze. Nie zapychał jej, nie tworzył na twarzy mocno pudrowego wykończenia, dobrze matowił i sprawdzał się przy poprawkach w ciągu dnia. Zużyłam dwa opakowania, ale chyba właśnie znalazłam ideał, więc w najbliższym czasie nie planuję powrotu.

Następca: Dream Matte Powder z Maybelline

14. Top coat wysuszający lakier; Seche Vite (3,6ml; ok.8zł).
Owiany legendą top coat, który można albo kochać, albo/i nienawidzić. Nic pomiędzy. Ja miałam z nim prawdziwe love-hate relationship, bo z jednej strony ekspresowo osuszał lakier na paznokciach i pięknie go nabłyszczał, ale to koszmarne ściąganie było nie do zniesienia! Raczej już po niego nie sięgnę!

Następca: Essie Good To Go


+ dwa wyrzutki, czyli zachnięte resztki Essie Good To Go i RapiDry z OPI. Planuję niedługo post porównawczy powyższych trzech topów, więc na razie daruję sobie komentarze. Zdradzę jedynie tyle, że najlepiej sprawdza się u mnie Essie :)

***
Czy miałyście któreś z powyższych produtków? Czy znaleźli się wśród nich Wasi ulubieńcy? Jak Wam poszło denkowanie produktów w kwietniu? :)
K.

Czytaj dalej

wtorek, 23 kwietnia 2013

Under Twenty - Anti! Acne Cera Wrażliwa - kremowy żel do mycia twarzy

Cześć Dziewczyny!
W niedzielę pisałam Wam o żelu, który niedawno wykończyłam, a dzisiaj podzielę się z Wami opinią o żelu, który dziś rano wydał z siebie ostatnie tchnienie ;) Tym razem na tapetę weźmiemy kremowy żel do mycia twarzy od Under 20!

Nie wiedzieć czemu, markę Under Twenty, spośród wszystkich marek zgromadzonych pod szyldem Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris, traktuję z największym dystansem. Wydaje mi się, że z racji bycia w wieku, któremu bliżej do Under Thirty, traktuję tę markę jako taką, która mimo wszystko może zaoferować mojej skórze najmniej. Jak z każdą firmą, tak i z tą miewam wzloty i upadki, jeśli chodzi o "przeżycia kosmetyczne". Tym razem jednak zdecydowanie trafiło na hit! :)
Marka Under Twenty przeszła niedawno małą metamorfozę, jeśli chodzi o szatę graficzną. Mój żel ma jeszcze stare opakowanie, dlatego nie zdziwcie się, gdy w sklepie na półce ujrzycie produkt, jak na zdjęciu poniżej, bo tak właśnie wygląda ten kosmetyk w nowej wersji... :)
źródło

Informacja od producenta:


DZIAŁANIE:
Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że ten żel jest bardzo delikatny, określenie kremowy pasuje tutaj idealnie! Produkt nie wysusza cery i nie powoduje jej ściągnięcia, a mimo to oczyszcza twarz skutecznie i dokładnie. Moim zdaniem, świetnie sobie radzi z usuwaniem resztek makijażu i codziennych zanieczyszczeń, a rano budzi skórę bez zbędnych atrakcji, w stylu szorujących drobinek (które notabene producenci z lubością dorzucają do produktów, których grupą docelową są nastolatki). Mycie twarzy z użyciem tego produktu było bardzo przyjemne.

Oczywiście nie ma co liczyć na zlikwidowanie zaskórników, ale fakt faktem cera po użyciu tego żelu nie jest ani wysuszona (choć nie jest nawilżona), ani nie przetłuszcza się tak szybko jak to ona potrafi (choć trudno utożsamić to z matowieniem ;)). Podczas stosowania żelu, nie zobserwowałam wzmożonego wysypu, raczej wszystko zmieniało się z zależności od stosowanych kremów (w trakcie korzystania z żelu zmieniłam nieco pielęgnację pod kątem kremów).

Myślę, że tym razem producent wziął sobie do serca to, że produkt ma być delikatny, dlatego zamiast wszechobecnych sulfatów, tym razem w składzie, niemal tuż za wodą i gliceryną, odnajdziemy łagodny środek myjący cocamidopropyl betaine.


KONSYSTENCJA:
Produkt ma przyjemną konsystencję emulsji, a określenie kremowa idealnie oddaje wrażenia dotykowe. Kosmetyk jest dość gęsty i wylewa się z opakowania. Nie pieni się po zetknięciu z wodą.

KOLOR/ZAPACH:
Produkt ma biały odcień i pachnie bardzo delikatnie. Trudno mi zidentyfikować ten zapach z czymś konkretnym, ale jest on bardo przyjemny.

OPAKOWANIE:
Produkt umieszczona w miękkiej tubie o zawartośći 150ml, z której bardzo łatwo wydobyć kosmetyk do końca. Bardzo mnie cieszy, że tuba jest wyposażona w zamknięcie na klapkę, dzięki czemu nie muszę się gimnastykować z zamknięciem produktu po wyciśnięciu na dłoń jego porcji.


WYDAJNOŚĆ:
Trudno mi jednoznacznie ocenić wydajność produktu, ponieważ używałam go u mamy, gdzie bywam nieregularnie. Czasami raz, dwa razy w tygodniu, a czasami tydzień ciągiem. Myślę, że gdyby to zsumować, to produktu wystarczyłoby mi standardowo na jakieś 1,5 miesiąca.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ:
ok.13zł, dostępny w większośc drogerii typu Rossmann, Super-Pharm, Hebe
SKŁAD:
AQUA; COCO-GLUCOSIDE; GLYCERIN; COCAMIDOPROPYL BETAINE; TRIETHANOLAMINE; DISODIUM RICINOLEAMIDO MEA-SULFOCUCCINATE; ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER; STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER, PEG-60 MARACUJA GLYCERIDES; BETAINE; ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) GEL; MANDELIC ACID; ZINC GLUCONATE; DISODIUM EDTA; CUCUMIS SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT; METHYLPARABEN; METHYLCHLOROSOTHIAZOLINONE; METHYLIOSOTHIAZOLINONE; PARFUM; BENZYL ALCOHOL

CZY KUPIĘ PONOWNIE:
Myślę, że to bardzo prawdopodobne! Bardzo polubiłam ten produkt i chętnie za jakiś czas odświeżę tę znajomość, jeśli tylko zdążę co nieco uszuplić zapasy ;)

Podsumowując:
+ dobre oczyszczenie;
+ brak ściągnięcia i wysuszenia skóry;
+ brak SLS/SLES w składzie;
+ przyjemny zapach;
+ wygodne opakowanie;

A Wy stosujecie czasami produkty przeznaczone dla osób, które są under twenty? Jaki macie do nich stosunek? :)
K.

Produkt otrzymałam do przetestowania i zrecenzowania w ramach współpracy z Laboratorium Kosmetycznym Dr Ireny Eris.

***
Na koniec mała informacja dla czytelniczek w wieku oscylującym bliżej dwudziestki lub po prostu tych odważnych :))


UNDER TWENTY TOP FACE – zostań Twarzą marki UNDER TWENTY!

Ruszyła wielka akcja UNDER TWENTY TOP FACE! Razem z telewizją muzyczną VIVA zmienimy nie do poznania nastolatki z całej Polski, a w finale konkursu wybierzemy internetową Twarz marki.

Co tydzień wyjątkowy METAMORFOBUS ze specjalistami UNDER TWENTY i VIVA odwiedzi Laureatkę Tygodnia, aby poddać ją metamorfozie. Relację z każdej metamorfozy będzie można zobaczyć w środy o godzinie 19.00 w telewizji VIVA, począwszy od 24 kwietnia.

II etap konkursu TOP FACE to głosowanie na najlepszą metamorfozę. Zwyciężczyni konkursu zostanie ambasadorką UNDER TWENTY w internecie. Finałowy odcinek zostanie wyemitowany 26 czerwca w programie In & Out w telewizji VIVA.

Zgłoszenia do konkursu odbywają się poprzez aplikację: https://apps.facebook.com/undertwenty-topface/.

Konkurs promowany będzie w stacji muzycznej Viva Polska, w Internecie - na fanpage'u marki UNDER TWENTY i telewizji VIVA oraz na zupełnie odmienionej stronie www.undertwenty.pl.


Czytaj dalej

wtorek, 15 stycznia 2013

Ulubieńcy roku 2012 - kolorówka

Cześć Dziewczyny!

Obiecałam mojej Stefi, że przygotuję dla niej post z ulubieńcami roku, więc dziś wywiązuję się z tej obietnicy. Mam nadzieję, że moi faworyci zainteresują nie tylko jedną wierną czytelniczkę, ale że każda z Was również znajdzie tu coś ciekawego dla siebie! :)

Dzisiaj prezentuję kosmetyki kolorowe, po które najczęściej i najchętniej sięgałam w ciągu ubiegłego roku. Postaram się jeszcze przygotować ulubieńców z zakresu pielęgnacji, jednak muszę się porządnie zastanowić nad tym, jakie kosmetyki wyróżnić, ponieważ jest to dla mnie nieco większe wyzwanie, niż wyróżnianie kolorówki.

Myślę, że dość tych wstępów, przejdźmy do omówienia ulubieńców w poszczególnych kategoriach! :)

PODKŁADY


Lily Lolo w kolorze Warm Peach
Z pewnością zdążyłyście się już zorientować, że ten produkt, to moje odkrycie roku! Dzięki Agu, wpadłam po uszy! Okazało się, że podkład mineralny od Lily Lolo, jako jedyny potrafi tak długo utrzymywać mat na mojej problematycznej sferze T i to nawet bez dodatku pudru! Początkowo zupełnie nie byłam przekonana do formy podkładu w proszku, ale zwyciężyła ciekawość i zdecydowanie było warto! Z pędzlem Hakuro H50 ten podkład czyni cuda, nie tylko matowi cerę, ale również pięknie wyrównuje jej koloryt, sprawiając, że wygląda zdrowo. Nigdy nie sądziłam, że tak żółty podkład tak świetnie sprawdzi się na mojej skórze! :)

Bourjois Healthy Mix w kolorze 51 Light Vanilla
To kolejny hit blogosfery, który sprawdził się również na mojej twarzy. Wprawdzie krycie ma średnie w kierunku lekkiego, ale wszystko to, czego nie ukryje i tak przykrywam korektorem, więc zupełnie mi to nie przeszkadza. Po ten podkład sięgam, jeśli mam ochotę na coś lekkiego, co wyrówna koloryt skóry, ale nie zmatowi jej na amen. Healthy Mix sam z siebie zastyga odrobinę na błyszcząco, więc na stefę T używam i tak pudru, ale podoba mi się ten wilgotny efekt, który zostaje na policzkach. Nie zauważyłam, żeby ten podkład ciemniał mi na twarzy. Utrzymuje się stosunkowo długo, a schodząc nie robi plam na twarzy.

Under 20 - fluid matujący Anti Acne
Na ten podkład z pewnością zupełnie nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie to, że dostałam go na czerwcowym spotkaniu blogerek. Okazało się, że Under 20 świetnie radzi sobie z matowieniem mojej cery, ładnie ją wygładza i wyrównuje. Do tego całkiem przyzwoicie kryje, a korektor ma naprawdę niewiele do roboty. Do tego przepięknie pachnie grejpfrutami! :)

***
BRONZER, ROZŚWIETLACZ, PUDER


Oriflame Beauty, Terracota Powder
Ten produkt mam już co najmniej dwa lata i mimo, że nie jest to najbardziej napigmentowany, czy najbardziej trwały produkt na świecie, to jednak lubię go i sięgam zawsze wtedy, kiedy mam ochotę nieco wykonturować buzię. Jest bardzo delikatny, właściwie na twarzy ledwo widoczny, ale zdecydowanie widzę różnicę między tym, kiedy mam go na twarzy, a kiedy pomijam jego użycie. Nie sposób zrobić sobie nim krzywdę, a jego obsługa przy użyciu grubaska z EcoTools jest bajecznie łatwa. Świetnie się u mnie sprawdza również w chłodniejsze miesiące, kiedy jestem blada i boję się sięgać po mocniej napigmentowany Bahama Mama z TheBalm.

TheBalm - rozświetlacz Mary-Lou Manizer
Uwielbiam ten kosmetyk za wszystko - począwszy od designu, przez kolor, aż po efekt, jaki daje na twarzy. Jest to jeden z nielicznych znanych mi rozświetlaczy, który zawiera w sobie tak drobniutko zmielone błyskotki, które nie są widoczne na twarzy każda z osobna, ale tworzą piękną satynową poświatę. Ma piękny, neutralny beżowy kolor, więc powinien pasować większości kobiet! Ponadto genialnie sprawdza się nie tylko na policzkach, ale również i na ciele!

Synergen - puder antybakteryjny w kolorze 03
Prawdziwie tanie rozwiązanie! Żaden z dotychczas stosowanych przeze mnie pudrów nie dawał tak długotrwałych efektów, jeśli chodzi o tak bardzo pożądany przeze mnie mat. Zdecydowany must have, w przypadku, gdy używam podkładów płynnych i niezbędnik z kosmetyczce do szybkich poprawek! 



***
RÓŻE


Alverde w kolorze 04 Soft Rose
To mój absolutny hit w kategorii róży! Jak widać powyżej mam dość liczną grupę ulubieńców, która stanowi tylko część mojej różowej kolekcji, ale ten zdominował je wszystkie! Dostałam go od Sylwii, która chyba nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo trafiła z tym wyborem. W tym odcieniu moja twarz wygląda bardzo zdrowo i świeżo. Nie ma szans, żeby przedobrzyć przy jego aplikacji i to pomimo tego, że jest naprawdę przyzwoicie napigmentowany. Ponadto jest to róż, który utrzymuje się na mojej twarzy naprawdę cały dzień!

The Balm, Down Boy
Zanim dostałam róż z Alverde, ten róż był moim numerem 1. Nadal bardzo go lubię i świetnie się w nim czuję. Mam względem niego bardzo pozytywne odczucia i wiele cech tego produktu, pokrywa się z zaletami różu z Alverde, tyle, że mam wrażenie, że ten jest odrobinę mniej trwały. Oba te kolory na pierwszy rzut oka wydają się być do siebie zbliżone, oba to chłodne róże, jednak Down Boy jest po prostu różowy, natomiast Alverde ma w sobie odrobinę fioletowawego podbicia, przez co różnica między tymi produktami jest jednak widoczna.

The Balm, Hot Mama
Ten róż, to wakacyjny faworyt. Pięknie podkreśla lekko opaloną buzię i nie potrzebuje towarzystwa rozświetlacza, bo sam w sobie ma mnóstwo pięknych drobinek. Dobrze się utrzymuje na twarzy i świetnie się na niej układa w letnie miesiące. Ten kolor jest zdecydowanie cieplejszy, niż pozostałe róże, po które zwykłam sięgać, przez co jest na swój sposób wyjątkowo w mojej kolekcji. Jest zbliżony do Rose Gold ze Sleeka, jednak Sleek wydaje mi się być jeszcze cieplejszy i bardziej drobinkowy.

Lily Lolo w kolorze Ooh La La
To już chyba kultowy kolor wśród fanek minerałów! To kolejny produkt Lily Lolo, na który skusiła mnie Agu i kolejny, którego zakupu absolutnie nie żałuję. Ma delikatnie satynowe wykończenie i stosunkowo neutralny różowo-koralowy kolor, który powinien pasować większości kobiet. Jest niemal równie trwały, jak róż z Alverde, trzyma się naprawdę cały dzień, prawie nie blaknąc. Ponadto jest diabelnie wydajny! Wystarczy dosłownie kilka "kropeczek" proszku, żeby umalować oba policzki! :)

Essence - Marble Mania
Ten róż z wiosennej limitowanki Essence z miejsca stał się moim ulubieńcem! Mam go u mamy i używam go za każdym razem, kiedy u niej jestem. Bardzo dobrze się czuję w tym różowo-koralowym odcieniu i używam go przez cały rok, bez względu na porę roku, pogodę i samopoczucie. Zawsze wygląda dobrze i bardzo przyzwoicie się trzyma.



***
CIENIE


Inglot
To jeden z lepszych cieniowych zakupów ubiegłego roku! Bardzo chętnie sięgam po tę paletkę i jestem zadowolona z jej jakości. Cienie na bazie wytrzymują nawet do 18h! Coś pięknego! :) Wszystkie cienie prezentowałam bliżej w TYM poście.

Paleta Sleek Oh So Special
Ta paletka to niezmiennie mój ulubiony Sleek. Przez pierwszą połowę roku korzystałam przede wszystkim z tej paletki, później swoją uwagę podzieliłam między Sleeka a Inglota. Teraz znowu do niej wracam! Jestem zadowolona zarówno z jakości, pigmentacji, jak i kolorystyki tych cieni. To dla mnie najpiękniejsza paleta w kolekcji. Możecie przyjrzeć się jej TUTAJ.

Catrice - Hollywood's Boulevard
Ta mała czwórka, to zdecydowana faworytka końcówki roku! To moje najlepsze cienie do makijażu na szybko. Jestem w stanie wykonać pełny makijaż tylko dwoma cieniami i zawsze jestem zadowolona z efektu! I pomyśleć, że ta paletka to efekt przypadku, nigdy bym jej nie odkryła, gdyby nie wygrana u xkeylimex! :) Szybkie swatche pokazywałam TU.

***
KREDKA I TUSZE


Oriflame Smooth Definer w kolorze brązowym
Kiedyś nie wyobrażałam sobie makijażu bez czarnej kredki na całej dolnej powiece, teraz nie tylko obraziłam się na czerń, ale również nie zamalowuję kredką całej powieki. Brązowa kredka, włożona w zewnętrzny dolny kącik na linię wodną, pięknie zagęszcza rzęsy i jednocześnie wygląda bardzo naturalnie, dlatego sięgałam po nią niemal zawsze, kiedy zależało mi na podkreślonym spojrzeniu. O dziwo, dopiero ostatnio trafiła do moich ulubieńców miesiąca, a to tak naprawdę moja cicha bohaterka 2012 roku :)

Max Factor False Lash Effect Fusion
To jedna z moich ulubionych maskar! Zużywam już drugie opakowanie i bardzo lubię efekt, jaki daje na moich rzęsach. Jednocześnie muszę przyznać, że nie jest to tusz, który poradziłby sobie z mocnym podkreśleniem rzęs przy makijażu wieczorowym, ale na co dzień, jest świetny, ponieważ daje bardzo naturalny efekt. Rzęsy są wydłużone, przyciemnione, ale nie wyglądają sztucznie (choć tak obiecywał producent). Lubię w nim również to, że trzyma się na rzęsach cały dzień, nie kruszy się i trwa niemal nienaruszony aż do demakijażu.

Maybelline One by One
Kolejny tusz, który tylko potwierdza to, że dla moich rzęs, jedynymi słusznymi szczoteczkami są te silikonowe/plastikowe. Uwielbiam to, jak podkreśla moje rzęsy. Efekt jest nieco mocniejszy, niż w przypadku Max Factora, więc sprawdza się lepiej, kiedy chcę bardziej przyciemnić makijaż oka. Dokładna recenzja pojawiła się TUTAJ.

***
POMADKI


Pomadko-błyszczyki Celia Nude w kolorach 601, 602 i 603.
To niekwestionowane faworytki tego roku! To szminki, które pięknie podkreślają naturalny kolor ust, a jednocześnie świetnie je nawilżają i nie podkreślają suchych skórek. Gdyby tylko nie były tak wrażliwe na upały, byłyby idealne!

Catrice Ultimate Colour Pinkadilly Circus
Moja ukochana malinowa szminka, po którą sięgałam stosunkowo często w drugiej połowie roku. Bardzo dobrze czuję się w większości różowych pomadek, ale ta zdecydowanie prowadzi. Dobrze wygląda na ustach, nie podkreśla zbytnio suchych skórek i nadaje im piękny, intensywny kolor, jednocześnie nie wyglądając wyzywająco.

L'Oreal Rouge Caresse 101 Tempting Lilac
Kolejna faworytka z końcówki roku. Wprawdzie kupiłam ją pod koniec listopada, ale przez cały grudzień była produktem, po który sięgałam najczęściej! Prawdopodobnie tak często, jak po pomadkę ochronną! Świetny, naturalny kolor, konsystencja, która nie wysusza ust i piękne opakowanie. Wszystko to sprawia, że ta pomadka została stałym bywalcem mojej kosmetyczki! :)

Manhattan Soft Matt Lip Cream w kolorach 56K i 54L
Tych pomadek używałam dla odmiany w pierwszej połowie roku. Uwielbiam je za piękne, żywe kolory i za niesamowitą trwałość! Gdyby jeszcze tylko nie podsuszały ust, sięgałabym po nie dużo częściej! Te dwa kolory, to zdecydowanie moje ulubione odcienie różu, więc sięgam po nie bez większych oporów. Bliżej prezentowałam je TUTAJ.


***
LAKIERY


Nie da się ukryć, że moja paznokcie skutecznie zawojowały produkty marki Essie! Byłam (i nadal jestem) szalenie zadowolona z działania wysuszacza Good To Go, który rozwiązał wszystkie moje problemy z wiecznie niezaschniętym lakierem. Bardzo chętnie sięgałam też po odżywkę Nourish Me, która swego czasu odratowała moje paznokcie z naprawdę fatalnej kondycji. Mam wrażenie, że teraz moje paznokcie już się do niej trochę przyzwyczaiły, ale nadal sprawuje się u mnie lepiej, niż chociażby Nail Tek II.

Jeśli mam wskazać moje ulubione lakiery, po które najczęściej sięgałam w 2012 roku, to bez najmniejszych wątpliwości są to Virgin Orchid (KLIK), Splash of Grenadine (KLIK) oraz Mint Candy Apple (KLIK). Do tych lakierów wracałam najczęściej i właśnie po nich widać największe zużycie ;)

***
PRODUKTY UZUPEŁNIAJĄCE


Nivea Vitamin Shake
Ta pomadka, to produkt po, który sięgałam zawsze wtedy, kiedy nie wiedziałam czym pomalować usta. Nie lubię błyszczyków, a ta pomadka świetnie mi je zastępuje, ponieważ pięknie nabłyszcza usta i bardzo dobrze je pielęgnuje.

Oriflame Beauty, trio korektorów
Swego czasu bardzo lubiłam beżowy korektor z tego trio, ale teraz znalazłam mu godnego następcę, który wygląda nieco bardziej naturalnie i przede wszystkim jest trwalszy. Ostatnio za to polubiłam żółty korektor pod oczy, który fantastycznie tuszuje niewyspanie, ukrywa cienie i rozjaśnia okolice oka. Natomiast zielony korektor dobrze sprawdza się do ukrywania zaczerwienień - nie tylko czerwonych latarenek w postaci nieprzyjaciół, ale również zaczerwienionych policzków (oczywiście pod podkładem!).

Dax Cashmere - baza pod cienie
To ostatnio moja ulubiona baza pod cienie! Bardzo dobrze utrzymuje wszystkie cienie, które mam w kolekcji, ale najlepiej sprawdza się z Inglotami. To właśnie ten duet wytrwał na moich powiekach aż do 18h! Od bazy oczekuję przede wszystkim wydłużenia trwałości cieni i delikatnego podbicia koloru i to właśnie daje mi Cashmere. Więcej nie potrzebuję! :)

Oriflame Beauty, paletka do brwi
W lato (w te gorące dni) zupełnie olewałam sprawę podkreślania brwi, ale jak tylko robi się chłodniej, to czuję, że jest to niezbędny składnik mojego makijażu. Na początku oswajałam się z podkreślaniem brwi, używając jaśniejszego cienia, ale teraz już bez wahania sięgam po ten ciemniejszy. Widzę dużą różnicę, jaką robi podkreślenie brwi i myślę, że już na dobre przekonałam się do tego elementu makijażu.


No cóż, to chyba już wszystkie produkty kolorowe, po które najchętniej sięgałam w 2012 roku! Trochę się tego nazbierało, ale myślę, że każdy z nich zasługuje na uwagę. Mało tego, dopiero teraz uświadomiłam sobie jak dużo mam Wam jeszcze do opisania i pokazania! Ścigajcie mnie dziewczyny o recenzje - macie moje pełne przyzwolenie na motywacyjnego kopniaka w tyłek :D

A jak tam Wasze podsumowania? Czy przygotowałyście takie zestawienie na swoich blogach? Jeśli tak, to podajcie linki, chętnie poczytam! A jeśli nie lub nie prowadzicie swoich blogów, to zachęcam Was do podzielenia się Waszymi faworytami w komentarzach! :)
K.

Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast