poniedziałek, 2 stycznia 2012

Grudniowe denka

Tak, jak obiecałam - dzisiaj post denkowy, czyli o tym, co w grudniu zakończyło swój żywot w mojej kosmetyczce/łazience... :)

Zanim zacznę musicie wiedzieć jedną rzecz. Często wspominam, że jeden kosmetyk mam w domu, a inny u mojego chłopaka. Wynika to z faktu, że nadal mieszkam z mamą, ale właściwie połowę tygodnia i tak spędzam u M., dlatego stety i niestety moje zasoby kosmetyczne - w szczególności te pielęgnacyjne, kolorówki raczej nie dubluję - są podwójne. Z tego powodu, gdy kończy mi się jakiś kosmetyk, zdarza się, że piszę o dwóch zamiennikach. Po prostu gdybym miała za każdym razem, kiedy zostaję na noc u M., wozić ze sobą całą pielęgnację i kolorówkę, to już dawno miałabym garba, skoliozę lub jakiekolwiek inne schorzenie kręgosłupa ;)

W tym miesiącu wykończyłam aż 12 kosmetyków, czyli o dwa produkty więcej niż w poprzednim miesiącu! Chociaż może to stwierdzenie jest nieco na wyrost, ponieważ z dwoma produktami pożegnałam się odrobinę wcześniej... Zauważyłam, że znaczna większość kosmetyków, to kosmetyki marki Oriflame, ale wynika to z faktu, że kosmetyków innych firm zaczęłam stosować w zasadzie od niedawna, dlatego nie zdążyły one jeszcze sięgnąć dna. Znaczna część tych produktów ponownie zagości lub już zagościła w mojej kosmetyczce, ale jest też kilka, do których już raczej nie powrócę. Jesteście ciekawe moich opinii? Zatem nie przedłużając - oto moje denkowe osiągnięcia! :)


1. Krem antycellulitowy z serii Swedish SPA; Oriflame - Fantastyczny imbirowy zapach tego kremu na powrót zmotywował mnie do stosowania tego typu kosmetyków. Kupiłam go jako nowość w ofercie i bardzo chciałam go użyć, ale miałam jeszcze połowę innego antycellulitowego specyfiku, który od miesięcy stał porzucony na półce i patrzył na mnie z wyrzutem. Nie chciałam otwierać nowego, dlatego szybko zużyłam ten poprzedni i zabrałam się za ten. Trudno oceniać efekty kosmetyków antycellulitowych zaledwie po zużyciu tylko jednego opakowania, ponieważ z tym defektem niestety walka trwa dużo dłużej. Mimo to uważam, że ten specyfik delikatnie ujędrniał i wygładzał skórę ud i pośladków, jednak nie mogę uznać tego efektu za spektakularny z racji totalnego braku ćwiczeń... Chyba w takim razie mam już pomysł na jedno z postanowień noworocznych... Myślę, że będę do niego sporadycznie wracać, jednak jego cena promocyjna nadal jest wyższa niż cena kosmetyków Eveline, które są dużo bardziej wydajne i chyba jednak bardziej skuteczne. Aktualnie używam pomarańczowego serum właśnie z Eveline i mam już inną wersję serum w zapasie, o czym pisałam w prezentowym poście.

2. Optimals Matte Touch, matujący krem na dzień; Oriflame - Sama już nie wiem, który to mój słoiczek! Bardzo lubię ten krem ze względu na to, że dosyć dobrze wspomaga mnie w walce z nieprzyjaciółmi, zwłaszcza w komplecie z jego odpowiednikiem na noc. Mimo to jednak zupełnie nie ma wpływu na matowienie mojej skóry, na czym jednak bardzo mi zależy, dlatego zużyję kolejny słoiczek z zapasów, ale następnym kremem, który chcę wypróbować jest Perfecta Cera Mieszana, o którym niedawno pisała Burn.

3. Nawilżający krem do ciała Swedish SPA; Oriflame - Zdecydowanie należy do moich ulubieńców w kategorii nawilżających specyfików do ciała! Uwielbiam jego zapach, kojarzący mi się odrobinę z męskimi perfumami. Bardzo intensywnie nawilża moją skórę i był jednym ze sprzymierzeńców w walce o gładką skórę. Przymierzam się do jego recenzji, ponieważ jest to produkt w 100% godny uwagi! Zawsze mam jeden otwarty lub przynajmniej czekający w zapasie!

4. Oczyszczający scrub i maseczka Pure Skin; Oriflame - Kolejny produkt godny polecenia! Scrub nie zrobił na mnie większego wrażenia, po prostu dobrze ścierał naskórek zostawiając gładką twarz przygotowaną do nałożenia maseczki. Za to maska! O ludzie! Żałuję, że nie odkryłam jej w wakacje! Dosłownie mrozi buzię! Bardzo dobrze oczyszcza skórę, przyjemnie pachnie i zostawia wrażenie mocno orzeźwionej twarzy! Mam jeszcze jedną i na pewno będę do niej wracać!

5. Maseczka karotenowa; Ava Laboratorium - Skusiłam się na tą maskę w Rossmanie, ponieważ kojarzyłam firmę Ava z kosmetykami ekologicznymi i słyszałam o niej dobre opinie. Maska nie zawiera w składzie parabenów, co dla wielu z Was może mieć ogromne znaczenie. Producent obiecuje przede wszystkim poprawę kolorytu skóry, ale po jednym użyciu maski na pewno nie da się tego zauważyć, zważywszy na to, że nie jest to przecież krem koloryzujący. Pozostałe obietnice spełnione są w stopniu zadowalającym - cera jest nawilżona i odżywiona. Mam jeszcze jedną taką maseczkę w zapasie, a później zobaczymy... 


6. Płyn do demakijażu oczu; Garnier - Kupiłam go w okresie letnim, poszukując zastępcy dla mojego ulubionego płynu do demakijażu z Oriflame, który wycofano, a w tamtym czasie nie było jeszcze nowego w ofercie. Mimo, że Garnier nie spełnia wszystkich obietnic producenta, np.totalnie nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym, mimo, że istnieje takie zapewnienie, to jednak płyn ten zdecydowanie przypadł mi do gustu! Uwielbiałam go ze względu na piękny winogronowy zapach i delikatne działanie - co miało dla mnie ogromne znaczenie, po tym, jak totalnym niewypałem okazał się płyn do demakijażu z serii Sopot SPA z Ziaji, który koszmarnie podrażniał mi oczy. Zużywanie Garniera było czystą przyjemnością i z chęcią zapoznam się z innymi kosmetykami z tej linii. W tej chwili w domu używam Biodermy Sensibio, a u mojego M. micela z Bourjois, a dodatkowo mam zapas w postaci micela z Maybelline, dlatego przez najbliższe kilka miesięcy nie wrócę do tego płynu. Myślę jednak, że jeszcze kiedyś się spotkamy! :)

Następnych kilku produktów nie udało mi się sfotografować zanim puste opakowania trafiły do kosza, dlatego posłużę się zdjęciami z internetu.

7. Żel pod prysznic z serii Discover China; Oriflame - Uwielbiam wszelkie żele z każdej serii Discover. Mają przepiękne zapachy - ten akurat był delikatny, kwiatowy. Dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry, więc robił to, co powinien robić. Co jakiś czas robię zapas tych żeli w różnych wersjach zapachowych, zwłaszcza kiedy jest promocja na wersje 400ml - urzędują głównie u mojego M., który zużywa je z prędkością światła! :) W aktualnym katalogu również są w promocji, dlatego jutro do naszych zapasów dołączą kolejne 2-3 sztuki :)
8. Hair X Pure Balance, szampon do włosów przetłuszczających się; Oriflame - Swego czasu mój ulubieniec. To już chyba moja setna butelka! ;) Na początku moje włosy bardzo dobrze na niego reagowały, były lekkie i sypkie jak po wyjściu od fryzjera, teraz już się do niego przyzwyczaiły, dlatego sięgnęłam po szampony z Alterry. Zobaczymy jak się sprawdzą, a póki co w szafce mam jeszcze dwa szampony z innych serii Hair X, których używam wspólnie z mamą.
9. Oriflame Beauty, puder pyłkowy; Oriflame - Tego pudru również używałam przez długi czas, ale nie sprawdzał się w kwestii matowienia skóry i wymagał kilkukrotnych poprawek w ciągu dnia. Ponadto był bardzo kapryśny w kwestii utrwalania makijażu. Raczej już do niego nie wrócę - aktualnie w domu używam pudru bambusowego z Biochemii Urody (w opakowaniu po właśnie wykończonym pudrze z Oriflame), a u M. pudru Fix & Matte z Essence.

10. Gliss Kur Liquid Silk Gloss, ekspresowa odżywka regeneracyjna; Schwarzkopf - Bardzo fajna ekspresowa odżywka! Używam jej zawsze przed rozczesywaniem włosów po myciu, dzięki czemu ta czynność jest dużo mniej bolesna, ponieważ ostatnio moje zniszczone włosy zaczęły się koszmarnie plątać. Aktualnie włosy skróciłam o jakieś 10cm i po raz pierwszy użyłam na nie oleju, ale o tym innym razem. Póki co wspomagam się tą odżywką, do której powróciłam po kilku latach przerwy. I ja, i mama bardzo ją lubimy i na pewno na dniach wybiorę się po następną buteleczkę!


11. Oriflame Beauty, ochronna emalia do paznokci; Oriflame - Uwielbiam tą odżywkę! Przez jakiś czas próbowałam ją zdradzać z innymi specyfikami, ale ona po prostu sprawdza się u mnie najlepiej. W dodatku po delikatnym rozczarowaniu Nail Tekiem z ogromną pokorą do niej wróciłam. Nail Tek pewnie dostanie jeszcze jedną szansę, ale póki co nabyłam nową buteleczkę tej emalii. Używam jej zarówno jako odżywkę, jak i jako bazę pod lakier. Może nie zawsze przedłuża jego trwałość, ale nigdy nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o zapobieganie farbowaniu płytki paznokcia! Ponadto świetnie utwardza i pomaga radzić sobie z rozdwajaniem się paznokci. Zdecydowanie zasługuje na osobną recenzję!
Z tą buteleczką pożegnałam się nieco przed czasem, ponieważ końcówka paskudnie zgęstniała i zgluciała tak, że ciężko ją było wydobyć z buteleczki, a jak już to się udało, to okropnie smużyła.


12. Optimals, krem do kompleksowej pięlęgnacji oczu Seeing Is Believing; Oriflame - Krem, który miał robić wszystko u mnie robił niewiele. Jedno muszę mu przyznać - bardzo dobrze nawilżał skórę w okolicach oczu, miał dosyć gęstą konsystencję i przyjemnie się aplikował. Mimo to zupełnie nic nie robił z ewentualnymi zasinieniami pod oczami, niespecjalnie odświeżał zmęczone oczy, nawet jeśli zmęczenie, czy zasinienia wynikały ze zwykłego niewyspania. Pożegnałam się z nim przed końcem opakowania, ponieważ w pewnym momencie zmienił zapach, generalnie zaczął śmierdzieć, więc bałam się go nakładać dalej na tak wrażliwe miejsce, jakim są okolice oczu. Do tego kremu na pewno nie wrócę! Dużo bardziej odpowiadał mi jego brat z serii Oxygen Boost! Aktualnie w domu mam żel ze świetlikiem i bławatkiem z Flos-Lek, a u M. krem pod oczy z orchideą z Alterry.

To by było na tyle! Wydaje mi się, że w styczniu nie pojawi się już tyle zużyć, mimo, że już widzę jakieś 3-4 kosmetyki, których wystarczy na niewiele ponad jakieś 2-3 zastosowania. Myślę, że powinnam zastanowić się nad objęciem projektem denko w szerszym stopniu kolorówki, tym bardziej, że tej przybywa mi w dosyć szybkim tempie - w ostatnim czasie oczywiście sprawa dotyczy przede wszystkim lakierów... :P Natomiast jeśli chodzi o denko w pielęgnacji, to uważam, że idzie mi bardzo dobrze - w dodatku nie chomikuję znacznych zapasów z  tej kategorii, poza tymi produktami, które zużywają się z szybkością światła, do których zazwyczaj mam wspólników - głównie szampony, odżywki i żele pod prysznic.

Z racji tego, że mamy już rok 2012 chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Wielu sukcesów w dziedzinach, w których są Wam one najbardziej potrzebne oraz wyciągania wniosków z ewentualnych porażek tak, aby już więcej nie popełniać tych samych błędów. Poza tym życzę Wam wspaniałych kosmetycznych odkryć i żeby nie omijały Was rozchwytywane limitowanki z Essence! :D :D :D

Pozdrawiam w Nowym Roku,
K.
Czytaj dalej

niedziela, 1 stycznia 2012

Daj mi jajko Malowajko - czyli fantastyczne rozdanie u Malowajki!

Dziewczyny,

Za chwilkę zamieszczę post z grudniowym denkiem, natomiast teraz chciałam się z Wami podzielić informacją o fantastycznym rozdaniu u Malowajki! Do zgarnięcia jest jedna sztuka, niemalże owianego legendą, słynnego różowego jajka, czyli Beauty Blendera! Jak zapewne wiecie gąbeczka ta przeznaczona jest do nakładania podkładów oraz wszelkich innych kosmetyków o konsystencji płynnej lub kremowej i zapewnia idealne wykończenie makijażu, bez żadnych smug! Czy jest to prawdą? Chciałabym się przekonać! Zdecydowana większość dziewczyn, która zdecydowała się na kupno BB lub otrzymała go do testów wypowiada się o nim niemalże w samych superlatywach. Jednakże tym, co powstrzymuje mnie od kupna tego różowego jajeczka jest jego cena... Dlatego chętnie wezmę udział w rozdaniu i, jeśli szczęście mi dopisze, przekonam się (lub nie :P) o jego magicznych właściwościach an własnej skórze! ;)


Zapraszam Was zatem na rozdanie u Malowajki! Rozdanie trwa od 31 grudnia 2011 roku do 31 stycznia 2012 roku.

Czytaj dalej

sobota, 31 grudnia 2011

Prezenty, prezenty, czyli co Mikołaj zostawił mi pod choinką... :)

Prawdopodobnie jako jedna z ostatnich przyznam się do swoich świątecznych zdobyczy ;) W tym roku mój św. Mikołaj był bardzo, bardzo hojny, ale bierze się to również z faktu bliskiego sąsiedztwa z urodzinami, dlatego poprosiłam rodzinę o jeden większy, ale bardzo przydatny prezent urodzinowo-świąteczny i taki też dostałam. Mimo to moi Mikołaje postanowili dorzucić mi kilka "drobiazgów" pod choinkę, a skoro był zamiar, to podsunęłam im kilka propozycji, z których chętnie skorzystali ;)

Oto moje "drobiazgi"... :) 


Przede wszystkim dwie ostatnie książki Cobena, którego absolutnie uwielbiam! Czytałam już wszystkie jego książki, które ukazały się w Polsce, poza tymi dwiema. Mam niemal wszystkie pozycje, poza czterema, które pożyczałam od znajomych. Nic straconego - na pewno prędzej, czy później wzbogacą moją bibiloteczkę! :)


Zestaw kosmetyków Slim Extreme 3D Eveline. Absolutnie nie poczułam się urażona i nie odebrałam tego jako sugestii, ponieważ to akurat był mój wybór... ;) Od dawna byłam ciekawa tych kosmetyków, a ten zestaw skomponowany jest z najbardziej interesujących mnie produktów. Słyszałam wiele dobrego zwłaszcza o serum termoaktywnym, zobaczymy jak sprawdzi się u mnie. Aktualnie mam pomarańczową wersję, z której jestem dosyć zadowolona i uwielbiam jej zapach. Natomiast, jeśli chodzi o serum do biustu, to ja absolutnie powiększenia nie szukam, ale przy pewnym rozmiarze i w pewnym wieku po prostu warto się wspomagać kosmetykami i ćwiczeniami zawczasu, żeby później nie szukać cycków na ziemi... :D



Zestaw Maybelline - tusz do rzęs Falsies Volum' Express i płyn micelarny - O Falsies, tak jak i o One by One, słyszałam i czytałam przeróżne opinie. Jedni go kochają, inni nienawidzą. One by One uwielbiam miłością szczerą i absolutną i wybaczam mu wszystkie ewentualne niedoskonałości, ale o Falsies też chciałam mieć swoje zdanie. Na razie nie otwieram, żeby mi wysechł w tempie tak ekspresowym jak wodoodporny Collosal, który po dwóch miesiącach wysechł na wiór i nie mam pojęcia co z nim zrobić... O micelu natomiast czytałam dobre opinie, więc jak wykończę moją półlitrową Biodermę lub prędzej micel z Bourjois, który mam u mojego M. w użycie pójdzie ten z zestawu. Swoją drogą teraz to chyba jestem zaopatrzona w płyny micelarne conajmniej na najbliższe pół roku :D


Ostatnią kosmetyczną paczuszką pod moją choinką była moja wymarzona Euphoria Calvina Kleina. Chorowałam na nią od roku, odkąd dostałam miniaturkę tego zapachu. Marzenie to spełniła moja kochana mama.


Drugiego dnia świąt razem z moim M. poodwiedzaliśmy nawzajem naszych rodziców - najpierw on przyjechał do mnie i mamy, a później wróciliśmy do jego rodziców. Zupełnie nie spodziewałam się, że dla mnie też się coś znajdzie, a okazało się, że tamtejszy Mikołaj zostawił dla mnie pod choinką cieplutkie, puchate, różowe kapciochy z Oysho, czyli idealny prezent dla takiego zmarźlucha, jak ja. Do kapci dołączona była bransoletka w stylu Pandory, która bardzo mi się spodobała - ma czerwony sznureczek, koralik z kwiatuszkami i kota, czyli wszystko to, co Karo lubi najbardziej! :)

Zdjęć kapci nie załączam, ponieważ już biegam w nich u mojego chłopaka i to u niego zamieszkają, razem z kolejnym puchatym prezentem, który otrzymałam właśnie od mojego M., czyli znowu - cieplutkim, puchatym i, dla odmiany, bielutkim szlafrokiem z New Look'a. Szlafroczek jest cudowny! Bardzo gorący, wykonany z grubego, miękkiego polaru, jest przemiły w dotyku i na plecach ma wyszytego słodkiego misia! Ponownie - idealny prezent dla zmarźlucha! Mogłabym w nim chodzić cały dzień... :)


 Natomiast tą bransoletkę dostałam od chrzestnej mojego M., której najwyraźniej mocno przypadłam do gustu, ponieważ zupełnie nie wpadłabym na to, że pomyśli i o mnie! Zwłaszcza, że nie odwiedzałam rodziny mojego chłopaka w Wigilię, tylko w drugi dzień Świąt! Ta bransoletka fajnie się sprawdzi do mocniejszych stylizacji, zwłaszcza na koncerty! Oby przyniosła mi szczęście przy polowaniu na bilety na Coldplay - jeśli tak będzie, to z pewnością będzie mi towarzyszyć we wrześniu 2012 na Stadionie Narodowym!

Oprócz przedstawionych wyżej skarbów dostałam również olbrzymią pakę wypełnioną słodyczami, owocami, orzechami i moimi ulubionymi płatkami! :))) Natomiast poniżej przedstawiam Wam natomiast ostatnie dwa prezenty urodzinowe, które pojawiły się u mnie nieco później niż pisałam post o urodzinowych podarkach.

Bransoletka YES Charms.
 Do mojej bransoletki z YES, dzięki mamie, dołączył nowy, urodzinowy charms w kształcie rybki. Wypatrzyłam ją jeszcze zanim dostałam moją bransoletkę i w końcu jest moja! Kolorystycznie idealnie zgrywa się w konikiem morskim i z niebieskim oczkiem Big Bena. Do kompletu marzy mi się jeszcze Wieża Eiffle'a, ale niestety YES od kilku lat już jej nie sprzedaje, a z tego co widziałam w Aparcie mają jakąś taką jakby płaską... Ładną, ale nie jest to jeszcze ideał. No cóż... Może zamiast niej wpiszę na listę Statuę Wolności lub Koloseum... :)


 A tą uroczą bransoletkę dostałam od mojej przyjaciółki - Agi. Bardzo w moim stylu, zwłaszcza dzięki kokardce i serduszku! ;)

Oprócz bransoletki dostałam również kolczyki - różowe perełki na sztyfcie, w kolorze dokładnie odpowiadającym sweterkowi, który rok wcześniej otrzymałam od Agi na urodziny... :)

No cóż... Dla mnie zawsze końcówka roku jest mocno atrakcyjna ze względu na urodziny, Mikołajki, Święta Bożego Narodzenia i Sylwester... Tyle emocji, wydarzeń i prezentów na przestrzeni zaledwie miesiąca... Warto czekać cały rok na takie skarby! :)

K.

Mam nadzieję, że Wasz Mikołaj, Gwiazdor, Gwiazdka, czy ktokolwiek podrzuca u Was prezenty był równie hojny! :)
Czytaj dalej

piątek, 30 grudnia 2011

Kate Moss dla Rimmel - swatche

Witajcie dziewczyny!

Dzisiaj przygotowałam dla Was swatche i kilka słów na temat pomadek z limitowanej edycji Kate Moss dla Rimmel...
Kate Moss dla Rimmel - 14 oraz 05.

Kolekcja ta pojawiła się w ostatnich tygodniach chyba w każdej drogerii, która w swojej ofercie posiada kosmetyki Rimmel. Na pewno znajdziecie je w Rossmanach, Naturach i Super-Pharm. O ile tusz do rzęs czy cienie zupełnie mnie nie interesowały (chwała Bogu! ileż można!), to moją uwagę mocno przykuły pomadki. Skusiłam się na dwa kolory - 05 (piękny róż z maleńką domieszką czerwieni) oraz 14 (nude, średni beż z odrobiną brązu). Pomadki te konsystencją i jakością odpowiadają szminkom z regularnej kolekcji Rimmel - Long Lasting Finish, są bardzo kremowe, nie mają tendencji do wysuszania ust i całkiem przyzwoicie trzymają kolor! Bardzo przypadło mi do gustu stylowe, czarne opakowanie z krwistoczerwonym podpisem Kate :)
Kate Moss dla Rimmel - 05.

Kate Moss dla Rimmel - 14.

Przed zakupem lepiej pooglądać swatche w internecie, ponieważ nie wszędzie są testery i nie każda drogeria ma te same kolory. I tak w Naturze i Super-Pharm testery są, a w Rossmanie już nie. W niektórych drogeriach czerwony kolor oznaczony jest numerem 01, a w innych 10, dlatego nie denerwujcie się, jeżeli upatrzona czerwień będzie miała inny numerek. 

W Polsce dostępnych jest chyba w sumie 5 kolorów. Dostępne kolory to 01/10 - strażacka czerwień, 02 - fuksjowy róż, 05 - róż z domieszką czerwieni, 07 - nudo-beż wpadający w róż, 14 -  nudo-beż wpadający odrobinę w brąz. 

Cena - moje pomadki kupiłam w promocji za ok.12zł, natomiast ich regularna cena to bodajże około 18 złotych.

Póki co nie pokuszę się o recenzję, ponieważ zbyt krótko ich używam. Zapraszam Was jednak do obejrzenia swatchy.

Podwójne maźnięcie.

U góry pojedyncze maźnięcie, u dołu podwójne.

Kate Moss dla Rimmel - 05.

Kate Moss dla Rimmel - 14.

Co ciekawe, jeśli wierzyć drogeryjnemu światłu, myślę, że odpowiedniki niektórych kolorów znajdziemy w linii, dostępnej w regularnej sprzedaży, czyli wspomnianej Long Lasting Finish. I tak 01 lub 10 (numeracja chyba zależna od dostawy, ale to ten sam kolor), mógłby być odpowiednikiem koloru 170 Alarm, a piękny fuksjowy róż 02, to odpowiednik 038 In Vogue. Natomiast kolory 07 oraz 14 prawdopodobnie mogą być odpowiednikami Nude Delight, czy Birthday Suit. Dlatego, jeśli nie załapiecie się na limitkę, to nie załamujcie rąk! ;)


***

Z ogromną satysfakcją obserwuję ciągle rosnącą liczbę na liczniku wyświetleń! Udało mi się osiągnąć liczbę 700 wyświetleń w ciągu zaledwie pierwszego miesiąca funkcjonowania bloga. To bardzo motywujące! W dodatku co jakiś czas przybywa po kilkoro obserwatorów, co bardzo, bardzo mocno doceniam. Cieszy mnie, że mój blog najwyraźniej Wam się podoba i chcecie tutaj wracać!

Dziękuję!

K.
Czytaj dalej

czwartek, 29 grudnia 2011

Essence - Stay with Me - trwały błyszczyk do ust + swatche

Witajcie Dziewczyny!

Wróciłam i ja! Wprawdzie nie zapuszczałam się na święta nigdzie dalej, niż okolice Warszawy, to jednak te święta spędziłam nieco w rozjazdach, dlatego nie mogłam porządnie przysiąść się do bloga. Jednak cały czas o Was pamiętałam i intensywnie głowiłam się nad najbliższymi recenzjami i, gdy tylko udało mi się znaleźć chwilę niezłego światła, to obfotografowałam wszystkie moje kosmetyczne łupy, denka, produkty do recenzji i co jeszcze się dało... ;) Na moim dysku czeka mnie masa zdjęć do obróbki, dlatego w najbliższych dniach spodziewajcie się nowych recenzji oraz denkowych i zakupowych postów. Ponieważ mój św. Mikołaj (i Michałkołaj też ;)) w tym roku mocno docenił moje poczynania do końca tygodnia blogiem będzie rządzić ogólne poświąteczne chwalipięctwo!

Zanim to jednak nastąpi, zapraszam Was na recenzję błyszczyka Stay with Me z Essence!

Essence Stay with Me - 02 My Favourite Milkshake
Tytułem krótkiego wstępu powinnam Was uprzedzić, że obecnie nie jestem zbyt wielką fanką błyszczyków, zdecydowanie bardziej preferuję szminki (czego wyraz zaobserwujecie w najbliższych dniach na blogu). Mimo to, po wielu miesiącach wysłuchiwania niemalże samych pieśni pochwalnych na temat błyszczyków Essence, z serii Stay with Me, w połowie grudnia zdecydowałam się kupić chyba najchętniej wybierany odcień tego specyfiku, czyli 02 my favourite milkshake.




Producent właściwie niewiele ma do powiedzenia o tym produkcie, poza tym, że błyszczyk ten ma być trwały, Ja jednak dodam od siebie nieco więcej... :)

DZIAŁANIE: Błyszczyk, w wybranym przeze mnie kolorze, przede wszystkim bardzo ładnie podkreśla mój naturalny kolor ust i chyba tym najbardziej mnie ujął. Ponadto nie wysusza, wprawdzie trudno mówić o jego szczególnej roli w nawilżeniu ust, ale nie takie jest jego zadanie. Mimo to całkiem nieźle chroni je przed wysychaniem. Co do trwałości, która jest właściwie jedyną obietnicą producenta, to niestety zupełnie nie mogę potwierdzić jego długotrwałości. U mnie trzyma się tak samo jak każdy inny błyszczyk, po czasie 1,5-2h znika zupełnie z ust, obojętnie czy jemy, pijemy, całujemy się, czy tylko pięknie wyglądamy... Dla mnie nie jest to szczególną wadą, bo właściwie nie w takim celu go kupiłam, ale dla osób szukających wytrzymałego koloru, trwałość tego błyszczyka, może być rozczarowaniem.

Usta bez niczego.
Usta pokryte kolorem 02 my favorite milkshake.
Myślę, że warto wspomnieć również o jego aplikacji. W przypadku tak przejrzystego i jasnego koloru, jak mój, właściwie nie ma ona znaczenia, ale jeżeli planujecie zakup ciemniejszego odcienia, to przede wszystkim zapomnijcie o nakładaniu go w biegu bez lusterka. Ciemniejsze odcienie będą wymagały od Was większej uwagi, ponieważ ja, przy moim jasnym widzę, że nie rozprowadza się on na ustach całkowicie równomiernie, ale, tak, jak już wspomniałam, przy jasnych kolorach, ten problem nie ma właściwie znaczenia.

KONSYSTENCJA: Ogromną zaletą tego błyszczyka jest konsystencja, która jest dużo mniej lepka niż większość znanych mi do tej pory tego typu kosmetyków. Owszem, jeśli zawieje mocny wiatr, to Wasze włosy mogą przykleić się odrobinkę do ust, ale przynajmniej nie przykleją się przy tym do połowy twarzy... ;)

ZAPACH: Trudno mi go nazwać, ale moim zdaniem, to taki typowy cukierkowo-błyszczykowy zapach. Dla mnie bardzo przyjemny.

WYDAJNOŚĆ: Ja zużywam błyszczyki w żółwim tempie, a ten mam w zasadzie od 2-3 tygodni, ale w zasadzie nie zauważyłam po nim jakiegokolwiek zużycia, mimo, że sięgam po niego co kilka dni.

OPAKOWANIE: Produkt zamknięty jest we fiolce z dość grubego i, jak sądzę, wytrzymałego plastiku. Opakowanie sprawia wrażenie trwałego i solidnego. Producent zaproponował nam ciekawe rozwiązanie w przypadku aplikatora, który ma specjalny kształt, z lekkim wgłębieniem na środku. Mi taki aplikator jak najbardziej odpowiada, uważam, że zbiera odpowiednią ilość błyszczyka do jednorazowej aplikacji.
Fiolka zawiera 4ml produktu.

Essence Stay with Me - 02 my favourite milkshake.
CENA: 8,99 zł, bardzo przystępna :)

DOSTĘPNOŚĆ: Drogeria Natura, Drogeria Yasmin, Drogeria Hebe, Douglas.

Podsumowując:
+ piękny, delikatny i naturalny kolor
+ ponadto dosyć przyzwoity wybór kolorów w serii
+ wygodny aplikator
+ zapach
+ cena

- trwałość, standardowa - na pewno nie tak trwały, jak sugerowałby to producent
- problematyczna aplikacja w przypadku ciemnych kolorów

K.
Czytaj dalej
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog template designed by SandDBlast